Włochy: Śmiertelność z powodu koronawirusa rośnie. Dlaczego?

źródło: Unsplash, fot. Ashkan Forouzani

Już ponad 12 tys. Włochów zmarło z powodu zakażenia koronawirusem. Każdego dnia umierają we Włoszech kolejne setki ludzi. Współczynnik umieralności to ok. 12 proc. i jest 3-krotnie wyższy niż w Chinach, 6-krotnie wyższy niż w USA i 12-krotnie wyższy niż w Niemczech.

 

We Włoszech potwierdzono ponad 105 tys, infekcji wirusem SARS-CoV-2. Dla porównania w Chinach to ponad 81,5 tys. Ale we Włoszech śmierć z powodu infekcji poniosło już ponad 12 tys. osób, podczas gdy w Chinach – 3,3 tys.

Dysproporcja jest zatem wyraźnie widoczna. Śmiertelność we Włoszech dochodzi więc już do 12 proc., a tymczasem w Chinach wynosi nieco ponad 4 proc. Średnia globalna to natomiast obecnie 4,9 proc., ale po odliczeniu Włoch znacznie. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie szacuje śmiertelność SARS-CoV-2 na 3,4 proc.

Kogo dotyczy największe ryzyko?

Z dostępnych obecnie raportów wynika, że najbardziej narażoną grupą są osoby powyżej 60. roku życia, a w szczególności te po 80. roku życia. Dużym czynnikiem ryzyka jest też współwystępowanie innych chorób, a zwłaszcza tych przewlekłych. Włoski Narodowy Instytut Zdrowia w swojej opublikowanej wczoraj analizie podał, że tylko 1,2 proc. zgonów we Włoszech było spowodowanych wyłącznie przez infekcję SARS-CoV-2. W pozostałych przypadkach przyczyniła się do śmierci chorego także choroba współistniejąca. To i tak duży wskaźnik na tle świata. WHO szacuje bowiem samoistną śmiertelność koronawirusa na zaledwie 0,9 proc.

Im więcej takich współistniejących chorób, tym większe ryzyko śmierci w wyniku choroby COVID-19 wywoływanej przez SARS-CoV-2. 23,5 proc. zgonów we Włoszech dotyczyła osób z jedną chorobą współistniejącą, 26 proc. osób z dwiema takimi chorobami, a aż 48 proc. takich z trzema.

Największym ryzykiem obarczone są statystycznie osoby, które mają problemy naczyniowo-krążeniowe. Aż 10,5 proc. osób, które zmarły po zakażeniu koronawirusem cierpiało na tego typu schorzenia. 7,3 procent, osób które nie przeżyły infekcji było natomiast cukrzykami, a 6,3 proc. miało wcześniej zdiagnozowane przewlekłe choroby układu oddechowego takie jak obturacyjna choroba płuc, mukowiscydoza, astma oskrzelowa, sarkoidoza czy gruźlica. 6 proc. zmarłych cierpiało natomiast na nadciśnienie, a 5,6 proc. na chorobę nowotworową. Czynnikiem podwyższonego ryzyka są także choroby nerek oraz otyłość.

Istotną kwestią jest także wiek chorego. Według WHO śmiertelność wśród osób powyżej 80 lat wynosi aż 14,8 proc. zaś dla osób w wieku 70-79 lat – 8 proc., a dla osób w wieku 60-60 lat – 3,6 proc. Młodsze grupy wiekowe są już obarczone o wiele większym ryzykiem. W przypadku grupy 50-59 lat to już tylko 1,3 proc., a więc grubo poniżej globalnej średniej, a dla grupy 40-49 lat – 0,4 proc. W pozostałych grupach wiekowych to natomiast zaledwie 0,2 proc. WHO nie odnotowała natomiast ani jednego zgonu w grupie wiekowej 0-9 lat. Podobne dane przyniósł raport chińskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom Zakaźnym (CCDC).

Włochy: Coraz poważniejsza sytuacja w związku z epidemią koronawirusa

Po tym jak wczoraj (19 marca) zmarło we Włoszech 417 osób zakażonych wirusem SARS-CoV-2, kraj ten wyprzedził w tragicznej statystyce zgonów z powodu COVID-19 Chiny, gdzie zaczęła się pandemia. Dziś zmarło kolejne 627 osób.

 

Dziś we Włoszech wykryto 5986 nowych przypadków …

Co z tymi Włochami?

Statystycznie śmiertelność z powodu COVID-19 jest we Włoszech o wiele, wiele wyższa niż w jakimkolwiek kraju na świecie. Włoskie jednostki badawcze wskazują przede wszystkim na to, że włoskie społeczeństwo jest bardzo zaawansowane wiekowo. W Unii Europejskiej najbardziej. Średnia wieku wynosi we Włoszech 46,3 roku przy średniej unijnej wynoszącej 43,1 roku. Aż 22,75 proc. Włochów, czyli ponad 13 mln osób, ma 65 lub więcej lat. Na świecie od Włochów starsi są już tylko Japończycy.

