UE zaleca wydawanie zezwoleń na warunkowe stosowanie remdesiviru w walce z koronawirusem

Jakie leki okażą się najskuteczniejsze w zwalczaniu nowego koronawirusa? (Photo by Simone van der Koelen on Unsplash)

Jakie leki okażą się najskuteczniejsze w zwalczaniu nowego koronawirusa? (Photo by Simone van der Koelen on Unsplash)

Chodzi o lek przeciwwirusowy, stosowany dotąd w innych zakażenia RNA-wirusami, który wykazał pewną skuteczność w zwalczaniu koronawirusa SARS-CoV-2. Podaje się go już pacjentom w stanie ciężkim m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, Indiach czy Japonii.

 

Teraz Europejska Agencja Leków (EMA) zaleciła dziś (25 czerwca) wydawanie w krajach członkowskich zezwoleń na warunkowe podawanie remdesiviru pacjentom chorym na COVID-19, którzy znajdują się w poważnym stanie.

Remdesivir stosowany w USA, Japonii czy Indiach

Eksperci podkreślają, że remdesivir nie jest lekiem, który okaże się rozwiązaniem dla pandemii koronawirusa, ale dotychczasowe jego stosowanie (m.in. w Chinach i Japonii) pokazuje, że może on przynieść ulgę niektórych pacjentom.

Jego skuteczność jest co prawda najwyższa u pacjentów, którzy przechodzą infekcję w sposób łagodny, ale zaobserwowano też poprawę stanu niektórych pacjentów w cięższym stanie. Dlatego warunkowo zezwolono na jego stosowanie także w USA, Wielkiej Brytanii, Indiach oraz na Tajwanie.

Remdesivir został opracowany przez amerykańską firmę Gilead Sciences jako lek – w założeniu – zwalczający wirusa gorączki krwotocznej Ebola oraz wirusa choroby marburskiej. Wskazywano także na jego skuteczność (choć mniejszej) w przypadku infekcji innymi RNA-wirusami, m.in. wirusem gorączki Lassa, wirusem Nipah, wirusem Hendra czy koronawirusami SARS-CoV-1 oraz MERS.

Właśnie pewna skuteczność remdesiviru w zwalczaniu innych koronawirusów, zwróciło uwagę na możliwość jego stosowania w przypadku SARS-CoV-2. Firma Gilead Sciences przedstawiła już wyniki swoich analiz wskazujących, że remdesivir pomaga niektórym pacjentom, zwłaszcza jeśli podawać go już we wczesnej fazie infekcji.

Dlatego 1 maja amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) udzieliła warunkowego zezwolenia na podawanie remdesiviru pacjentom w USA. Amerykański Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) przekonuje, że podawanie tego preparatu skraca przebieg choroby COVID-10 średnio o cztery dni, a także nieznacznie zmniejsza ryzyko śmierci. Pomaga szczególnie osobom, które mają poważne kłopoty z oddychaniem.

Teraz również EMA doszła do podobnych wniosków i zarekomendowała odpowiadającym za rejestrację leków urzędom w państwach członkowskich warunkowe dopuszczenie stosowania remdesiviru u „pacjentów w poważnym stanie”.

Chodzi o osoby, które cierpią na poważne zapalenie płuc wywołane koronawirusem SARS-CoV-2 oraz występuję konieczność sztucznego podawania im tlenu. W takim przypadku remdesivir jest w USA podawany dożylnie przez okres 10 dni. Podobne wytyczne sugeruje EMA.

USA: Agencja ds. leków cofnęła zgodę na podawanie pacjentom z COVID-19 hydroksychlorochiny

Amerykańska Federalna Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) cofnęła przyznane wcześniej cofnęła zezwolenie na stosowanie hydroksychlorochiny jako leku w przypadku ciężkich infekcji koronawirusem.

Większe nadzieje daje deksametazon?

O ile remdesivir może nieco złagodzić i skrócić przebieg infekcji SARS-CoV-2 oraz uchronić dzięki temu niektóre osoby od śmierci w wyniku niewydolności oddechowej, o tyle nie jest remedium na samego koronawirusa.

Duże nadzieje wiązane są obecnie z innym znanym już lekiem – syntetycznym steroidowym lekiem przeciwzapalanym deksametazonem. Ta tania, łatwo dostępna i dobrze już lekarzom znana substancja ma zmniejszać o 1/5 ryzyko zgonu u pacjentów wymagających podawania tlenu i o 1/3 u osób podłączonych do respiratora.

O stwierdzeniu jego skuteczność, zwłaszcza u osób znajdujących się w stanie ciężkim, poinformowali 16 czerwca naukowcy z Oksfordu. Jeśli te wyniki się potwierdzą, byłby to przełom w leczeniu osób z COVID-19.

Deksametazon ma bowiem hamować tzw. burzę cytokinową, czyli nadmierną reakcję obronną organizmu, która jest dużym zagrożeniem życia pacjentów. W normalnej sytuacji wytwarzanie cytokin (rodzaju białka) wzmaga produkcję limfocytów, ale przy ciężkich zakażeniach nowym koronawirusem cytokin jest zbyt dużo, więc dochodzi do uszkodzenia komórek m.in. w płucach. A to u osób walczących z ciężkim obustronnym zapaleniem płuc może szybko doprowadzić do zgonu.

Pryskają natomiast nadzieje wiązane ze stosowaniem chlorochiny i hydroksychlorochiny. Obie te substancje, stosowane m.in. w leczeniu malarii i reumatoidalnego zapalenia stawów, w przypadku badań prowadzonych na wielotysięcznych grupach pacjentów nie wykazały swojej skuteczności.

Choć z niedawną analizą skuteczności tych substancji opublikowaną na łamach „Lanceta” wiązał się skandal z nieprecyzyjnym zbieraniem danych, to jednak jeszcze inne zespoły badawcze zaczynają potwierdzać ustalenia naukowców, którzy opublikowali swoją pracę w „Lancecie”.

Swoją warunkową akceptację dla stosowania chlorochiny i hydroksychlorochiny cofnęła już merykańska Federalna Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA). Także Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) także zastanawia się czy prowadzić dalej badania nad skutecznością tych substancji w leczeniu COVID-19.

Ale leki te nadal promują prezydent USA Donald Trump (chodzi o hydroksychlorochinę) oraz prezydent Brazylii Jair Bolsonaro (chodzi o chlorochinę). Trump przyznał się nawet do profilaktycznego zażywania hydroksychlorochiny, choć lekarze takie działanie odradzają.