Białoruś: Dwa lata więzienia dla dziennikarek telewizji Biełsat

Białoruski sąd zdecydował o karze dwóch lat pozbawienia wolności dla dziennikarek telewizji Bielsat – Kaciaryny Adrejewej i Darji Czulcowej / Zdjęcie: Twitter @Bielsat_pl

Białoruski sąd zdecydował o karze dwóch lat pozbawienia wolności dla dziennikarek telewizji Biełsat – Kaciaryny Adrejewej i Darji Czulcowej. Wyrok ten jest wynikiem jednego z postępowań toczących się przeciwko uczestnikom protestów, które wybuchły po zeszłorocznych wyborach prezydenckich.

 

 

Obu dziennikarkom groziło do trzech lat łagru za relację manifestacji na tzw. Placu Przemian, która wybuchła 15 listopada 2020 roku po śmierci 31-letniego Romana Bondarenko. Śledczy twierdzili, że dziennikarki, filmując protest z 14 piętra bloku mieszkalnego, zachęcały do zamieszek, które zatrzymały 13 linii autobusowych, a także zablokowały trolejbusy i tramwaje.

Miało to wygenerować straty w wysokości 11 562 rubli białoruskich dla przedsiębiorstwa transportowego Minsktrans. Jak jednak informuje telewizja Biełsat, wskazane trasy nie przebiegają przez plac, którego teren filmowały dziennikarki. Mimo to krewni dziennikarek uiścili należną kwotę. Dlatego też Minsktrans (przedsiębiorstwo komunikacji w stolicy Białorusi) we wtorek (16 lutego) wycofał pozew cywilny. Kobiety nadal odpowiadają za naruszenie porządku publicznego.

Sędzia zdecydowała o zaliczeniu okresu przebywania w areszcie do wyroku. Kamera oraz statyw odebrane dziennikarkom zostały skonfiskowane na rzecz państwa, nakazano też zniszczenie znalezionych przy nich zeszytów, notatek oraz nalepek.

Na sali sądowej obecne były zarówno rodziny oskarżonych, jak i przedstawiciele misji dyplomatycznych na Białorusi. Proces prowadzony jest przez sędzię Natallę Buhuk, która od czasu wyborów z 9 sierpnia ukarała 44 protestujących łącznie 499 dniami aresztu, a w samym grudniu 2020 r. wydała wyroki na łącznie 300 dni aresztu.

Zarówno 23-letnia Czulcowa, jak i 27-letnia Andrejewa nie przyznały się do winy. Andrejewa oświadczyła, że tłum zebrał się na placu już wcześniej niż zaczęła filmować, zaś oglądanie transmisji nie było możliwe ze względu na to, że władze blokowały dostęp do sieci w Mińsku. Prawnik dziennikarek zapowiedział odwołanie się od wyroku sądu.

W sprawie dziennikarek wypowiedziała się także liderka białoruskiej opozycji, Swiatłana Cichanouska: „Wystarczy spojrzeć na Darjię i Kaciarynę – silne, uśmiechnięte i żegnające się ze swoimi bliskimi przez kraty. Łukaszenka nie może nas złamać” – napisała na Twitterze.

Zarówno Litwa, gdzie obecnie przebywa Cichanouska, jak i Polska, z której nadaje telewizja Biełsat, skrytykowały działania wymierzone w dziennikarzy i protestujących na Białorusi.

Szacuje się, iż w trakcie protestów, które miały miejsce w ostatnich miesiącach, doszło do zatrzymania ponad 30 tys. osób. W najbliższy piątek (19 lutego) ma ruszyć proces dziennikarza, który zaprzeczył zapewnieniom rządu, jakoby Raman Bandarienka miał być pijany w chwili śmierci.

31-letni Bandarienka został w 11 listopada 2020 r. zatrzymany przez nieumundurowanych ludzi na tzw. Placu Przemian. Mężczyzna zmarł w szpitalu, po tym jak został tam przewieziony ze śladami ciężkiego pobicia z milicyjnego komisariatu.