Średnia wieku zakażonych osób we Włoszech wynosi 63 lata. Zmarłych to zaś 82 lata. 33 proc. ofiar śmiertelnych we Włoszech to osoby w wieku 70-79 lat, a 41 proc. w wieku 80-89 lat. Kolejne 9 proc. ma więcej niż 90 lat. 8 proc. ofiar jest w wieku 60-69 lat, a tylko 2 proc. w wieku 50-59 lat. Poniżej 50 lat umierają głównie osoby obarczone innymi poważnymi schorzeniami, choć zdarzało się, że umierały też osoby zupełnie zdrowe.

Liczba faktycznych zakażeń SARS-CoV-2 jest też już obecnie we Włoszech prawdopodobnie dużo wyższa niż w Chinach. Problemem jest liczba wykonywanych testów. Zależy ona nie tylko od dostępnej liczby zestawów do pobierania i analizowania próbek, ale także od przepustowości potwierdzających wynik testu laboratoriów. Chińscy eksperci, którzy kila dni temu przybyli do Rzymu, aby wesprzeć swoim zdobytym podczas epidemii w prowincji Hubei doświadczeniem Włochów, od razu zwrócili bowiem uwagę na zbyt małą ich zdaniem dzienną liczbę przeprowadzanych testów na obecność nowego patogenu.

Ale nawet wykonując więcej testów Włochy mogą nie uzyskać takiego poziomu identyfikowania infekcji jak Chińczycy. Na pewnym etapie w prowincji Hubei kwalifikowano zakażenia nie tylko na podstawie wyniku laboratoryjnego testu, ale także wykonanego tomografem komputerowym zdjęcia płuc. Włosi jednak pozostali tylko przy diagnostyce laboratoryjnej, ponieważ pozwala ona zdiagnozować również osoby nie mające żadnych zmian chorobowych w obrębie płuc.

Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że bardzo wiele osób, zwłaszcza młodych lub w wieku dziecięcym, przechodzi infekcję SARS-CoV-2 z bardzo lekkimi objawami bądź zupełnie bezobjawowo. Ale nie znaczy to, że nie zarażają one innych ludzi. W ten sposób patogen może się szybko rozprzestrzeniać. Zbyt późne zdaniem wielu epidemiologów wydanie przez włoskie władze zarządzeń ograniczających kontakty międzyludzkie, a także początkowe ignorowanie ich przez część Włochów, sprawiły, że koronawirus rozprzestrzeniał się w lutym niemal niezauważenie.

Koronawirus: Całe Włochy "strefą chronioną"

Włoski rząd rozszerzył na cały kraj dekret dotyczący specjalnych środków ostrożnościowych związanych z epidemią koronawirusa. Cały kraj jest już objęty ograniczeniami w podróżowaniu, odwołano też imprezy masowe i zamknięto placówki edukacyjne. Dekret obowiązuje do 3 kwietnia.

 

Jeszcze w lutym włoski rząd …

Mecz piłkarski „bombą biologiczną”

Część ekspertów wskazuje m.in. na mecz 1/8 finału piłkarskiej Ligi Mistrzów między włoską drużyną Atalanta Bergamo a hiszpańską Valencia CF. Spotkanie, które Włosi wygrali 4:1, rozegrano na słynnym stadionie San Siro w Mediolanie. Oglądało go 80 tys. widzów – głównie Włochów i Hiszpanów. Z samego Bergamo przyjechało 40 tys. kibiców.

Po meczu wrócili oni do swoich rodzinnych miast, w dużej liczbie pociągami i autobusami. Dziś Bergamo to drugie najmocniej przez SARS-CoV-2 doświadczone miasto na świecie. Ustępuje tylko chińskiemu Wuhan, gdzie zaczęła się epidemia. „Ten mecz to była biologiczna bomba” – tłumaczył w wywiadzie dla rzymskiego dziennika „Corriere della Sport” prof. Fabiano Di Marco, ordynator oddziału pulmonologii Szpitala im. Papieża Jana XXIII w Bergamo.

Kibice Valencii zawieźli natomiast wirusa do Hiszpanii. Kilka dni temu ogłoszono, że SARS-CoV-2 wykryto także u 1/3 piłkarzy tej drużyny. Co jednak ciekawe, Atalanta Bergamo nie poinformowała dotąd, że chory jest ktokolwiek z zawodników tego klubu. Ale kilku włoskich epidemiologów przyznaje prof. Di Marco rację i wskazuje, że mecz w Mediolanie był jednym z tych wydarzeń, na których wirus rozniósł się masowo. Chorujący bezobjawowo mieszkańcy Bergamo i innych miast w Lombardii pozakażali starszych członków swoich rodzin lub sąsiadów. W samym Bergamo w ciągu tygodnia zmarło ponad 600 osób, czyli 6 razy więcej niż wynosiła dotychczasowa tygodniowa średnia. Podobnie trudna sytuacja jest w Brescii.

