Koronawirus a media: Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na wolność słowa i sytuację mediów w Europie Środkowo-Wschodniej?

Wolność mediów. Żródło - Sweden.se

Wolność mediów. Żródło - Sweden.se

Pandemia nie miała znaczącego wpływu na wolność słowa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, bo w większości z nich (poza Ukrainą) sytuacja pogarszała się już przed jej wybuchem – pisze Karolina Zbytniewska, redaktor naczelna EURACTIV Polska w publikacji „Catalyst or Destabiliser? COVID-19 and Its Impact on the Media Landscape Worldwide” Fundacji Konrada Adenauera.

 

COVID-19 a jakość publikacji w mediach

Fakt, że liczba przypadków koronawirusa zaczęła rosnąć, stymulował proporcjonalny wzrost zapotrzebowania społeczeństwa na informację. Po pierwsze dlatego, że ludzie byli zaniepokojeni i zdezorientowani, co pobudziło ich potrzeby pozyskiwania informacji na temat stanu zdrowia publicznego. Jeszcze przed oficjalnym lockdownem w Polsce w marcu 2020 r. coraz więcej ludzi decydowało na pozostawanie w domu, skąd gorliwie sprawdzali bieżącą sytuację w internecie. Najbardziej popularne stały się sekcje medyczne gazet i serwisów informacyjnych, które umieszczano w najbardziej widocznych miejscach stron głównych.

Po drugie, kiedy życie zatrzymało się z powodu kwarantanny i ludzie nie mogli opuszczać swoich domów, mieli więcej czasu, by zgłębiać te nowe, wymuszone sytuacją zainteresowania. Po trzecie, pozostając w domu, brali to, co było pod ręką – internetowe źródła informacji, telewizję i radio – wszystko to kosztem prasy drukowanej, której nakłady już i tak z roku na rok były coraz gorsze.

Poskutkowało to ogromnym wzrostem konsumpcji mediów internetowych w pierwszych miesiącach pandemii. Na przykład dziesięć najważniejszych polskich portali informacyjnych zanotowało wzrost liczby odwiedzających o ponad 57 proc. Niektóre gazety internetowe w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE) zanotowały wzrost liczby odwiedzających o 1000 proc., osiągając najwyższą w swojej historii liczbę użytkowników i wyświetleń stron. W tym samym czasie, ludzie ponownie zaczęli oglądać telewizję, w gronie rodzinnym – co także stało się globalnym trendem. W pierwszym tygodniu kwarantanny czas oglądania telewizji wśród widzów powyżej czwartego roku życia wzrósł w Rosji o jedną czwartą (24 proc.), według Mediascope, w porównaniu do pierwszych dwóch tygodni marca 2020 r.

Wzrost konsumpcji mediów online nie przełożył się na wyższą jakość doniesień medialnych, wręcz przeciwnie. Obywatele doświadczyli wzrostu ilości fake newsów i teorii spiskowych, które rozkwitały w sferze online, z powodu braku odpowiedniego filtrowania informacji  i właściwego nadzoru redakcyjnego w mediach (gatekeeping). Ponadto, dostęp do informacji był ograniczany przez rządy, które chroniły swój monopol na informowanie na temat pandemii, tym samym ograniczając wolność dostępu do informacji.

Często politycy sprawujący władzę byli odpowiedzialni za rozprzestrzenianie dezinformacji na temat pandemii, z Aleksandrem Łukaszenką na czele. Doradzał on Białorusinom, że mogą uniknąć koronawirusa, dzięki piciu wódki i korzystaniu z sauny (później sam zaraził się koronawirusem). Jednocześnie niezależne media i aktywiści we wszystkich krajach informowali o przypadkach, w których rządy nie doszacowały wagi pandemii, a także przeceniały podjęte przez siebie działania. Media prorządowe – służące jako narzędzie propagandy publicznej – przekazywały optymistyczne informacje na temat przywództwa. Obywatele Europy Środkowo-Wschodniej, nawet jeśli wspierali swoich rządzących, wciąż naznaczeni post-sowiecką nieufnością, sięgali do internetowych mediów, które niekoniecznie dostarczały lepszej jakości informacji.

Rządy są częściowo winne wciąż pikujących poziomów zaufania względem polityków. „Nie komunikują otwarcie o pandemii, a sposób, w jaki publikują oficjalne dane nie jest przyjazny czytelnikom” – mówi Teczár Szilárd z węgierskiego tygodnika Magyar Narancs. Rzeczywiście, dostęp do informacji na temat pandemii i stanu służby zdrowia był powszechnie ograniczony dla niezależnych mediów ze względu na scentralizowaną komunikację dotyczącą zdrowia publicznego. Oficjalne konferencje prasowe były przeprowadzane online i według niezależnych kont dziennikarskich, władze często cenzurowały niewygodne pytania, lub te zadane przez krytyczne media.

