Bodnar: Lex TVN to zamach na wolność słowa

aborcja, Trybunał Konstytucyjny, Adam Bodnar, Polska, protesty, strajk kobiet

Adam Bodnar. Źródło: Twitter Adama Bodnara, fot. Hans Jorgen Brun. / Kolaż zrealizowany przez EURACTIV.pl

„Powinniśmy robić wszystko, co możliwe – protestować, pisać listy, uczestniczyć w demonstracjach, ale też tłumaczyć, dlaczego wolność mediów jest tak ważna dla polskiej demokracji”, podkreśla Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich w latach 2015–2021.

 

Wywiad jest również dostępny w formie podcastu na platformach SpotifySoundcloudApple Podcasts i Google Podcasts.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Jak ustawa, zwana Lex TVN, wpłynie na krajobraz medialny w naszym kraju?

Adam Bodnar: Pozornie sprawa przyjęcia tej ustawy brzmi jak kwestia czysto techniczna, ale w rzeczywistości stawką jest wolność słowa. Faktycznym celem projektu jest niewątpliwie ograniczenie działalności TVN, który jest największą niezależną stacją informacyjną w Polsce, a zarazem dużą grupą telewizyjną, posiadającą różne kanały. Jak często to w Polsce bywa, za rozwiązaniem technicznym stoją cele polityczne.

Jednocześnie TVN ubiega się u Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) o przedłużenie koncesji. Przy czym stacja złożyła stosowny wniosek do KRRiT już półtora roku temu. Sprawa stanęła jednak w martwym punkcie, gdyż Rada nie zamierza wydać decyzji o odnowieniu koncesji. Po to jest właśnie projekt tej ustawy – aby stworzyć podstawę prawną do odmowy odnowienia licencji. W ostatecznym rozrachunku celem było zmuszenie Discovery do sprzedaży akcji TVN. To działanie na zasadzie „słuchajcie, jeśli nie chcecie stosować się do naszych zasad, nie będziecie mogli swobodnie działać, chyba że sprzedacie swoją stację – a my mamy szereg potencjalnych kupców, państwowych spółek”.

Jak ta sytuacja wpisuje się w szerszy krajobraz medialny w Polsce?

Przedstawię to na własnym przykładzie. Jako były RPO, dość krytyczny wobec niektórych działań rządu z perspektywy państwa prawa, niezależności sądownictwa i praw człowieka, mam bardzo ograniczone możliwości komentowania różnych spraw publicznych.

Nie jestem zapraszany do żadnych mediów publicznych czy państwowych – jeśli o mnie wspominają, to na ogół krytycznie. Media pozornie prywatne, ale sympatyzujące z władzą i otrzymujące wsparcie finansowe, w zasadzie podążają tą samą drogą. Nie zapraszają i nie proszą o komentarz osób niezależnych. Jedyną telewizją zainteresowaną przedstawieniem spraw z punktu widzenia pewnej racjonalności jest właśnie TVN. Przejęcie tej stacji oznacza, że Polacy stracą dostęp do niezależnych informacji.

Co z radiem czy gazetami? Mam na myśli np. „Gazetę Wyborczą” czy niezależne radio Tok FM.

Wciąż jest jeszcze kilka niezależnych stacji radiowych, czego najbardziej dobitnym przykładem jest, jak sądzę, wspomniany przez Panią Tok FM. Mamy również kilka niezależnych internetowych stacji radiowych o zasięgu ogólnokrajowym, które jednak zazwyczaj mają tylko informacje, poranne rozmowy polityczne i inne, niedługie programy, w których informują o tym, co dzieje się w Polsce. Problem w tym, że z każdym miesiącem maleje niezależność mediów i ich zaangażowanie w sprawy polityczne, w tym dziennikarstwo śledcze. Dobrym przykładem jest spółka Polska Press, właściciel ponad 20 tytułów regionalnych, przejęta przez państwowy koncern paliwowy Orlen. W gazetach, należących do tej spółki, nie ma co liczyć na obiektywizm, bo wszystkich redaktorów naczelnych wymieniono na osoby w mniejszym lub większym stopniu związane z obozem rządzącym. Obserwujemy więc coraz mniejszą przestrzeń dla niezależnego dziennikarstwa.

