Ignatieff: Węgry w końcu wyrwą się z objęć partii Orbana

Michael Ignatieff, fot. Georges Alexandar [Flickr]

Michael Ignatieff, fot. Georges Alexandar [Flickr]

Transformacja demokratyczna w Europie Środkowej i Wschodniej jeszcze się nie zakończyła i dlatego będziemy kontynuować naszą misję kształcenia „wolnych i niezależnych umysłów” – mówi w rozmowie z EURACTIV Michael Ignatieff*, kanadyjski naukowiec i rektor Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU).

 

Pavol Szalai, EURACTIV.sk: Od tego roku akademickiego działalności CEU przeniosła się w dużej mierze do Austrii. Co dla uniwersytetu oznacza przeprowadzka z Budapesztu do Wiednia?

Michael Ignatieff: Mniej więcej to, że wszystkie zajęcia na naszych amerykańskich kierunkach podyplomowych będą odbywały się w Wiedniu. Jednocześnie wciąż chcemy być obecni w Budapeszcie. Obecnie sprawdzamy, na co pozwoli nam prawo. To jednak skomplikowana sprawa i w tej chwili nie wiemy, co będzie dalej. Przez jakiś czas będziemy działać na dwóch kampusach, bo z Budapesztu znikną prowadzone przez nas studia podyplomowe.

Viktor Orban nie zdołał jednak zmusić nas do opuszczenia kraju. Nie chcemy poddawać się bez walki. Wycofanie się byłoby straszną wiadomością dla kraju, który jest naszym domem od 25 lat. Teraz musimy działać przede wszystkim zgodnie z prawem – mamy piękny kampus i wielu wspaniałych nauczycieli w Budapeszcie, więc staramy się mieć to na względzie.

Opozycja “odbija” Budapeszt

Wspólny kandydat opozycji Gergely Karácsony wygrał w niedzielę wybory na burmistrza Budapesztu. Jego rywal, dotychczasowy burmistrz Istvan Tarlos wspierany przez rządzącą koalicję, pogratulował mu zwycięstwa, a premier Viktor Orbán zapewnił o woli współpracy. 

Jedną z idei stojących za założeniem CEU było wspieranie procesów demokratycznych w Europie Środkowej. Czy przeprowadzka do Wiednia nie oznacza zepchnięcia tej inicjatywy na ubocze?

Nie. Zarówno w Wiedniu, jak i Budapeszcie będziemy kontynuowali misję uniwersytetu, który promuje ideę społeczeństwa otwartego, a więc kształcenia otwartych umysłów i budowy niezależnych instytucji. Nie sądzę, że przeprowadzka do Wiednia to zmieni. Utrzymamy zaangażowanie, które towarzyszy nam od 1991 roku.

A co z transformacją demokratyczną w tej części świata? Z pewnością obiera ona nieoczekiwany przez nas kierunek. Ale to nie unieważnia naszej misji. Mamy 17 tys. absolwentów, wielu z nich pochodzi z tego regionu i obecnie jest rozproszonych po świecie. Każdy z nich spędził co najmniej rok lub dwa w naszej niezależnej instytucji. To ma na nich wpływ. I to się liczy.

Spędzenie z nami roku, jeśli pochodzisz z Azerbejdżanu, Albanii albo Bułgarii, pobyt w miejscu w którym masz za zadanie myśleć samodzielnie, ma wpływ na całe życie. To nie jest uniwersytet, który narzuca ludziom określoną wizję demokracji. To miejsce silnie oparte na idei wspierania wolności i kształcenia ludzi myślących.

Oczywiście, region zmierza czasem w niespodziewanym kierunku. Nasza uczelnia nie zmieni biegu historii. Jedyne co możemy zrobić, to uczyć młodych ludzi wolności. Robimy to codziennie, a ja żarliwie wierzę w naszą misję.

