Belgijska prowincja eksperymentuje z demokracją. Czy wynajdzie antidotum na populizm?

Belgia-Bruksela-populizm-demokracja-bezpośrednia-trump-wilders-lePen-Juncker-unia-europejska

Budynek władz regionalnych w Eupen w czasie lutowego karnawału. Fot. Maciej Bochajczuk.

W Belgii trwa polityczny eksperyment. Być może właśnie tam wykuwa się przyszłość demokracji. Od 2019 r. każdy mieszkaniec Niemieckojęzycznej Wspólnoty Belgii ma szansę uczestniczyć w tworzeniu regionalnego prawa.

 

 

Tym razem nie chodzi o całą Belgię, której konstrukcja to jeden wielki poligon doświadczalny, ale o jej malutki wycinek znany w Polsce jako Eupen i Malmedy. Niewiele osób interesuje się niewielką belgijską mniejszością niemiecką, a jeszcze mniej wie o tym, że ma ona parlament.

Eupen i Malmedy świetnie nadają się na laboratorium. Terytorium łącznie dziewięciu gmin zamieszkuje raptem 77 tys. osób. Rok temu minęło sto lat od wejścia w życie Traktatu Wersalskiego, na mocy którego niemieckie wcześniej ziemie przyłączono do Królestwa Belgii.

Why is “Hotel Rwanda” hero facing a trial? [PODCAST]

Paul Rusesabagina saved more than one thousand people during the 1994 genocide in Rwanda. Last year he was kidnapped and brought before the court in Kigali where he now faces charges of terrorism.

Niemieckojęzyczni Belgowie biorą sprawy demokracji w swoje ręce

Dziś mieszkańcy „Kantonów Wschodnich” (niderl. Oostkantons) mają status jednej z najlepiej chronionych mniejszości na świecie. W myśl federalnej logiki Belgii przysługuje im autonomia w zakresie oświaty, kultury, samorządów, budownictwa socjalnego i subsydiowania odnawialnych źródeł energii.

Niemieckojęzyczni Belgowie mają własny parlament, rząd z czterema ministrami, radio i telewizję. Niemiecki jest jednym z trzech oficjalnych języków kraju, mimo że na co dzień posługuje się nim mniej niż 1 proc. ludności. Każda kolejna reforma pogłębiająca federalizację Belgii będzie równoznaczna z dalszym poszerzeniem niezależności regionu.

Skala mikro pozwala na przetestowanie rozwiązań dla problemów, które trapią zachodnią demokrację w znacznie szerszym wymiarze. W Belgii i nie tylko politycy jako grupa nie cieszą się, oględnie rzecz ujmując, wysokim zaufaniem społecznym.

Paul Rusesabagina: Dlaczego Rwanda sądzi bohatera czasów ludobójstwa?

Historia Paula Rusesabaginy zainspirowała twórców w Hollywood do nakręcenia głośnego filmu „Hotel Rwanda”. Jednak teraz jest on w swoim kraju sądzony za terroryzm.

Szkodliwe partie polityczne

W niedawnej ankiecie 66 proc. młodych Belgów uznało, że partie polityczne bardziej szkodzą demokracji niż ją wzmacniają. W zestawieniu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) za miniony rok Belgia sąsiaduje z Polską pod względem zaufania do rządu (odpowiednio 29 proc. i 27 proc. ufa tam rządzącym).

Akurat w tych konkretnych przypadkach sceptycyzm obywateli ma mocne korzenie historyczne, co nie zmienia jednak jednoznacznie negatywnej tendencji ostatnich lat. Na tym gruncie w Europie i poza nią kwitnie za to populizm. Każdy szanujący się politolog wyraził już zdanie w tej kwestii, a z roku na rok przybywa intelektualistów z dziedzin pokrewnych, którzy zabierają głos i przedstawiają swoje recepty.

Jednym z nich jest David Van Reybrouck, jeden z najbardziej płodnych belgijskich autorów. Historyk, archeolog, poeta, dramaturg. W 2010 r. jako 39-latek opublikował przeszło 600-stronicową historię Kongo, a w zeszłym roku równie monumentalny tom o wybijaniu się na niepodległość Indonezji. W międzyczasie ukazał się jego zdecydowanie szczuplejszy traktat zatytułowany „Przeciwko wyborom” (niderl. „Tegen verkiezingen”) i do dzisiaj został on przetłumaczony na 20 języków.

