Skandal w świecie nauki. „Lancet” wycofuje artykuł o badaniach nad chlorochiną – potencjalnym lekiem na koronawirusa

"Lancet" wycofał publikację krytyczną wobec stosowania chlorochiny przeciw koronawirusowi (Photo by Bill Oxford on Unsplash)

"Lancet" wycofał publikację krytyczną wobec stosowania chlorochiny przeciw koronawirusowi (Photo by Bill Oxford on Unsplash)

Najpierw wielkie nadzieje, potem niepokojące wyniki badań, a teraz wątpliwości co do ich wyników. Brytyjski magazyn medyczny „Lancet” wycofuje swoją publikacje na temat chlorochiny, czyli potencjalnego leku na koronawirusa.

 

Taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko. Trzech z czterech głównych autorów pracy naukowej na temat skuteczności chlorochiny i jej pochodnej – hydroksychlorochiny – wycofało swoją publikację z prestiżowego magazynu medycznego „Lancet”. Opublikowano w tej sprawie specjalne oświadczenie.

Wcześniej artykuł wzbudził wiele emocji, ponieważ obalał tezę o skuteczności chlorochiny i hydroksychlorochiny. Analizując ponad 96 tys. zachorowań na COVID-19 (chorobę wywoływaną przez koronawirusa SARS-CoV-2), które wymagały hospitalizacji, w 671 różnych placówkach medycznych na świecie, autorzy doszli do wniosku, że ww. substancje nie tylko nie pomagają w walce z infekcją, ale nawet mogą zwiększać śmiertelność.

Czym jest chlorochina?

Sama chlorochina, od lat z powodzeniem stosowana jako lek przeciwmalaryczny i przeciwreumatyczny, jest substancją dopuszczoną do stosowania, ale – według badania opublikowanego w „Lancecie” – jego podawanie osobom cierpiącym na COVID-19 oraz konieczność zwiększania normalnej dawki mogą prowadzić do zaburzeń rytmu serca.

Skala badania oraz zarówno prestiżowe miejsce publikacji wyników, a także ważne jednostki badawcze jakie reprezentowali autorzy (Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Utah i Uniwersytet Medyczny w Zurychu) sprawiły, że publikację przyjęto jako ostateczne przekreślenie szans na to, że chlorochina lub hydroksychlorochina staną się odpowiedzią na pandemię.

Z lekiem tym wiązano nadzieje po pierwszych badaniach, jakie prowadzono między innymi we Francji, w USA czy w Brazylii. Gorącymi zwolennikami tych leków są amerykański prezydent Donald Trump (hydroksychlorochina) oraz brazylijski prezydent Jair Bolsonaro (chlorochina).

Vestager: Unia potrzebuje Polski. Wywiad z Wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej

Margrethe Vestager omawia z Karoliną Zbytniewską podatek cyfrowy DST, projekt nowego budżetu UE i fundusz odbudowy, fuzje, europejskie championy, europejską solidarność. „Nie może być tak, że większość firm płaci podatki, a niektóre nie. To szkodzi jednolitemu rynkowi”.

Pierwszy z nich, mimo ostrzeżeń lekarzy, postanowił nawet zażywać lek profilaktycznie, do czego sam się przyznał. Obaj politycy pokładają w skuteczności leku duże nadzieje i uważają, że w związku z tym nie należy bać się koronawirusa i wprowadzać szkodzących gospodarce przeciwepidemicznych obostrzeń.

Kłopot w tym, że pierwsze badania nad skutecznością chlorochiny i hydroksychlorochiny w zwalczaniu infekcji SARS-CoV-2 były przeprowadzane na bardzo małych grupach pacjentów, często bez stosowania tzw. grup kontrolnych czy innych zasad prowadzenia tego typu dużej analizy.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Czego dotyczyło zakwestionowane badanie?

