Koronawirus: Jak Niemcy radzą sobie z pandemią i co to oznacza dla Europy?

DISCLAIMER: Stwierdzenia i opinie zawarte w tym artykule odzwierciedlają poglądy autora i nie przedstawiają stanowiska redakcji EURACTIV.pl

Kanclerz Niemiec Angela Merkel, fot. EU2017EE Estonian Presidency [Flickr]

Kanclerz Niemiec Angela Merkel, fot. EU2017EE Estonian Presidency [Flickr]

Aby przyspieszyć ożywienie gospodarcze i społeczne w UE, Berlin musi przedstawić przekonującą wizję zielonej i cyfrowej popandemicznej Europy – pisze niemiecki analityk polityczny Cornelius Adebahr*.

 

Niemcy: Skuteczna polityka kryzysowa czy po prostu szczęście?

Dla niektórych międzynarodowych komentatorów niemieckie działania związane z koronawirusem są godne uznania. Przy znacznie mniejszej liczbie zgonów niż we Francji, Włoszech czy Wielkiej Brytanii i ogromnym wsparciu finansowym, kraj wydaje się dobrze znosić trwającą burzę. Dodajmy do tego jeszcze wyważone przywództwo „kryzysowej kanclerz” Angeli Merkel – i już łatwo uznać Niemcy za historię sukcesu w walce z pandemią (jak to zrobił tygodnik The Economist, choć ze znakiem zapytania).

Sytuacja Niemiec może jednak w rzeczywistości wcale nie być tak odmienna względem innych państw. Plany awaryjne na wypadek pandemii albo nie istniały, albo nie były realizowane. Nakazy zachowania dystansu społecznego wprowadzono za późno i okazały się być dość łagodne w kontekście standardów europejskich. Porównywalnie wysoki wskaźnik liczby przeprowadzonych testów w Niemczech wynika z potencjału prywatnych laboratoriów, a nie z działań rządu. Być może wszystko sprowadza się raczej do powiedzenia, że „głupi ma zawsze szczęście” (Politico) niż do prawdziwych osiągnięć. Być może to, że Niemcy są w lepszej formie niż inne kraje europejskie jest wynikiem wczesnego ostrzeżenia, jakie przyszło z północnych Włoch, dużej liczby młodych i zdrowych ludzi wśród pierwszych stwierdzonych przypadków zakażenia i rzadszych niż u południowych sąsiadów międzypokoleniowych kontaktów społecznych.

Koronawirus w państwach Unii Europejskiej. Podsumowanie w liczbach

Na bieżąco aktualizowana krzywa zachorowań we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

Lepiej późno niż wcale: Kluczowe odpowiedzi Niemiec

Początek walki z pandemią był w Niemczech dość powolny. Kiedy w Bergamo już działo się bardzo źle, kanclerz Merkel i minister zdrowia Jens Spahn dalej mówili ludziom, że zamiast podawać sobie ręce, mają je raczej często myć. Wczesne wypowiedzi przedstawicieli Federalnej Agencji Zdrowia oceniające „ryzyko wystąpienia pandemii na bardzo niskie” i porównujące COVID-19 do „fali ciężkiej grypy” z perspektywy czasu brzmią jak komentarze sceptyków zaprzeczających istnieniu wirusa.

Co więcej, podział kompetencji pomiędzy szczeblami federalnym, landowym i miejskim spowolnił reakcję na podróżnych przybywających z wirusowych punktów zapalnych rozwijających się w austriackich i włoskich ośrodkach narciarskich. Ostrzeżenia firm medycznych o zbliżających się niedoborach sprzętu ochronnego z powodu zwiększonego zapotrzebowania na nie w Chinach – były lekceważone. Gdy w Nadrenii Północnej-Westfalii i Bawarii przypadki zachorowań zaczęły się mnożyć, lokalne władze zostały przytłoczone zapotrzebowaniem na testy i koniecznością śledzenia kontaktów.