Ograniczenie dostępu do informacji, które uniemożliwia zweryfikowanie komunikatów przekazywanych przez władze, jest dyskryminującym środkiem, wykorzystywanym do zmniejszenia możliwości niezależnych mediów do wiarygodnego raportowania.

Na Białorusi, (relatywnie) wolne media – głównie TUT.by i Onliner.by – dodały zastrzeżenie do swoich raportów na temat oficjalnych statystyk pandemicznych, mówiące o tym, że nie dysponują prawdziwymi informacjami – opowiada Yaroslav Bekish, białoruski ekspert ds. społeczeństwa obywatelskiego.

Dodatkowo, lekarze w Polsce i na Węgrzech informowali, że zabroniono im rozmawiać z mediami o koronawirusie, pod groźbą zwolnień lub grzywien, zwłaszcza gdy wskazywali na niedobory w sprzęcie ochronnym dla pracowników służby zdrowia. Polska pielęgniarka została zwolniona za wypowiadanie się o niedogodnych warunkach pracy i złym przygotowaniu jej szpitala na epidemię koronawirusa. Ministerstwo Zdrowia oświadczyło, że taki przypadek nie miał miejsca. Na Węgrzech kilku profesorów uniwersyteckich przyznało,  że zabroniono im rozmawiać z mediami, a dziennikarze, którzy krytykowali sposób, w jaki rząd radzi sobie z pandemią, otrzymywali groźby śmierci drogą mailową lub na mediach społecznościowych.

Węgierska prorządowa większość parlamentarna ograniczyła dodatkowo wolność słowa, zaostrzając kodeks karny, dotyczący wczesnych etapów stanu wyjątkowego. Ponadto ograniczono swobodę niezależnego informowania o epidemii, ponieważ raportowanie o problemach mogło być odebrane jako „podżeganie do strachu”, za co grozi kara więzienia do pięciu lat. Jednak „nikt nie wiedział, jaki rodzaj opinii może zostać uznany za przestępstwo” – wyjaśnia Gábor Polyák, profesor nadzwyczajny na Uniwersytecie w Peczu. Po wejściu ustawy w życie doszło do „skoordynowanych ataków i gróźb przeciw niezależnym mediom, oskarżanych o dezinformacje, chociaż one raportowały na temat COVID-19 bardziej odpowiedzialnie niż  prorządowe media” – podają Reporterzy Bez Granic. Ostatecznie nie uwięziono żadnych dziennikarzy, ale kilkoro z nich zostało aresztowanych w swoich domach i przetrzymywanych przez kilka godzin, a powodem były posty opublikowane w mediach społecznościowych – krytyczne wobec węgierskiego rządu. Ponadto, policja badała liczne sprawy na podstawie domniemanych publikacji „fałszywych wiadomości”, które miały zagrażać społeczeństwu. „Policja stale monitoruje internet” podała organizacja w oświadczeniu. W wyniku tych pokazowych procesów niektórzy dziennikarze i media uciekali się do autocenzury.

Polska nie wprowadziła podobnych przepisów, ale dwóch dziennikarzy z mediów krytycznych wobec rządu – Gazety Wyborczej i OKO.press  – oskarżono o łamanie zasad dystansowania społecznego podczas relacjonowania protestu przed domem lidera Prawa i Sprawiedliwości, Jarosława Kaczyńskiego, na początku maja 2020 roku. Groziły im kary do 60,000 złotych, co jest ogromną sumą pieniędzy, zwłaszcza dla niezależnych polskich dziennikarzy, którzy często znajdują się w niepewnej sytuacji finansowej.

Obciążenia finansowe spowodowane wirusem SARS-CoV-2 i wycofaniem się reklamy z mediów, przełożyło się na mniejsze budżety dla dziennikarzy, zwłaszcza freelancerów. W Polsce niepewne warunki pracy, bez odpowiedniej umowy o prace, od dawna są normą w niezależnych mediach, zwłaszcza internetowych i w prasie drukowanej. Nie przełożyło się  to również na lepszą jakość mediów, a ilość redakcji i gazet kurczyła się wraz ze wzrostem kosztów. Poza kwestią dostępności do internetu i mediów online, także stosunkowo wysokie ceny mediów drukowanych sprawiają, że coraz więcej czytelników szuka informacji w internecie, głównie na bezpłatnych serwisach. Podczas pandemii koronawirusa, jak już wspomniano, zjawisko to uległo pogłębieniu, gdyż możliwości wyjścia z domu zostały ograniczone.

