Białoruś: Jeden z wyborczych rywali Łukaszenki aresztowany

Wiktar Babryka, źródło: Facebook/Виктор Бабарико

Wiktar Babryka, źródło: Facebook/Виктор Бабарико

Wiktar Babaryka, jeden z potencjalnych kontrkandydatów Aleksandra Łukaszenki w sierpniowych wyborach prezydenckich został aresztowany. Pogłoski o tym krążyły od rana, ale dopiero popołudniu potwierdzono to oficjalnie.

 

56-letni Wiktar Babaryka przez 20 lat był prezesem Biełhazprambanku, działającego na Białorusi banku należącego w 99 proc. do dwóch rosyjskich spółek – Gazpromu i Gazprombanku. Swoją funkcję przestał pełnić w maju tego roku.

Krótko potem ogłosił, że chce wystartować w zaplanowanych na 9 sierpnia wyborach prezydenckich. Babaryka nie był dotąd znany z działalności politycznej. W wywiadach twierdzi, że chce reprezentować tych Białorusinów, którzy od objęcia w 1994 r. władzy przez Aleksandra Łukaszenkę nie chodzili głosować.

W ocenie wielu ekspertów Babaryka, jako były wysoki rangą menedżer w spółce zależnej Gazpromu może być człowiekiem, którego chętnie na fotelu białoruskiego prezydenta widziałaby Rosja, ale sam kandydat się od takich powiązań oficjalnie dystansuje.

Szybko udało mu się zebrać wymagane do rejestracji kandydatury 100 tys. podpisów. Sam twierdzi, że zebrał ich już nawet 500 tys. Można je bowiem zbierać jeszcze do jutra (19 czerwca).

Babaryka przez dotąd działających w opozycji do Łukaszenki polityków jest postrzegany z dużą rezerwą, ale bez wątpienia udało mu się zmobilizować spory elektorat. A do tego ma pieniądze na prowadzenie kampanii wyborczej.

Białoruś przed wyborami prezydenckimi

Białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka podpisał wczoraj dekret o dymisji rządu Siarhieja Rumasa – podała państwowa telewizja.

Babaryka i kontrola w Biełhazprambanku

Teraz jednak okazuje się, że Babaryka został przez białoruskie władze aresztowany. Od dzisiejszego poranka nie mogli się z nim skontaktować jego współpracownicy, ale oficjalnie miejsce jego pobytu nie było znane.

Od początku jednak podejrzewano, że mogło dojść do jego zatrzymania. Popołudniu te podejrzenia potwierdził Komitetu Kontroli Państwowej (KGK) Iwan Cierciel, który wystąpił w państwowej telewizji.

Cierciel oświadczył, że Babaryka „był bezpośrednim organizatorem nielegalnych działań oraz próbował wpływać na świadków, zatrzeć ślady wcześniejszych przestępstw i dosłownie kilka dni temu próbował wypłacić im dużą sumę pieniędzy”.

Chodzi o wyniki kontroli jaką wszczęto w Biełhazprambanku po tym jak jego wieloletni prezes rzucił wyborczą rękawicę prezydentowi Łukaszence. Miała ona wykazać, że w banku tym zajmowano się praniem pieniędzy oraz wyprowadzaniem z niego dużych sum zagranicę.

Jak wyjaśniał Cierciel, badane są „machinacje z wekslami na sumę ponad 60 mln dolarów, w efekcie których na zagraniczne rachunki w kontrolowanych przez grupę przestępczą strukturach wyprowadzono dużą sumę pieniędzy oraz schematy prania pieniędzy, w ramach których wyprowadzano duże sumy w walucie do banków zagranicznych”.

Chodzić ma w tym przypadku o działający na Łotwie bank ABLV, do którego w ciągu kilku ostatnich lat miało trafić nielegalnie 430 mln dolarów. Dodatkowo w Biełhazprambanku miało dochodzić do przyjmowania łapówek za przyznawanie atrakcyjnych kredytów. Cierciel ocenił, ża za rzekomymi działaniami Babaryki „stoją jego wielcy patroni z Gazpromu”.

