Kryzys humanitarny w Etiopii to już wojna domowa? – UNHCR ostrzega

Etiopska armia rządowa prowadzi ofensywę w regionie Tigraj, źródło: Flickr/AMISOM Public Information fot. Ilyas A. Abukar (CC0 Public Domain)

Etiopska armia rządowa prowadzi ofensywę w regionie Tigraj, źródło: Flickr/AMISOM Public Information fot. Ilyas A. Abukar (CC0 Public Domain)

Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) ostrzega, że nasilenie się walk między oddziałami rebeliantów z regionu Tigraj a etiopskimi wojskami rządowymi zmusiło już tysiące ludzi do ucieczki. Konflikt zaczyna już przypominać regularną wojnę domową.

 

Walki w regionie Tigraj na północy Etiopii trwają od 4 listopada, ale w ostatnich dniach mocno się nasiliły. Dochodzi bowiem do ostrzałów artyleryjskich oraz bombardowań z powietrza. W wyniku walk co najmniej 27 tys. osób schroniło się już w sąsiednim Sudanie.

Jak przekazał mediom rzecznik prasowy UNHCR Babar Baloch, „świadczy to już o kryzysie humanitarnym na pełną skalę”. Zwłaszcza, że nowych uchodźców przybywa z każdym dniem. Dziennie notowanych jest ok. 4 tys. nowych osób, które z obawy przed walkami opuszczają swoje domy.

Z kolei rzecznik Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (OCHA) Jens Laerke poinformował, że coraz więcej świadczy o tym, że w Tigraju może także dochodzić do przymusowych wysiedleń cywilów.

„Może do takich wysiedleń dochodzić coraz częściej. To oczywiście spory problem i staramy się przygotować najlepsze możliwe rozwiązanie” – przekazał Laerke. UNHCR też zapewnia, że „czeka w gotowości, aby zapewnić pomoc w Tigraju, gdy będzie to bezpieczne.” „Musimy mieć zapewniony swobodny dostęp do regionu walk” – mówił Baloch.

Etiopia: Coraz poważniejsze walki w regionie Tigraj

Od 12 dni narasta konflikt zbrojny między oddziałami z położonej na północy prowincji Tigraj a wojskami rządu federalnego. Według pierwszych doniesień w walki włącza się także sąsiednia Erytrea.

 

Etiopia to republika federalna, której ludność jest mocno zróżnicowania pod względem etnicznym, językowym …

Groźba szturmu na stolicę Tigraju

Tymczasem dziś (17 listopada) minął termin ultimatum, jakie premier Abiy Ahmed Ali postawił Frontowi Wyzwolenia Narodu Tigrajskiego (TPLF) – czyli najważniejszej w tym regionie organizacji będącej zarówno partią polityczną, jak i dawną armią walczącą z marksistowskim reżimem, jaki rządził Etiopią po obaleniu w latach 70. XX wieku cesarza Hajle Selassie – oraz wspierającym te oddziały milicjom.

Abiy Ahmed zarządzał, aby wszyscy buntownicy w Tigraju złożyli broń, bo inaczej armia rządowa przypuści szturm na stolicę Tigraju – Makalle. Ale szef regionalnych władz Debretsion Gebremichael odpowiedział zaś, że nie ma mowy o tym, aby Tigrajczycy się poddali.

Zdementował też wczorajsze informacje rządu federalnego Etiopii o zdobyciu położonego na południu Tigraju miasta Alamata. premier Abiy Ahmed informował o przejęciu kontroli nad tym miastem przez siły rządowe, ale Gebremichael oświadczył, że walki w tym rejonie wciąż trwają, a ofensywa sił rządowych nie postępuje tak szybko jak próbuje przekonywać Addis Abeba.

Etiopia rozpadnie się jak ZSRR?

Czy starcia etniczne w Etiopii mogą doprowadzić do rozpadu państwa?

Mało informacji o przebiegu walk

Informacje o przebiegu starć w Tigraju są bardzo skąpe, ponieważ w dużej jego części wyłączono nadajniki telefonii komórkowej oraz internet. W regionie z powodu pandemii koronawirusa nie ma też niezależnych obserwatorów czy korespondentów zagranicznych mediów.

Dlatego trudno też zweryfikować informacje o rzekomym wkroczeniu na teren Tigraju oddziałów sąsiedniej Erytrei, która ma współpracować z rządem w Addis Abebie. Premier Abiy Ahmed temu zaprzecza i przekonuje, że armia rządowa sobie poradzi. Również władze erytrejskie dementują te informacje.

Tigrajczycy jednak, którzy stoczyli z Erytrejczykami wiele potyczek i jedną wojnę o przygraniczne tereny, są mocno zaprawieni w bojach. W ubiegłym tygodniu przeprowadzili nawet atak rakietowy na erytrejską stolicę – Asmarę – w odwecie za działania wojsk tego kraju na ich terenie.

Dlatego konflikt w Etiopii może się łatwo przerodzić nie tylko w etiopską wojnę domową, ale także w szerszy konflikt międzypaństwowy, który może zdestabilizować część regionu tzw. Rogu Afryki.