Białoruś: Sąd skazał dziennikarkę, która ujawniła informacje o śmierci opozycjonisty

Dziennikarka i lekarz zostali skazani za ujawnienie prawdy o pobiciu opozycjonisty (Photo by Grant Durr on Unsplash)

Dziennikarka i lekarz zostali skazani za ujawnienie prawdy o pobiciu opozycjonisty (Photo by Grant Durr on Unsplash)

Sześć miesięcy ma spędzić w kolonii karnej dziennikarka niezależnego białoruskiego portalu TUT.by, która ujawniła informacje z sekcji zwłok opozycjonisty Ramana Bandarienki. Dowiodły one, że zmarł on w wyniku pobicia oraz, że wbrew zeznaniom milicjantów został znaleziony pijany na ulicy.

 

Natomiast lekarz, który ujawnił dziennikarce raport medyczny dotyczący zmarłego, został skazany na dwa lata więzienia, ale w zawieszeniu w zawieszeniu na rok.

Dziennikarka i lekarz ujawniają prawdę

31-letni Raman Bandarienka w listopadzie ubiegłego roku został pobity i wywieziony przez grupę zamaskowanych mężczyzn, gdy wyszedł zaprotestować przeciw zrywaniu na jednym podwórek na mińskim blokowisku (nazwanym nieoficjalnie Placem Przemian) opozycyjnej symboliki.

Dobę później do jednego ze stołecznych szpitali przywiózł go nieprzytomnego patrol milicyjny. Niestety kilka godzin później mężczyzna zmarł. Oficjalnie milicja poinformowała, że znaleziono go pijanego i nieprzytomnego na ulicy.

Milicjanci oficjalnie też uznali, że Bandarienka wdał się w „sąsiedzką kłótnię”. Takie ustalenia podał też do wiadomości publicznej białoruski Komitet Śledczy. Ale lekarz, który go badał – Artiom Sorokin – poinformował niezależną dziennikarkę Kaciarynę Barysewicz o tym, że Bandarienka wyraźnie został pobity przez grupę osób, a także, że w jego organizmie nie wykryto alkoholu.

Sprawę opisał niezależny portal TUT.by (to najstarszy białoruski portal internetowy), który od sierpnia ubiegłego roku relacjonuje wszystkie antyłukaszenkowskie protesty. Władze jednak pozbawiły TUT.by statusu medium (co uniemożliwia udział jego dziennikarzy np. w konferencjach prasowych czy prawa do relacjonowania manifestacji), zaś dziennikarka oraz lekarz otrzymali prokuratorskie zarzuty ujawnienia tajemnicy medycznej.

Białoruś: Protesty po śmiertelnym pobiciu 31-latka. Najprawdopodobniej pobili go milicjanci

Od 9 sierpnia, czyli od dnia wyborów prezydenckich, na Białorusi zginęło 7 uczestników opozycyjnych protestów.

Sprawcy zabójstwa wciąż nie ustaleni

Dziś (2 marca) sąd w Mińsku skazał oboje. Barysewicz otrzymała wyrok 6 miesięcy pobytu w kolonii karnej, zaś Sorokin wyrok dwóch lat więzienia, ale w zawieszeniu. Oboje mają też zapłacić grzywny – dziennikarka 2900 rubli białoruskich (około 4200 złotych), a lekarz 1450 rubli (około 2100 złotych).

Sędziowie nie wzięli pod uwagę tego, że tajemnicę lekarską złamano w interesie publicznym, choć nawet białoruski Komitet Śledczy postanowił po tej publikacji wszcząć w końcu oficjalne śledztwo w sprawie śmierci Bandarienki.

Także rodzina zabitego mężczyzny nie rościłą do dziennikarki i lekarza żadnych pretensji, a nawet wyraziła wdzięczność za ujawnienie prawdy o jego pobiciu. Śmierć Bandarienki wystąpiła z powodu poważnego urazu głowy i pęknięcia czaszki.

Wciąż jednak nie doszło do zatrzymań potencjalnych sprawców tego zabójstwa. Obrońcy praw człowieka podejrzewają, że stoi za nim KGB. Wśród osób, które na Placu Przemian pobiły i wepchnęły siłą do nieoznakowanego busa Bandarienkę część świadków miała widzieć osoby znane z represji wobec opozycji.

Białoruś: Dwa lata więzienia dla dziennikarek telewizji Biełsat

Wyrok ten jest wynikiem jednego z postępowań toczących się przeciwko uczestnikom protestów, które wybuchły po zeszłorocznych wyborach prezydenckich.

Represje wobec dziennikarzy na Białorusi

Wyrok skazujący Kaciarynę Barysewicz to kolejna represja wobec niezależnych dziennikarzy na Białorusi. W połowie lutego na dwa lata lata kolonii karnej skazano dziennikarki telewizji Biełsat Kaciarynę Adrejewą i Darję Czulcową, które zostały uznane za organizatorki opozycyjnej manifestacji, choć tylko ją relacjonowały.

Wkrótce ruszą też procesy szefostwa białoruskiego Press Clubu, które jest oskarżone o rzekome podatkowe nieprawidłowości. Milicja przeprowadziła też przeszukania w siedzibie niezależnego Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy. Kierownictwo tej organizacji zostało jednak po kilku godzinach wypuszczone z milicyjnych komisariatów.