Armenia: Opozycja i armia domagają się dymisji premiera. W tle spór o przegraną wojnę i rosyjskie rakiety

Armenia, Paszynian, Górski Karabach, Azerbeidżan, Rosja, Iskandery, wojna, Erywań

Opozycja domaga się ustąpienia premiera Nikola Pasziniana (na zdj.). Polityk doszedł do władzy w 2018 r. dzięki ulicznej rewolucji. / Foto via FB [Nikol Pashinyan / Նիկոլ Փաշինյան]

10 tys. osób przemaszerowało wczoraj przez stolicę Armenii – Erywań, żądając odejścia premiera Nikola Paszyniana, który jest obwiniany o klęskę w ubiegłorocznej wojnie o Górski Karabach. Na ulicach są też zwolennicy rządu.

 

 

Protesty opozycji trwają w Armenii od listopada, gdy podpisano (pod auspicjami Rosji) porozumienie o zawieszeniu broni z Azerbejdżanem. Kilka tygodni wcześniej wybuchły walki, gdy wojska azerskie podjęły we wrześniu próbę odzyskania kontroli nad Górskim Karabachem utraconej w wyniku przegranej wojny z początku lat 90. XX wieku.

Walki zakończyły się porażką wojsk nieuznawanej międzynarodowo republiki Górskiego Karabachu oraz wspierającej ją Armenii. Wojska Azerbejdżanu, m.in. dzięki dostawom nowoczesnego uzbrojenia z Turcji, szybko przełamały ormiańskie linie obrony i zaczynały zamykać pierścień wokół karabaskiej stolicy – Stepanakertu.

W takiej sytuacji Nikol Paszynian zgodził się na podpisanie rozejmu, na mocy którego Ormianie utracili kontrolę nad dużą częścią spornego terenu. W chwili, gdy w stolicy Azerbejdżanu – Baku – strzelały fajerwerki, w Erywaniu wściekły tłum szturmował budynek parlamentu.

Armia apeluje o dymisję Paszyniana

Obecne protesty nie są aż tak burzliwe, ale emocje w Armenii znowu się nakręcają. Od czwartku (25 lutego) na ulicach Erywania są zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Paszyniana.

Ci drudzy wznieśli nawet barykady i zablokowali budynek parlamentu, a w nocy z czwartku na piątek rozpoczęli koczowanie w namiotach. Ok. 10 tys. z nich wczoraj (26 lutego) ponownie przeszło przez centrum Erywania, machając flagami Armenii i skandując antyrządowe hasła. Jedno z nich brzmiało: „Czas Nikoli się skończył!”.

W czwartek dymisji Paszyniania zażądało dowództwo armii. Premier uznał ten apel za próbę zamachu stanu i zdymisjonował szefa Sztabu Generalnego gen. Onika Gaspariana, a innych generałów nazwał „puczystami”.

Armenia: Opozycja żąda dymisji premiera

Sytuacja polityczna w Armenii staje się coraz bardziej napięta.

Spór o rosyjskie rakiety Iskander

Paszynian wezwał też na ulice swoich zwolenników, aby bronili jego rządu, a budynki rządowe obstawiła policja oraz inne cywilne jednostki mundurowe. W tle sporu premiera z armią jest kwestia wyrzutni rakiet ziemia-ziemia typu Iskander. Armenia zakupiła je od Rosji w 2015 r.

Kilka dni temu były premier i minister obrony Serż Sarksjan (obalony w 2018 r. przez uliczną rewolucję, która wyniosła do władzy Paszyniania) oskarżył obecne władze Armenii o to, że nie użyły całego potencjału wojskowego i nie ostrzeliwały pozycji azerbejdżańskich z Iskanderów.

W odpowiedzi na to Paszynian poinformował, że kupione przez jego poprzedników Iskandery okazały się być nieskuteczne, pociski miały chybiać celu albo w ogóle nie eksplodować. Sprawnych miała się okazać tylko 10 proc. rakiet.

Sprawa wzbudziła ogromne kontrowersje, ponieważ była nie tylko obwinieniem o wojenną klęskę poprzedniej ekipy rządzącej, ale przede wszystkim rzuciła cień na rosyjskiej wsparcie wojskowe dla Armenii i Rosję jako dostarczyciela uzbrojenia.

Walki w Górskim Karabachu wstrzymane. Nocne porozumienie podpisane przy udziale Rosji

Azerbejdżan świętuje, w Armenii zamieszki, a rosyjskie wojska instalują się na azersko-ormiańskiej linii kontaktu.

Paszynian: Niech mnie zastrzelą na placu

Zwolennicy opozycji zapowiedzieli, że nie opuszczą ulic Erywania oraz placu przed budynkiem parlamentu dopóki nie dojdzie do specjalnej sesji Zgromadzenia Narodowego, które zagłosuje nad wnioskiem o wotum nieufności wobec Paszyniana.

Opozycja oskarża też premiera o podżeganie do zamieszek. Sam Paszynian wielokrotnie już zapowiadał, że nie ustąpi ze stanowiska przed końcem kadencji i teraz też swojego zdania nie zmienił.

„Zostałem premierem nie z własnej woli, ale dlatego, że ludzie tak zdecydowali. Niech ludzie żądają mojej rezygnacji lub zastrzelą mnie na placu” – krzyczał w czwartek do ponad 20-tysięcznego tłumu zgromadzonego na stołecznym Placu Republiki. Potem jednak zaprosił liderów opozycji na rozmowy na temat trwającego kryzysu politycznego.