Białoruś: Strajki i „żywe łańcuchy” na ulicach

"Biały protest" kobiet w Mińsku, źródło: Twitter

"Biały protest" kobiet w Mińsku, źródło: Twitter

W czwartek (13 sierpnia) antyłukaszenkowskie protesty zaczęły się wcześniej niż w ostatnich dniach. Ludzie zamiast wieczorem, zaczęli na ulice wychodzić już przed południem. Załogi kolejnych państwowych fabryk ogłaszają strajki.

 

Po wczorajszych, mniej licznych niż wcześniej manifestacjach w Mińsku wydawało się, że powyborczy ruch protestacyjny na Białorusi zaczyna słabnąć. Ale dziś na ulice białoruskiej stolicy ludzie zaczęli wychodzić o wiele wcześniej i liczniej niż w środę.

Przede wszystkim kontynuowany był rozpoczęty wczoraj „protest kobiet”. Ubrane albo całkiem, albo w części na biało kobiety przeszły spokojnie w dużej liczbie ulicami Mińska. Część z nich miała ze sobą białe wstążki lub białe kwiaty. Kolor biały stał się kolorem sprzeciwu wobec 26 lat dyktatorskich rządów Aleksandra Łukaszenki.

Jednocześnie w ciągu dnia kolejne tysiące osób zaczęły formować wzdłuż głównych ulic tzw. żywe łańcuchy. Mieszkańcy Mińska albo trzymając się za ręce, albo stojąc w bliskiej odległości od siebie wyciągali w górę dłonie z palcami ułożonym w znak zwycięstwa albo machali biało-czerwono-białymi flagami, jakie były barwami narodowymi Białorusi przed epoką rządów Łukaszenki.

Protesty odbywały się spokojnie, więc milicja na nie nie reagowała. Natomiast zdarzało się, że milicjanci zatrzymywali lub bili kierowców, którzy tworzyli sztuczne korki (utrudniające służbom bezpieczeństwa poruszanie się po mieście) lub klaksonami wyrażali swoje poparcie dla protestów. Na ogół jednak było spokojnie.

Białoruś: Zatrzymano trzech Polaków

W trakcie trwających od niedzieli protestów na Białorusi zatrzymano trzech Polaków – potwierdził polski MSZ. “Nasz ambasador interweniował w sprawie zatrzymania trzech obywateli Polski w białoruskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Mińsku” – powiedział wiceszef resortu Paweł Jabłoński.
 

Wczoraj (12 sierpnia) Włochom …

Strajki w kolejnych fabrykach

Tymczasem kolejne państwowe fabryki zaczęły ogłaszać strajki. Strajkują m.in. pracownicy fabryki największych na świecie ciężarówek BiełAZ w Żodzino, Mińskich Zakładów Samochodowych MAZ, grodzieńskie fabryki elementów budowlanych Grodnożilstroj, zakładów Grodno Azot czy fabryk spożywczych w różnych miastach oraz cukrowni w Żabince.

Do części protestujących wyszli członkowie dyrekcji fabryk lub przedstawiciele lokalnych władz i próbowali przekonać robotników do odwołania strajków. Ale na umieszczonych w internecie filmach widać jak w niektórych zakładach pracownicy ogłaszają „spontaniczne sondaże”.

Przez podniesienie rąk pokazują, ilu z nich głosowało na Łukaszenkę, a ilu na jego główną kontrkandydatkę Swiatłanę Cichanouską. Poparcie dla tej drugiej jest przytłaczające, choć oficjalnie urzędujący prezydent dostał ponad 80 proc. głosów, a jego rywalka tylko 10 proc.

Senat jednomyślnie przyjął rezolucję ws. sytuacji na Białorusi

Senat przyjął rezolucję ws. sytuacji na Białorusi, w której apelował do prezydenta Łukaszenki o zaprzestanie represji, do prezydenta Dudy o zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a do organizacji międzynarodowych, zwłaszcza  do UE – o wykorzystanie dyplomatycznych instrumentów przeciw przemocy i represjom.  

Milicjanci odchodzą z pracy

Brutalność milicji pacyfikującej od niedzieli opozycyjne protesty coraz bardziej rozżala Białorusinów. W sieci pojawia się coraz więcej nagrań, gdy zwykli mieszkańcy Mińska, często starsze kobiety, sztorcują młodych chłopców w milicyjnych mundurach.

Tymczasem w szpitalach przybywa rannych i poszkodowanych manifestantów. W aresztach jest już ponad 6 tys. osób, a w szpitalach ponad 200. Są także dwie ofiary śmiertelne. Jeden mężczyzna zginął na ulicy w poniedziałek po tym jak trafił go w brzuch milicyjny granat hukowy, drugi zaś zmarł w areszcie po tym jak kilka godzin był trzymany w blaszanej więźniarce w czasie wielkiego upału.

Lekarze ze szpitali w Mińsku i innych dużych miastach apelują do władz o zakończenie stosowania przemocy i alarmują, że przybywa osób ciężko pobitych. Dziś także kilku milicjantów demonstracyjnie odeszło z pracy, odmawiając udziału w akcjach pacyfikacyjnych.

W sieci pojawiły się też nagrania były funkcjonariuszy milicyjnych oddziałów specjalnych, którzy palą swoje dawne mundury, wcześniej zdzierając z nich dystynkcje i tłumacząc, że obecne działania władz „splamiły te mundury”.

Z pracy odeszło też kilku dziennikarzy państwowych mediów, którzy w ten sposób protestują przeciw publikowaniu w nich kłamstw na temat protestów. Główny program informacyjny „Panorama” w państwowej telewizji BT przekonuje, że protesty to „chuligańskie zamieszki z udziałem osób mówiących z ukraińskim akcentem i pod wpływem alkoholu oraz narkotyków, które są sterowane z zagranicy”.