Do połowy marca zajęło rządowi wrzucenie kolejnego biegu, co uczynił zdecydowanie. W telewizyjnym przemówieniu z 18 marca Angela Merkel powiedziała narodowi, że „sprawa jest poważna” – wzywając obywateli do „poważnego jej traktowania”. Przemówienie to okazało się być przełomowe, choćby dlatego, że po raz pierwszy w historii kanclerz przemówiła w telewizji do narodu nie przy okazji tradycyjnego przemówienia sylwestrowego. Kolejne tygodnie przyniosły ogólnokrajowe ograniczenia w kontaktach społecznych (choć przepisy dotyczące zdystansowania społecznego różnią się w poszczególnych krajach związkowych i daleko im do faktycznej blokady), a także pakiet stymulacyjny o wartości ponad biliona euro. W odpowiedzi na kryzys rząd bez większego wahania wyrzucił za burtę swoją wysoko cenioną zasadę zrównoważonego budżetu, tzw. „czarnego zera”.

Dopiero wtedy rząd federalny zaoferował wsparcie również innym krajom europejskim. Wcześniej Berlin – jak większość innych członków UE – w dużej mierze ignorował wezwania Włoch o pomoc. Wstrzymał co najmniej jedną sprzedaż sprzętu ochronnego do Szwajcarii i szybko zamknął granice z Austrią i Francją, gdy gwałtownie wzrosła tam liczba zakażeń. Niemiecka pomoc przyszła wtedy w postaci personelu medycznego i sprzętu wysyłanego do krajów, takich jak Włochy, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. W międzyczasie holenderscy, francuscy i włoscy pacjenci przewożeni byli do niemieckich szpitali na leczenie.

Europejczycy chcą więcej kompetencji dla UE na polu walki z koronawirusem

Obywatele państw członkowskich UE są niezadowoleni z braku solidarności między krajami w trakcie obecnego kryzysu.

Niemiecki pakiet kryzysowy wzorem dla Unii

Na poziomie politycznym Niemcy odegrały zasadniczą rolę w opracowaniu unijnego pakietu ratunkowego o wartości 540 mld euro, w tym wsparcia kryzysowego na wypadek pandemii poprzez Europejski Mechanizm Stabilizacyjny. Co więcej, niemiecki system skróconego czasu pracy, w którym państwo pokrywa około dwóch trzecich wynagrodzeń pracowników zatrudnionych w zmniejszonym wymiarze godzin, stał się wzorem dla podobnego systemu finansowanego przez UE. Co bardzo ważne, Berlin wraz z Francją zaproponował fundusz naprawczy o wartości pół biliona euro, finansowany z długów wyemitowanych przez UE, co stanowi istotny krok w kierunku wspólnej odpowiedzialności (choć niesięgający tzw. „obligacji koronowych” preferowanych przez niektóre państwa członkowskie).

Wreszcie, Niemcy wspierają wysiłki Komisji Europejskiej na rzecz koordynacji globalnej reakcji na pandemię. Dowodem na to jest kwota 7,4 mld euro zadeklarowana w odpowiedzi na wezwanie UE na początku maja do powszechnego wdrożenia diagnostyki, leczenia i szczepionek w celu walki z pandemią. Współpracując również z krajami o podobnych poglądach w ramach Sojuszu na rzecz Multilateralizmu, Berlin chce, aby UE wypełniła próżnię przywódczą pozostawioną przez USA.

Ponad połowa obywateli UE ma przez pandemię kłopoty finansowe

58 proc. mieszkańców UE doświadczyło z powodu pandemii koronawirusa kłopotów finansowych. To przede wszystkim utrata dochodów, przymusowe bezrobocie oraz konieczność wydawania ostatnich oszczędności.

Co ten kryzys oznacza dla polityki niemieckiej i unijnej?

