Szef WHO: Trzeba śledztwa ws. laboratorium wirusologicznego w Wuhan, ale koronawirus pochodzi najpewniej od zwierząt

Dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, źródło: Flickr/UN Geneva/UN Photo, fot. Elma Okic (CC BY-NC-ND 2.0)

Dyrektor generalny WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus, źródło: Flickr/UN Geneva/UN Photo, fot. Elma Okic (CC BY-NC-ND 2.0)

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie przedstawiła wnioski z raportu specjalnej misji eksperckiej, która na przełomie stycznia i lutego badała w mieście Wuhan w Chinach potencjalne przyczyny wybuchu pandemii COVID-19.

 

Międzynarodowy zespół ekspertów powołany przez WHO prowadził swoje działania w Wuhan między 14 stycznia a 9 lutego. To tam doszło w listopadzie i grudniu 2019 r. do pierwszych znanych zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2.

Badacze przeprowadzili wywiady z chińskimi lekarzami i epidemiologami, którzy jako pierwsi  na świecie mierzyli się z rosnącą liczbą zachorowań. Odwiedzili także kilka szpitali, znajdujący się w Wuhan Instytut Wirusologiczny oraz targowisko Huanan.

To na tym tzw. mokrym bazarze, gdzie sprzedawane są żywe oraz świeżo zaszlachtowane zwierzęta różnych gatunków, a także owoce morza i ryby, doszło do pierwszej dużej liczby zakażeń nowym typem koronawirusa.

Nie wiadomo jednak czy targowisko Huanan było źródłem koronawirusa czy też po prostu pierwszym dużym ogniskiem zakażeń. Odkryto bowiem kilka bardzo prawdopodobnych infekcji, do których doszło wcześniej niż wybuchło ognisko epidemiczne na mokrym bazarze, a także u osób, które twierdziły, że Huanan nie odwiedzały.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Człowieka zakaziły łuskowiec lub norka?

Za najbardziej prawdopodobną hipotezę pierwszych zakażeń SARS-CoV-2 naukowcy uznali tę mówiącą o nietoperzach jako pierwotnych nosicielach patogenu, ale także zakładającą, że bezpośrednio na człowieka wirus przeskoczył z jeszcze innego zwierzęcia, które było tzw. nosicielem pośrednim.

SARS-CoV-2 jest bowiem podobny do koronawirusów infekujących nietoperze, ale istnieją też pewne istotne różnice. Podobnie było w przypadku innego koronawirusa – SARS-CoV-1 – który wywołał w latach 2002-2003 epidemię w Azji Wschodniej, ale nie okazał się zdolny do rozniesienia się po niemal całym świecie.

Jako nosiciela pośredniego w przypadku epidemii sprzed kilkunastu lat zidentyfikowano cywety, czyli ssaka z rodziny wiwerowatych, spokrewnionej z hienowatymi, kotowatymi i mangustowatymi.

Problem w tym, że w przypadku SARS-CoV-2 nie wiadomo jakie zwierzę mogło stać się nosicielem pośrednim. Podejrzewa się jednak łuskowce (zwane też pangolinami małe ssaki łożyskowe przypominające nieco mrówkojady), ale potem okazało się, że nowym koronawirusem mogą się także zakażać norki, koty i ryjonosy (czyli malutkie łasicowate).

Chiny: Misja WHO za najbardziej prawdopodobne uważa, że koronawirus przeskoczył na człowiek ze zwierzęcia-nosiciela pośredniego

Za mniej prawdopodobne hipotezy uznano bezpośrednie zakażenie od nietoperzy, zakażenie poprzez mrożone produkty i wyciek z laboratorium.

Hipoteza „mrożonkowa” na trzecim miejscu

Członkowie misji WHO uznali jednak, że hipoteza o bezpośrednim przejściu SARS-CoV-2 z nietoperza na człowieka nie jest wykluczona, a także zaklasyfikowali ją w swoim raporcie jako „możliwą lub prawdopodobną”.

Na trzecim miejscu umieścili zaś hipotezę lansowaną przez stronę chińską, a mówiącą o tym, że koronawirus zakaził pierwszych ludzi za pośrednictwem… mrożonego mięsa lub mrożonych ryb.

Pekin mocno obstaje przy tej hipotezie, wskazując na wystąpienie kilku ognisk zakażeń na targowiskach, gdzie sprzedaje się mrożonki. Lansowanie tej tezy doprowadziło nawet w Chinach do kilku przypadków masowej rezygnacji przez Chińczyków z zakupów danych mrożonych produktów.

Najsłynniejszy był przypadek tzw. łososiowej paniki z czerwca ubiegłego roku, gdy mieszkańcy Chin przestali ze strachu kupować importowanego norweskiego łososia co sprawiło, że duże jego ilości musiały zostać zutylizowane.

Hipoteza ta jest dla Pekinu bardzo wygodna, ponieważ wzmaga rządową chińską narrację o tym, że przyczyn wybuchu pandemii COVID-19 należy szukać poza granicami Chin, które według takiego scenariusza nie mogą w związku z ewentualnymi zaniedbaniami ponosić żadnej odpowiedzialności za obecną sytuację na świecie.

Ale eksperci spoza Chin odrzucają „mrożonkową hipotezę”. W raporcie misji WHO – pod niewątpliwym naciskiem Pekinu – uznano ją jednak za „możliwą” i „wymagającą dalszych badań”.

Wyznaczeni przez chińskie władze lokalni eksperci towarzyszyli podczas prac w Wuhan ekspertom ze świata na każdym kroku. Szef misji WHO – dr Peter Ben Embarek – dystansował się jednak od niej wyraźnie podczas konferencji prasowej w Pekinie na zakończenie prac jego zespołu.

