Wybory 2020: Dlaczego wygrał Duda? Dlaczego Trzaskowski przegrał? Czego się teraz spodziewać?

Prezydent Andrzej Duda, fot. @Andrzej Duda [Facebook]

Prezydent Andrzej Duda, fot. @Andrzej Duda [Facebook]

Tak wielkiej polaryzacji w polskiej polityce ostatnich 30 lat jeszcze nie było. Co mówią wyniki wyborów i czego możemy spodziewać się w nadchodzących miesiącach?

 

 

Andrzej Duda wygrał wybory prezydenckie z wynikiem 51,03 proc. To oznacza, że niemal 10,5 mln Polaków wybrało kontynuację dotychczasowej polityki proponowaną przez partię rządzącą i prezydenta. Nie popiera jej 48,97 proc. głosujących, a więc lekko ponad 10 mln wyborców.

Oficjalne wyniki wyborów: Andrzej Duda ponownie prezydentem

Państwowa Komisja Wyborcza podała wyniki wyborów po przeliczeniu głosów we wszystkich obwodach. Zwycięzcą II tury wyborów prezydenckich został ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda.

Drugi taki przypadek. Andrzej Duda jest drugim prezydentem w historii III RP, któremu udało się wywalczyć reelekcję. Nie dokonał tego tak spektakularnie, jak Aleksander Kwaśniewski w 2000 r. (wówczas wybory rozstrzygnęły się w I turze), ale wynik 10,44 mln głosów to drugi rezultat w historii wyborów prezydenckich (po Lechu Wałęsie w 1990 r.)

Pierwszy taki przypadek… w III RP, kiedy media publiczne tak jawnie wspierały urzędującego prezydenta. Międzynarodowa organizacja monitorująca i propagująca wolność mediów – Reporterzy bez Granic (RSF) – jeszcze w trakcie kampanii wyborczej oceniała, że publiczna telewizja angażuje się w kampanię wyborczą po stronie urzędującego prezydenta oraz „szerzy rządową mowę nienawiści”. Było to doskonale widoczne zarówno w trakcie kampanii, jak i w trakcie jedynej debaty przed I turą wyborów, zorganizowaną przez TVP. Po I turze wyborów OBWE oceniło, że „publiczny nadawca stał się narzędziem kampanii dla prezydenta ubiegającego się o reelekcję, a niektóre przekazy medialne miały wyraźnie wydźwięk ksenofobiczny oraz antysemicki”.

Druga kadencja inna niż pierwsza? W tych okolicznościach Duda otrzymał mocny mandat do dalszych rządów. Od razu zaczęły nasuwać się pytania, jak może wyglądać jego kolejne 5 lat na fotelu prezydenta. Czy będzie tak, jak dotychczas, gdy w swoich decyzjach często pozostawał mocno ograniczony decyzjami zapadającymi na szczycie partii, z której się wywodzi? A może, mając w perspektywie 5 lat, po których nie czekają go już następne wybory, uzna potrzebę zmiany w sprawowaniu najwyższej funkcji w kraju?

„W drugiej kadencji prezydent odpowiada tylko przed Bogiem, historią i narodem – i takie będzie to rządzenie”, mówił Duda na finiszu kampanii. Tuż po ogłoszeniu wyników, ale i już w  powyborczy poniedziałek (13 lipca), przepraszał zaś tych, którzy „poczuli się urażeni” jego słowami, które padały w kampanii. Można uznać, że to jedynie kurtuazja, a słowa o odpowiedzialności prezydenta potraktować jako niewiele znaczące odwołanie do tradycji, do której Duda lubi się odnosić.

Może być też tak, że powołanie się na Boga, historię i naród (w tym zbiorze zabrakło miejsca dla partii rządzącej i jej kierownictwa) miało na celu demonstrację niezależności. A przynajmniej zasygnalizowanie, że taka chęć może się w Pałacu Prezydenckim pojawić. W tym samym duchu można odczytywać prezydenckie przeprosiny. Od teraz prezydent nie jest zależny od pieniędzy swojej partii na następną kampanię i oczywiście jest nieodwoływalny.

Czy więc po reelekcji Andrzej Duda zdoła wyjść naprzeciw oczekiwaniom także drugiej połowy wyborców – tych, którzy na niego nie zagłosowali? Prawdopodobnie nie, to bowiem oznaczałoby konieczność powrotu do porządku prawnego sprzed rządów PiS. Tego nie należy się spodziewać, ponieważ prezydent wielokrotnie dawał dowody, że te zmiany aprobuje. Niemniej prawdopodobnie sam Duda jeszcze nie wie, na jakie pozycje zaprowadzi go najbliższe 5 lat. W końcu jest zaledwie drugim człowiekiem w historii III RP, który znajduje się w tak wyjątkowej sytuacji. Polityka ostatnich lat bywa szczególnie nieprzewidywalna. Nic nie wskazuje, żeby w ciągu najbliższych 5 lat miało się to zmienić…

A może będzie przyspieszenie? Statycznie zakładając jednak, że Duda będzie kontynuował linię obraną w pierwszej kadencji, należy się spodziewać z jego strony poparcia dla bardziej zdecydowanych przedsięwzięć strony rządowej. Od razu po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów w PiS pojawił się temat przyspieszenia zmian, które partia wprowadza od 2015 r. Powrócił temat „repolonizacji mediów”, do żywych wróciła też kwestia przejęcia przez PiS większości w samorządach i w Senacie.

Miały już paść pierwsze propozycje koalicyjne dla senatorów i posłów spoza Zjednoczonej Prawicy, a o potrzebie „przyspieszenia” mówił bezpośrednio po ogłoszeniu wyników rozmowie z Onetem Patryk Jaki. Z kolei na temat wolności mediów wypowiedział się od razu Zbigniew Ziobro. To politycy związani z Solidarną Polską, kluczowe jednak, czy na ruch w tym kierunku zdecyduje się Jarosław Kaczyński.

