„Babuszka Z”, czyli jak rosyjska propaganda podtrzymuje mit wyzwolenia i piętnuje rusofobię

Rosja, ZSRR, Ukraina

Mit Rosji – wyzwoliciela jest jednym z najsilniej promowanych od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę elementem propagandy Kremla. / Fot. Marek Studziński, Unsplash [@jccards]

Słynna już sprawa kobiety, okrzykniętej „Babuszką Z” okazała się nieporozumieniem, co nie przeszkodziło rosyjskim państwowym mediom w jej propagandowym wykorzystaniu. Jak jeszcze Kreml wykorzystuje propagandę dla podtrzymania mitu putinowskiej Rosji jako wyzwoliciela?

 

 

„Babuszka Z” („babuszka” – ros. „babcia”) istnieje naprawdę – sama postać nie jest wymysłem propagandy. Nazywa się Anna Iwanowna i mieszka z mężem w podcharkowskiej wsi Welika Danyliwka. „Gwiazdą” rosyjskiej propagandy stała się mimo woli, ponieważ nagranie z jej udziałem idealnie wpasowało się w mit rosyjskich żołnierzy jako wyzwolicieli Ukrainy.

Mit Rosji – wyzwoliciela jest jednym z najsilniej promowanych od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę elementem propagandy Kremla. Innym jest narracja o powszechnej na Zachodzie rusofobii.

Rosja zmniejsza dostawy gazu na Słowację

Słowackie władze liczą się z tym, że dostawy surowca mogą zostać odcięte całkowicie i robią zapasy.

Kobieta była przekonana, że wita rosyjskie wojska

„Babuszkę Z” z putinowską propagandą związała sytuacja, do jakiej doszło z udziałem jej i kilku ukraińskich żołnierzy. Jeden z żołnierzy telefonem komórkowym nagrał całą sytuację.

Opublikowane w internecie (m.in. w serwisie YouTube) nagranie wyraźnie sugeruje, że kobieta nie miała świadomości, że ma do czynienia z ukraińskimi, a nie rosyjskimi żołnierzami (mimo iż na rękawie jednego z nich widać ukraińską flagę), a żołnierz za obiektywem, zdając sobie z tego sprawę, z początku nie wyprowadza jej z błędu, a wręcz ją prowokuje.

„Rosyjskie wojska witają!”, krzyczy do niej z daleka. „Pani na nas czekała?”, pyta, gdy kobieta podeszła bliżej z flagą w dłoni. „Tak, oczywiście, bardzo czekaliśmy i modliliśmy się za was, i za (Władimira – red.) Putina! I za cały naród, oczywiście”, odpowiada Anna Iwanowna.

„No to teraz ja pani podziękuję za to, że pani czekała. Proszę, tutaj jest jedzenie”, mówi, podczas gdy inny żołnierz podaje kobiecie jakieś puszki. Uszczęśliwiona kobieta przyjmuje produkty.

„Sława Ukrainie”, mówi wtedy żołnierz, który wręczył jej puszki. Wyjaśnia kobiecie, że on i jego koledzy są z sił ukraińskich i depcze przyniesioną przez nią flagę ZSRR. Wobec takiego gestu, mimo iż żołnierze zachęcają ją do zatrzymania daru, ona oddaje otrzymaną reklamówkę z powrotem. Wskazując na flagę, tłumaczy, że „za nią ginęli jej rodzice”.

Dalej w rozmowie z żołnierzami kobieta krytykuje „zieleńców” (stronnictwo związane z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim i partią Sługa Narodu) za to, że „nie znaleźli wspólnego języka z Putinem”. Mimo jej próśb żołnierze nie zgadzają się oddać jej podeptanej flagi i zabierają ją ze sobą.