Nie twierdzę, że wszystkie media będą podległe władzy. Myślę, że wzorem są tutaj Węgry, gdzie rząd kontroluje większość mediów. Są tam co prawda nieliczne niezależne media, ale nie są one traktowane jako poważni partnerzy w dyskusji. Nie mają realnego wpływu na debatę publiczną i nie kontrolują władz, tak jak powinno to być w normalnej demokracji.

W jakim punkcie między liberalną demokracją a państwem autorytarnym znajduje się dziś Polska?

Myślę, że nadal jesteśmy pośrodku. Nie jesteśmy już liberalną demokracją, ale nie jesteśmy jeszcze na szczęście w pełni autorytarnym krajem. Moim zdaniem jesteśmy na najlepszej drodze do konkurencyjnego autorytaryzmu według koncepcji autorstwa prof. Stevena Levitsky’ego i Lucana Way’a, W konkurencyjnym autorytaryzmie partia rządząca posiada wszelkie narzędzia, aby kontrolować sytuację polityczną i mieć stałą przewagę konkurencyjną nad innymi graczami politycznymi. W Polsce wynika to z kontroli nad mediami publicznymi i znaczącą częścią mediów prywatnych, które przedstawiają rząd w jednoznacznie pozytywny sposób.

Cokolwiek by się działo, cokolwiek złego zrobiłyby władze, dziś nie można już liczyć na to, że zostanie on pociągnięty do odpowiedzialności. Wobec rządu wysuwane są już zarzuty poważnego naruszenia prawa. Moim zdaniem ten brak odpowiedzialności jest jednym z tych ważnych elementów obecnego systemu politycznego w Polsce.

Dlaczego pozwoliliśmy rządowi na tak wiele?

Myślę, że jest kilka wytłumaczeń. Jednym z powodów jest satysfakcja ekonomiczna Polaków. Nawet pomimo pandemii większość Polaków czuje, że żyje im się lepiej niż w 2015 r. To po części skutek wzrostu gospodarczego, który ma miejsce nie tylko w Polsce, ale generalnie w Europie.

Takie kwestie, jak niezależność sądownictwa czy wolność mediów wydają się wielu Polakom abstrakcyjne. Przykładem jest częstsze wśród ludzi młodych podejście do „lex TVN” – ustawy, która zagraża wolności słowa. Większość młodych myśli „no dobrze, ale my w ogóle nie oglądamy telewizji, informacje czerpiemy z internetu, więc jakie ma to dla nas znaczenie, czy telewizja jest niezależna?”. Nie zdają sobie oni sprawy, że to niezwykle ważne, by wszystko, co pojawia się w internecie, opierało się informacjach zebranych przez dziennikarzy niezależnych redakcji.

Nie rozumieją oni też, że jeśli PiS ukróci działalność TVN, to kolejnym krokiem będzie ograniczenie działalności portali i mediów internetowych. Ludziom często brakuje wyobraźni. Wydaje im się, że nie będzie tak źle, ale nie rozumieją, że sytuacja z każdym miesiącem sytuacja się pogarsza/ Tracimy międzynarodowych partnerów. Jeszcze jakiś czas temu nikt nie pomyślałby, że Polska będzie w tak złych stosunkach z USA. Stany Zjednoczone były zawsze wielkim polskim sojusznikiem, ale teraz już nim nie są. Dawno sekretarz stanu USA nie wypowiadał się z tak otwartą krytyką o polskim prawie?

A co można teraz zrobić? Co mogą zrobić media, obywatele, politycy opozycji, a także Europa i świat?

W takich sytuacjach odpowiedź jest zawsze taka sama. Powinniśmy robić wszystko, co możliwe – protestować, pisać listy, uczestniczyć w demonstracjach, ale też tłumaczyć, dlaczego wolność mediów jest tak ważna dla polskiej demokracji. Nie należy dać się zwieść „sztuczkom” stosowanym przez rządzących. Czasem przeforsują oni jakąś ustawę przez Sejm, obiecując jednocześnie wniesienie poprawek w Senacie. W swoim przemówieniu na Święcie Wojska Polskiego prezydent Andrzej Duda deklarował, że będzie bronił wolności słowa. Ale wiarygodność działań obozu rządzącego jest bardzo niska. Nie powinniśmy dać się oszukać przez takie oświadczenia, za którymi może stać czysto polityczny, cyniczny cel. Należy za wszelką cenę bronić wolności słowa w Polsce.