[AKTUALIZACJA] Prawo i Sprawiedliwość wygrywa wybory parlamentarne

Według wyników podanych przez PKW Prawo i Sprawiedliwość (PiS) wygrało wybory parlamentarne w Polsce, zdobywając 43,76 proc. głosów. Na drugim miejscu znajduje się Koalicja Obywatelska (KO) z wynikiem 27,24 proc. W Sejmie znajdą się też przedstawiciele SLD-Lewicy (12,52 proc.), PSL-Koalicji …

Kraje Zachodu zainwestowały wiele pieniędzy i wysiłku w transformację demokratyczną  w Europie Środkowej i Wschodniej. Skoro przeliczyliśmy się w oczekiwaniach, to czy popełniliśmy również błąd w działaniach? Czy Zachód odniósł porażkę w próbie transformacji regionu?

Zachód jest podzielony. Europa i USA były związane współpracą w dziedzinie bezpieczeństwa i wspólnym zacięciem do promowania demokracji w obliczu wyzwań totalnego komunizmu. Teraz są ekonomicznymi rywalami. Wciąż są partnerami w kwestiach bezpieczeństwa, ale to jedyne, co ich łączy. A Stany Zjednoczone zdecydowały, że nie mają już chęci lub zdolności do budowania porządku międzynarodowego. Wobec tego stopniowo zmniejszają inwestycje w demokratyczne instytucje w Europie Środkowo – Wschodniej.

Szczytem zaangażowania Waszyngtonu były porozumienie z Dayton albo interwencja w Kosowie w 1999 roku. Od tamtego czasu, równomiernie się ono zmniejsza – i to nie tylko za prezydentury Donalda Trumpa. Choć oczywiście wciąż mamy do czynienia z zainteresowaniem geostrategicznym. Polska otrzymała trochę rakiet, a w krajach bałtyckich przebywają amerykańscy żołnierze.

Trump mówi o amerykańskich bazach w Polsce…

Rzeczywiście, utrzymuje się zaangażowanie w kwestie bezpieczeństwa, ale demokracja przestała Amerykanów interesować. To źle, bo te dwie kwestie powinny iść ze sobą w parze.

Węgry chcą bardziej prawicowej Europy – WYWIAD

„Europejscy socjaldemokraci mają większy wpływ na chadeków niż chadecy na socjaldemokratów. I to powinno się skończyć”, mówi węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó w rozmowie z chorwacką redakcją EURACTIV.
 

„Nie jest tajemnicą, że wolelibyśmy, aby EPL mocniej skłaniało się w prawą …

Czy więc amerykańska polityka demokratyzacji zawiodła w Europie Środkowo – Wschodniej?

Amerykanie się z tej polityki po prostu wycofali. Każda polityka demokratyzacji ma swoje granice. Jeśli Polska dokonała demokratycznej transformacji, to dzięki bohaterom „Solidarności” i wewnętrznej opozycji. Otrzymali pomoc z zewnątrz, ale kluczowe były działania w kraju. Podobnie było w Czechach i na Węgrzech. Nigdy nie uważałem, że da się tego dokonać od zewnątrz. Obecnie mają miejsce dwa procesy: Amerykanie zrezygnowali z wysiłków na rzecz demokratyzacji, a liderzy przemian 1989 roku się starzeją.

Ostatnio odeszli György Konrád (węgierski pisarz) i László Rajk (węgierski artysta i aktywista), wspaniali ludzie, którzy reprezentowali to, co najlepsze w węgierskim pokoleniu przemian demokratycznych. Adam Michnik i Lech Wałęsa wciąż żyją, ale ich rola zmalała. Nowe pokolenie będzie musiało zdecydować, zadając sobie pewne pytania. Czy naprawdę chcemy być demokratycznym społeczeństwem? Czy może chcemy odtworzać całą tę ponurą, jednopartyjną, skorumpowaną i kleptokratyczną środkowoeuropejską przeciętność, która panoszyła się w regionie w przeszłości?

Czy to, z czym mamy do czynienia w regionie, to ideologiczne zderzenie pomiędzy liberalnymi demokratami a konserwatywnymi, nacjonalistycznymi populistami?

