Błędne koło greckich kompleksów – WYWIAD

Poszarpana flaga Grecji. Fot. vargazs / pixabay

Poszarpana flaga Grecji. Fot. vargazs / pixabay

Skąd tyle hałasu o nazwę Macedonii? Grecy po prostu obawiają się, że nie dość, że przez kryzys stracili pieniądze i godność, to teraz jeszcze próbuje się ich pozbawić historii i tożsamości – twierdzi dr Nikos Erinakis*, dyrektor ds. badań naukowych ateńskiego think tanku ENA – Instytut Polityki Alternatywnej.

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Czy kryzys w Grecji rzeczywiście już minął?

Życzyłbym sobie, by tak było, jednak dopiero zmierzamy w tym kierunku. Sadzę, że skutki kryzysu będziemy odczuwać jeszcze długo.

Sytuacja może nie jest jeszcze tak dobra jak byśmy sobie tego życzyli, ale i tak jest dużo lepiej niż było. Płaca minimalna i niskie zarobki wzrastają. Powstają nowe miejsca pracy, chociaż wiele z nich to stanowiska tymczasowe, pozbawione zabezpieczeń wynikających z kodeksu pracy. Sytuacja gospodarcza poprawia się i wraca poczucie stabilizacji, co zachęca przedsiębiorców do inwestowania. To ważne, jednak ta ewidentna poprawa powinna znaleźć odzwierciedlenie także w poczuciu stabilizacji i bezpieczeństwa zwykłych Greków.

Co ważne, znowu rozwija się większość sektorów gospodarki, szczególnie te, w których mamy przewagę komparatywną…

Turystyka, oliwki, oliwa z oliwek…

Tak, i feta (śmiech). Jednakże trwająca od niedawna czwarta rewolucja przemysłowa daje sporo możliwości także w odniesieniu do innych sektorów gospodarki, głównie badań i rozwoju (R&D). Już przed kryzysem wielu młodych ludzi wyjeżdżało za granicę na studia, bo posiadamy stosunkowo wysoki kapitał ludzki. Odbiło się to nam jednak czkawką w czasie kryzysu, kiedy zamiast tu wracać, woleli zostać zagranicą, bo tam mogli znaleźć jakąkolwiek pracę.

Grecja otworzy Macedonii drzwi do NATO

Grecki rząd zamierza wykonać symboliczny gest i być pierwszym krajem, który ratyfikuje umowę w sprawie przystąpienia Macedonii Północnej do NATO. Ma się to stać do 8 lutego.
 

W poniedziałek (28 stycznia) rzecznik NATO powiedział, że data podpisania dokumentu akcesyjnego przez 30. …

Od 2010 r. około 700 tys., w większości młodych ludzi opuściło Grecję. To ogromna strata dla 11-milionowego kraju.

Kryzys przypłaciliśmy zatem olbrzymim drenażem mózgów. Dziś pierwszy raz od 6-7 lat młodzi, dobrze wyedukowani badacze i naukowcy wracają do kraju.

Ma Pan zdaje się również siebie na myśli – wrócił pan z Wielkiej Brytanii z doktoratem z Oksfordu i Uniwersytetu Londyńskiego.

Wracamy, ponieważ ponownie możemy znaleźć pracę w Grecji. Może nie tak dobrze płatną, jak zagranicą, ale za to w domu. Możemy ponownie realizować się naukowo lub w innych branżach, wykorzystując zdobyte na zachodzie doświadczenie. I mamy nadzieję, że wkrótce będziemy mogli sobie pozwolić, aby żyć na przyzwoitym poziomie.

Bezrobocie spadło, choć nadal jest wysokie (18,3 proc.), ale nie aż tak jak w szczytowym momencie kryzysu. Prawie 4,3 mln ludzi ma zaległości podatkowe. Do tego dochodzi starzenie się społeczeństwa – wielu młodych wyjechało, zaś ci, którzy zostali, w wyniku kryzysu, niechętnie decydowało się na dzieci. Teraz wciąż pozostają ostrożni w planowaniu rodziny.

To prawda, mamy duży kłopot z zastępowalnością pokoleń. Dodatkowo zbyt mało ludzi pracuje na utrzymanie obecnego systemu emerytalnego. Dlatego Trojka (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny, Międzynarodowy Fundusz Walutowy) przekonywała nas do zmniejszenia emerytur. To jednak zbyt mocno uderzyłoby to w całe społeczeństwo. Bo w wyniku kryzysu emeryci stali się w wielu domach jedynymi żywicielami rodzin.

