Adam Bodnar: Wyrok Trybunału Konstytucyjnego podważa niezależność RPO [WYWIAD]

adam-bodnar-rpo-rzecznik-praw-obywatelskich-trybunal-konstytucyjny-pis-sejm-wroblewski-przyłębska-sejm-senat

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar [Zdjęcie via flickr.com/SenatRP CC BY-NC-ND 2.0]

„W Polsce obserwujemy wyraźne dążenia do demokracji nieliberalnej, w pewnym sensie reżimu hybrydowego. Widzimy wiele elementów autorytaryzmu konkurencyjnego”, mówi Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w rozmowie z EURACTIV.pl.

 

 

Karolina Zbytniewska, EURACTIV.pl: Był Pan Rzecznikiem Praw Obywatelskich od 2015 r. Pańska kadencja miała trwać pięć lat, ale do tej pory parlament nie zdołał wybrać Pańskiego następcy. W związku z tym według prawa mimo upłynięcia kadencji we wrześniu ubiegłego roku pozostaje Pan na stanowisku. Przepis, który wyznacza tę zasadę, został jednak 15 kwietnia uznany przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodny z konstytucją. Czy zgadza się Pan z takim orzeczeniem TK?

Adam Bodnar: Wyrok ten wzbudził duże kontrowersje, nie tylko ze względu na jego treść, ale też na skład panelu sędziowskiego. Składałem wnioski o wykluczenie z niego niektórych sędziów. Były one dobrze umotywowane, a mimo to wszystkie odrzucono.

Odkryliśmy, że były pewne manipulacje, jeśli chodzi o skład tego panelu. Jacyś sędziowie byli wykluczani i zastępowani innymi, bez żadnych wyjaśnień – co w mojej opinii jest sprzeczne z prawem.

Ale wyrok jest jaki jest i według niego w ciągu najbliższych trzech miesięcy mam zwolnić urząd. Jednak nawet na przestrzeni tych trzech miesięcy moje kompetencje mają być znacznie ograniczone, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy sądowe.

Czekamy na uzasadnienie decyzji TK i wtedy poznamy szczegóły co do tego, co mam robić, a czego mi nie wolno w tym okresie. Tak czy inaczej trzeba jasno powiedzieć, że wyrok podważa niezależność urzędu RPO.

Artykuł 2 ustawy o RPO wskazuje, że Rzecznikiem Praw Obywatelskich „może być obywatel polski wyróżniający się wiedzą prawniczą, doświadczeniem zawodowym oraz wysokim autorytetem ze względu na swe walory moralne i wrażliwość społeczną”. Nie ma tam mowy o bezstronności.

Sejm wybrał w czwartek na Pańskiego następcę Bartłomieja Wróblewskiego, członka PiS. Kandydatura musi jeszcze zostać zatwierdzona przez Senat, do czego zapewne nie dojdzie. Wróblewski był autorem wniosku do TK w sprawie dalszego ograniczenia prawa aborcyjnego i uznania za niezgodne z konstytucją prawa do aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Co Pan myśli o tej kandydaturze?

Nie jest moją rolą ocena żadnej konkretnej kandydatury. Wygłaszając opinię na temat któregoś z kandydatów teraz, kiedy pełnię jeszcze funkcję RPO, mógłbym podważyć niezależność tego urzędu. Ale myślę, że powinniśmy wziąć pod uwagę potencjalne skutki wyroku TK w sprawie RPO.

Widzę dwa możliwe scenariusze. Jeden to przeforsowanie przez obóz rządzący uznania przez Senat kandydatury pana Wróblewskiego. PiS może przekonać senatorów opozycji, że powinni poprzeć tę kandydaturę, gdyż będzie to gwarancja, że wybór nowego RPO odbędzie się zgodnie z konstytucyjną procedurą.

Drugi scenariusz podsunął w zasadzie sam TK. Trybunał ogłosił, że w czasie tych trzech miesięcy parlament powinien rozważyć przyjęcie prawa ustanawiającego instytucję tymczasowego RPO. Byłby to więc ktoś, kto pełniłby funkcję RPO mimo braku konstytucyjnych uprawnień.

Jeśli faktycznie doszłoby do przyjęcia takich przepisów, oznaczałoby to, że rzecznika wskazywaliby prezydent lub marszałek Sejmu, którzy mogliby z powrotem zaproponować osobę związaną z obozem rządzącym.