Andris Sprūds: Rosja ugrzęzła w Ukrainie. Nie zaatakuje państw NATO [WYWIAD]

Rosja ma teraz poważne problemy, niejako „ugrzęzła” w Ukrainie – podkreśla w rozmowie z EURACTIV.pl dr Andris Sprūds, szef Łotewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

„Babuszka Z”: To nie tak, Putin się myli

Dla kremlowskiej propagandy była to sytuacja, która aż się prosiła, aby ją wykorzystać, aby pokazać, że starsi Ukraińcy rzeczywiście oczekują „wyzwolenia przez Rosjan”. Na cześć „Babuszki Z”, jak nazwano Iwanownę, odlano już nawet pomnik. Powstały też liczne grafiki, przedstawiające „bohaterską” starszą kobietę w charakterystycznej zielonej chustce na głowie, ortalionowej kurtce, czerwonej spódnicy i butach walonkach.

Sama kobieta była zaskoczona, kiedy dziennikarze BBC pokazali jej zdjęcie pomnika wykonanego na jej cześć oraz inne przykłady wykorzystania jej wizerunku w prokremlowskiej sztuce, mającej stanowić dowód, że wielu Ukraińców czuje nostalgię po ZSRR i oczekuje wyzwolenia przez rosyjskie siły.

Wbrew temu, jak pokazują ją rosyjskie media, kobieta wcale nie popiera działań Kremla. „Moje wnuki i prawnuki musiały uciekać do Polski. Żyjemy tu w strachu, to jest terror”, podkreśla, cytowana przez BBC.

Przyznaje, że rzeczywiście mylnie wzięła ukraińskich żołnierzy za rosyjskich. Jak więc tłumaczy swoją reakcję? „Cieszyłam się, że Rosjanie przyszli i że nie chcieli z nami walczyć. Cieszyłam się, że możemy się znowu zjednoczyć”, mówi.

Wbrew temu, co sugeruje jej postawa na nagraniu, Anna Iwanowna nie popiera też działań Putina. „Gdybym mogła coś mu powiedzieć, to powiedziałabym, że się myli. Co my, ukraińscy robotnicy, takiego zrobiliśmy, że zasłużyliśmy na takie traktowanie? To my cierpimy najbardziej”, zaznaczyła.

Rosja przykręca kurek. Niemcy i Włochy dostają coraz mniej gazu

Rosjanie powiadomili Niemców, że od dziś (16 czerwca) dostaną o 60 proc. mniej gazu. Kanclerz Niemiec mówi o działaniu politycznym.

„Polska tylko czeka, aby zaatakować Ukrainę”

Sytuacja z „Babuszką Z” stała się jednym z elementów rosyjskiej propagandy, przedstawiającej Rosjan jako „wyzwolicieli” Ukrainy od rzekomego nazizmu, promowanego przez władze w Kijowie. Ale nie tylko ekipa Zełenskiego zdaniem rosyjskich mediów propagandowych stanowi zagrożenie dla Ukraińców. Nie mniejsze zagrożenie ma pochodzić z Polski, która według Kremla tylko czyha na to, by zagarnąć co najmniej część Ukrainy.

O jednym z przykładów rosyjskiej propagandy uderzającej w Polskę mówił ostatnio rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn. Chodzi o wypowiedź współpracownika Putina, Władimira Miedińskiego, który stwierdził, że „atak polskich wojsk na zachodnią Ukrainę to kwestia czasu”.

„Miediński przekonuje, że historyczne uwarunkowania sprawiają, że Polska przy pierwszej okazji «odgryzie» zachodnioukraińskie ziemie Ukrainie”, wyjaśnił Żaryn.

Podobna narracja miała również być promowana przez dyrektora Instytutu Waclawa Klausa – Jiriego Weigla, który – jak mówi Żaryn – w przeszłości wielokrotnie prezentował prorosyjskie tezy dotyczące Ukrainy.

Rzecznik podał, że według Weigla Polska ma dążyć do odrodzenia nowej formy państwa federalnego – polsko-ukraińskiej Rzeczpospolitej, która rozciągać się będzie od Bałtyku po Dniepr i Morze Czarne, zaś obecny, dość antykremlowski czeski rząd ma popierać ten pomysł Polski.

Zarzuty wobec Polski o „zawłaszczanie Ukrainy” i sabotowanie rozmów ukraińsko-rosyjskich wysuwa także szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, wskazuje Żaryn.