Premier Węgier z wizytą na Białorusi

Viktor Orbán przyjął zaproszenie Alaksandra Łukaszenki i udał się dziś z oficjalną wizytą na Białoruś. W Mińsku mówił o znoszeniu unijnych sankcji i węgiersko-białoruskiej współpracy w energetyce jądrowej.

Sygnał do ataku dał sam Łukaszenka

W sumie aresztowanych w związku z tą sprawą miało zostać ponad 20 osób i niewykluczone są kolejne zatrzymania. „Praktycznie wszyscy już aresztowani ludzie współpracują ze śledczymi i składają zeznania przeciwko Babaryce jako organizatorowi całego procederu” – powiedział prokurator Cierciel. Zapewnił też, że cała sprawa nie ma związku z kampanią wyborczą.

Ale w te zapewnienia mało kto na Białorusi wierzy. Babaryka został zatrzymany przedostatniego dnia zbierania podpisów, a więc tuż przed tym jak jego kandydatura miałaby zostać formalnie zarejestrowana. Zatrzymany i przesłuchany został także jego syn Eduard Babaryka. Obaj byli w drodze do Państwowej Komisji Wyborczej, aby zawieźć kolejne arkusze z podpisami.

Wczoraj natomiast zablokowane zostały konta bankowe funduszu wyborczego Babaryki. Wcześniej do aresztów pod różnymi zarzutami (np. niepłacenia podatków) trafiło też wielu jego współpracowników czy przyjaciół.

Sygnał do ataku na Babarykę dał jeszcze maju sam Łukaszenka, gdy nakazał publicznie śledczym, aby „przyjrzeli się spółce Privat Leasing, bo doszło tam do poważnych przestępstw”. Privat Leasing to jednak ze spółek należących do Biełhazprambanku.

Białoruski prezydent oskarżył też Babarykę o kradzież cennych obrazów. Chodzi o płótna m.in. Marca Chagalla oraz innych urodzonych na terenie dzisiejszej Białorusi artystów, które Biełhazprambank zakupił i od 10 lat wiszą w galerii Babaryki w Mińsku.

Zaniepokojenie aresztowaniem Babaryki wyraził już przed przedstawicielstwa Unii Europejskiej na Białorusi Dirk Schuebel.

Unia Europejska upomina się o uwięzionego białoruskiego blogera – Siarhieja Cichanouskiego

Unia Europejska wezwała Białoruś do natychmiastowego uwolnienia niezależnego białoruskiego blogera Siarhieja Cichanouskiego. Jego żona jest opozycyjną kandydatką w zbliżających się wyborach prezydenckich.

Inni kandydaci też z kłopotami

Białoruskie służby śledcze zajmują się także innymi potencjalnymi kontrkandydatami Łukaszenki. Jeszcze zanim formalnie można było zarejestrować komitet wyborczy, do aresztu trafił Siarhiej Cichanouski, popularny i mocno w ostatnich miesiącach atakujący Łukaszenkę wideobloger.

Z tego powodu ostatecznie zarejestrowano jako kandydatkę jego żonę Swiatłanę Cichanouską. Na jej wiece polityczne i akcje zbierania podpisów przychodzą tysiące Białorusinów, a w obronie jej aresztowanego męża odbyły się największe od ponad dekady opozycyjne protesty.

Służby węszą również wokół komitetu wyborczego Walerego Capkały, niegdysiejszego białoruskiego ambasadora w USA i doradcy Łukaszenki, który teraz także chce powalczyć o prezydenturę. Gdy jego sztab ogłosił zebranie 120 tys. podpisów, milicjanci zaczęli obserwować jego współpracowników.

Wybory prezydenckie na Białorusi odbędą się 9 sierpnia. Aleksander Łukaszenka chce w nich uzyskać wybór na szóstą z kolei kadencję.