Wojska Francji wycofały się z miasta Timbuktu w Mali

Francuscy żołnierze biorący udział w Operacji "Barkhane", źródło: Flickr/Ejército del Aire Ministerio de Defensa España (CC BY-NC 2.0)

Francuscy żołnierze biorący udział w Operacji "Barkhane", źródło: Flickr/Ejército del Aire Ministerio de Defensa España (CC BY-NC 2.0)

Po dziewięciu latach stacjonowania w położonym na malijskiej północy słynnym mieście Timbuktu oddziały francuskie wycofały się. Z tego rejonu wyparto już dżihadystów, ale nie jest pewne czy wojska poradzą sobie samodzielnie z utrzymaniem spokoju.

 

Timbuktu zostało założone na przełomie XI i XII wieku przez berberyjskich Tuaregów, którzy – jako nomadzi – nie budowali często stałych osad. Dlatego miasto z początku miało charakter sezonowy, ale dzięki dobremu dla handlu położeniu na styku między islamską Afryką Północną a zamieszkałą przez ludność czarnoskórą Afryką Subsaharyjską już w średniowieczu zyskało na znaczeniu.

Do tego rozwijało się tak szybko, że XIV wieku stało się pięciokrotnie większe niż ówczesny Londyn, a jego mieszkańcy słynęli z bogactwa. Powstały tam liczne świątynie, a także biblioteki, bo Timbuktu stało się ważnym ośrodkiem nauki i kultury.

Dzisiaj liczy około 55 tys. mieszkańców i choć utraciło wiele ze swojej dawnej świetności, a dzięki rozwojowi żeglugi zyskały miasta położone na wybrzeżu, a nie na pustyni. to jednak Timbuktu jest stolicą jednego z siedmiu malijskich regionów administracyjnych, a także miejscem pracy archeologów czy historyków.

Francja grozi wycofaniem z Mali swoich wojsk, po tym jak znów doszło tam do wojskowego przewrotu

Po tym jak drugi raz w ciągu zaledwie roku wojsko przejęło władzę w Mali, prezydent Francji zagroził wycofaniem stamtąd oddziałów francuskich, które wspierają Malijczyków w walce z dżihadystami.

 

Przewrót wojskowy w Mali miał miejsce tydzień temu (24 maja). Wojsko aresztowało wówczas …

Francja walczy z dżihadystami w Mali

Tereny te zostały jednak u progu XXI wieku opanowane przez tuareskich i berberyjskich separatystów, którzy chcieli oderwania północy od czarnoskórego południa. Z czasem część rebeliantów przystała do dżihadystycznej międzynarodówki, która rozszerzyła swoje działania na całą północ Afryki Subsaharyjskiej.

Dlatego Francja od 2013 r. prowadzi tam swoją operację przeciw islamskim fundamentalistom. Najpierw była to misja dedykowana tylko Mali, ale w 2015 r. stała się Operacją „Barkhane”, która objęła w sumie pięć krajów tego regionu. W szczytowym momencie w tej części Afryki (głównie właśnie w Mali) obecnych było 5,5 tys. francuskich żołnierzy.

Paryż jednak od pewnego czasu był niezadowolony z tego jak w antyterrorystycznej operacji współpracuje się z władzami w Bamako. A po tym jak doszło tam w krótkim czasie do dwóch wojskowych zamachów stanu, Francja postanowiła swój kontyngent zmniejszyć. W czerwcu zapowiedziano, że do początku 2022 r. z Mali wyjedzie co najmniej 2 tys. Francuzów.

Nie żyje lider Państwa Islamskiego na Saharze

Był jednym z najbardziej krwawych i najbardziej poszukiwanych terrorystów w regionie.

Baza w Gao pozostaje

Zamknięte zostały już francuskie bazy wojskowe w położonych na skraju Sahary miastach Kidal i Tessalit na północy kraju. Wciąż natomiast pozostawały bazy w położonych bardziej na południe większych miastach Timbuktu oraz Gao. To w okolicy Gao, znajdującego się najbliżej granic z Nigrem i Burkina Faso, prowadzonych jest najwięcej operacji przeciw dżihadystom.

Dlatego baza w Gao jeszcze zostaje, ale Francuzi wycofali się już z Timbuktu, co z racji historycznego znaczenia tego miasta uznane zostało za moment symboliczny dla francuskiej misji w Mali.

Istnieją jednak obawy, że pozostały w tym mieście garnizon malijski – liczący 2,2 tys. żołnierzy – nie da sobie sam rady z dżihadystami. Władze w Bamako nie ukrywają, że wobec wycofywania się Francuzów, szukają innych rozwiązań. Zwróciły się w związku z tym ku Rosji.

Mali potwierdza, że chce zatrudnić rosyjskich najemników. UE i Francja grożą konsekwencjami

Na początku 2013 r. malijskie władze poprosiły społeczność międzynarodową o pomoc w walce z rebeliantami.

Mali chce Grupy Wagnera, USA przestrzegają przed tym

Malijski rząd prowadzi rozmowy o zaangażowaniu rosyjskiej najemniczej Grupy Wagnera, którą w tym tygodniu Unia Europejska obłożyła sankcjami za zbrodnie popełniane m.in. w Donbasie, Libii oraz Republice Środkowoafrykańskiej.

Paryż przestrzega Bamako przez angażowaniem Rosjan na szeroką skalę i grozi, że w takiej sytuacji wycofa wszystko swoje wojska z Mali. Teraz do głosów europejskich dołączyły też USA.

„Jesteśmy zaniepokojeni potencjalnym rozmieszczeniem wspieranych przez Rosję sił Grupy Wagnera w Mali. Jak rozumiemy z doniesień, umowa – kosztująca 10 mln dolarów miesięcznie – przekierowuje do Rosjan pieniądze, które mogłyby być użyte do wsparcia malijskich sił zbrojnych i usług publicznych w kraju” – powiedział rzecznik amerykańskiego Departamentu Stanu Ned Price.

Price dodał, że „Grupa Wagnera – która znana jest z destabilizujących działań i łamania praw człowieka – nie przyniesie Mali pokoju, ale jeszcze bardziej zdestabilizują kraj. „Wzywamy też władze przejściowe, by szybko przywróciły demokratyczne rządy w Mali, co pozwoli Stanom Zjednoczonym na wznowienie pomocy wojskowej” – dodał rzecznik dyplomacji USA.