Książka ukazała się już po referendum w sprawie brexitu, niedługo przed prezydencką wygraną Donalda Trumpa, w okresie, gdy szybowała popularność m.in. Marine Le Pen we Francji, czy Geerta Wildersa w Holandii, a deficyt demokracji w łonie UE był odmieniany przez wszystkie przypadki. Van Reybrouck uznał, że trzeba działać. Napisał list otwarty do ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean Claude’a Junckera.

Belgowie walczą z władzami o ratowanie klimatu. Chcą kar finansowych za brak redukcji emisji

W innych krajach w podobnych sprawach zapadają wyroki skazujące.

Demokracja potrzebuje update’u?

Punktem wyjściowym i listu, i książki była krytyka „archaicznych” narzędzi do podejmowania politycznych decyzji: wyborów, ściśle powiązanych z nimi sondaży oraz referendów. Te ostatnie zwykły sprowadzać się do pojedynczych kwestii, wykluczają kompleksową debatę i żerują na emocjach. Wybory zaś to „demokratyczne incydenty”, niewiele różniące się od sondaży, które „pytają ludzi, co myślą, gdy akurat nie myślą” (bo są pochłonięci innymi czynnościami).

David Van Reybrouck diagnozuje w swej książce „syndrom demokratycznego zmęczenia” i zaleca „technologiczny update”. Nie nawołuje do twardego resetu i rewolucji, ale zaleca uzupełnić aktualny system parlamentarny o losowo wybranych obywateli, którzy byliby wolni od wytycznych partyjnych, nie baczących na cykle wyborcze i nie skrępowanych medialnym przekazem dnia. W ten sposób zaoszczędzony czas mieliby oni poświęcać na analizy, wysłuchiwanie opinii ekspertów i niezakłócone niczym obrady.

Wśród czytelników „Przeciwko wyborom” znalazł się Oliver Paasch, od 2014 r. nieprzerwanie premier (w belgijskiej nomenklaturze „minister-prezydent”) Niemieckojęzycznej Wspólnoty Belgii. W rezultacie spotkań z Van Reybrouckiem i skupionej wokół niego grupy konsultantów G1000, Paasch postanowił dać zielone światło dla paneli obywatelskich w Eupen i Malmedy.

Koronawirus: Jak Belgia została „apteką Europy”?

Skąd wzięły się podwaliny pod potęgę farmaceutyczną Belgii?

Panele obywatelskie coraz bardziej popularne

W tym czasie podobne panele i zgromadzenia miały już za sobą obrady w Islandii (dyskutowano zmianę konstytucji), Irlandii (omawiano m.in. aborcję oraz małżeństwa par jednopłciowych), czy chociażby w Gdańsku, gdzie wspierał je śp. Paweł Adamowicz. Obywatele radzili, zostali wysłuchani, przedstawili wnioski i propozycje, ale koniec końców rozeszli się i wrócili do domów, a wtedy ton publicznej dyskusji znów nadawali zawodowi politycy.

„Model wschodniobelgijski” jest inny i pod tym względem absolutnie pionierski, bo tutaj zgromadzenie obywateli ma charakter stały. Władze Eupen i Malmedy w 2019 r. zadekretowały i zabudżetowały nowy mechanizm decyzyjny, niezależny od dyskutowanych tematów i politycznej koniunktury. W tym sensie politycy sami zdecydowali się więc oddać część władzy, a niemieckojęzyczny parlament przyjął dekret jednogłośnie.

De facto powstało coś na kształt dodatkowej izby, senatu, w którym w rotacyjnym systemie zasiadają losowo wybrani mieszkańcy powyżej 16 roku życia. System opiera się na dwóch filarach: Radzie Obywatelskiej („Bürgerrat”) i Panelach Obywatelskich („Bürgerversammlungen”).

Brexit zakończy istniejący sto lat podział Irlandii?

Brexit przyczyni się do odłączenia Irlandii Północnej od Wielkiej Brytanii?

Obywatele dyskutują o sprawach ważnych dla ich społeczności

Rada liczy 24 członków (w pierwszej kadencji wylosowanych z ogółu mieszkańców, w przyszłości spośród uczestników paneli) nominowanych na półtoraroczną kadencję. Do jej zadań należy ustalanie tematów dyskutowanych w osobnych panelach.

Każdy z nich składa się z od 25 do 50 obywateli i po okresie przeznaczonym na dyskusje i konsultacje ma formułować zalecenia dla parlamentu. Politycy mogą w najlepszym przypadku sugerować dyskutowane tematy, nie mają jednak wpływu na dalszy przebieg obrad ani treść zaleceń.

