Wicepremier Ukrainy: Możemy odzyskać Krym i Donbas – WYWIAD z Iwanną Kłympusz-Cyncadze

Iwanna Kłympusz-Cyncadze, wicepremier Ukrainy, minister ds. integracji z UE i NATO

Iwanna Kłympusz-Cyncadze, wicepremier Ukrainy, minister ds. integracji z UE i NATO

Każdego dnia zmagamy się z rosyjską propagandą czy cyberatakami przeciwko naszemu państwu. Po rewolucji godności i rosyjskiej agresji zdecydowaliśmy, by stać się podmiotem – a nie przedmiotem – stosunków międzynarodowych – twierdzi wicepremier Ukrainy Iwanna Kłympusz-Cyncadze w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Kiedy europejskie media dyskutują o ukraińskiej polityce, najczęściej przywoływanym słowem – tuż po Rosji – jest wszechobecna korupcja. Mimo że sytuacja w kraju się poprawia, daleka jest od doskonałości: prawie 40 proc. Ukraińców żyje poniżej progu ubóstwa. Wielu Ukraińców szuka też pracy i lepszego życia w Polsce. Jakie widzi Pani perspektywy dla swojego kraju?

Iwanna Kłympusz-Cyncadze: Po rewolucji godności w 2014 r. postawiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę, aby dostosować standardy zarządzania państwem do poziomu europejskiego. Myślę, że Ukraina wykonała naprawdę niesamowitą pracę w ciągu tych pięciu lat. Jeśli zrobiłaby Pani dziś Ukrainie zdjęcie, nie wyglądałoby ono spektakularnie. Jeśli jednak nakręciłaby Pani film pokazujący ostatnie pięć lat, zobaczyłaby Pani jak Ukraina się zmieniła. Oczywiście daleko nam do poziomu życia w dzisiejszej Polsce. Trudno się dziwić – nie było kraju w takim stopniu zsowietyzowanego, jak my. Dodatkowo, w latach 30 XX w. wymordowano nasze elity i kilka milionów ludzi.

Wiedząc, ile mamy do nadrobienia, rozpoczęliśmy wdrażanie reform we wszystkich możliwych obszarach: decentralizacji, zamówień publicznych, rynku gazu, systemu bankowego, niezależności energetycznej. Pomimo rosyjskiej agresji wprowadzamy trudne reformy, takie jak emerytalna czy edukacji. Ponadto udało nam się znacznie zmniejszyć deficyt gospodarczy.

A korupcja?

Wydaje mi się, że każdy kraj ma z nią problemy. Pracujemy nad obniżeniem skali tego zjawiska. Jednak sukces nie oznacza zamknięcia wszystkich w więzieniu. Przeciwnie, chodzi przede wszystkim o to, aby procedury i regulacje były bardziej przejrzyste i pozbawione luk, by nie oferować łatwych sposobów na przekupstwo.

Jeśli więc mówi się w mediach, że niektóre „grube ryby” nadal nie siedzą za kratkami, nie oznacza to, że Ukraina nic nie robi. Przede wszystkim powołaliśmy Wysoki Trybunał Antykorupcyjny, który może przyczynić się do domknięcia systemu wszystkich naszych aktywności antykorupcyjnych. O efektywności naszych działań świadczą wyniki badań niezależnego Instytutu Badań Ekonomicznych i Konsultacji Politycznych, według których działania antykorupcyjne na Ukrainie przyczyniły się do oszczędności na poziomie 6 mld dolarów. Warto podkreślić, że są to dane nieuwzględniające toczących się obecnie dochodzeń.

Ukraina i Unia zawarły w 2014 r. umowę stowarzyszeniową, a następnie w roku 2016 weszła w życie umowa o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu (DCFTA). Czy podpisanie tych umów przekłada się na realne przemiany i korzyści dla Ukrainy?

Nasza umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską jest najbardziej ambitną, jaką UE kiedykolwiek podpisała. Mamy już pierwsze sukcesy. Osiągnęliśmy 41 proc. założeń umowy, co – moim zdaniem – jest niesamowitym wynikiem, szczególnie w obliczu aktualnych wydarzeń.

Mamy również świetne wyniki w handlu z partnerami z UE, co stanowi 41,9 proc. udziału w naszym całkowitym obrocie handlowym. Z drugiej strony napotykamy wciąż na wiele trudności, np. nie możemy przetransportować naszych towarów na rynek Azji Środkowej, ponieważ jesteśmy w stanie wojny z Rosją. Dlatego zmieniamy naszą politykę handlową, tak aby pasowała do rynku UE i innych krajów.