Jest to bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę nie tylko sytuację na polskiej scenie politycznej, ale i w Europie. O ile do niedawna przywódcy europejscy, którym nie po drodze było z rządami PiS, mogli mieć nadzieję, że zwycięstwa ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego to anomalia, która minie, teraz będą musieli przyjąć dłuższą perspektywę. W tej optyce mniej prawdopodobne wydaje się przyjęcie zasady „pieniądze za praworządność” w unijnym budżecie. Szczególnie uniknąć jej będą chciały Niemcy, które nie tylko sprawują obecnie prezydencję w Radzie UE, ale to właśnie na nich spoczywa obowiązek utrzymania stabilności UE poprzez równoważenie ambicji państw Wschodu, Południa i bogatej Północy. Ta pozorna ambiwalencja może zaś przez Kaczyńskiego i jego ludzi zostać odczytana jako ciche przyzwolenie na „przyspieszenie”. Mogłoby do niego dojść już na jesieni.

Czy Trzaskowski wygrał?

Robert Kubica zapytany kiedyś, czy jest najlepszym kierowcą Formuły 1, prostolinijnie odparł, że najlepszy jest ten, kto ma w dorobku najwięcej punktów, a nie ten, kto jeździ najbardziej efektownie. Analogicznie Trzaskowski zdobył ponad 422 tys. głosów mniej niż Duda i to nie on przez następne 5 lat będzie gospodarzem Pałacu Prezydenckiego.

Czyli nie może uważać się za wygranego? Nie, ale stał się najważniejszą postacią opozycji wobec rządów PiS, a co więcej zdobył ogromny mandat do konsolidowania wokół siebie sił opozycyjnych. Rzecznik PO Jan Grabiec zasugerował, że Trzaskowski powinien do warszawskiego ratusza wrócić jedynie na „pół etatu”, a resztę czasu poświęcić właśnie na organizowanie opozycji. Na razie to mało realny scenariusz, przez niektórych opozycyjnych polityków wręcz wyśmiany, ale być może coraz bardziej realny stanie się z biegiem miesięcy. Zwłaszcza, jeżeli miałoby nastąpić „przyspieszenie” PiS-u, problem przywództwa w PO pozostawałby nierozwiązany, a partie opozycyjne nie rosłyby w sondażach.

Dlaczego Trzaskowski przegrał? Czy dlatego, że PO i jej kandydaci są organicznie niezdolni, aby nawiązać walkę z PiSem? Czy dlatego, że nie rozumieją potrzeb społeczeństwa? A może dlatego, że nie skupił się na walce o mniejsze ośrodki, wieś i wschodnią część Polski? Żadne z tych wytłumaczeń nie wydaje się przekonujące.

Przewaga Dudy nad Trzaskowskim (obaj zdobyli ponad 10 mln głosów) jest niewielka, a wyborcy podzielili się niemal dokładnie na pół. Trudno więc dopatrywać się tu „odrzucenia” kandydata PO, albo niezrozumienia przez niego wyborców – w końcu przemówił do niemal takiej samej liczby osób jak urzędujący prezydent.

Dlatego przewagi Dudy wypada w pewnej mierze szukać w pomocy ze strony telewizji publicznej, która, zdaniem RSF czy OBWE, nie informowała rzetelnie o przebiegu kampanii, ani o obu kandydatach i ich programach. Furorę w sieci robił na przykład materiał „Wiadomości”, który do złudzenia przypominał spot wyborczy urzędującego prezydenta. Nie był to wyjątek, a wielu ekspertów zwracało uwagę na nierównowagę w prezentowaniu obu kandydatów i jawne wspieranie działań prezydenta Dudy. Przy tak małej różnicy między oboma kandydatami systemowe promowanie jednego z nich w największej ogólnopolskiej telewizji nie mogło pozostać bez znaczenia.

Po drugie, Trzaskowski stracił głosy z powodu braku zdecydowanego poparcia ze strony pozostałych opozycyjnych kandydatów. Szymon Hołownia teoretycznie wsparł Trzaskowskiego, ale, jak sam stwierdził, zrobił to niechętnie. Władysław Kosiniak-Kamysz zniknął po I turze wyborów, zaś Robert Biedroń poparł kandydata PO, ale nie zaangażował się w jego kampanię. Być może obawiali się, że zdecydowane opowiedzenie się za Trzaskowskim sprawi, że stracą własne zaplecze i wtopią się w opozycję prowadzoną przez kandydata PO. Porażka Trzaskowskiego oznacza jednak, że jeszcze trudniej będzie im się zorganizować i zmobilizować przez następne trzy lata bez wyborów.

Opozycja udowodniła więc, że nawet jeżeli łączy ją pewne wspólne minimum, to nie ma zgody na to, jak tę jedność manifestować, na czym ostatecznie zyskuje wygrywający wybory PiS lub jego kandydat na prezydenta.

Garść statystyk

Czy kandydat PiS tradycyjnie wygrał w USA, a kandydat PO w Niemczech? Kto wygrał w Rosji, a kto na Ukrainie? O wynikach w tych i innych państwach piszemy tutaj.

A jak głosowały poszczególne województwa? Jak wyglądały przepływy elektoratów między I a II turą? Jak głosowała wieś, a jak miasta? Odpowiadamy tutaj.

Co mieli do powiedzenia po nocy wyborczej i ogłoszeniu wyników czołowi polscy politycy? I jak wyniki skomentowali kandydaci, którzy w wyborami pożegnali się po I turze? Piszemy i o tym.