Białoruś: Więzień polityczny okaleczył się w akcie protestu na sali sądowej

Ściapan Łatypau, białoruski opozycjonista, który w akcie protestu okaleczył się na sali sądowej w Mińsku, źródło: Facebook/Вясна. Правы чалавека ў Беларусі/Viasna. Human rights in Belarus (@ViasnaHumanRights)

Ściapan Łatypau, białoruski opozycjonista, który w akcie protestu okaleczył się na sali sądowej w Mińsku, źródło: Facebook/Вясна. Правы чалавека ў Беларусі/Viasna. Human rights in Belarus (@ViasnaHumanRights)

Do dramatycznych scen doszło na sali rozpraw w Mińsku. Sądzony tam białoruski opozycjonista Ściapan Łatypau przebił sobie długopisem gardło, aby zaprotestować przeciw groźbom jakie służby kierowały wobec jego rodziny i sąsiadów.

 

 

41-letni Ściapan Łatypau (z zawodu ogrodnik specjalizujący się w opiece nad drzewami) mieszkał w Mińsku przy tzw. Placu Zmian. To podwórko na jednym z blokowisk, na którym malowane były opozycyjne murale i gdzie organizowano spontaniczne antyreżimowe wiece czy koncerty. Placem Zmian owo miejsce ochrzcili sami mieszkańcy.

Unia Europejska zamyka niebo dla białoruskich samolotów: Najbardziej ucierpią przeciwnicy Łukaszenki?

„Białorusini nie mają teraz możliwości ucieczki z Białorusi, gdy chcą umknąć przed reżimem”, podkreśla liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska.

Aresztowany na Placu Zmian

Opozycyjne podwórko w Mińsku bardzo drażniło białoruskie władze. Łatypau zaś administrował sąsiedzkim kanałem w serwisie internetowym Telegram, na którym informował m.in. o tym co dzieje się na Placu Zmian.

Dlatego we wrześniu ubiegłego roku zatrzymano go i oskarżono o organizowanie zamieszek, a także atakowanie funkcjonariuszy milicji. Doszło to tego, gdy grupa mieszkańców usiłowała nie dopuścić do zamalowania opozycyjnego muralu.

Dodatkowo Łatypau usłyszał zarzut oszustwa oraz posiadania „zakazanej symboliki”. Były to biało-czerwono-białe historyczne białoruskie flagi, których używa na manifestacjach opozycjach. Planowano mu również postawić zarzut „próby otrucia funkcjonariuszy publicznych”, ale ostatecznie się z tego wycofano.

NATO ogranicza dostęp Białorusi do kwatery głównej Sojuszu

Decyzja związana jest z uprowadzeniem przed tygodniem samolotu Ryanair i zatrzymaniem blogera Ramana Pratasiewicza.

Groźby wobec rodziny opozycjonisty

Łatypau, któremu grozi kilkuletnia odsiadka, od ubiegłej jesieni przebywał w areszcie. Białoruskie Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” uznało go za więźnia politycznego. Wczoraj (1 czerwca) w mińskim sądzie miała się odbyć pierwsza rozprawa w jego sprawie.

Ale białoruski opozycjonista zdecydował się na desperacki krok. Aby zaprotestować przeciw brutalnemu traktowaniu go w więzieniu oraz groźbom kierowanym wobec jego rodziny i sąsiadów, wbił sobie długopis w gardło i poważnie się okaleczył.

Zanim to zrobił, wszedł na ławkę i wykrzyczał, że „przez 51 dni trzymano go w jednej celi ze sprawcami ciężkich przestępstw, którzy są niestabilni psychicznie”. Miało to wymusić na nim składanie obciążających go zeznań. Dziennikarze zauważyli też na jego twarzy ślady pobicia.

Dodatkowo straszono go, że jeśli nie przyzna się do wszystkich stawianych mu zarzutów, sprawy karne zostaną wszczęte wobec wszystkich członków jego rodziny oraz jego sąsiadów z Placu Zmian.

Białoruś pozywa mera Rygi i szefa dyplomacji Łotwy. Powodem "zbezczeszczenie symboliki państwowej"

Zarzuty wobec dwóch łotewskich polityków dotyczą „zbeszczeszczenia symboliki państwowej”.

Dramat na sali sądowej

Łatypau znajdował się na sali sądowej w specjalnej klatce. W wielu sprawach karnych, nawet w przypadku gdy więźniowe nie są uznani za niebezpiecznych, umieszcza się ich w sądzie za kratami. Ten wciąż praktykowany m.in. na Białorusi i w Rosji obyczaj trwa jeszcze od czasów ZSRR.

Okazało się jednak, że sądowi konwojenci nie mają kluczy do klatki, więc nie można było opozycjoniście od razu udzielić pomocy. Zanim klucze się znalazły, Łatypau zdążył więc już stracić przytomność.

Wezwana na miejsce karetka przewiozła go do szpitala, gdzie wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Gdy Łatypaua wkładano do karetki, zebrany przed budynkiem sądu tłum skandował: „Ściapan żyj, Ściapan trzymaj się!”.

„Białoruski działacz, więzień polityczny Ściapan Łatypau poderżnął sobie dziś gardło na sali sądowej. Grożono mu, że jego rodzina będzie prześladowana, jeśli nie przyzna się do winy. To wynik terroru państwowego, represji, tortur na Białorusi. Musimy to natychmiast zatrzymać!” – napisała później na Twitterze liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska.

USA wznawiają sankcje przeciwko Białorusi

Jest to odpowiedź na uprowadzenie przez reżim w Mińsku samolotu Ryanair i zatrzymanie blogera Ramana Pratasiewicza.

Plac Zmian miejscem śmierci innego opozycjonisty

Niezależne białoruskie media przypomniały zaś, że Plac Zmian w Mińsku wiąże się z dramatem jeszcze jednego opozycjonisty. W listopadzie ubiegłego roku został tam pobity na śmierć przez nieznanych sprawców (prawdopodobnie funkcjonariuszy KGB) 31-letni Raman Bandarienka.

Ów były żołnierz wyszedł na plac, aby zaprotestować przeciw usuwaniu opozycyjnych flag. Po tym jak go pobito, został wciągnięty do samochodu i wywieziony w nieznane miejsce. Kilka godzin później milicja przywiozła go na szpitalny oddział ratunkowy, ale lekarzom nie udało się go już uratować.

W oficjalnym milicyjnym raporcie napisano, że Bandarienka przewrócił się na ulicy i uderzył w głowę, ponieważ był pijany. Jednak dziennikarka niezależnego portalu TUT.by Kaciaryna Barysewicz ujawniła dokumenty z sekcji zwłok opozycjonisty.

Napisano w nim, że Bandarienka był trzeźwy, a obrażenia wskazują na pobicie go przez grupę osób. Dziennikarka trafiła za to później na trzy miesiące do kolonii karnej. Postawiono jej bowiem zarzut „ujawnienia tajemnicy medycznej”, choć rodzice Bandarienki podziękowali jej za ustalenie prawdy o śmierci ich syna.