Wybory w USA: Kto może się znaleźć w nowej amerykańskiej administracji prezydenckiej?

Czy Susan Rice pokieruje Departamentem Stanu? źródło: Flickr/U.S. Embassy Jerusalem (CC BY-SA 2.0)

Czy Susan Rice pokieruje Departamentem Stanu? źródło: Flickr/U.S. Embassy Jerusalem (CC BY-SA 2.0)

Joe Biden nie ogłosił jeszcze żadnych kandydatów na najważniejsze stanowiska w swojej przyszłej administracji. Ale w USA trwa już giełda nazwisk. Znajduje się na niej wiele kobiet, które typuje się do objęcia szefostwa najważniejszych departamentów.

 

Do ostatecznego zakończenia procesu wyborczego w USA pozostało jeszcze trochę czasu. Część stanów wciąż liczy głosy, ponieważ mogą tam jeszcze (np. w Nevadzie) napływać ostatnie karty nadane pocztą. Spływają także głosy od Amerykanów przebywających zagranicą.

Jest już jednak praktycznie pewne, że Joe Biden zapewnił sobie wystarczającą liczbę głosów w Kolegium Elektorskim, które 14 grudnia ostatecznie zadecyduje o tym kto zostanie 20 stycznia 2021 r. zaprzysiężony na kolejnego prezydenta.

Nawet jeśli w którymś ze stanów sztabowi Donalda Trumpa uda się sądownie podważyć wyniki głosowania powszechnego z 3 listopada, wydaje się niezwykle mało prawdopodobne, aby uniemożliwiło to Bidenowi uzyskanie poparcia 270 elektorów, a więc tylu ilu potrzeba do uzyskania prezydentury.

Prezydent-elekt ma więc teraz niecałe 2,5 miesiąca na stworzenie swojej ekipy i obsadzenie w niej najważniejszych stanowisk, w tym szefów (lub szefowych) poszczególnych departamentów. Według informacji amerykańskich mediów, już od kilku miesięcy, działający w ramach sztabu Bidena zespół ma rozważać potencjalnych kandydatów.

Joe Biden: "Czas zjednoczyć USA" – pierwsze przemówienie prezydenta-elekta

Joe Biden zaakcentował, że otrzymał 74 mln głosów, najwięcej w historii oddanych na mandat prezydenta USA.

Biden sięgnie po centrowych Demokratów?

Wiele wskazuje, że dwa departamenty, których sekretarzy nowy amerykański prezydent będzie chciał wskazać w pierwszej kolejności to te odpowiadające za zdrowie publiczne oraz gospodarkę. USA zmagają się teraz bowiem zarówno z pandemią COVID-19, jak i z wywołanym przez nią kryzysem gospodarczym.

Amerykańscy komentatorzy są jednak pewni, że oficjalnie żadne nazwiska nie padną jeszcze w tym, a być może także w przyszłym tygodniu. Biden poczeka bowiem do zakończenia procedury wyborczej we wszystkich stanach, a także do ewentualnego rozpatrzenia sporów sądowych przynajmniej na poziomie stanowym, choć bardzo możliwe jest, że sztab Trumpa postanowi skierować którąś ze spraw także do federalnego Sądu Najwyższego.

Podejrzewa się też, że nowy prezydent USA stanie przed bardzo trudnym zadaniem pogodzenia oczekiwań nie tylko różnych frakcji w samej Partii Demokratycznej, ale także jej otoczenia biznesowo-społecznego.

Co więcej, skład amerykańskiego rządu musi także zostać zaakceptowany w Senacie, a tam – jak bardzo wiele na to wskazuje – mimo styczniowych dogrywek w kilku okręgach, większość utrzymają Republikanie. Na czele republikańskiej senackiej większości pozostanie także zapewne mało skłonny do ustępstw i mocno konserwatywny Mitch McConnell.

Dlatego komentatorzy zza oceany spodziewają się, że nie będzie to bardzo progresywny gabinet jeśli chodzi o poglądy, a raczej umiarkowany i centrowy. Ale może być przełomowy pod innym kątem.

CNN: Jared Kushner i Melania przekonywali Trumpa do uznania wyborczej porażki?

Zdaniem urzędującego prezydenta w wielu stanach miało dojść do fałszerstw wyborczych.

Kobieta na czele Pentagonu?

Ewentualny gabinet Bidena może być bowiem bardzo sfeminizowany, a ponadto kobiety mogą obsadzić najbardziej kluczowe stanowiska w amerykańskim rządzie, a tym nawet stanowisko kierownicze w Departamencie Obrony. A Pentagonem jeszcze nigdy w historii USA nie kierowała kobieta.

I jako najbardziej prawdopodobną osobę na tym stanowisku w administracji Bidena za oceanem wymienia się obecnie Michèle Flournoy, która pracowała już w Pentagonie za czasów prezydentury Billa Clintona, a za czasów Baracka Obamy była nawet podsekretarzem stanu ds. politycznych.

Była też najważniejszą doradczynią dwóch sekretarzy obrony – Roberta Gatesa, którego Obama „odziedziczył” po czasach George’a W. Busha i pozostawił na stanowisku jeszcze przez 1,5 roku, a także następcy Gatesa – Leona Panetty.