Przeniesienie naszego życia do sieci miało pozytywny aspekt w kontekście jakości mediów. 

Wiele niezależnych serwisów online otworzyło dostęp do swoich artykułów na temat koronawirusa i środków związanych ze zdrowiem publicznym tak, aby nie było nierówności w dostępie do wartościowych informacji i aby każdy mógł je przeczytać za darmo, bez ograniczeń. Zwiększyło to dostęp do wysokiej jakości treści online. Ivan Kolpakov, redaktor naczelny niezależnej rosyjskiej gazety internetowej Meduza (z siedzibą w Rydze) dodaje, że podczas gdy czytelnicy byli całkowicie przytłoczeni negatywnymi informacjami po wybuchu pandemii, Meduza – oprócz publikowania wiadomości o wysokiej jakości – oferowała dodatkowe artykuły i filmy, aby wesprzeć czytelników w tych trudnych czasach.

Za treści wysokiej jakości wiele osób było skłonnych zapłacić już przed wybuchem pandemii. W trakcie lockdownu nastąpił dalszy wzrost tej tendencji, kiedy wiele osób zdało sobie sprawę, że media są jednym z sektorów najbardziej dotkniętych kryzysem i dodatkowo osłabionym przez nieliberalne rządy. Dlatego chętniej wspierali swoje ulubione media, nie tylko poprzez wybieranie płatnych abonamentów, lecz także poprzez darowizny pieniężne, bezpośrednio za pośrednictwem mediów lub poprzez witryny finansowania społecznościowego. W EURACTIV Polska również zauważyliśmy wzrost zainteresowania ze strony młodych ludzi, którzy chcieli wnieść swój wkład wierząc, że wolne, wysokiej jakości media mają fundamentalne znaczenie dla liberalnej demokracji.

Alina Mosendz, niezależna dziennikarka z Ukrainy, wspomina, że w celu przeciwdziałania rozprzestrzeniania się fake newsów w mediach społecznościowych i na stronach internetowych o niskiej jakości, dużo wartościowych mediów zajęło się obalaniem mitów o koronawirusie. Wiele z nich zaangażowało się w obalanie popularnych i najbardziej szkodliwych fake newsów także w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Podsumowując, wraz z pojawieniem się fałszywych informacji w sferze publicznej, zwłaszcza w internecie, oraz przez rządy, które ograniczały dostęp do informacji dotyczących zdrowia publicznego, odbiorcy stali się bardziej krytyczni. Więcej ludzi zaczęło cenić wysokiej jakości treści i media, którym można zaufać w tych trudnych czasach. Ten rozwój może mieć poważny, długotrwały i pozytywny wpływ na jakość mediów online.

„Jeśli płatne treści staną się głównym źródłem dochodu mediów zamiast reklamy, klikalność zajmie drugie miejsce. Konsument zapłaci za informacje, którym zaufa” – stwierdza Natalia Ligacheva, redaktor naczelna ukraińskiej organizacji pozarządowej Detecor Media. „Uważam, że zbliżamy się do momentu, w którym wysokiej jakości treści mogą odpowiednio zarabiać” – dodaje.

COVID-19 i sytuacja ekonomiczna mediów i dziennikarzy

Ponieważ życie publiczne zatrzymało się z powodu pandemii SARS-CoV-2, wszystkie rodzaje mediów, oprócz drukowanych, zanotowały bezprecedensowy wzrost odbiorców. Niektórzy wierzyli, że media weszły w swój złoty wiek. Ale sytuacja była bardziej skomplikowana.

Wzrost odbiorców nie oznaczał wzrostu przychodów z reklam. Wręcz przeciwnie – reklamodawcy wycofywali reklamy i materiały sponsorowane (np. dodatki weekendowe). W Rosji większość mediów (92,2 proc.) ogłosiło, że niektórzy reklamodawcy postanowili się wycofać, a ci, którzy kontynuowali współpracę, zmniejszyli swoje budżety – wynika z raportu Rosyjskiego Związku Dziennikarzy. Jednocześnie wydatki państwowe przeznaczone na wsparcie oficjalnych mediów, na przykład poprzez publiczną propagandę, wzrosły o 3 miliardy rubli na nadchodzący rok – donosi Ksenia Larina, dziennikarka i publicystka niezależnego radio Echo Moskwy (Ekho Moskvy). Jego redaktor naczelny, Alexei Veneditkov podsumował tragiczną sytuację większości niezależnych mediów na swoim kanale telegramowym „W maju [2020] odnotowaliśmy 37-procentowy spadek w reklamach. Musieliśmy obniżyć pensje menadżerów o 90 proc. – otrzymywaliśmy 10 proc. przez 3 miesiące. Nie ruszyliśmy jeszcze grosza z pensji dziennikarzy, ale obawiam się, że będziemy musieli”. Budżety reklamowe zaczęły się poprawiać w czerwcu 2020 r. Niemniej jednak, oczekuje się, że będą one w stanie pokryć straty tylko w drugiej połowie roku.

