W Indiach przez koronawirusa zabraknie tlenu dla szpitali?

W szpitalach w Indiach zaczyna brakować tlenu, którym wspomaga się pacjentów, źródło: Wikipedia, fot. Weii89 (CC BY-SA 4.0)

W szpitalach w Indiach zaczyna brakować tlenu, którym wspomaga się pacjentów, źródło: Wikipedia, fot. Weii89 (CC BY-SA 4.0)

Wraz ze wzrostem liczby zachorowań na COVID-19 w Indiach, wzrosło też zapotrzebowanie na tlen, jaki trzeba podawać pacjentom z poważnymi kłopotami oddechowymi. Dziś jest ono prawie czterokrotnie wyższe niż w kwietniu.

 

O sprawie informuje telewizja BBC, która opisała sytuację szpitala w Bhiwandi na przedmieściach Mumbaju. Ta niewielka, licząca zaledwie 50 łóżek, placówka została przekształcona w szpital zajmujący się wyłącznie leczeniem wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2 choroby COVID-19.

Dyrektor tego szpitala – Ankit Sethia – w ostatni weekend stanął przed bardzo poważnym dylematem. Pod opieką miał aż 44 pacjentów zakażonych koronawirusem, a spora część z nich wymagała dodatkowego podawania tlenu z powodu kłopotów z oddychaniem.

Tymczasem zapasy płynnego tlenu znajdowały się już tylko w dwóch z czterech szpitalnych zbiorników. Do tego z powodu mocno rosnącego zapotrzebowania na tlen, każdy ze zbiorników starczał tylko na maksymalnie 6 godzin, podczas gdy zwykle udawało się je zużyć nawet w 9 godzin.

Szef szpitala w Bhiwandi przez całą noc dzwonił do różnych dostawców, a nawet do zaprzyjaźnionych szpitali, aby zdobyć choć jeden dodatkowy zbiornik z tlenem. Istniało bowiem bardzo poważne ryzyko, że nad ranem zapasy się skończą i nie będzie jak wesprzeć walczących z chorobą pacjentów.

20 małych butli z tlenem udało się dopiero znaleźć w oddalonym o 30 kilometrów innym szpitalu. Aby je przywieźć, trzeba było wysłać karetkę, która tej nocy musiała wykonać aż pięć takich kursów.

„Udało nam się zapewnić zapasy tlenu na 12 godzin. To dało nam trochę spokoju. Ale to jak codzienne gaszenie pożaru. Walczymy o każdą butlę i każdy zbiornik z tlenem” – mówił dziennikarzom BBC Ankit Sethia. Czterech pracowników administracji jego szpitala zajmuje się obecnie wyłącznie pozyskiwaniem tlenu dla pacjentów.

Wyprzedziły Brazylię. Indie drugim najmocniej dotkniętym pandemią koronawirusa krajem świata

Pandemia w żadnym innym miejscu na świecie nie rozwijała się dotąd tak szybko.

Więcej chorych potrzebuje więcej tlenu

Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia około 15 proc. osób chorujących na COVID-19 potrzebuje na jakimś etapie choroby podania im dodatkowego tlenu. Część korzysta tylko z tzw. koncentratorów tlenu, czyli stosowanych np. w leczeniu bezdechu sennego aparatów CPAC. Przynoszą one ulgę pacjentom, którzy mają mniej poważne problemy z oddychaniem.

Ale ciężej chorzy, których życie może być zagrożone, wymagają podłączenia do respiratora. Są także pacjenci, którzy na pierwszy rzut oka nie sprawiają wrażenia osób z problemami oddechowymi, ale po dokładniejszym zbadaniu okazuje się, że ich krew tętnicza zawiera zbyt mało tlenu. Tak zwana hipoksja może prowadzić do niedotlenienia całego organizmu i może nawet zagrażać życiu pacjenta.

Podobna sytuacja, co w szpitalu w Bhiwadi pod Mumbajem, panuje także w wielu innych indyjskich placówkach medycznych. W kraju tym stwierdzanych jest obecnie najwięcej na świecie nowych infekcji koronawirusem.

W ostatnich 10 dniach aż ośmiokrotnie dzienna liczba nowych zakażeń była wyższa niż 90 tys., a raz wyniosła nawet prawie 98 tys. Tak szybkiego przyrostu chorych nie notowano jeszcze nigdzie na świecie. Wszystko wskazuje, że jeszcze dziś (15 września) liczba stwierdzonych od początku pandemii zakażeń przekroczy w Indiach 5 mln. Prawie 9 tys. osób znajduje się obecnie w stanie krytycznym.

Nic zatem dziwnego, że zapotrzebowanie na tlen dla szpitali mocno w ostatnich miesiącach wzrosło. Jeszcze w kwietniu dziennie zużywano go w Indiach 750 ton. Obecnie to już ponad 2,7 tys. ton. Wzrost jest więc niemal czterokrotny.

Sprężonego tlenu brakuje też w przemyśle

Tlen do szpitali dostarczany jest przede wszystkim w formie płynnej w specjalnych zbiornikach. Potem wtłaczany jest on do szpitalnej sieci, a specjalne urządzenia zamieniają płynny tlen z powrotem w gaz do wdychania. Tego typu zbiorniki z tlenem produkuje w Indiach prawie 500 fabryk. Każda z nich notuje rekordowe liczby zamówień, o czym poinformowało Ogólnoindyjskie Stowarzyszenie Producentów Gazów Przemysłowych (AIIGMA).

