Węgierskie wzorce w polityce Sebastiana Kurza. Pomimo trudności kanclerz Austrii utrzyma władzę?

Austria, Kurz, Ibizagate,korupcja, Orban, Węgry, rządy prawa, praworządność

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz ma coraz więcej problemów. / Foto via flickr (CC BY-NC-ND 2.0) [UNIS Vienna]

Kanclerz Sebastian Kurz, który długo określany był „cudownym dzieckiem” austriackiej polityki i nadzieją europejskiej chadecji coraz część mierzy się z krytyką. Opozycja oskarża go o demontaż instytucji demokratycznych i „orbanizację” Austrii. Grozi mu postawienie zarzutów karnych. Czy to koniec kariery politycznej popularnego kanclerza?

 

 

Pierwsze zarzuty o „orbanizację” austriackiej polityki pojawiły się w stosunku do ówczesnego wicekanclerza i lidera koalicyjnej Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) Heinza-Christiana Strache, który na upublicznionych taśmach z tzw. „Ibizagate” przedstawił Węgry jak wzór do naśladowania. „Chcę być jak Orban”, miał powiedzieć na nagraniach, które doprowadziły do upadku rządu i jednego z największych skandali politycznych kraju.

Chociaż od ujawnienia nagrań minęło już ponad dwa lata i zarówno FPÖ jaki i wyrzucony z niej Strache znajdują się dziś poza rządem, znowu powracają zarzuty o „orbanizację” Austrii, jednak tym razem w odniesieniu do popularnego kanclerza Sebastiana Kurza.

Austria: Koalicja wisi na włosku? "To nie do pomyślenia, by skazany kanclerz mógł dalej rządzić”

To pierwsza tak stanowcza deklaracja koalicjanta kierowanej przez Kurza ÖVP w sprawie przyszłości rządu.

 „Orbanizacja” austriackich mediów

Jak zauważa Friz Hausjell z organizacji Reporterzy bez Granic, zaledwie kilka miesięcy przed skandalem „Ibizagate” bliski współpracownik i zwolennik Kurza miliarder Rene Benko, który dotychczas nie był związany z rynkiem medialnym zakupił 25 proc. udziałów dwóch największych austriackich dzienników.

Sprawa Benko wzbudziła podejrzenia opozycji, szczególnie po tym jak krótko po ich przejęciu umożliwiono mu zakup w okresie świątecznym nieruchomości wartej 60 mln euro w centrum Wiednia. Specjalnie dla niego otworzono sąd okręgowy i sprowadzono z urlopu urzędnika, który zatwierdził transakcję. Zdaniem opozycji w ten sposób Kurz odwdzięczył się miliarderowi za zakup dzienników.

Przejęcia przez zaufanych ludzi są tylko jednym ze sposobów, który pozwala na ingerencje w media. Specyficzna budowa austriackiego rynku sprawia, że większości mediów utrzymuje się z reklam rządowych, co stwarza pole do nadużyć. Zarówno opozycja jak i niezależne instytucje wytykają rządowi preferencyjne dotowanie sprzyjającej sobie prasie i telewizji.

W ubiegłym roku pomimo załamania gospodarczego wywołanego pandemią COVID-19, wartość rządowych reklam osiągnęła rekordowo wysoką wartość 47 mln euro, trzykrotnie więcej niż w poprzednich latach. Najwięcej na tym miały skorzystały przyjazne rządowi tabloidy, które otrzymały największą liczbę kontraktów.

Rosną nie tylko rządowe wydatki na reklamę, ale także powiększa się PR-owe zaplecze Kurza. Tylko w Kancelarii Federalnej zatrudnionych jest około 80 osób. Tak dużo specjalistów od kreowania wizerunku nigdy jeszcze nie pracowało dla żadnego szefa austriackiego rządu.

Austria: Sebastian Kurz objęty śledztwem prokuratury antykorupcyjnej. Kanclerz kłamał w zeznaniach?

Sprawa dotyczy nominacji w 2019 r. bliskiego znajomego Kurza Thomasa Schmida na prezesa państwowego holdingu.

Zaufani ludzie na ważnych stanowiskach i zarzuty korupcyjne

Odkąd Kurz objął władzę, wiele najważniejszych stanowisk w kraju przypadło jego bliskim współpracownikom, m.in. dzięki znajomości z kanclerzem lukratywne stanowisko dyrektora państwowego holdingu Österreichische Industrieholding (ÖBAG) miał otrzymać Thomas Schmid, który należał do zaufanego kręgu kanclerza i współpracował z nim praktycznie od początku jego politycznej kariery.

Z odpublicznionych rozmów wynika, że Schmid uzyskał stanowisko dzięki bezpośredniej interwencji Kurza i ministra finansów Gernota Blümela. W jednej z prywatnych wiadomości Kurz miał zapewniać Schmida, że ten „może dostać wszystko, co chce”, na co Schmid odpowiedział mu „Jestem bardzo szczęśliwy, kocham mojego kanclerza”.

Wiadomości podważają składane pod przysięgą zeznania kanclerza, który w przesłuchaniu przed komisją parlamentem w czerwcu ubiegłego roku utrzymywał, że nie miał wpływu na wybór Schmida na stanowisko dyrektora ÖBAG. Kurz jest obecnie podejrzany o korupcję, ale oficjalne żadne zarzuty nie zostatały mu postawione.

Sebastianowi Kurzowi grozi więzienie. To koniec kariery "cudownego dziecka" austriackiej polityki?

Do niedawna Sebastian Kurz wskazywany był przez wielu jako nadzieja europejskiej chadecji.

Czy to początek końca popularnego kanclerza?

Kontrowersje i zarzuty korupcyjne zdają się mieć na razie niewielki wpływ na popularność kanclerza, którego partia pomimo skandali utrzymuje wysokie 33 proc. poparcie. Jednak jak zauważa dziennik DerStandard absolutna dominacja i praktyczna nietykalność Sebastiana Kurza powoli zaczyna się rozpadać, ale nie musi to oznaczać, że jego upadek jest nieuchronny.

Wobec Kurza i jego partii toczą się obecnie dwa równoległe śledztwa w parlamentarnej komisji badającej aferę „Ibizagate” oraz w austriackiej prokuraturze antykorupcyjnej (WKStA). Mandat komisji parlamentarnej wygaśnie w połowie lipca. Oznacza to, że do tego czasu musi ona ocenić zebrany materiał. Jeżeli nie znajdzie żadnych obciążających informacji, będzie zobowiązana do ostatecznego zamknięcia sprawy, a zebrana dokumentacja zostanie zniszczona. Dużo bardziej problematyczne dla kanclerza jest jednak śledztwo prowadzone przez prokuraturę antykorupcyjną, które może zakończyć się dla niego postawieniem zarzutów karnych.

Kurz utrzymuje, że prowadzone śledztwa są politycznie motywowaną farsą i próbą dyskredytacji chadeków, wobec czego zapowiedział, że nie ustąpi z funkcji kanclerza. Zdaniem szefa austriackiego rządu za objęciem go śledztwem ma stać opozycja, przed wszystkim Socjaldemokratyczna Partii Austrii (SPÖ), która nie radzi sobie dobrze w sondażach.