Dlaczego reklamodawcy wycofali swoje reklamy? Według doniesień pracowników sektora mediów i marketingu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, niektórzy z nich stracili własne dochody, jak na przykład producenci samochodów, producenci napojów bezalkoholowych czy linie lotnicze. Największa rosyjska linia lotnicza Aeroflot ogłosiła pod koniec marca 2020 r., że całkowicie rezygnuje z wszelkich reklam na czas nieokreślony, tak,  aby nie musiała zwalniać swoich pracowników. Kolejny powód do ograniczania budżetów to problem z wizerunkiem. Mianowicie niektórzy reklamodawcy – także ci z sektora zdrowia – woleli nie być kojarzeni z trudnymi tematami wywołanymi przez pandemię, takimi jak choroby, śmierć, źle wyposażone szpitale, a także zwolnienia czy recesja.

Również inne źródła przychodów mediów – takie jak konferencje i wydarzenia – musiały zostać odwołane. Sektor telewizyjny był najmniej dotknięty, podczas gdy media drukowane otrzymały największy cios, przy czym niektóre działy (zwłaszcza gazety dot. stylu życia) były zmuszone się zakończyć działalność. Jednocześnie liczba abonamentów na wersje internetowe mediów drukowanych wzrosła, wraz z wyżej wymienionymi darowiznami. To jednak nie pozwoliło na powrót do sytuacji finansowej sprzed pandemii COVID-19.

W rezultacie większość niezależnych mediów musiała zareagować oszczędnością środków – na przykład redukowaniem godzin pracy i odpowiednim zmniejszaniem wynagrodzeń (również w celu uzyskania wsparcia publicznego z krajowych programów antykryzysowych dla firm), przy czym zazwyczaj obniżenie to stanowiło 80 proc. Dzięki tym działaniom, analizowane media krajów Europy Środkowo-Wschodniej uniknęły masowych zwolnień, choć niewielki odsetek (4 proc.) zatrudnionych pracowników utracił swoją pracę. Również niezależni dziennikarze wyrażali niezadowolenie z powodu utraty przydziałów, ponieważ zarządy wolały zatrzymać pracowników, którzy posiadali umowę.

W  kontekście tej sytuacji w zakresie reklamy i dochodów, niezależne media znajdują się w znaczącej, strukturalnie niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej w stosunku do rządu i mediów rządowych, które są w dużej mierze finansowane z publicznych (państwowych) reklam.

Niedogodności konkurencyjne prywatnych mediów są jeszcze większe na rynkach mediów w krajach spoza obszaru Europy Środkowo-Wschodniej – na przykład na Białorusi, w Rosji i na Ukrainie, gdzie rolą mediów kontrolowanych przez oligarchów lub państwo nie jest zarabianie pieniędzy, ale wspieranie reżimu, lub – jak na Ukrainie – preferowanej opcji politycznej. Jednak, zdaniem Natalii Ryabińskiej, socjolożki i profesor nadzwyczajnej Collegium Civitas w Warszawie, premier Węgier Viktor Orbán wydaje się korzystać z pełnego zestawu narzędzi, aby dogonić ukraiński model oligarchiczny.

Czeskie media spodziewają się 30-50 proc. spadku przychodów z reklam – poinformowała Aneta Zachová, redaktor naczelna EURACTIV Slovakia. Niektóre liczby są jeszcze większe. Respekt, jeden z głównych drukowanych tygodników, odnotował 60-70 proc. spadek przychodów z reklam w porównaniu z poziomami sprzed pandemii.

Na Węgrzech, sytuacja jest podobna, przewiduje się 21-30 proc. spadek dochodów dla firm medialnych w 2020 r. – według sondażu przeprowadzonego przez Węgierskie Stowarzyszenie Wydawców. Niemniej jednak, średnie zwykle zniekształcają rzeczywistość, co widoczne jest także tutaj. Pro-rządowa fundacja medialna, the Central European Press and Media Foundation (KESMA) dominuje w środowisku mediów, posiadając prawie 500 tytułów, co skutkuje wspomnianym zniekształceniem państwowego rynku reklamy. Biorąc to pod uwagę, to niezależne media najbardziej ucierpiały poprzez spadek przychodów z reklam – spodziewają się one ogromnego spadku na poziomie 90 proc. w porównaniu do 2019 r. Teczár Szilárd zwraca uwagę na to, że na Węgrzech „nadal można odczuć drastyczny spadek przychodów z reklam. To dodatkowo pogłębia nierówności między mediami niezależnymi a mediami pro-rządowymi, ponieważ gdy prywatna reklama została już praktycznie wstrzymana, państwowa propaganda dalej działa bez szwanku”