Widać jednak, że stajemy na nogi. Ludzie już nie tylko pracują, aby przeżyć, ale mogą znowu pozwolić sobie na szukanie takiej pracy, która daje im coś więcej, np. w fundacjach promujących ochronę środowiska czy sprawiedliwość ekonomiczno-społeczną. Ostatnio mamy się też czym pochwalić w dziedzinie kultury: muzyka, kino i poezja przeżywają dziś w Grecji rozkwit. Chociaż istnieje niebezpieczeństwo nadmiernego podporządkowania naszej kultury tematyce kryzysu. Od relacjonowania codzienności kryzysowej jest dziennikarstwo. Dziś potrzebujemy sztuki zwróconej ku przyszłości – takiej, która zainspiruje nas do zmian w życiu codziennym.

Grecja: Dobry początek roku dla gospodarki

Ministerstwo Gospodarki i Rozwoju podsumowało rozwój greckiej gospodarki w 2018 r. oraz przedstawiło prognozy dalszej dynamiki i rozwoju wskaźników ekonomicznych.
 
Obiecujące prognozy dla greckiej gospodarki
Greckie Ministerstwo Gospodarki i Rozwoju wydało coroczny dokument pt. „Biuletyn Rozwoju Gospodarczego”, w którym został podsumowany stan gospodarki …

Grecki film Nikosa Labôta pt. „Jej praca”, zdobył nawet statuetkę w ramach jednego z konkursów podczas ubiegłorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Fabuła osadzona jest w rzeczywistości kryzysowej, jednak nie na niej się koncentruje. Pokazuje historię o tym, jak kobieta musi znaleźć pracę, bo jej mąż stracił ją w wyniku kryzysu. Praca – mimo że ciężka i podle opłacana – pozwala bohaterce odzyskać poczucie własnej wartości i daje jej wolność wyboru.

Tak samo całe greckie społeczeństwo ciężko dziś pracuje, aby odzyskać stabilizację i pewność siebie. Najbliższe lata będą kluczowe dla utrzymania stabilności gospodarczej i politycznej. Musimy je wykorzystać do budowania i utrwalania ram instytucjonalnych, które będą stanowić oparcie w razie kolejnego kryzysu.

Trojka narzuciła nam mocno neoliberalny program, oparty na ideach Hayeka, Friedmana i tzw. Chicago boys. Sądzę, że zastosowanie innych rozwiązań przyniosłoby Grecji dużo lepsze efekty. Wymaga się np. od nas utrzymywania stałej nadwyżki budżetowej [3,5 proc. PKB], co wymaga wdrażania antysocjalnych rozwiązań. Stawia nas to przed wyborem: albo bardzo wysokie podatki albo koniec państwa opiekuńczego i wszystkich filarów systemu zabezpieczenia społecznego. Czyli de facto dewastacja tego, o co ludzie walczyli przez większość XX wieku.

Grecja: Parlament zaakceptował umowę z Macedonią ws. nazwy kraju

Po trzech dniach debaty greccy posłowie ostatecznie zatwierdzili umowę zawartą z Macedonią, na mocy której post-jugosławiańska republika przeistoczy się w Macedonię Północną. Pracom w parlamencie towarzyszyły ostre protesty przeciwników ugody.
 

Debata parlamentarna była tak zażarta, że zaplanowane na wczoraj (24 stycznia) …

Przy takich zasadach „współpracy”, pozostaje nam gospodarka działająca w interesie wybranych, a nie wszystkich obywateli. To jest jeden z najpoważniejszych błędów Trojki – narzuciła nam rozwiązania, które zostały wcześniej negatywnie zweryfikowane przez historię, a ich jedynym efektem jest przyparcie społeczeństwa do muru. To błędne koło.

To mi przypomina realia Polski tuż po upadku komunizmu. Szokowe, rozbijające tkankę społeczną, jednak w ostatecznym rozrachunku korzystne dla większości społeczeństwa – i dla gospodarki w ogóle.

Trojka argumentowała, że są to rozwiązania technokratyczne, oparte na obiektywnej wiedzy. Dlatego wszystko, co robiliśmy zgodnie z ich założeniami, „musiało” okazać się pożyteczne. Zastosowane rozwiązania były jednak głęboko polityczne.

Można więc powiedzieć, że demokracja poszła w odstawkę w imię walki z kryzysem. Co więcej, premier Alexis Tsipras, przywódca lewicowej – i rządzącej wciąż Grecją – Syrizy, został wybrany dzięki progresywnej agendzie, którą zaraz po wyborach porzucił, by dogadać się z Trojką. Czy Grecy nie czują się oszukani?