Szerzenie propagandy o „zakusach” terytorialnych Polski na Ukrainę „ma z jednej strony pokazać społeczeństwu rosyjskiemu, że polskie działania wcale nie są takie «dobroduszne» i wynikające z chęci pomocy Ukrainie w obliczu rosyjskiej agresji, a ich motywem są tak naprawdę zaszłości polskiej myśli imperialnej”, wyjaśnia dr hab. Agnieszka Legucka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

„Taka narracja ma służyć konsolidacji rosyjskiego społeczeństwa wokół polityki Władimira Putina”, podkreśla rozmówczyni EURACTIV.pl.

„Z drugiej strony retoryka ta ma oczernić Polskę na arenie międzynarodowej i doprowadzić do marginalizacji polskiego głosu w Unii Europejskiej i w NATO. Chodzi o to, że nie jesteśmy wiarygodnym partnerem, bo naszym celem jest nie pomoc Ukrainie, a aneksja części jej terytorium”, mówi ekspertka.

Rosyjska propaganda: Bułgaria pod presją Zachodu ws. Macedonii Północnej

Eksperci spodziewają się, że zniesienie weta wobec akcesji Macedonii Płn. do UE będzie skutkować wzrostem nastrojów prorosyjskich w Bułgarii.

Rosjanin „nowym Żydem”?

W narrację o Rosji – wyzwolicielu wpisuje się także retoryka zwracająca uwagę na powszechną, według Kremla, rusofobię, która wraz z początkiem „operacji specjalnej” nasiliła się na całym Zachodzie, a zwłaszcza w i przedtem już, zdaniem Moskwy, rusofobicznej Polsce.

Dowód na rusofobię w Polsce miał stanowić incydent z 9 maja, gdy rosyjski ambasador w Polsce Siergiej Andriejew podczas próby złożenia kwiatów na Cmentarzu – Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich w Warszawie został oblany czerwoną farbą.

W oficjalnym oświadczeniu rosyjski MSZ zarzucił polskim władzom, że policja nie podjęła koniecznych kroków, aby zapobiec incydentowi (co stanowi naruszenie konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z 1961 r.), a rzeczniczka resortu Maria Zacharowa oskarżyła Polskę o rusofobię.

„Polskie władze nie tylko pobłażają rusofobii, a znajdują się w jej awangardzie, rozumiejąc przy tym, do czego może to doprowadzić i już doprowadziło”, stwierdziła, cytowana przez dziennik „Prawda”.

Retorykę o rusofobii promują też niektórzy artyści, tacy jak lider zespołu „Leningrad” Siergiej Sznurow, który temu właśnie zjawisku poświęcił jedną ze swoich najnowszych piosenek pt. „Wchoda niet” (ros. „Wstęp wzbroniony”).

Muzyk porównuje w niej dzisiejszy los narodu rosyjskiego do losu Żydów w czasie II wojny światowej. Skarży się, że Rosjan na równi z psami nie wpuszcza się już do restauracji czy gabinetów lekarskich. „Z wściekłością krzyczę: «Podli!» Wprowadzają stopniowo ludobójstwo”, śpiewa w utworze solistka Zoja.

„Europejczyku, powiedz, jak jest, nie milcz. Rosjanin jest dla was nowym Żydem, wszystkich nas tylko spalić w piecu”, kończy piosenkę Sznurow.

Agnieszka Legucka zauważa przy tym, że tacy artyści jak Siergiej Sznurow stanowią swego rodzaju „koncesjonowaną opozycję” Putina w rosyjskiej kulturze, ale jednocześnie w jego twórczości zawsze wybrzmiewała (i dalej często wybrzmiewa) wyraźna krytyka sytuacji w Rosji. Pozwalając na taką twórczość, Kreml stwarza iluzję wolności artystycznej, dzięki czemu elementy propagandowe w tej twórczości są bardziej wiarygodne.

„To, że taki «koncesjonowany» artysta może jeszcze działać, ma pokazywać, że ta wolność jeszcze nie do końca została stłamszona”, zwraca uwagę analityczka PISM.