To zjawisko istniało już przed pandemią COVID-19, tyle, że pandemia zintensyfikowała skalę problemu. Na przykład w Polsce, wolność niezależnych mediów, krytycznych wobec rządu, została ograniczona przez zmniejszenie dostępu do reklam spółek publicznych, płatnych ogłoszeń instytucji publicznych, ale także zmniejszenie ilości projektów i grantów oferowanych przez rząd. Ta sytuacja trwa od momentu przejęcia władzy przez obecny rząd, pod koniec 2015 roku. Podczas pandemii zmaterializowała się inna wersja tego zjawiska. Mianowicie, według doniesień Gazety Wyborczej i magazynu Press, rządowe publiczne ogłoszenia dotyczące wirusa i pandemii, które były adresowane do wszystkich obywateli, Polski i z tego powodu pojawiały się we wszystkich ogólnopolskich mediach drukowanych, rzeczywiście zostały opublikowane we wszystkich drukowanych dziennikach ogólnopolskich z wyjątkiem jednego – Gazety Wyborczej, która jest największym dziennikiem gazetowym w Polsce (tylko dwa tabloidy, Fakt i Super Ekspress mają większy nakład). Ale jest to również jeden z najbardziej krytycznych wobec rządu dzienników.

COVID-19 i cyfryzacja mediów

Pandemia koronawirusa przyspieszyła czwartą rewolucję przemysłową, która miała miejsce już wcześniej. Jej główne narzędzia to sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy, autonomiczne pojazdy, robotyzacja i cyfryzacja przenikająca wszystkie sfery naszego życia. Przyspieszona cyfryzacja zmaterializowała się również na rynku mediów, zwiększając liczbę czytelników online, co prowadziło do spadku sprzedaży mediów drukowanych.

Wirtualna rzeczywistość coraz bardziej zbliża się do faktycznej rzeczywistości, łącząc w ten sposób nasze życie prywatne i zawodowe. Dziś prawie 90 proc. Czechów, Węgrów, Polaków i Słowaków ma łącze internetowe, a niewiele mniej – około 80 proc. – Rosjan i Białorusinów, oraz około 60 proc. Ukraińców. Dodatkowo każdy użytkownik smartfona ma stały dostęp do internetu. Nie tylko czatujemy, wysyłamy e-maile, robimy zakupy i pracujemy online. „Wszystkie debaty i wydarzenia przeszły do internetu, dziennikarze i media są bardzo aktywni w mediach społecznościowych i skupieni na nowoczesnych formach treści, takich jak relacje na żywo, wideo i podcasty” – wyjaśnia Aneta Zachová, redaktor naczelna EURACTIV.cz

Coraz częściej traktujemy internet i media społecznościowe jako główne źródła wiadomości. W 2016 roku 57 proc. Europejczyków korzystało z mediów społecznościowych i wyszukiwarek internetowych jako swojego głównego źródła wiadomości. Media społecznościowe były głównym źródłem wiadomości dla jednej trzeciej młodych ludzi w wieku 18-24 lat.

Pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła te procesy, ponieważ ludzie mogli w pełni wykorzystać swój dostęp do internetu podczas lockdownu. A ponieważ rynek mediów w Europie Środkowo-Wschodniej i na świecie nadal przenosi się do internetu, drukowane publikacje powoli, ale stopniowo są wycofywane, co przekłada się na cięcia płac i zwolnienia. Pandemia tylko przyspieszyła ten trwający już proces.

Na Ukrainie media społecznościowe stanowiły przed pandemią COVID-19 główne źródło informacji ze świata dla 23 proc Ukraińców, a media internetowe dla 27 proc. Dyrektor generalna organizacji pozarządowej Detector Media, Galina Peterenko wyjaśnia, że koronawirus całkowicie zmienił tę sytuację na korzyść tego pierwszego. W sierpniu 2020 r. portale społecznościowe stanowiły główne źródło informacji dla 44,1 proc. Ukraińców – prawie dwukrotny wzrost, podczas gdy media internetowe pozostały na poziomie 27 proc., a oglądalność telewizji pozostała taka sama w trakcie pandemii jak i przed nią, utrzymując się na poziomie 75 proc.

