Mark Rutte pozostaje faworytem do objęcia po Jensie Stoltenbergu stanowiska szefa NATO. Proces wyboru sekretarza generalnego może się jednak przedłużyć, bo nie ma konsensusu co do kandydatury Holendra.
Jeszcze niedawno mówiono, że do wyboru nowego sekretarza generalnego NATO dojdzie zaraz po Wielkanocy, na rozpoczynającym się spotkaniu ministrów spraw zagranicznych z okazji 75-lecia podpisania Traktatu Północnoatlantyckiego.
W ostatnich miesiącach wydawało się, że premier Holandii Mark Rutte jest murowanym faworytem do objęcia urzędu szefa NATO, bo to on cieszył się poparciem USA i innych zachodnich państw Sojuszu.
W ostatniej chwili swoją kandydaturę wysunął jednak prezydent Rumunii Klaus Iohannis, co wskazało, że sprawa wcale nie musi być jeszcze przesądzona.
Kwestia wyboru nowego szefa NATO będzie przedmiotem dyskusji na spotkaniu ministrów w Brukseli w tym tygodniu, ale nie wiadomo, czy cały proces USA się zakończyć przed spotkaniem ministerialnym w Pradze 30-31 maja, ostatnim przed szczytem NATO w Waszyngtonie 9-11 lipca.
– Myślę, że chcielibyśmy, aby ta kwestia została rozstrzygnięta najpóźniej na szczycie w Waszyngtonie – powiedziała wczoraj (2 kwietnia) ambasador USA Julianne Smith.
Norweg Jens Stoltenberg ma ustąpić ze stanowiska szefa NATO 1 października, po dekadzie na tym urzędzie. Jego kadencja była przedłużana trzykrotnie, w tym po to, aby Sojusz znajdował się w dobrych rękach w obliczu wojny w Ukrainie.
Co z naszym regionem?
Proces nominacji sekretarza generalnego NATO ma charakter nieoficjalny i odbywa się za zamkniętymi drzwiami. To, kto może objąć najważniejszą funkcję w NATO określa lista kryteriów, takich jak płeć, narodowość i wydatki na obronność, co utrudnia ostateczną decyzję.
Ruttego wspiera czterech członków NATO tworzących tzw. wielki kwartet – Francja, Niemcy, Wielka Brytania i przede wszystkim Stany Zjednoczone.
Poparcie tych mocarstw i więcej niż 20 spośród innych członków NATO powinno zapewnić holenderskiemu premierowi stanowisko.
Nie do końca zadowolone mogą być państwa wschodniej flanki NATO, które zwracają uwagę na nikłą reprezentację regionu w kierownictwie Sojuszu.
Wielu popierało kandydaturę premier Estonii Kai Kallas, która jednak wczoraj (2 kwietnia) oficjalnie wyraziła poparcie dla Ruttego. Zdementowała tym samym primaaprilisowy żart, według którego miała stwierdzić, że to ona jest pewniakiem do urzędu szefa NATO.
Część natowskich dyplomatów twierdzi, że żadne z państw popierających Rutte nie zmieniło zdania i nie poparło Iohannisa albo jeszcze jakiegoś innego potencjalnego kandydata.
– Toczy się dyskusja na temat kwalifikacji obu tych imponujących przywódców (Ruttego i Iohannisa – red.) i będziemy nadal omawiać ich zalety i wady, dopóki nie osiągniemy konsensusu – powiedziała Smith.
Cztery państwa mogą się sprzeciwiać
Problemem może okazać się postawa Turcji i Węgier.
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan powiedział po spotkaniu z Ruttem w zeszłym miesiącu, że chce, aby następny sekretarz generalny NATO poważniej potraktował walkę z terroryzmem i „uwzględnił wrażliwość państw sojuszniczych spoza UE”.
Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó zapowiedział z kolei, że rząd Viktora Orbána będzie się sprzeciwiał nominacji Rutte, bo Holender w przeszłości często krytykował stan praworządności na Węgrzech.
Rumunia ma własnego kandydata, a Słowacja jest w trakcie okresu wyborczego.
Kilku natowskich dyplomatów popierających Ruttego wyraziło przekonanie, że w nadchodzących tygodniach uda się przekonać zarówno Ankarę, jak i Budapeszt. Holenderski premier utrzymuje bowiem kontakt z przywódcami obu krajów.


