Białoruś: Andżelika Borys i Andrzej Poczobut w areszcie już od pół roku

Andrzej Poczobut, źródło: Wikipedia, fot. Tomasz Bladyniec (CC BY-SA 3.0)

Andrzej Poczobut, źródło: Wikipedia, fot. Tomasz Bladyniec (CC BY-SA 3.0)

Minęło sześć miesięcy od aresztowania działaczy Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys oraz Andrzeja Poczobuta. Oboje przebywają obecnie w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Żodzino na wschód od Mińska. Poczobut przekazał, że Aleksandra Łukaszenki o łaskę prosić nie zamierza.

 

Prezes Związku Polaków na Białorusi (ZPB) Andżelika Borys została zatrzymana w Grodnie pod koniec marca, krótko potem okazało się, że została tymczasowo aresztowana. Najpierw przyczyną tego był zarzut zorganizowania bez odpowiednich pozwoleń tradycyjnego wielkanocnego festynu „Grodzieńskie Kaziuki”.

Potem jednak doszedł dużo poważniejszy zarzut „podżegania do nienawiści” i „gloryfikowania zbrodni nazistowskich”. W ten sposób białoruskie władze zaklasyfikowały zorganizowanie przez ZPB niewielkiej uroczystości upamiętniającej żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego z okresu tuż po II wojnie światowej.

Uderzenie reżimu w Polaków

Jednym z pierwszych, którzy poinformowali wówczas o aresztowaniu Borys był członek zarządu ZPB, a jednocześnie dziennikarz i korespondent polskich mediów na Białorusi (współpracownik m.in. „Gazety Wyborczej”) Andrzej Poczobut.

On sam został – pod tymi samymi zarzutami co Borys – zatrzymany dwa dni później. Do grodzieńskiego aresztu trafiło jeszcze kilka lokalnych działaczek polskich organizacji, m.in. z Grodna, Lidy, Wołkowyska i Brześcia. Później wszystkich przewieziono do Mińska i Żodzino.

Pod dwóch miesiącach jednak wszystkich – poza właśnie Borys i Poczobutem – wypuszczono. Państwowe białoruskie media zaczęły też polskich działaczy oskarżać o to, że „podżegali do buntu podczas antyrządowych protestów”, a także działali na rzecz „ponownego przyłączenia Grodzieńszczyzny do Polski”.

Poczobut nie chce prosić o łaskę

Wszczęta wobec polskich działaczy przez białoruski wymiar sprawiedliwości sprawa karna została uznana za motywowaną politycznie i będącą reakcją na wsparcie przez polskie władze prodemokratycznej opozycji na Białorusi. Warszawa wielokrotnie domagała się uwolnienia Borys i Poczobuta, a prezydent Andrzej Duda mówił o tym nawet w swoim wystąpieniu na forum ONZ.

Białoruskie władze prawdopodobnie usiłują zmusić polskich działaczy do ubiegania się o łaskę prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Żona Andrzeja Poczobuta – Oksana Poczobut – poinformowała, że tylko we wrześniu trzykrotnie dostał on list od związanego z reżimem polityka polityka Andreja Waskrasieńskiego, który namawiał polskiego dziennikarz do „pokajania się”.

Ale Andrzej Poczobut, w liście przekazanym Radiu Swoboda, poinformował, że nie będzie się ubiegał o łaskę dyktatora. „Nie potrzebuję ułaskawień. Nie zamierzam służyć ani prosić, nawet jeśli próbują mnie do tego zmusić. W przypadkach takich jak mój takie zachowanie byłoby niemoralne, niegodne pamięci bohaterów AK, którzy zawsze mnie inspirowali” – napisał.

Borys i Poczobut chorują w więzieniu

Przekazał też, że „wie, że w więzieniach i koloniach karnych może spędzić wiele lat”. Wcześniej Poczobut skarżył się na poważne problemy ze zdrowiem, w tym kardiologiczne i gastrologiczne. Przeszedł także za kratami zakażenie koronawirusem.

Władze więzienne, według relacji jego żony, miały mu utrudniać leczenie, nie dopuszczać do niego lekarza oraz przetrzymywać bez uzasadnienia przekazane mu od rodziny niezbędne leki. W ten sposób próbowano na niego wywrzeć presję, aby oficjalnie poprosił o łaskę.

Na kłopoty zdrowotne skarżyła się także Andżelika Borys. Miała chorować na serce oraz mieć problemy stomatologiczne. Obecny stan zdrowia polskich działaczy jest jednak trudny do oceny, bo mają oni ograniczony kontakt z rodzinami i prawnikami. Obojgu grozi nawet 12 lat więzienia.