Jak przebiega losowanie? Po pierwsze w procesie mogą brać udział mieszkańcy regionu, a niekoniecznie obywatele Belgii. Wśród panelistów pierwszej kadencji mamy więc np. Niemca, który dopiero od roku mieszka w Eupen. Był on jedną ze 115 osób, które pozytywnie odpowiedziały na zaproszenie do udziału w zgromadzeniu.

Najpierw wylosowano 1 tys. mieszkańców, a wśród 11 proc. chętnych do współrządzenia dokonano selekcji możliwie odzwierciedlającej przekrój społeczny, proporcjonalną reprezentację poszczególnych gmin oraz płci.

Pierwsze tematy, opracowywane w panelach od zeszłego roku, to „Poprawa warunków personelu pielęgniarskiego i pacjentów” oraz „Inkluzja w szkole”. Pandemia nieco wydłużyła harmonogram prac, jednak we wrześniu 2020 r. obywatele zaprezentowali rządzącym propozycje zmian w kwestii m.in. kursów pielęgniarskich i publicznego wsparcia dla tego sektora.

W grudniu komisje parlamentarne ustosunkowały się do rekomendacji i przedstawiły sposoby ich wdrożenia. Po upływie roku wszystkie strony podsumują postępy w zmianach na wspólnym posiedzeniu.

Pandemia koronawirusa doprowadzi do dezintegracji Unii Europejskiej?

Dziś, po ponad roku pandemii można odnieść wrażenie, że członków Wspólnoty więcej dzieli niż łączy.

W Belgii idą za ciosem

Nie da się ukryć, że Bürgerversammlungen zaczęły ostrożnie, od zagadnień mało kontrowersyjnych. I taki też jest główny zarzut, który podnoszą wszyscy powątpiewający w doniosłość projektu. Wspólnota Niemieckojęzyczna jest sielankową, względnie zamożną prowincją, z niskim bezrobociem, homogeniczną kulturą i bez skrajnych partii.

Jeden z lokalnych dziennikarzy przyznał, że „byłoby wspaniale przeprowadzić ten projekt w miejscu z prawdziwymi problemami”. Oliver Paasch odpowiada na to, że nowe idee najlepiej testować w bezpiecznym otoczeniu.

Na wyniki trudniejszych sprawdzianów nie powinniśmy jednak czekać długo, bo za przykładem najmniejszego belgijskiego regionu zobowiązują się iść inne części kraju. W zeszłym tygodniu ruszyła pierwsza „mieszana” obywatelsko-poselska komisja w Parlamencie Brukseli. Przygotowania podobnych modeli trwają we Flandrii i Walonii, a na szczeblu federalnym aktualnie sondowane jest przekształcenie w zgromadzenie obywatelskie Senatu.

Rozwija skrzydła uruchomiona z końcem 2020 r. inicjatywa panbelgijskiego Parlamentu Obywatelskiego, który miałby sformułować odpowiedź na katastrofę klimatyczną. W koalicji wsparcia występują m.in. Extinction Rebellion, Greenpeace, Oxfam czy opisywana niedawno  przez EURACTIV.pl Klimaatzaak.

Francja: Pandemia pogrąży Macrona? Marine Le Pen z szansami na prezydenturę

Emmanuel Macron ma się czego obawiać w walce o reelekcję?

Iskra, która ocali demokrację?

Wbudowanie dialogu obywatelskiego w belgijską (czy jakąkolwiek inną) politykę zapewne nie wystarczy do przywrócenia zaufania między rządzącymi a rządzonymi. Niemniej zaangażowanie reprezentatywnej grupy ludności może wyjść na dobre i legitymacji, i – w konsekwencji – wydajności systemu.

Dotyczy to zarówno kwestii o sporym ładunku ideologicznym, jaki i wszystkich tych, z którymi politycy sobie wyraźnie nie radzą i właśnie sporami światopoglądowymi maskują swoją niemoc, czy to w przedmiocie klimatu czy migracji.

Niektórzy chcą chronić demokrację przed samą sobą i wychwalają zalety silnych systemów dwupartyjnych, hermetycznych, ale też odpornych na populizm. To, co zaś w tym momencie oferują panele obywatelskie to nowa demokratyczna iskra, która może ocieplić i zbliżyć proces ustawodawczy do jego „odbiorców końcowych”.

Ostatecznie to od ich poczucia sprawczości będzie zależało, czy doświadczenie z Wspólnoty Niemieckojęzycznej Belgii nie pozostanie tylko politologiczną ciekawostką.