Tymczasem badanie opublikowana w „Lancecie” było pozbawione wszystkich niedostatków jakie cechowały poprzednie analizy. Oprócz naprawdę dużej, prawie 100-tysięcznej grupy badanych chorych, zastosowano też jej zróżnicowanie.

15 tys. chorych dostało któryś z dwóch leków i to w różnych dawkach oraz w niektórych przypadkach w połączeniu z antybiotykami. Natomiast pozostałe 81 tys. osób stanowiło grupę kontrolną, czyli podano im placebo.

Wniosek z badania był jasny. Nie zaobserwowano różnicy w zwalczaniu infekcji u osób, które przyjmowały chlorochinę bądź hydroksychlorochinę i u osób, które tych leków nie dostały. Co więcej, u osób zażywających badaną substancję dochodziło czasem do zaburzeń rytmu serca, co sprawiało, że śmiertelność w tej grupie okazywała się wyższa.

Na wyniki tych badań natychmiast zareagowała Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Przede wszystkim wydała zalecenie, aby chlorochiny i hydroksychlorochiny chorym na COVID-19 nie podawać. A także ogłosiła wstrzymanie wszystkich badań nad hydroksychlorochiną prowadzonych w ramach globalnego projektu „Solidarity Trial”.

Wątpliwe dane do badania w „Lancecie”

Ale teraz wycofanie się trzech z czterech autorów z tej publikacji (czyli dra Mandeepa Mehry, dra Amira Patela oraz prof. Franka Ruschitski) wywołało w świecie naukowym burzę. Okazało się bowiem, że dane jakie wykorzystali w swojej analizie naukowcy, budzą  wątpliwości.

Zarzuty padają przede wszystkim pod adresem amerykańskiej firmy Surgisphere, która dostarczyła materiałów do badań, czyli przede wszystkim kart chorób dziesiątek tysięcy pacjentów z całego świata.

W badaniu chodziło bowiem także o to, aby dotyczyło ono ludzi z różnych grup etnicznych, co miało zapobiec ewentualnym błędnym wnioskom, które nie brałyby pod uwagę kwestii genetycznych. Zauważono bowiem m.in. w USA i Afryce, że osoby czarnoskóre są bardziej narażone na ciężki przebieg choroby, choć do końca nie ma pewności czy ma to związek z ich kolorem skóry czy jednak innymi czynnikami.

Ale okazuje się, że dane zebrane przez firmę Surgisphere, której szef dr Sapan Deasi jest czwartym autorem zakwestionowanej pracy, zostały zebrane w sposób mało precyzyjny. W wielu miejscach rozmijają się z oficjalnymi statystykami dotyczącym liczby zachorowań i zgonów w danym kraju lub regionie.

Do tego część danych, które miały pochodzić ze szpitali w Australii, tak naprawdę pochodziła z placówek w różnych zakątkach Azji. Co więcej, wśród analityków Surgisphere próżno szukać osób z doświadczeniem medycznym bądź farmaceutycznym. Są za to (co ustalił „Guardian”) modelka erotyczna czy autor powieści science-fiction.

Trójka autorów badania zapowiada, że chce swoje badanie kontynuować, jak tylko uda się zweryfikować wiarygodność dostępnych danych. Ale Surgisphere nie chce ujawnić kogo dotyczą konkretne opisy, zasłaniając się tajemnicą lekarską i ochroną danych osobowych.

Trump: USA zrywają relacje ze Światową Organizacją Zdrowia

Prezydent USA Donald Trump poinformował, że jego kraj zrywa relacje z WHO. Po raz kolejny oskarżył tę działającą pod egidą ONZ instytucję o błędy podczas pandemii i zbyt dużą zależność od Chin.

Wpadka także w innym prestiżowym magazynie

Tymczasem ważną pracę na temat skuteczności hydroksychlorochiny opublikował też drugi z najbardziej prestiżowych magazynów medycznych na świecie – amerykański „New England Journal of Medicine”.

