UE i USA chcą wspólnie domagać się dalszego śledztwa na temat pochodzenia koronawirusa

UE i USA chcą wspólnie wezwać do zbadania hipotezy o wycieku koronawirusa z laboratorium, źródło: Pixnio (CC0)

UE i USA chcą wspólnie wezwać do zbadania hipotezy o wycieku koronawirusa z laboratorium, źródło: Pixnio (CC0)

Według amerykańskich mediów dyplomacje Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych dopracowują projekt wspólnego oświadczenia, w którym będą domagać się postępów w dochodzeniu na temat przyczyn pandemii COVID-19 i pochodzenia wywołującego tę chorobę koronawirusa SARS-CoV-2.

 

 

Do projektu wspólnego unijno-amerykańskiego stanowiska dotarła agencja Bloomberg. Wynika z niego, że Bruksela (w imieniu pozostałych unijnych stolic) oraz Waszyngton poprą wszelkie międzynarodowe działania mające na celu ustalenie tego skąd wziął się koronawirusa SARS-CoV-2 i jak doszło do tego, że rozprzestrzenił się on po całym świecie.

Dokument ma zostać przyjęty na szczycie Unia Europejska-Stany Zjednoczone, który odbędzie się 15 czerwca w Brukseli. Jak ustalił Bloomberg, ma się w nim znaleźć zapis mówiący, że obie strony „wzywają do postępu w przejrzystym, opartym na dowodach i prowadzonym przez ekspertów badaniu drugiej fazy, zwołanym przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), w kwestii pochodzenia COVID-19.”

Prace nad wspólnym oświadczeniem wciąż trwają, ponieważ spodziewana jest ostra reakcja na nie ze strony Chin, które wszelkie apele o wyjaśnienie początków pandemii traktują jak atak na siebie.

Dzieje się tak, ponieważ pojawia się coraz więcej wątpliwości co do kwestii znajdującego się w Wuhan (a to tam stwierdzono na początku grudnia pierwsze przypadki infekcji nowym koronawirusem) laboratorium w Instytucie Wirusologicznym.

USA wzywają WHO do kolejnego śledztwa w sprawie pochodzenia koronawirusa

Waszyngton domaga się przede wszystkim zapewnienia międzynarodowym ekspertom pełnego dostępu do tzw. surowych danych dotyczących początków epidemii w chińskim Wuhan pod koniec 2019 r.

 

Chodzi o oryginalne próbki pobrane od pierwszych pacjentów, u których potwierdzono infekcję koronawirusem SARS-CoV-2 oraz o wyniki …

Misja WHO ustaliła niewiele

Co prawda 13-osobowa międzynarodowa misja ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która na przełomie stycznia i lutego była w Wuhan, uznała, że hipoteza o jakimś incydencie w owym laboratorium i wycieku stamtąd patogenu jest najmniej prawdopodobna ze wszystkich rozpatrywanych, ale chińscy gospodarze nie udostępnili badaczom z Zachodu m.in. tzw. surowych danych na temat pierwszych chorych czy możliwości porozmawiania z nimi.

Przyjazd misji odbywał się na twardych chińskich zasadach, a eksperci z Chin na każdym kroku towarzyszyli ekspertom zagranicznym. Mogli oni przede wszystkim odwiedzić tzw. mokry targ Huanan, na którym sprzedaje się żywe dzikie zwierzęta i gdzie zaistniało pierwsze ognisko zakażeń koronawirusem, a także miejskie szpitale, gdzie rozmawiali z lekarzami.

Wizytowali również Wuhański Instytut Wirusologiczny, który posiada laboratorium o najwyższych IV stopniu zabezpieczeń, co pozwala trzymać w nim i badać najgroźniejsze znane ludzkości zarazki.

Eksperci z Zachodu ocenili, że w owym laboratorium wszelkie zasady bezpieczeństwa są przestrzegane. I uznali, że bardziej prawdopodobne są dwie tezy o naturalnym przeskoczeniu wirusa ze zwierzęcia na człowieka (np. na targowisku Huanan) – bezpośrednio od nietoperza lub poprzez nosiciela pośredniego (np. łuskowca).

Za bardziej prawdopodobną od wycieku patogenu z laboratorium (choć jednocześnie mało możliwą) uznali nawet tzw. hipotezę mrożonkową, którą promują władze w Pekinie. W myśl niej koronawirus przyjechał do Chin z zagranicy na partii mrożonego mięsa lub ryb. Ta hipoteza niejako zdejmuje z Pekinu odpowiedzialność za opieszałą reakcję na początki epidemii w Wuhan.