Wielu się czuje. Szczególnie po tzw. „kolotoumbie” [gr. salto, czyli kompletnej zmianie polityki] po referendum 5 lipca 2015 r., kiedy nie wzięto pod uwagę sprzeciwu społeczeństwa wobec kontynuacji polityki zaciskania pasa. Wtedy wszyscy lamentowali nad hipokryzją klasy politycznej. Prawda jest jednak taka, że choć większość była przeciwna porozumieniu, chciała jednocześnie pozostać w UE i strefie euro.

Ludzie postrzegali więc reformy jako zło konieczne?

I tak, i nie. Absurdem było jednak to, że demokratycznie wybrany parlament przez wiele lat nie był w stanie prowadzić własnej polityki. Teraz rząd zyskał swobodę działania. A co za tym idzie Grecy też odzyskali poczucie sprawczości. Wszyscy dyskutują na temat nazwy Macedonii, emerytur, pensji minimalnej, równouprawnienia itd. Znów mamy ożywioną debatę polityczną.

Najważniejsze jest poczucie, że slogan użyty przez Margaret Thatcher: Nie ma alternatywy (There is no alternative – TINA) jest błędny. Bo dla wszystkiego jest alternatywa. To tylko kwestia woli i wytrwałości.

Tsipras: Portugalia, Hiszpania i Grecja to lewicowe "oazy na politycznej pustyni"

Socjalistyczne, zielone i lewicowe partie polityczne powinny uczyć się od rządów w południowej Europie i zjednoczyć się przeciwko rosnącemu prawicowemu antyeuropejskiemu populizmowi przed wyborami do Parlamentu Europejskiego – powiedział grecki premier Alexis Tsipras.
 

Przemawiając w Atenach w poniedziałek (28 stycznia), Tsipras …

Dwoje Niemców: Wolfgang Schauble – architekt neoliberalnej terapii kryzysowej zaaplikowanej Grecji – oraz Angela Merkel – która zdaniem wielu Greków wywołała tzw. kryzys migracyjny – stało się dla Greków znienawidzonymi symbolami kryzysu UE.

Schauble nawet bardziej. Na nim ogniskują się nastroje antyniemieckie i antyunijne. Ci Niemcy stali się wygodni dla zbiorowej wyobraźni o UE, o której ludzie mają tu bardzo mgliste pojęcie. Większość nie widzi różnicy między Radą Europy, Radą Europejską i Komisją Europejską.

Tak jest w całej Europie, co potwierdzają badania Eurobarometru.

Także z tego powodu nikogo tu nie obchodzą nadchodzące wybory europejskie. Parlament Europejski jest jedyną bezpośrednio wybieraną instytucją UE, ale ma bardzo ograniczone uprawnienia. Dyskusjom towarzyszy tam przeważnie piękna retoryka, za którą nie idzie choćby wpływ na nominacje do decydującej o wszystkim Komisji Europejskiej

Parlament Europejski stopniowo zyskuje coraz więcej władzy. Także projekt Spitzenkandidaten opiera się na założeniu, że nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej zostanie reprezentant frakcji, która uzyska najlepszy wynik wyborczy. Mechanizm ten ma teoretycznie zagwarantować większą legitymację demokratyczną brukselskiej machiny urzędniczej. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że tylko niektórzy spoza „europejskiej bańki” słyszeli o potencjalnym następcy Jean Claude’a Junckera Manfredzie Weberze.

I to jest dla ludzi podejrzane.

No i kolejny Niemiec dostanie kierownicze stanowisko. W kontekście nastrojów antyniemieckich, mieszkający w Polsce Syryjczyk powiedział mi, że na wyspie Lesbos greccy strażnicy zachęcali go i innych migrantów do wyjazdu do Niemiec, niejako w akcie zemsty za wywołanie kryzysu migracyjnego.

Tymczasem, wciąż wielu z tych ludzi nie udało się nigdzie dostać i są w Grecji w stanie zawieszenia – są ludźmi, pozbawionymi jednak praw obywatelskich. Teraz sytuacja nieco się poprawiła. Niektóre organizacje pozarządowe wykonują naprawdę świetną robotę wspierając tych ludzi, którzy zostali. To samo robią społeczności lokalne. Jednakże nadal w wielu obozach, jak w Morii na Lesbos, warunki pozostają tragiczne.