I tak RPO byłby więc zależny od rządu. W takiej sytuacji PiS miałoby gwarancję, że wskazany kandydat uzyska stanowisko, więc nie musiałoby się silić na wystawienie odpowiedniej, kompetentnej osoby, cieszącej się autorytetem.

Zablokował Pan niesławne przejęcie wydawnictwa Polska Press przez PKN Orlen. Jest Pan postrzegany jako mało sprzyjający rządowi. Trybunał Konstytucyjny jak na razie wydaje się uznawać za niekonstytucyjne wszystkie przepisy, które nie odpowiadają rządzącym. Jak to wpływa na polską konstytucję i demokrację?

Trzeba spojrzeć na sprawę z szerszej perspektywy. Obserwujemy w Polsce wyraźne dążenia do tzw. demokracji nieliberalnej, czegoś w stylu reżimu hybrydowego.

W jednej z moich publikacji przeanalizowałem sytuację w Polsce przez pryzmat teorii autorytaryzmu konkurencyjnego Stevena Levitsky’ego i Lucasa A. Waya. W Polsce widzimy wiele elementów takiego systemu. Mówię przede wszystkim o kontroli nad mediami publicznymi, wykorzystaniu środków z budżetu państwa do celów politycznych, braku odpowiedzialności polityków za naruszenia prawa czy atakach na opozycję i aktywistów ze strony prokuratury czy kontrolowanych przez państwo mediów.

Jeśli spojrzeć z takiej perspektywy, to przejęcie wydawnictwa Polska Press przez Orlen jest po prostu kolejnym krokiem na tej drodze. Zaangażowałem się w tę sprawę, bo uważam, że prywatne media powinny pozostać w rękach prywatnych, nie w rękach państwowych gigantów, spółek skarbu państwa. Faktyczna przynależność mediów do państwa wpływa na wolność słowa, może też mieć wpływ na procesy wyborcze. Cieszę się, że dzięki mojej interwencji Sąd Okręgowy w Warszawie wstrzymał tę transakcję.

Czekamy teraz na ostateczny wyrok sądu. Tym niemniej moim zdaniem wysłano już sygnał, że w tym przejęciu jest coś niewłaściwego – nie z biznesowego punktu widzenia, tylko z politycznego, z punktu widzenia wolności słowa. Właśnie dlatego ta transakcja powinna zostać poddana dokładnej analizie.

Zaniepokojona ostatnimi wydarzeniami w naszym kraju jest wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Věra Jourová. Nasi czytelnicy dają jednak do zrozumienia, że mają już dość nieustannych „wyrazów zaniepokojenia”. Chcą konkretnych działań. Ale co tak naprawdę Unia może zrobić?

Sytuacja jest o tyle trudna, że Komisja nie ma w tym obszarze jasnego mandatu. Powinniśmy jednak pamiętać, że Rzecznik Praw Obywatelskich nie jest tylko ustanowionym przez konstytucję organem, ale realizuje też politykę dotyczącą równości, także w prawie. Gdyby nie było RPO, Polacy nie mieliby niezależnej instytucji, który odpowiada za kwestie równości. To z kolei mogłoby doprowadzić do regresu w kwestii wdrażania w Polsce prawa unijnego.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której na czele takiego organu do spraw równości stoi ktoś, kto jest otwarcie homofobiczny albo przeciwny prawom kobiet. Taka sytuacja jest nieakceptowalna z punktu widzenia poszanowania europejskich wartości.

W tym momencie, gdy ten wyrok Trybunału został już opublikowany i czekamy na dalszy bieg wydarzeń, Komisja Europejska powinna uważnie śledzić zarówno procedurę wyboru nowego Rzecznika, jak i proces uchwalenia potencjalnego nowego prawa dotyczącego obecnego RPO. Wiem, że KE wielokrotnie komentowała już tę sprawę i wiele z tych komunikatów zostało zignorowanych, ale to nie znaczy, że Komisja powinna milczeć.

Szczerze mówiąc jestem nawet wdzięczny Věrze Jourovej za ten publiczny komentarz w kwestii mojego statusu. Myślę, że jej wywiad sprzed miesiąca dla „Dziennika Gazety Prawnej” w znacznym stopniu wpłynął na odroczenie sprawy w TK. Wygląda jednak na to, że emocje w partii rządzącej przeważyły i wyrok w końcu musiał zapaść.

Trybunał uzyskał polityczną zgodę, aby rozpocząć działanie w tej sprawie.