Według wyliczeń prestiżowego medycznego magazynu „Lancet” każda zakażona osoba, nawet nie mająca żadnych objawów, może zakażać innych przez okres od 8 do nawet 37 dni. Tymczasem epidemia w północnych Włoszech przybrała szybko takie rozmiary, że testowane na obecność nowego patogenu są przede wszystkim osoby, które jakieś objawy wykazują. Prawdziwa liczba nosicieli SARS-CoV-2 może być więc we Włoszech kilkakrotnie wyższa niż podają to oficjalne statystyki potwierdzonych zakażeń. To także przyczyna tego, że śmiertelność we Włoszech wydaje się być o wiele wyższa niż w innych miejscach na świecie. Ale to również nie tłumaczy jeszcze wszystkiego.

We Włoszech od 9 marca obowiązuje całkowity zakaz opuszczania domów bez wyraźnej i uzasadnionej potrzeby. W ten sposób władze chcą ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, a zwłaszcza zakażanie najbardziej narażonych osób przez osoby będące bezobjawowymi nosicielami koronawirusa. Ale każdego tygodnia policja i karabinierzy notują ok. 45 tys. naruszeń tego przepisu.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Kłopoty służby zdrowia

Duża (i coraz większa) liczba chorych Włochów wywiera ogromny nacisk na służbę zdrowia, która nie jest w stanie na bieżąco zajmować się wszystkich osób z poważnymi objawami chorobowymi. Dlatego część pacjentów czeka w kolejce na miejsce na oddziale intensywnej terapii lub podłączenie da aparatury wspomagające oddychanie lub podtrzymującej funkcje życiowe. Mnożą się więc doniesienia o tym, że lekarz muszą decydować kogo ratować, a komu kazać czekać, co zwiększa ryzyko jego śmierci.

Jeszcze przed wybuchem pandemii Włochy cierpiały na niedostatek miejsc na OIOM-ach oraz braki w aparaturze medycznej. Na 100 tys. mieszkańców przypadało w tym kraju tylko 12,5 łóżka na intensywnej terapii. Dla porównania w Niemczech to aż 30 łóżek. Ale we Włoszech sytuacja i tak jest o niebo lepsza niż w Polsce. W naszym kraju na 100 tys. mieszkańców przypada jedynie 6,7 łóżka na OIOM-ie.

Wielkim problemem są też braki sprzętu ochronnego dla lekarzy – masek, gogli, kombinezonów i fartuchów czy gumowych rękawiczek. Nie raz więc zdarzało się, że lekarze musieli ratować zakażonych pacjentów gołymi rękami. Zwracał na to uwagę w wywiadzie dla telewizji „Euronews” lekarz ze szpitala w miasteczku Codogno (gdzie było pierwsze masowe ognisko SARS-CoV-2 we Włoszech) dr Marcello Natali. W czwartek (19 marca) dr Natali zmarł na COVID-19.

Zakażenia wśród personelu medycznego to ogromny problem, który wpływa na trudności w obsadzaniu dyżurów. W samym tylko Bergamo zakażonych jest już 110 z 600 pracujących na oddziałach zakaźnych lekarzy. Jeszcze bardziej narażeni na zakażenie są sanitariusze i pielęgniarki, ponieważ to ta grupa ma najwięcej bezpośredniego kontaktu z chorymi. Choć globalnie na COVID-19 zdecydowanie częściej chorują mężczyźni (kobiety to tylko ok. 40 proc. chorych), to jednak wśród włoskiego personelu medycznego aż 64 proc. zakażonych osób to kobiety. To one bowiem najczęściej wykonują pielęgniarskie obowiązki.

Również średnia wieku wśród chorującego we Włoszech personelu medycznego jest niższa niż dla ogółu społeczeństwa i wynosi 49 lat. Wynika to z tego, że ta grupa zawiera w przytłaczającej większości osoby w wieku produkcyjnym.

Koronawirus w powietrzu nawet 3 godziny, na powierzchniach do 4 dni

Amerykańscy naukowcy przeprowadzili badania mające ustalić to jak długo koronawirus SARS-CoV-2 jest w stanie przetrwać poza organizmem nosiciela. W powietrzu żyje krótko, ale na niektórych powierzchniach może się utrzymać długo.

 

Badacze z szanowanego amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) sprawdzili …