Mam wrażenie, że Europa nie zrozumiała jeszcze, że uchodźcy to nie tylko problem Greków, Włochów czy Hiszpanów, lecz wszystkich Europejczyków. Tym bardziej, że Turcja traktuje uchodźców jako broń dyplomatyczną w stosunku do Grecji i UE. Kiedy Ankara jest wkurzona, nagle greckie wyspy wypełniają się uchodźcami. A kiedy jest zadowolona, ruch z Turcji na greckie wyspy ustaje. To okrutna gra ludzkim życiem.

Grecy również patrzą dziś na uchodźców mniej przychylnie – widać to w sondażach, w których przewodzi dziś prawicowa i sceptyczna wobec uchodźców Nowa Demokracja. W 2019 r. macie całą serię wyborów: do PE, do władz lokalnych i do parlamentu państwowego. Czy mimo oznak ożywienia gospodarczego Syriza jest skazana na porażkę?

Rzeczywiście, na razie w sondażach wyraźnie przewodzi Nowa Demokracja. Jest to prawicowa partia neoliberalna, ale wewnętrznie mocno podzielona. Składa się z trzech ideologicznie różnych frakcji – jedna jest głęboko konserwatywna, drugą nazwałbym radykalnie prawicową i populistyczną, a trzecią neoliberalną. Trwa między nimi spór i na ogół nie mogą znaleźć kompromisu w istotnych sprawach. Nawet kwestia nazwy Macedonii stanowiła tam kość niezgody.

Dziś Syriza zajmuje drugie miejsce ze stratą około 7-10 proc. do Nowej Demokracji. Jednak powoli, ale konsekwentnie odzyskuje poparcie. Dlatego im później odbędą się wybory, tym lepiej dla rządzącej partii. Oczywiście, może dojść do niespodziewanych zdarzeń – na przykład nawrotu kryzysu lub pożarów na wielką skalę, jak latem ubiegłego roku, które wpłyną na grę wyborczą.

Grecja: Rząd uzyskał wotum zaufania, droga do ugody z Macedonią otwarta

Rząd Aleksisa Tsiprasa uzyskał w parlamencie wotum zaufania, o które sam poprosił, gdy rozpadła się rządząca Grecją koalicja. Opuścili ją konserwatywni i eurosceptyczni Niezależni Grecy (ANEL), którzy nie zgadzają się na ratyfikację porozumienia z sąsiednią Macedonią w sprawie nazwy państwa.
 

Za …

Syrizie udało się przeforsować rozstrzygnięcie sporu o nazwę Macedonii, ale znacznym kosztem: upadkiem koalicji rządzącej, głosowaniem nad wotum zaufania wobec rządu oraz masowymi protestami. Nowa Demokracja głosowała przeciwko porozumieniu, mimo że partyjne frakcje nie były zjednoczone w tej sprawie. Większość Greków na określenie północnego sąsiada używa nazwy „Skopje”. Cały ten spór wydaje się absurdalny.

To prawda. Nikt z co najmniej podstawowym wykształceniem nie ma żadnych wątpliwości co do podstawowych faktów dotyczących historii Greków i Macedończyków, czyli Słowian, oraz występujących między nimi różnic etnograficznych i geograficznych. Jednak forsowana jest narracja, że Macedonia to pseudo-państwo stworzone przez Amerykanów, aby mogli je włączyć do NATO i UE. A to zapewniłoby stabilizację regionu i ograniczyłoby rosyjską obecność na Bałkanach.

Myślę jednak, że intensywność tego sporu wiąże się przede wszystkim z utratą przez Greków poczucia godności w wyniku kryzysu. Niektórzy twierdzą, że nie tylko skradziono ich pieniądze i godność, ale że próbuje się im też odebrać historię i tożsamość.

Istota dzisiejszej greckiej psychopolityki to z jednej strony wysoki stopień narcyzmu z powodu przeszłości – co jest irracjonalne, bo nie ma żadnego przełożenia na teraźniejszość. Z drugiej strony, to wysoki stopień niepewności, ponieważ dzisiejsza Grecja istnieje dopiero 200 lat i Grecy wciąż próbują budować swoją narodową tożsamość. Mieliśmy naszą starożytną historię przez wielkie „H”, potem Rzymian i Bizancjum, a następnie cztery wieki rządów osmańskich. Obecnie nasza tożsamość zdaje się być zawieszona między Zachodem i Wschodem, a my nadal nie potrafimy jej dobrze zdefiniować. Wszystkie obecne spory na temat rzekomej próby kradzieży naszej tożsamości przez Macedończyków, USA, NATO czy UE pokazują, że jako naród wciąż czujemy się niepewnie.