Umieszczono w nim bowiem wyniki analizy potencjalnego profilaktycznego efektu przyjmowania tej substancji. Chodziło o sprawdzenie czy takie działania jakie stosuje Trump mają sens.

W eksperymencie wzięło udział 821 ochotników. Każda z tych osób miała kontakt z kimś zakażonym SARS-CoV-2. Wszyscy przed upływem czterech dni od takiego kontaktu otrzymali hydroksychlorochinę albo placebo.

Dwa tygodnie później sprawdzono czy ktoś z nich wykazuje objawy zakażenia koronawirusem. Wśród osób przyjmujących lek było to 12 proc., a wśród zażywających placebo – 14 proc. „NEJM” uznało różnicę za zbyt małą, aby można mówić o skuteczności hydroksychlorochiny.

Ale na prestiżowy magazyn także padł cień. Dzień przed „Lancetem” „NEJM” także wycofał pracę naukową dotyczącą COVID-19. Poświęcona ona była stosowanym w kardiologii lekom (m.in. inhibitorom konwertazy angiotensyny) i ich wypływowi na stan zdrowia osób zakażonych SARS-CoV-2.

Autorzy badania doszli do wniosku, że stosowanie tych leków nie prowadzi do zwiększenia ryzyka zgonu, co sugerowały wcześniejsze mniejsze badania. Kłopot jednak w tym, że trzech spośród pięciu autorów tej pracy to te same osoby, co w przypadku wycofanej pracy w „Lancecie” – dr Mehra, dr Patel oraz dr Desai.

Co więcej, dane do badań dostarczył właśnie dr Desai i jego firma… Surgisphere. W obliczu tej sytuacji WHO ogłosiła, że wznawia swoje badania nad chlorochiną i hydroksychlorochiną.

Szwecja: Główny epidemiolog przyznaje się do błędów w walce z koronawirusem

Gdy niemal wszystkie kraje w Europie zamrażały z powodu pandemii koronawirusa swoje gospodarki, a obywatelom nakazywały pozostać w domach, Szwecja przyjęła odmienny model walki z nową chorobą zakaźną. Teraz autor tej strategii przyznaje się do popełnienia błędu.

Didier Raoult: Radość „Rasputina z Marsylii”

Kompromitacja „Lanceta” ucieszy też zapewne budzącego kontrowersje francuskiego specjalisty chorób zakaźny prof. Didiera Raoulta z Marsylii. Od dawna głosi on wielką skuteczność chlorochiny i zapowiada, że pandemia koronawirusa może dzięki powszechnemu stosowaniu tej substancji wygasnąć w kilka tygodni.

Raoult przedstawiał na dowód wyniki własnych badań, ale wielu naukowców zarzucało mu, że są one naciągnięte pod z góry ustaloną tezę a do tego przeprowadzone niezgodnie z regułami sztuki medycznej. Raoult się tym nie przejmował i przekonywał, że środowisko próbuje zablokować jego przełomowe odkrycia.

Związek Lekarzy Francji groził Raoultowi odebraniem licencji na praktykowanie medycyny, a publicznie krytykował go nawet prezydent Emmanuel Macron. Ale liczba zwolenników Raoulta wciąż rosła. Ostatecznie francuski prezydent udał się do Marsylii, aby spotkać się z kontrowersyjnym lekarzem.

Po kilkugodzinnym spotkaniu Macron uznał, że prof. Raoult „to wielki naukowiec”. Gdy władze w Paryżu zaczęły znosić przeciwepidemiczne obostrzenia, choć sondaże pokazywały, że prawie 3/4 Francuzów wolałoby jeszcze z tym poczekać, wskazywano, że prezydent może być pod wpływem krytykującego lockdown epidemiologa z Marsylii, którego media nazwały już „Rasputinem Macrona” z powodu ekscentrycznego wizerunku Raoulta, który nosi brodę i rozwiane długie włosy.