W Rosji, gdzie ponad 100 milionów ludzi korzysta z internetu, historyczny moment nastąpił w 2018 r., gdy reklama internetowa wyprzedziła reklamy telewizyjne (z czego duża część trafiła do specjalizującej się w usługach internetowych firmy Yandex, należącej do oligarchy Arkadego Wołoża.) Nadal – jak już wyjaśniono – kryzys związany z koronawirusem szczególnie mocno uderzył w budżety mediów internetowych (pomimo szczytowej liczby odbiorców). Jednym z powodów jest to, że internet jest (ostatnim?) bastionem niezależnych mediów, zwłaszcza na Białorusi i w Rosji. W cyberprzestrzeni wciąż trudno jest wprowadzać regulacje, a także obszar ten nie wymaga dużych budżetów by otworzyć i prowadzić media, w przeciwieństwie do mediów tradycyjnych.

W wyniku tej bolesnej presji na budżety mediów internetowych, innowacje musiały przyśpieszyć – biorąc pod uwagę popyt na informacje a także coraz częściej, na ich dobrą jakość. W związku z tym, rozpoczęto organizację kampanii darowizn i innych form proszenia czytelników o wsparcie. Na Ukrainie Natalya Rybinska diagnozuje bardziej ogólny trend, który uwidocznił się w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej: „Ludzie docenili wartość zweryfikowanych informacji i zaufania w tych trudnych czasach. W rezultacie są gotowi płacić za dostęp do wysokiej jakości treści. Wcześniej, ludzie nie mogli sobie nawet wyobrazić płacenia za cokolwiek dostępnego online, podczas gdy jest tak wiele darmowej zawartości. Piractwo internetowe było absolutnie przytłaczające. Pandemia COVID-19 wywołała zmianę w ludzkich umysłach”.

W efekcie podczas kryzysu związanego z koronawirusem wzrosły poziomy subskrypcji. Jednocześnie, coraz więcej mediów cyfrowych ukrywało treści i udostępniało je tylko tym czytelnikom, którzy za nie zapłacili. Chociaż stanowiło to już całkiem normalną praktykę w Polsce jeszcze przed kryzysem, niekoniecznie było tak we wszystkich analizowanych krajach. Na Węgrzech media zaczęły ukrywać  w ten sposób część treści podczas trwania pandemii. „To dość nowa i ciekawa ewolucja” – komentuje Teczár Szilárd.

Nie tylko media internetowe, ale także blogerzy wykorzystywali kryzysowy moment do eksperymentowania z płatnymi subskrypcjami. Często działania te przynosiły im sukces.

Dzięki tym zmianom w przedsiębiorczości internetowej niewykluczone jest, że media internetowe, a także kanały informacyjne, takie jak YouTube czy Telegram – zwłaszcza na Białorusi, w Rosji i na Ukrainie – zaczną zyskiwać. „Wcześniej, takie niezależne źródła informacji istniały, ale zazwyczaj jako startupy, które utrzymywały się dzięki darowiznom i napotykały problemy, kiedy te się kończyły. Teraz, po eksperymentowaniu ze zbieraniem funduszy i metodami zarabiania, urosły w siłę”, wyjaśnia Natalya Rybinska.

Poza tym, gdy życie przeniosło się do sieci i ludzie spędzali około 7 godzin dziennie w internecie, tradycyjne media kierowały swoje spojrzenie na media społecznościowe. Wykroczyły poza Facebooka i Twittera i eksperymentowały więcej z YouTube i innymi platformami społecznościowymi, takimi jak Telegram i Instagram, próbując konkurować z „influencerami” – Alina Mosendz zwraca uwagę na ukraiński przykład. Rzeczywiście,  rosyjska wersja YouTube odnotowała 40 proc. wzrost czasu oglądania pomiędzy styczniem a marcem 2020. Liczba widzów wzrosła o jedną czwartą. „Youtube stał się najważniejszym niezależnym medium w Rosji wśród młodszej widowni, ale coraz częściej także wśród tej starszej”, wyjaśnia Ivan Kolpakov z Meduzy.

Jednym z najbardziej spektakularnych przypadków kariery na YouTube jest Yury Dud, sławny 34-letni rosyjski Youtuber urodzony na Ukrainie, który swobodnie rozmawia ze sławnymi ludźmi – artystami, celebrytami, politykami, ekspertami – tak naprawdę o wszystkim, nie pomijając tematów kontrowersyjnych, albo po prostu ludzkich. Tworzy także filmy dokumentalne które są umieszczane na jego kanale, mającym ponad 8 mln subskrypcji. Jego film na temat łagrów w Kolymie został obejrzany ponad 22 miliony razy.