W Niemczech toczy się obecnie walka o pozycję lidera we współrządzącej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) i zbliżające się w przyszłym roku wybory federalne. Można zauważyć, że pandemia wpływa na politykę partyjną. Rządzące partie w całym kraju obserwują wzrost poparcia kosztem tych znajdujących się na obrzeżach sceny politycznej. Znacząco wzrosła aprobata dla kanclerz Merkel, która po rezygnacji z przewodnictwa CDU pod koniec 2018 roku, została uznana za kanclerz odchodzącą, pełniącą obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez następcę. Również na szczeblu krajów związkowych premierzy – często z kręgów konserwatywnych, jak na przykład w Nadrenii Północnej-Westfalii i Bawarii – zdobywają coraz większe poparcie. Skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) i lewicowa partia DIE LINKE nie mają natomiast w zakresie zarządzania kryzysowego wiele do zaoferowania. Również centroprawicowe partie opozycyjne – liberałowie i Zieloni – mają trudności z zabłyśnięciem na tle władzy wykonawczej działającej w pozornie udanym trybie kryzysowym.

Pandemia wywarła już bezpośredni wpływ na kalendarz wyborczy kraju. Zaplanowany na koniec kwietnia zjazd partii CDU, który miał uhonorować przyszłego następcę Angeli Merkel, został przesunięty na grudzień. Co ważniejsze, obecnie mało prawdopodobne jest, by wybory federalne zostały przełożone na datę wcześniejszą niż planowana we wrześniu 2021 roku, co sugerowano jeszcze nie tak dawno temu, w celu przyspieszenia przekazania władzy przez kanclerz sprawującą już swoją czwartą kadencję. Sam wyścig o przywództwo w partii jest również zdominowany przez pandemię. Jednym z możliwych kandydatów jest Armin Laschet, premier Nadrenii Północnej-Westfalii (kandydujący wraz z federalnym ministrem zdrowia), podczas gdy pozostali dwaj pełnią funkcje niewykonawcze – i tym samym odgrywają obecnie mniej znaczącą rolę.

Jednak w związku z tym, że w Niemczech nie doszło do powszechnej klęski żywiołowej, początkowe szerokie poparcie dla środków zapobiegawczych powoli maleje. W miarę jak widoczne stają się gospodarcze i społeczne szkody reakcji na kryzys, niektórzy kwestionują współmierność tych środków, w szczególności w porównaniu z innymi śmiertelnymi zagrożeniami, takimi jak rak, wypadki na drogach i zmiany klimatu. Podobnie jak w innych krajach, pojawiła się debata na temat kosztów lockdownu w kontekście ograniczonych swobód i zniszczenia dobrobytu. Grupy prawicowe wydają się być gotowe do wykorzystania powstających protestów społecznych w podobny sposób, jak miało to miejsce podczas napływu uchodźców i migrantów w latach 2015 i 2016.

Niestety, w Niemczech brakuje wizji, jak poradzić sobie z pandemią w perspektywie średnioterminowej. We wpływowym tygodniku Der Spiegel w tytułowym artykule znalazło się takie sformułowanie: jeśli powódź dotknęłaby twój dom, to nie odbudowałbyś go w dokładnie taki sam sposób, na przykład używając przestarzałych elementów, ale zmodernizowałbyś go tak, aby mógł wytrzymać kolejną katastrofę. Zamiast prowadzić debatę na temat powstawania nowego społeczeństwa, Niemcy spierają się o szczegóły dotyczące społecznego dystansowania i środków dezynfekujących stosowanych przy otwieraniu firm, szkół czy restauracji.

Podobne opinie można wygłosić na temat UE, z tą różnicą, że  to Niemcy przejmą 1 lipca stery Rady. O ile obecna chorwacka prezydencja zostanie zdefiniowana poprzez natychmiastową reakcję na pandemię, to  Berlin przygotowuje się do „prezydencji koronawirusowej”, która będzie miała na celu utrzymanie nadwątlonej sytuacji finansowej UE. Pierwotny program skupiający się na przejściu na bardziej ekologiczną gospodarkę, przyspieszeniu transformacji cyfrowej i wzmocnieniu globalnej roli UE (w tym poprzez ponowne określenie jej stosunków z Wielką Brytanią i Chinami) został wywrócony do góry nogami. Obecny plan skupia się na umożliwieniu ożywienia gospodarczego i uchwaleniu siedmioletniego budżetu, zarówno z wyraźnym podziałem na północ i południe, jak i z położeniem końca zamkniętym granicom. Celem jest nic innego jak „utrzymanie integracji UE jako takiej” (to słowa ambasadora Niemiec przy UE pochodzące z przecieku,  jaki dostał się do Berlina).

