Turcja: Prezydent polecił wyrzucić dziesięciu ambasadorów krajów zachodnich

Turcja, Cypr, Grecja, Cypr Północny, Erdogan, ONZ, Wielka Brytania, Mitsotakis

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan / Foto via twitter [@trpresidency]

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił w sobotę (23 października), że zamierza uznać ambasadorów 10 państw m.in. USA, Francji, Niemiec i Kanady za persona non grata w swoim kraju. To odpowiedź za wezwanie do uwolnienia więzionego od 2017 r. działacza Osmana Kavali. Opozycja zarzuca Erdoganowi prowokowanie konfliktów międzynarodowych, aby ukryć trudną sytuację gospodarczą w kraju.

 

 

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił zamiar uznania ambasadorów Kanady, Danii, Francji, Niemiec, Holandii, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Nowej Zelandii i USA za persona non grata w swoim kraju.

„Ci ambasadorowie dają rozkazy naszemu ministrowi spraw zagranicznych. Co za tupet! Myślicie, że gdzie się znajdujecie. Tu jest Turcja! Także dałem rozkaz naszemu ministrowi spraw zagranicznych i powiedziałem, co należy zrobić: tych dziesięciu ambasadorów należy natychmiast uznać za persona non grata„. W ten sposób zrozumieją, czym jest Turcja”, ogłosił Erdogan podczas przemówienia w mieście Eskisehir na północy kraju. Nie podał jednak terminu, w którym dyplomaci mieliby opuścić Turcję.

Austria nie chce, żeby Turcja dołączyła do współpracy wojskowej państw UE

Powodem niechęci Wiednia jest regres demokracji w Turcji oraz jej stopniowe oddalanie się w ostatnich latach od UE.

Turcja zmierza w stronę autorytaryzmu

Siedmiu z dziesięciu ambasadorów to bliscy sojusznicy Turcji w ramach NATO. Agencja Reutera pisze, że ten krok oznaczałoby największy kryzys dyplomatyczny w stosunkach z Zachodem w historii kilkunastoletnich rządów Erdogana.

Erdogan zapowiedział, że planuje spotkać się z prezydentem USA Joe Bidenem na szczycie G20 w Rzymie w przyszły weekend.

Reuters podkreśla, że ambasadorów Kanady, Danii, Holandii, Norwegii, Szwecji, Finlandii, Nowej Zelandii, USA, Francji i Niemiec wezwano we wtorek do MSZ w Ankarze w związku z oświadczeniem, w którym napisali m.in., że sprawa Osmana Kavali „rzuca cień na szacunek dla demokracji”. Dlatego wezwali Turcję do pilnego uwolnienia działacza.

Kavala to biznesmen, filantrop i działacz społeczny oraz założyciel wielu organizacji kulturalnych i obywatelskich w kraju, nazwany przez Erdogana „czerwonym (George’em) Sorosem Turcji”. W więzieniu przebywa od czterech lat. Najpierw oskarżony był o finansowanie protestów w 2013 r., gdy został uniewinniony w tej sprawie, oskarżono go o udział w nieudanym zamachu stanu trzy lata później. Zaprzecza oskarżeniom.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał w 2019 r., że naruszono prawa Kavali do obrony. Sędziowie uznali, że nic nie wskazuje na to, by dopuścił się on jakiegokolwiek przestępstwa, i wezwali do jego uwolnienia. Również UE, do członkostwa do której formalnie od 2005 r. aspiruje Turcja, krytykowała uwięzienie Kavali przy różnych okazjach.

David Sassoli, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, napisał w mediach społecznościowych, że słowa Erdogana o wydaleniu ambasadorów świadczą o tym, że turecki rząd dryfuje w stronę autorytaryzmu. „Nie damy się zastraszyć. Wolność dla Osmana Kavali”, podkreślił.

Turcja: Erdogan chce niepodległości Cypru Północnego / Briefing z Europy

Codzienny briefing z europejskich stolic – 22 lipca.

Turecka gospodarka w tarapatach

Zgodnie z art. 9 Konwencji wiedeńskiej, która reguluje relacje między krajami, „państwo przyjmujące może w każdym czasie i bez obowiązku uzasadnienia swej decyzji zawiadomić państwo wysyłające, że szef misji bądź którykolwiek z członków personelu dyplomatycznego misji jest persona non grata albo że którykolwiek inny z członków personelu misji jest osobą niepożądaną”.

W praktyce oznacza to, że po notyfikacji zamiaru wydalenia z kraju dyplomaty, powinien opuścić on dane terytorium. W innym przypadku zostaną wycofane jego listy uwierzytelniające, co jest równoznaczne z utratą możliwości wykonywania obowiązków.

Ambasady poszczególnych państw jak na razie nie otrzymały wezwania dotyczącego opuszczenia Turcji przez ich dyplomatów. Prawdopodobnie stanie się to dopiero na początku nowego tygodnia. Reuters powołuje się na MSZ Danii, który utrzymuje, że nie otrzymał żadnej noty ze strony tureckiej. Podobnie norweskie MSZ.

Z kolei ambasady USA, Niemiec i Francji oraz Biały Dom i Departament Stanu USA nie skomentowały słów prezydenta Turcji.

W przypadku spełnienia przez Ankarę zamiaru, należy spodziewać się działań odwetowych ze strony 10-tki państw zachodnich. Wówczas Turcja pozostałaby bez ambasadorów w krajach, spośród których kilka jest jej bliskimi sojusznikami w NATO oraz ważnymi partnerami handlowymi.

Cytowany przez „Financial Times” lider największej partii opozycyjnej w Turcji Kemal Kilicdaroglu z Republikańskiej Partii Ludowej (CHP), podkreślił, że decyzja Erdogana nie służy ochronie narodowych interesów, a tworzeniu konfliktów, aby przykryć coraz gorszą sytuację gospodarczą kraju.

Inflacja w Turcji bije rekordowe poziomy. Wynosi obecnie 19,6 proc. Bank centralny tego kraju jednak zdecydował się na obniżkę stóp procentowych aż o 200 punktów bazowych do poziomu 16 proc.

Inwestorzy zareagowali wyprzedażą krajowej waluty. Po decyzji lira traci do dolara względem środowego (20 października) zamknięcia ponad 2 proc., pogłębiając rekord słabości z ostatnich tygodni, a od początku roku jest już na 21-procentowym minusie.

Tymczasem w gospodarce Turcji ceny rosną w tempie 19,6 proc. w skali roku. „Turcja przechodzi od jednego kryzysu do drugiego. One wynikają ze złej polityki, więc można sobie wyobrazić, że ten nadchodzący nie jest ostatni”, stwierdził cytowany przez portal Business Insider Cristian Maggio z biura maklerskiego TD Securities.

Według najnowszego sondażu pracowni MetroPOLL Partia Sprawiedliwości i Rozwoju Erdogana może liczyć na 32 proc. poparcia, a CHP na 26 proc.