WHO: Koronawirus był w grudniu 2019 r. bardziej rozpowszechniony w Wuhan niż dotąd sądzono

Z dochodzenia WHO wynika, że już w grudniu 2019 r. po Wuhan krążyło co najmniej kilkanaście mutacji SARS-CoV-2.

Pracownicy laboratorium w Wuhan hospitalizowani

Amerykański dziennik „Wall Street Journal” dotarł jednak do osób, które czytały raport przygotowany przez renomowane kalifornijskie laboratorium Lawrence’a Livermore’a, które współpracuje z wywiadem USA.

Raport ten zamówiła jeszcze poprzednia amerykańska administracja z Donaldem Trumpem na czele. I to na jego podstawie oraz uwzględniając dalsze analizy wywiadowcze Trump i jego sekretarz stanu Mike Pompeo przekonywali, że w laboratorium wirusologicznym w Wuhan doszło do jakiegoś niebezpiecznego incydentu, który dał początek pandemii.

Wbrew zapowiedziom ówczesnych amerykańskich władz dokumentu nigdy nie opublikowano, co sprawiło, że Demokraci powątpiewali w jego ustalenia. Teraz jednak, gdy mogli się z nim zapoznać, zmienili stanowisko.

Prezydent Joe Biden w maju polecił nawet amerykańskim agencjom wywiadowczym odkrycie pochodzenia koronawirusa. I wyjaśnił, że brane są pod uwagę już tylko dwie hipotezy – kontakt z człowieka z zakażonym zwierzęciem lub wyciek z laboratorium w Wuhan.

Z przecieków opublikowanych przez „WSJ” wynika na razie niewiele, choć poszlaki na pewno są ciekawe. W amerykańskim raporcie znalazły się bowiem informacje o trójce badaczy z Instytutu Wirusologicznego w Wuhan, którzy na miesiąc przed wybuchem pandemii trafili do szpitala z objawami zakaźnej choroby układu oddechowego, podobnej do COVID-19.

Nie ma na razie żadnych dowodów na to, że rzeczywiście zakazili się w jakichś okolicznościach koronawirusem SARS-CoV-2, ale hongkoński dziennik „South China Morning Post” jeszcze w ubiegłym roku pisał, że pierwsze potwierdzone zakażenia miały miejsce nie w grudniu (jak oficjalnie podają władze Chin), ale właśnie w listopadzie. Nie precyzowano jednak wówczas o jakie chodziło okoliczności.

Szef WHO: Trzeba śledztwa ws. laboratorium wirusologicznego w Wuhan, ale koronawirus pochodzi najpewniej od zwierząt

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie przedstawiła wnioski z raportu specjalnej misji eksperckiej, która na przełomie stycznia i lutego badała w mieście Wuhan w Chinach potencjalne przyczyny wybuchu pandemii COVID-19.

 

Międzynarodowy zespół ekspertów powołany przez WHO prowadził swoje działania w Wuhan między …

Tajemnicza choroba górników z 2012 r.

O tym, że wirus mógł jednak krążyć po Wuhan już jesienią świadczą wykonywane przez różne ośrodki badawcze modele matematyczne, które pokazują, że skala zachorowań w grudniu była tak duża, że patogen musiał być przekazywany między ludźmi jeszcze jesienią.

Z kolei dwoje amerykańskich naukowców – wirusolog dr Jonathan Latham i biolożka molekularna dr Allison Wilson – opisało przypadek chińskiego górnika, u którego w 2012 r. stwierdzono chorobę przypominającą COVID-19.

Chorych miało być więcej pracowników tego zakładu, a niektórzy z nich zmarli. W kopalni, w której pracowali gnieździły się nietoperze. Próbki od chorych górników pobrali właśnie naukowcy z Wuhan. Dwoje naukowców zaapelowało, aby zbadać także i ten wątek, bo być może to właśnie tamte próbki stały się źródłem zakażeń z końca 2019 r.

W sprawie początków pandemii COVID-19 wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, a postawa Pekinu nie ułatwia wyjaśnienia calej zagadki. W maju nawet, zwykle przychylny Chinon dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus uznał, że należy do Chin wysłać kolejne misje badawcze, a hipoteza o wycieku koronawirusa z laboratorium powinna być dalej badana.