Pandemia uderzyła w unijnych tłumaczy. Europosłowie muszą mówić po angielsku

Pandemia koronawirusa drastycznie zmniejszyła liczbę ustnych tłumaczeń w Brukseli.

Europa potrzebuje odwagi i kierunku, a nie tylko zarządzania kryzysowego

Problem polega na tym, że utrzymanie tego klubu razem w sytuacji, gdy zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne działają odśrodkowo, jest trudne, jeśli wręcz nie niemożliwe, jeśli nie nadamy mu konkretnego kierunku. Trwający kryzys zdemaskował szereg podstawowych słabości Unii – od jej wysokoemisyjnych gospodarek, przez niekompletną architekturę strefy euro, po brak wewnętrznego nadzoru w zakresie praworządności –  których nie da się zatuszować tak jak w przeszłości.

Wychodząc poza potrzeby zarządzania kryzysowego, Berlin powinien przejąć inicjatywę w pomaganiu państwom członkowskim określenia nowej „misji” UE, która ma pozostać atrakcyjna. Zwracając się do niemieckiego Bundestagu, kanclerz Merkel wspomniała już o dwóch kluczowych punktach: potrzebie unii politycznej, która miałaby towarzyszyć wspólnej walucie, w tym wzmocnienie jej globalnej siły przebicia, oraz możliwości zmiany traktatu lizbońskiego. Dodajmy do tego początkowy program niemieckiej prezydencji, który koncentrował się na Europejskim Zielonym Ładzie, transformacji cyfrowej i globalnej roli Europy, a także zbliżającej się – ale odłożonej w czasie – konferencji na temat przyszłości Europy, a zobaczymy kontury śmiałej wizji Unii po pandemii: zielonej i cyfrowej, opartej na współpracy i solidarności. Unii,  która byłaby przykładem do naśladowania dla świata.

Podczas poprzedniej prezydencji niemieckiej w UE w 2007 roku kanclerz Niemiec, która  piastowała ten urząd jedynie przez nieco ponad rok, uratowała istotę Konstytucji Europejskiej, wstawiając się za Traktatem Lizbońskim. Teraz Angela Merkel – jedyny europejski przywódca, który od tamtego czasu wciąż jeszcze sprawuje władzę – powinna wskazać drogę do wzmocnionej i bardziej dynamicznej UE. Obramowując swoją kadencję w Niemczech położeniem końca procedurom Konwentu Europejskiego na początku, a teraz utorowaniem drogi nowemu, bardziej wszechstronnemu i włączającemu procesowi konstytucyjnemu, sprawiłaby, że nie przeszłaby do historii europejskiej jako „Madame Non”.

 

 

*Cornelius Adebahr jest niezależnym analitykiem politycznym i przedsiębiorcą z Berlina. Jego prace koncentrują się na europejskiej polityce zagranicznej, sprawach globalnych i zaangażowaniu obywatelskim.

Fundacja Genshagen jest fundacją non-profit założoną przez komisarza rządu federalnego ds. kultury i mediów oraz kraj związkowy Brandenburgia. Wspiera ona dialog między Niemcami, Francją i Polską w duchu „trójkąta weimarskiego”. Najważniejszym darczyńcą zewnętrznym jest Federalne Biuro Spraw Zagranicznych.

Analiza należy do serii „Acting European? Unia Europejska a Trójkąt Weimarski w kontekście kryzysu koronawirusowego” stworzonej przez Fundację Genshagen. Autorami artykułów w serii są politolodzy z Francji, Niemiec i Polski.