A przecież jest wiele współczesnych rzeczy, z których możemy być dumni. Powinniśmy postawić na otwartość, demokrację, pokój, współpracę i harmonijny rozwój, a to pozwoli nam odgrywać wiodącą rolę na Bałkanach. Wszystkie inne strategiczne wybory są gorsze. Widziała Pani protesty przeciwko nowej nazwie Macedonii? Tysiące ludzi protestowało, niektórzy z mieczami.

Mieczami?

To taki folklor i zabawa w starożytnych Greków. Nawet Eugene Ionesco i Samuel Beckett nie wpadliby na tak absurdalny pomysł. Różne pomysły przychodzą ludziom do głowy, kiedy przez lata jedyne o czym się mówi to wzrost gospodarczy, a relacje międzyludzkie i rozwój społeczny są spychane na dalszy plan.

To dość przygnębiający obraz, chociaż Grecja nie jest jedynym państwem, które ma problemy z manipulowaniem poczuciem tożsamości narodowej w politycznych rozgrywkach.

Mimo to widzę potencjał progresywnego zwrotu w Grecji i Europie. Potrzebujemy pobudzenia naszej zbiorowej wyobraźni. Zarówno w sferze społecznej, jak i politycznej. Potrzebujemy szerokiej progresywnej koalicji przeciwko neoliberalizmowi i konserwatyzmowi. I wydaje się, że duża część społeczeństwa jest otwarta na taką propozycję. Warto więc zacząć dyskusję nie tylko o tym, co teraz i w najbliższym roku, ale przede wszystkim o tym, jaki kierunek obrać w dłuższej perspektywie. Czy będzie to społecznie progresywny program, który zapewni Grekom ochronę socjalną, ekonomiczną oraz bezpieczeństwo narodowe, przy jednoczesnej obronie podstawowych praw człowieka? Czy może będzie to kierunek neoliberalno-konserwatywny, który skoncentruje się na zwodniczej polityce tożsamości i pod przykrywką idealizacji przeszłych dokonań zaproponuje dalszą deregulację gospodarki i rynku pracy?

Dużo mówimy o roli państwa w kształtowaniu życia obywateli. Tymczasem przed kryzysem wieszczono powolną śmierć państw narodowych. Kryzys całkowicie przekreślił tę debatę.

Obecnie wydaje się, że Europa nigdy nie będzie w stanie przełamać modelu, w którym państwo narodowe jest centralnym elementem życia międzynarodowego. Ale dopóki gospodarka dobrze się rozwijała, wszyscy cieszyliśmy się wspólną Europą. Za to gdy tylko wybuchł kryzys, skrajne partie, takie jak Złoty Świt w Grecji (który nota bene jest raczej przestępczą neonazistowską organizacją niż partią) zaczęły zyskiwać poparcie i weszły do ​​parlamentu. Oczywiście, grupy neonazistowskie istniały już wcześniej, ale kiedy gospodarka działała dobrze, nie było ich widać. Kryzys dał im szansę przedarcia się ze swoimi ideami do mainstreamu.

Za Antonio Negrim mogę więc powtórzyć, że głęboko wierzę w Europę, ale jestem przeciwny wyborom politycznym podejmowanym przez UE – głównie chodzi mi o neoliberalizm. Dlatego jestem za integracją europejską, ale przeciwko hegemonii konserwatywnego neoliberalizmu.

Tylko najbardziej dotknięte kryzysem kraje kojarzą UE głównie z tej neoliberalnej strony. Dla Polski Unia Europejska ma zupełnie inne oblicze: walka ze zmianami klimatu, zmniejszanie nierówności dzięki funduszom spójności, walka o prawa mniejszości, prawa człowieka czy osób starszych, karanie międzynarodowych korporacji za działania  monopolistyczne i uchylanie się od opodatkowania.

Europa zawsze była bardziej postępowa niż większość innych części świata i pozostaje głównym źródłem postępu społecznego. Dlatego głęboko wierzę w projekt europejski – mimo tego jak Unia przez ponad dekadę kryzysu traktowała swoje najsłabsze ogniwa. Ale warto podążać za maksymą Gramsci’ego o pesymizmie intelektu, lecz optymizmie woli.

Nikos Erinakis, ENA - Institute for Alternative Policies

Nikos Erinakis, ENA – Institute for Alternative Policies

* Dr Nikos Erinakis – doktor filozofii politycznej i moralnej na uniwersytetach w Londynie i Oksfordzie. Dyrektor ds. Badań w greckim Instytucie Polityk Alternatywnych ENA. Wykładał filozofię polityczną, etykę i estetykę na Uniwersytecie Londyńskim, obecnie uczy na Otwartym Uniwersytecie Hellenistycznym. Jest również uznanym poetą.