USA wykupiły światowe zapasy remdesiviru, czyli leku wspomagającego walkę z koronawirusem

USA wykupiły cały światowy zapas remdesiviru (U.S. Air Force photo/Master Sgt. Brian Ferguson/CC0 Public Domain)

USA wykupiły cały światowy zapas remdesiviru (U.S. Air Force photo/Master Sgt. Brian Ferguson/CC0 Public Domain)

W lipcu nikt już na świecie nie kupi remdesiviru, a w sierpniu i wrześniu będzie to niezwykle trudne. USA wykupiły bowiem niemal całe światowe zapasy substancji, która wspomaga leczenie infekcji koronawirusem SARS-CoV-2.

 

„To świetna umowa” – zachwalał sekretarz USA ds. zdrowia Alex Azar porozumienie, jakie prezydent Donald Trump zawarł z amerykańską firmą farmaceutyczną Gilead Sciences. To jedyny na świecie producent remdesiviru, czyli substancji, która działa wspomagającą przy leczeniu osób cierpiących na wywoływaną przez koronawirusa SARS-CoV-2 chorobę COVID-19.

Zaobserwowano, że stosowanie remdesiviru przez 10 dni z rzędu (lek podaje się dożylnie) skraca średnio o 4 dni (z 15 do 11 dni, a więc o 31 proc.) leczenie osób, które znalazły się z powodu koronawirusa w ciężkim stanie. Patogen może wywołać ostre, obustronne zapalenie płuc.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA / W stolicy Czech Pradze zorganizowano kolację "na pożegnanie koronawirusowych restrykcji"

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Remdesivir sprzedaje się na pniu

To jeszcze nie jest wyczekiwany „lek na koronawirusa”, a jedynie substancja, które może wspomóc część osób w ich walce z COVID-19, a także zmniejszyć śmiertelność tej choroby. Pierwsze 140 tys. dawek remdesiviru sprzedało się na całym świecie na pniu. A zainteresowanie było i jest o wiele, wiele większe.

Kłopot w tym, że na wieść o skuteczności remdesiviru, USA zaczęły wykupywać całe światowe zapasy tego leku. A ponieważ produkująca go firma jest amerykańska, Waszyngton miał największe możliwości by dokonać zakupów.

Stany Zjednoczone, gdzie Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) już 1 maja warunkowo dopuściła remdesivir jako lek stosowany przy COVID-19, zakontraktowały szybko aż 500 tys. kolejnych dawek. To cała jego lipcowa produkcja oraz 90 proc. produkcji sierpniowej i wrześniowej.

Dawki remdesiviru są obecnie ściągane za zlecenie USA z magazynów na całym świecie, więc inne kraje na próżno próbują ich szukać. Wyprodukowanie kolejnych dawek leku, które będą mogli zakupić inni zajmie przynajmniej 3 miesiące. Inne kraje świata muszą więc czekać.

Za to administracja Trumpa, który dotąd promował stosowanie innej substancji – hydroksychlorochiny, z dumą informuje o „zaklepaniu” niemal całych światowych zapasów remdesiviru. Kolejne badania pokazują bowiem, że hydroksychlorochina (a także jej starsza wersja – chlorochina) nie okazała się być w walce z koronawirusem skuteczna.

„W miarę możliwości, chcemy aby każdy amerykański pacjent, który potrzebuje remdesiviru, mógł go otrzymać. Administracja prezydenta robi wszystko, co w naszej mocy, aby dowiedzieć się więcej o ratujących życie terapiach i zabezpieczyć dostęp do leczenia dla Amerykanów” – mówił sekretarz Azar, informując o dokonanym zakupie leku.

UE zaleca wydawanie zezwoleń na warunkowe stosowanie remdesiviru w walce z koronawirusem

Chodzi o lek przeciwwirusowy, stosowany dotąd w innych zakażenia RNA-wirusami, który wykazał pewną skuteczność w zwalczaniu koronawirusa SARS-CoV-2.

Europa została na lodzie?

Co prawda firma Gilead Sciences zastrzega, że podpisana z rządem USA umowa zezwala na „udostępnienie pozostałej części produkcji innym podmiotom, także spoza Stanów Zjednoczonych”, ale oficjalnie Waszyngton dla swoich sojuszników, np. europejskich, praktycznie nic nie zostawił.

Nie krył tego w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „Guardian” dr Andrew Hill z Uniwersytetu w Liverpoolu. „Stany Zjednoczone mają dostęp do większości tego leku, więc dla Europy nie zostanie nic” – powiedział ów ekspert ds. rynku farmaceutycznego.

To tym bardziej kłopotliwe, że Europejska Agencja ds. Leków (EMA) pod koniec czerwca także dopuściła warunkowo remdesivir do podawania osobom z ciężkim, wymagającym tlenoterapii przebiegiem COVID-19.

Remdesivir powstał w laboratoriach Gilead Sciences na początku dekady. W 2015 r. testy przeprowadzane na małpach z gatunku rezusów dały obiecujące wyniki w przypadku walki z infekcją wirusem Ebola. Ale u ludzi nie był on już tak skuteczny, choć niektórym pomagał. Zaobserwowano też jego pewną skuteczność przeciw innych RNA-wirusom – Nipah, Marburg czy SARS-CoV-1.

Dlatego postanowiono sprawdzić jego skuteczność także przeciw SARS-CoV-2. I tu okazał się najskuteczniejszy, choć nie rozwiąże wszystkich problemów związanych z tym nowym patogenem.

Jest to też lek kosztowny. Pięciodniowa terapia remdesivirem (a zwykle potrzebna dwa razy dłuższej) kosztować ma w USA aż 2340 dolarów. Taką samą cenę netto Gilead Sciences przewiduje na rynek niemiecki, o czym informował rzecznik niemieckiego oddziału amerykańskiej firmy Martin Flörkemeier.

O ile oczywiście w Niemczech komuś remdesivir uda się kupić.