Cztery lata temu wszyscy spekulowali o upadku Ukrainy. Osiągnęliśmy jednak sukcesy pomimo wojny i kryzysu

Czy wyznaczyła Pani jakiś własny docelowy termin na wdrożenie 100 proc. umowy stowarzyszeniowej?

Wynegocjowaliśmy program wdrożenia, który zajmie nam 10 lat.

A jak wsparcie Europy postrzegane jest przez Ukraińców?

Wsparcie zachodu jest dla nas bardzo ważne, zarówno w odniesieniu do uznania integralności naszego państwa po aneksji Krymu przez Rosję, jak w odniesieniu do polityki sankcji i presji politycznej wobec Moskwy. Dzięki temu Ukraińcy nie czują się samotni. Dodatkowo otrzymaliśmy wsparcie od państw UE, członków NATO oraz innych państw na zasadzie dwustronnej – głownie z Polski, Kanady, Litwy, Estonii i USA. Nasi partnerzy z NATO wspierają nas w odbudowie armii ukraińskiej zgodnie ze standardami NATO. To poprawia potencjał naszej armii.

Pani koncentruje się na pozytywach, za to w Europie panuje teraz moda na krytykowanie Brukseli, np. za jej rzekome zakusy na suwerenność narodową poszczególnych państw. W takim razie może nie warto wstępować do UE?

Zdajemy sobie sprawę, że UE przeżywa obecnie trudny okres. Mimo tego jesteśmy zdecydowani na wejście do struktur europejskich. Zresztą jestem całkowicie pewna, że Bruksela opanuje te chwilowe turbulencje. Być może potrzebny był ten kryzys, aby przypomnieć o znaczeniu wartości, które legły u podstaw wspólnoty europejskiej, takich jak praworządność, demokracja czy wolność. Wszystkie one muszą być chronione. My, Ukraińcy, wiemy to szczególnie dobrze.

Ukraina podąża swoją europejską drogą. Tymczasem Europa z jednej strony Was wspiera, ale z drugiej… nie wskazuje żadnej wyraźnej ścieżki integracji. Drzwi do UE nie są chyba w pełni otwarte?

Chcielibyśmy, aby UE przedstawiła nam klarowną europejską perspektywę, tak jak uczyniło to NATO na szczytach w Brukseli i Bukareszcie. Aktualnie w UE nie ma takiego poziomu empatii w stosunku do nas, mimo że akcesja Ukrainy przyniosłaby korzyści obu stronom.

Jakie?

Ukraińcy są narodem, który wierzy w wolność i o nią walczy. Jesteśmy państwem z ogromnym kapitałem ludzkim, posiadamy dobrze wyedukowanych obywateli. Dysponujemy silnym sektorem IT oraz wciąż modernizującym się rolnictwem. Ukraina jest prawdziwie europejskim krajem – historycznie i kulturowo.

Dzisiejsza Ukraina pręży muskuły przeciwko Rosji. Kijów uzyskał niezależność religijną. Z oczywistych względów nie przedłużono obowiązywania traktatu o przyjaźni między obu państwami z 1997 r. Ostrzegacie Europę przed gazociągiem Nord Stream 2. Co sprawiło, że Kijów stał się tak asertywny?

Każdego dnia zmagamy się z rosyjską propagandą czy cyberatakami przeciwko naszemu państwu. Po rewolucji godności i rosyjskiej agresji zdecydowaliśmy, by stać się podmiotem – a nie przedmiotem – stosunków międzynarodowych.

Czy uważa Pani, że Ukraina może odzyskać Krym i Donbas?

Tak. Mamy przykład państw bałtyckich, które odzyskały niepodległość od ZSRR po 50 latach. Na Krymie i w Donbasie sprawy nie zaszły aż tak daleko, jak tam w przeszłości. Dlatego budujemy naszą siłę i jednocześnie wywieramy nacisk na Rosję przy wsparciu Zachodu.

Docenia Pani europejską jedność przeciwko Rosji. Jednak z jednej strony Europa wspiera Kijów, a z drugiej niektóre państwa członkowskie UE bronią Nord Stream 2. Brzmi to jak hipokryzja. Albo przynajmniej schizofrenia.

Gazociąg na dnie Bałtyku jest projektem wyłącznie politycznym. Znamy konsekwencje, które mogą nastąpić po jego ukończeniu. Przede wszystkim chodzi w nim o rozbicie europejskiej jedności. Najważniejszą rzeczą jest odpowiednie ocenienie ryzyka, zanim będzie za późno.