Białoruś także posiada swoich rodzimych, znanych YouTuberów. Jeden z nich to Sergei Cichanouski, który ogłosił za pośrednictwem swojego kanału, że zamierza startować w wyborach prezydenckich w 2020 roku. Trafił za to do więzienia, a jego żona, Swietłana Cichanouska stanęła do wyborów na jego miejsce. Jednak na Białorusi to Telegram stał się głównym źródłem wiadomości online, zwłaszcza po wyżej wspomnianych, sfałszowanych wyborach prezydenckich. „Kanały Telegramu są różne – są wśród nich niezależne media, kanały kontrolowane przez państwo, kanały osobiste, komunikatory, wszystko to bez żadnych reguł”, wyjaśnia Ivan Kolpakov. Telegram, założony przez Rosjanina Pawła Durowa, stał się jedną z najpopularniejszych aplikacji do wymieniania wiadomości na świecie, zyskując popularność szczególnie poza Unią Europejską i krajami Zachodu. I tak jak Rosja ma Yure’go Duda, Białoruś ma NEXTA – czyli najważniejszy kanał medialny a także osobowość mediów online. NEXTA to 22-letni Białorusin Stepan Putilo (lub Svetlov), który założył najpopularniejszy kanał Telegramu na Białorusi, gromadząc ponad 2 miliony obserwujących. To były kluczowe media podczas białoruskich protestów po sfałszowanych wyborach prezydenckich, publikujące głównie zdjęcia i wideo nadesłane przez osoby, które były świadkami wieców. Putilo przeprowadził się do Warszawy, gdzie Yury Dud przeprowadził z nim wywiad we wrześniu 2020. Obejrzało go ponad 7 milionów osób.

Media nadal przenoszą się do internetu i pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła ten już wcześniej trwający proces.

Ze względu na gwałtowną utratę dochodów na początku pandemii, producenci wiadomości online – zarówno media online jak i informacyjne kanały społecznościowe – poszukiwały nowych źródeł dochodu. W połączeniu z rosnącym szacunkiem czytelników do godnych zaufania treści, mogą teraz otrzymywać trwałe dochody niezbędne dla jakości i niezależności.

COVID-19 i wolność mediów

Wolność mediów na Białorusi (153 miejsce na 180 w World Press Freedom Index 2020) i Rosji (149.) de facto nie istnieje, przy ograniczonej do minimum przestrzeni dla niezależnych mediów. Pandemia COVID-19 tego nie zmieniła.

Niemniej jednak, nastąpiły zmiany. Na Białorusi niedbała i lekkomyślna reakcja Aleksandra Łukaszenki na koronawirusa, jawne kłamstwa władz na temat pandemii i oficjalne „media” (białoruska propaganda) przy jednoczesnym spadku zadowolenia obywateli z sytuacji ekonomicznej, skłoniły ludność do zdecydowanego zwrócenia się w stronę niezależnych mediów internetowych i stworzenia podatnego gruntu pod rewolucję, która rozpoczęła się po sfałszowanych wyborach prezydenckich.

Niezależne media internetowe – zwłaszcza NEXTA (z siedzibą w Warszawie) i TUT.by (niezależny holding czytany przez około 60 proc. Białorusinów) – byli zwycięzcami tej sytuacji. Byli wzmocnieni przez aresztowania blogerów, co dodatkowo podważyło wszelkie istniejące zaufanie do prezydenta i osłabiło konkurencję online w tym samym czasie, wyjaśnia Yaroslav Bekish.

W Rosji niezależność mediów stale maleje. To szczególnie pogorszyło się od momentu rozpoczęcia wojny ukraińskiej – wyjaśnia Jaroslav Šimov, zastępca dyrektora rosyjskiego Radia Liberty Service (Svoboda). Wszystkie federalne kanały telewizyjne i radiowe są pod ścisłą ideologiczną kontrolą. Prawie wszystkie agencje informacyjne, media internetowe i gazety współpracują z państwem na różne sposoby i ryzykują utratę licencji i finansowania, jeśli przestaną. Dziennikarstwo polityczne praktycznie nie istnieje – można usłyszeć niezależnych ekspertów jedynie w mediach będących poza kontrolą Kremla, w tym w rosyjskich biurach zagranicznych (Svoboda, Voice of America, Russian Air Force Service, Deutsche Welle), niezależnych publikacjach internetowych ((Medusa, MBH media) i na poszczególnych kanałach internetowych, mówi Ksenia Larina. Według Jaroslava Šimova, pandemia była pretekstem do wywarcia jeszcze większego nacisku na media. Poza tym niezależnym mediom trudno było pisać o sytuacji pandemicznej. Ale internet, na przykład media online, media społecznościowe, takie jak Telegram, Messenger czy YouTube, stały się bastionem bezpłatnej prasy, która zyskała jeszcze większą popularność podczas pandemii, między innymi na Białorusi. Nawet w Rosji internet jest praktycznie niekontrolowany, oferuje alternatywną rzeczywistość – niezależne badania opinii publicznej, możliwość komentowania, ogromny potencjał do krytyki – a Kreml nie jest w stanie ujarzmić tej fali.