Chiny: Eksperci WHO badają przyczyny pandemii. Mówią o braku dowodów na wyciek koronawirusa z laboratorium

Zespół międzynarodowych ekspertów działających pod egidą Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) bada w Wuhan w Chinach początki pandemii COVID-19. O przebiegu ich prac wiadomo niewiele, ale jeden z naukowców udzielił krótkiego wywiadu, w którym mówił o braku dowodów na to, że …

Wyciek z laboratorium w Wuhan „skrajnie nieprawdopodobny”

Czwartą wymienioną w raporcie hipotezą jest ta, którą lansowała m.in. administracja prezydencka USA pod rządami Donalda Trumpa. Waszyngton twierdził wówczas, że mogło dojść do jakiegoś wypadku bądź aktu sabotażu w Instytucie Wirusologicznym w Wuhan, który posiada także laboratorium najwyższego IV stopnia, czyli takie, w którym można przechowywać i badać najgroźniejsze patogeny na świecie.

Poprzednie amerykańskie władze sugerowały, że dysponują nawet materiałami wywiadowczymi na poparcie tej hipotezy, ale mimo pewnych obietnic, nigdy nie poinformowały o żadnych ich szczegółach.

Ostatecznie w raporcie WHO tę hipotezę uznano za „skrajnie nieprawdopodobną”. Członkowie międzynarodowej misji badawczej odwiedzili owo laboratorium i uznali, że spełnia ono wszystkie wymogi bezpieczeństwa.

Dodatkowo badania genetyczne (także amerykańskich ośrodków naukowych) wskazują, że SARS-CoV-2 nie jest dziełem człowieka, ponieważ jego genom wyraźnie świadczy o tym, że wirus powstawał przez dziesiątki lat w wyniku mozolnego procesu ewolucji, a nie został sztucznie zmieniony w krótkim czasie w jakimś laboratorium.

Raport międzynarodowej grupy ekspertów: Chiny i WHO zbyt wolno reagowały na koronawirusa

W opublikowanym raporcie wytknięto Chinom początkowe lekceważenie sygnałów o pojawieniu się nowego wirusa.

Szef WHO: Trzeba nowego dochodzenia ws. laboratorium w Wuhan

Dyrektor WHO dr Tedros Adhanom Ghebreyesus stwierdził jednak podczas dzisiejszego briefingu prezentującego raport, że „należy przeprowadzić nowe dochodzenie ws. hipotezy o ucieczce koronawirusa z laboratorium”.

Znajduje się ono bowiem tylko około 15 kilometrów od targowiska Huanan i nie można całkowicie wykluczyć, że na przykład jakieś zakażone zwierzę złowione w celu badawczym zostało przez któregoś z nieświadomych zagrożenia pracowników wyniesione lub wypuszczone z laboratorium.

W ubiegłym tygodniu były dyrektor amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) Robert Redfield stwierdził bowiem w rozmowie z telewizją CNN, że hipoteza o „ucieczce wirusa” z laboratorium jest w jego opinii „najbardziej prawdopodobna”.

Według niego raczej nie byłoby to w takim scenariuszu działanie celowe. „Zakażenie się pracowników takich ośrodków patogenami, zwłaszcza oddechowymi, zdarzają się” – stwierdził Redfield. I dodał, że ktoś z obaw przed konsekwencjami mógł nie powiadomić przełożonych o wystąpieniu jakiegoś incydentu.

Szef WHO: Pandemia koronawirusa najgorszym kryzysem w historii organizacji

W ocenie szefa WHO Tedrosa Adhanoma Ghebreyesusa pandemia COVID-19, to kryzys zdrowotny, z jakim ta organizacja nigdy jeszcze się nie spotkała.

Eksperci odrzucają rewelacje byłego szefa CDC

Ale większość amerykańskich ekspertów odrzuciło tezę Redfielda, który kierował CDC w czasach prezydentury Trumpa. Szef wydziału genetyki chorób zakaźnych w kalifornijskim Scripps Research Institute dr Kristian G. Andersen nazwał nawet powyższe rewelacje „tezami człowieka, który nie specjalizuje się w tym o czym mówi oraz był najgorszym szefem CDC w historii tej organizacji”.

Także najsłynniejszy obecnie amerykański epidemiolog dr Anthony Fauci, który był głównym doradcą Trumpa do spraw pandemii COVID-19, ale potem po konflikcie z prezydentem został z tej funkcji zwolniony, zdecydowanie nie zgodził się z tezami Redfielda.

Fauci cieszy się wśród wielu Amerykanów ogromnym zaufaniem dzięki spokojowi i rzetelności podczas konferencji prasowych, choć zwykle przychodziło mu występować tuż po wygadującym różne kontrowersyjne rzeczy Trumpie, który potrafił na przykład sugerować wstrzykiwanie pacjentom silnych środków odkażających.

Joe Biden, po objęciu urzędu prezydenckiego znów mianował Fauciego jednym z głównym doradców rządu. Ale obecna administracja prezydencka też ma wiele wątpliwości co do chińskich działań i domaga się od Pekinu pełnej przejrzystości i „pełnej współpracy” ze społecznością międzynarodową ws. początków pandemii.

Prezydent USA wyraził też ostatnio „zaniepokojenie” tym, że władze Chin nie udostępniły misji WHO danych na temat pierwszych zakażeń koronawirusem, a także nie pozwolił na rozmowy członków międzynarodowej z pierwszymi chorymi.