Europa Środkowo-Wschodnia od zawsze miała żal do Europy Zachodniej o protekcjonalne traktowanie. Osobiście mnie to smuci, bo Europa Środkowo-Wschodnia dała Zachodowi lekcje wolności, które powinny być przez niego pamiętane. Przemiany 1989 roku rozpoczęły się w stoczni w Polsce i podpisaniem Karty 77 w Czechosłowacji. Wolne myślenie zaczęło się, pośród innych miejsc, w Budapeszcie. Europa Zachodnia o tym zapomniała.

Trzeba też powiedzieć, że partie polityczne reprezentujące małe miejscowości, obszary wiejskie i konserwatywne elementy w społeczeństwie stworzyły zwycięskie koalicje wyborcze w Polsce, w pewnym zakresie w Czechach, z całą pewnością na Węgrzech. Doszły do władzy żerując na urazie, którą Europa Wschodnia zawsze żywiła do protekcjonalnych, wyniosłych zachodnich Europejczyków. Konserwatywni przywódcy wykorzystali strach przed niżem demograficznym, emigracją młodych ludzi, rozprzestrzenianiem liberalnych i świeckich wartości, takich jak małżeństwa homoseksualne, które niepokoją obywateli regionu.

KE składa skargę na Węgry do TSUE

Komisja Europejska postanowiła zaskarżyć węgierskie władze do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w związku z prowadzoną przez Budapeszt polityką migracyjną. Na Węgrzech uznano za niezgodne z prawem działania wspierające starania o azyl w tym kraju.
 

Pakiet ustaw nazywanych potocznie „Stop Soros” …

Przedstawia Pan to właściwie jako problem polityki tożsamościowej. Ale czy ci politycy nie są przedstawicielami przegranych w transformacji ustrojowej?

Nie. Fidesz odniósł sukces reprezentując zwycięzców. W piątkowy wieczór można zobaczyć klasę średnią popierającą Fidesz wsiadającą do swoich BMW albo pakującą dzieci w ultranowoczesne i bardzo kosztowne wózki. Ci ludzie nie są przegranymi.

Teraz na Węgrzech, w Polsce i w Czechach jest nowa konserwatywna klasa średnia, która dała sobie radę z odejściem od przemian i radzi sobie z tworzeniem z tej części Europy ogniwa w łańcuchu dostawczym zachodnioeuropejskich korporacji. Węgry to wielka taśma produkcyjna dla niemieckiego przemysłu, który wprowadza do obrotu duży kapitał. Kadry menedżerskie to w dużej mierze Węgrzy. Gospodarka rośnie w tempie 4-5 proc. Ale jest w tym wiele sprzeczności – myśl w regionie jest bardzo pro-kapitalistyczna z jednej strony i bardzo nieliberalna, niedemokratyczna, występująca przeciwko zmianie wzorców kulturowych z drugiej strony.

Na Węgrzech nie ma już liberalnej demokracji. Co musiałoby się stać, aby została przywrócona?

Teraz praktycznie wszystko zależy od tego, czy załamie się boom ekonomiczny, który stanowił podłoże dla utrzymania władzy przez Fidesz. W takiej sytuacji pojawi się nowe niezadowolenie. Prawdziwy problem z Fideszem jest taki, że stworzono system bez planu na przyszłość. Całkowicie zależy on od jednej osoby. Reżim niepokoi się więc możliwością utraty władzy w przypadku wolnych wyborów.

Pojawia się jednak pytanie, czy istnieje opozycja wystarczająco wiarygodna, by go pokonać. Nie musimy odpowiadać na te pytania, ale będziemy mieli pewne wskazówki po wyborach w Budapeszcie w połowie października [wybory lokalne na Węgrzech odbyły się 13 października. W Budapeszcie wspólny kandydat opozycji pokonał polityka popieranego przez Fidesz – przyp. red.]

 

*Michael Ignatieff jest naukowcem, dziennikarzem i byłym przewodniczącym Liberalnej Partii Kanady. Od trzech lat jest przewodniczącym i rektorem Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU) w Budapeszcie.