Obecnie Flournoy pracuje w firmie konsultingowej, a także jest współzałożycielką centrowego think-tanku Center for a New American Security. W ostatnim czasie aktywnie zajmowała się tworzeniem strategii bezpieczeństwa w kontekście rosnącej pozycji Chin, a zwłaszcza w kwestii nowych technologii i telekomunikacji, co zapewne będzie jednym z kluczowych problemów Pentagonu w najbliższych latach.

Ale za potencjalną kandydatkę do pokierowania Departamentem Obrony uważa się też senator z Illinois – Tammy Duckworth. To była pilotka śmigłowców, która dosłużyła się stopnia podpułkownika i weteranka II wojny w Iraku, podczas której została poważnie ranna – straciła obie nogi. Jej helikopter został trafiony rakietą.

Zanim została parlamentarzystką, Duckworth zajmowała się sprawami weteranów wojennych – sprawowała funkcję dyrektor Departamentu ds. Weteranów w swoim rodzinnym stanie Illinois, a potem doradcy ds. weteranów w administracji Obamy.

Urodziła się w Bangkoku i jest pierwszą w historii USA senator o tajskich korzeniach. Joe Biden poważnie rozważał ją jako kandydatkę na wiceprezydent, ale ostatecznie zdecydował się na senator z Kalifornii – Kamalę Harris.

Trzecim najpoważniejszym kandydatem jest senator ze stanu Rhode Island Jack Reed, którego wymieniało się jako potencjalnego kandydata na szefa Pentagonu jeszcze w czasach Obamy. To także były żołnierz, ale dosłużył się tylko stopnia kapitana.

Reed jest najważniejszym w Partii Demokratycznej członkiem Senatu, który zajmuje się obronnością. Zasiada od lat w Komisji Sił Zbrojnych. Gdyby Demokratom udało się jednak przejąć większość w Senacie, Reed będzie najpoważniejszym kandydatem do pokierowania tą komisją.

USA: Joe Biden. Kim jest prezydent-elekt?

Joe Biden będzie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych i najstarszą osobą wybraną na ten urząd w historii USA – za niecałe dwa tygodnie skończy 78 lat.

Kto na czele dyplomacji?

Na stanowisku sekretarz stanu najczęściej amerykańscy komentatorzy widzą byłą doradczynię Baracka Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego i jednocześnie byłą ambasador USA przy ONZ Susan Rice. Jej główną zaletą ma być duże doświadczenie z wcześniejszej pracy w dyplomacji – Departamencie Stanu, Radzie Bezpieczeństwa Narodowego czy na różnych placówkach za granicą.

Rice nie jest jednak lubiana przez Republikanów, którzy zarzucają jej m.in. błędną ocenę sytuacji w Libii po upadu Muammara Kadafiego, gdy w 2012 r. po zamieszkach w Benghazi doszło do ataku na willę amerykańskiego ambasadora, który zginął.

Sprawa wydarzeń w Benghazi była głównym zarzutem Republikanów wobec Hillary Clinton (ówczesnej sekretarz stanu), gdy w 2014 r. startowała w wyborach prezydenckich. Seria przesłuchań senackich w tej sprawie była jednym z najtrudniejszych punktów jej kampanii. Ta sama sprawa zablokować też miała Rice drogę do pokierowania Pentagonem w czasach Obamy.

Dlatego jako na równie mocnego kandydata wskazuje się na Williama Burnsa, zastępcę sekretarza stanu w administracji Obamy i ambasadora w Moskwie w czasach George’a W. Busha, a obecnie prezesa think-tanku Carnegie Endowment for International Peace. Burns znany jest też jako zwolennik twardego podejścia wobec Rosji, choć Rice również nie była wobec Moskwy pobłażliwa.

W kontekście Departamentu Stanu wymienia się także senatora z Delaware (to rodzinny stan Bidena) Chrisa Coonsa, senatora z Connecticut Chrisa Murphy’ego oraz głównego doradcę Bidena ds. polityki zagranicznej, a niegdyś także zastępcę sekretarza stanu z czasów Obamy Antony’ego Blinkena. Ostatnim typowanym jest też inny z doradców Bidena ds. polityki zagranicznej – Michael Carpenter, choć on akurat zdaje się nie być zainteresowany tym stanowiskiem.

Gdyby jednak Biden postanowił postawić w Departamencie Stanu na Susan Rice, nie byłaby ona pierwszą kobietą na tym stanowisku, bo oprócz Hillary Clinton, zajmowała je także w czasach George’a W. Busha Condoleezza Rice. Natomiast pierwszą kobietą na stanowisku szefowej amerykańskiej dyplomacji była za czasów Billa Clintona Madeleine Albright.

Ale oprócz Departamentu Obrony, także Departamentem Skarbu nie kierowała jeszcze nigdy kobieta. Wśród uważanych za najpoważniejszych kandydatów na to stanowisko są tymczasem obecny dyrektor generalny TIAA, czyli największa firma doradczo-ubezpieczeniowa w branży edukacji, nauki, kultury i medycyny, a jednocześnie były wiceszef Rezerwy Federalnej Roger Ferguson oraz obecna członkini Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej Lael Brainard.