Dotąd tylko około 15 proc. wytwarzanego w Indiach płynnego bądź sprężonego tlenu trafiało do szpitali i placówek medycznych. Reszta wykorzystywana była w przemyśle. Przede wszystkim w wielkich piecach szybowych w hutach stali oraz w fabrykach samochodów. Teraz ta proporcja bardzo się zmieniła.

„Szacujemy, że obecnie nawet 55 proc. produkcji tlenu trafia do służby zdrowia, a już tylko 45 proc. do fabryk czy hut. To duży problem, bo ta sytuacja uderza też w przemysł, który już zmaga się z kryzysem gospodarczym. Ale oczywiście obecnie najważniejsze to ratowanie życia ludzi, więc szpitale mają pierwszeństwo” – mówił prezes AIIGMA Saket Tikku. Dodał, że branża stara się zwiększyć produkcję, ale to nie jest możliwe od ręki.

Obecnie najwięcej nowych infekcji notowanych jest w takich indyjskich stanach jak drugi pod względem liczebności mieszkańców Maharashtra, sąsiedni i niewiele mniej ludny Madhya Pradesh, położony na zachodnim wybrzeżu Gudźarat, obejmujący największą powierzchnię Radżastan, położony na wschodzie Telangana oraz sąsiadujący z nim Andhra Pradesh.

To w większości ludne i bardzo rozległe stany. Tymczasem większość wytwórni skroplonego lub sprężonego tlenu znajduje się albo w największych miastach, albo w ich bliskiej okolicy. Tymczasem chorych przybywa także na prowincji i tam także zaczyna już brakować tlenu.

Rośnie więc też zapotrzebowanie na specjalne cysterny, które najlepiej nadają się do przewożenia dużych ilości życiodajnej substancji. Trzeba ją bowiem przewozić w odpowiednio niskiej temperaturze. Takich pojazdów jest obecnie w Indiach około 1,5 tys. I właściwie non-stop są one w drodze.

Kłopoty z zapasami tlenu ma nawet narodowe terytorium stołeczne Delhi, gdzie nie ma ani jednej fabryki skroplonego lub sprężonego tlenu. Wszystkie potrzebne zbiorniki trzeba zapełniać tym co produkowane jest w sąsiednich stanach.

ONZ proponuje: Tymczasowy dochód podstawowy dla najbiedniejszych może spowolnić rozwój pandemii

Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP) w opublikowanym właśnie raporcie przekonuje, że zapewnienie na określony czas podstawowej pomocy finansowej dla ponad 1/3 ludzkości może sprawić, że pandemia będzie wolniej się rozwijać.

Czarny rynek tlenu

To wszystko sprawia, że nie tylko rosną ceny tlenu, ale także, że wytworzył się już w Indiach jego czarny rynek. „Rząd ustanowił górne limity cen butli z tlenem, ale nie ustalił maksymalnych cen samego tlenu. A więc zainterweniowano na rynku gotowego produktu, ale nie na rynku najważniejszego surowca do jego produkcji” – tłumaczył Saket Tikku.

W Indiach doszło już do pierwszych zgonów zakażonych koronawirusem ludzi, którzy nie uzyskali wystarczającej pomocy, bo zabrakło tlenu do wsparcia ich układu oddechowego. Cztery osoby zmarły w stanie Madhya Pradesh nie doczekawszy się podłączenia do respiratora. Urządzenia czekały, ale w szpitalnym zbiorniku nie było już tlenu.

W Indiach wciąż żywe jest wspomnienie o tragedii w najludniejszym w kraju, północnym stanie Uttar Pradesh. W sierpniu 2017 r. prawie 70 dzieci zmarło w tamtejszych państwowych szpitalach, ponieważ nie można było podać im tlenu. Jeden z dostawców zablokował bowiem dostawy z powodu nieopłaconych rachunków.

Szpitale starają się więc w obecnej sytuacji ze sobą współpracować i dostarczać sobie tlen wzajemnie. BBC opisuje sytuację w dużym (na 960 łóżek) państwowym szpitalu w niemal milionowym mieście Dźodhpur w Radżastanie, gdzie zajętych jest większość z 400 łóżek na oddziale zakaźnym oraz 100 ze 110 łóżek na intensywnej terapii.

Tam również brakuje już tlenu w szpitalnych zbiornikach. Dyrekcja poluje na rynku na każdą, nawet pojedynczą butlę tlenu i posiłkowała się już „tlenowymi pożyczkami” z placówek prywatnych.

Po opisanej w indyjskich mediach udanej akcji nocnego poszukiwania tlenu przez szpital Bhiwandi na przedmieściach Mumbaju, do jego dyrektora zaczęli dzwonić zrozpaczeni szefowie innych, także prywatnych placówek z prośbą o podzielenie się „zdobyczą”.

„Wysłaliśmy do jednej z placówek jedną butlę. Tyle mogliśmy zrobić. Potrzebowali zapasu na 30 minut, żeby pacjenci doczekali aż dojedzie tam większa, opóźniona dostawa. Te 30 minut to była kwestia życia lub śmierci pacjentów. Sytuacja jest więc czasem aż tak przerażająca” – opowiedział BBC Ankit Sethia.