Ukraina (96 miejsce w World Press Freedom Index 2020) radzi sobie znacznie lepiej pod względem wolności mediów niż Białoruś czy Rosja, co zmieniało się w ostatnich latach, zwłaszcza od momentu rewolucji na Euromajdanie w 2014 roku. Wciąż jednak wiele jest do ulepszenia. Silna oligarchizacja mediów, niedofinansowani publiczni nadawcy, ataki na media – tutaj dziennikarze szczególnie zwracają uwagę na zabójstwo dziennikarza Pawła Shermenta w 2016 r. i na śmiertelne pobicie reportera śledczego Wadyma Komarowa w 2019. Jednak koronawirus nie był pretekstem dla władz by nałożyć nacisk na niezależnych dziennikarzy. Kryzys finansowy wynikający z pandemii przełożył się na media i dziennikarzy, poszukujących w mediach społecznościowych nowych źródeł przychodów, które mogłyby zagwarantować im większą finansową niezależność a nawet przetrwanie. Ten pozytywny efekt jest dodatkowo wywoływany przez wspomniany już wzrost liczby użytkowników poszukujących rzetelnych treści, którzy, w rezultacie stali się bardziej skłonni do płacenia za informacje wysokiej jakości.

Podczas gdy Ukraina czyni postępy na drodze do wolności mediów, Węgry (89. Miejsce w Word Press Freedom Index 2020) obrały przeciwną drogę. Sytuacja tamtejszych mediów pogarsza się, zwłaszcza od 2018 roku, kiedy to KESMA (Central European Press and Media Foundation), pro-rządowa medialna fundacja przejęła kontrolę nad około 500 prywatnymi mediami. Tytuły, które znalazły się w rękach osób bliskich Fideszu nie są prawdziwymi mediami. „Ich priorytet to być lojalnym i służyć interesom rządu. I są z tego dumni” – wyjaśnia Gábor Polyák.

Pandemia koronawirusa została wykorzystana jako okazja do przejęcia dalszej kontroli nad rynkiem mediów, poprzez wprowadzenie niejasnego prawa, rzekomo mającego na celu przeciwdziałanie fake newsom. Ostatecznie posłużyło to do dochodzenia przeciwko osobom publikującym posty krytyczne wobec rządu.

Co więcej, dostęp do informacji był ograniczony dla niezależnych mediów: pytania pojawiające się na rządowych konferencjach prasowych online były rzadko przez nie zadawane. Podobnie COVID-19 uderzył niezależną prasę pod względem ekonomicznym. Jeszcze przed pandemią była ona ofiarą nieuczciwej konkurencji. Ale najważniejsza zmiana dotycząca wolności mediów w ciągu ostatnich kilku miesięcy (a nawet lat) dotyczyła rezygnacji dziennikarzy Index.hu, największego niezależnego serwisu informacyjnego, z powodu presji ze strony biznesmenów ze sfer rządowych. Nie powiedziałabym, że była to bezpośrednia konsekwencja kryzysu COVID-19, ponieważ planowano zniszczyć Index tak czy inaczej, ale zła sytuacja finansowa Indexu w trakcie kryzysu na pewno pomogła im przyspieszyć ten proces” twierdzi Szilárd Teczár. Po marginalizacji Indexu, inny redaktor naczelny został odwołany w kolejnym medium – tym razem w liberalnym tygodniku Óra. Ale tutaj także jest srebrna podszewka. Dziennikarze, którzy do tej pory pracowali dla Index.hu założyli nowe medium – Telex, finansowane głównie przez społeczność. Zawartość portalu jest na razie bezpłatna, ale w przyszłości będzie dostępny tylko dla subskrybentów. Redaktorka Veronika Munk powiedziała, że ​​redakcji udało się zebrać środki na kilka miesięcy pracy.

W Polsce (62. miejsce w World Press Freedom Index 2020, spadek z 18. w 2015 r.) stan wolności i pluralizmu mediów pogorszył się od czasu dojścia do władzy PiS w 2015 roku. Pasywna cenzura, wynikająca z kierowania środków do przyjaznych rządowi mediów, powtarzające się ataki na krytyczne media ze strony rządzących polityków i mediów publicznych, przekształcanie mediów publicznych w rządowe narzędzie propagandowe – taka była sytuacja polskich mediów przed wybuchem pandemii COVID-19.

Karolina Zbytniewska / Redaktor naczelna EURACTIV Polska / Ekspert ds. Europejskich