Rosja: Nagła śmierć lekarza z Omska, który leczył Aleksieja Nawalnego

Jeden z lekarzy, który leczył w Omsku otrutego Nawalnego zmarł nagle we własnym szpitalu (Photo by Bill Oxford on Unsplash)

Jeden z lekarzy, który leczył w Omsku otrutego Nawalnego zmarł nagle we własnym szpitalu (Photo by Bill Oxford on Unsplash)

W Omsku niedaleko granicy Rosji z Kazachstanem zmarł nagle lekarz, który był wicedyrektorem miejscowego szpitala. To do tej placówki trafił w sierpniu w ciężkim stanie Aleksiej Nawalny, którego otruto krótko przed podróżą lotniczą do Moskwy. Pogotowie i lekarze z Omska uratowali mu życie.

 

Aleksieja Nawalnego otruto, gdy przebywał w Tomsku na wschodzie Rosji, gdzie wraz ze współpracownikami zbierał materiały do reportażu śledczego na temat korupcji lokalnych urzędników.

Trucizna miała zadziałać z opóźnieniem, gdy opozycjonista był już na pokładzie samolotu do Moskwy. Fakt, że znajdował się wówczas w powietrzu, co utrudniało udzielenie mu pomocy, miał dać pewność, że neurotoksyna z grupy tzw. nowiczoków Nawalnego zabije.

Ale pilot samolotu podjął natychmiastową decyzję o awaryjnym lądowaniu w Omsku, gdzie na płytę lotniska wezwano karetkę. Jej załoga domyśliła się, że mogło dojść do jakiegoś zatrucia i podała najczęściej stosowaną wówczas substancję – atropinę – która szczęśliwie była na wyposażeniu tego typu ambulansu.

Szybka pomoc uratowała Nawalnemu życie

W opinii niemieckich ekspertów, którzy później leczyli Nawalnego, te dwa zdarzenia – awaryjne lądowanie i szybkie podanie opozycjoniście atropiny, uratowały mu życie. W szpitalu w Omsku podjęto także słuszną decyzję o wprowadzeniu otrutego w stan śpiączki farmakologicznej, co spowolniło działania nowiczoka.

Te przyczyny niepowodzenia operacji zabicia Nawalnego potwierdził później funkcjonariusz Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) w Omsku Konstantin Kudriawcew, rozmowę z którym opozycjonista nagrał i opublikował w internecie. Kudriawcew, przekonany, że rozmawia z jednym ze swoich zwierzchników żalił się, że pilot, ratownicy medyczni i lekarze popsuli pracę agentów FSB.

Dlatego nagła śmierć wicedyrektora szpitala w Omsku, zaledwie 55-letniego Siergieja Maksimyszyna, wydała się wielu Rosjanom podejrzana. Według bliskiego współpracownika Nawalnego – Leonida Wołkowa – Maksymiszyn miał najlepiej opiekować się otrutym opozycjonistą i osobiście podjąć decyzję o wprowadzeniu go w śpiączkę farmakologiczną. To on także jako jedyny udzielał informacji o stanie pacjenta.

Tymczasem główny dyrektor szpitala zajmował się głównie zaprzeczaniem w telewizji temu, że Nawalny został otruty. Rodzina Nawalnego, nie ufając lekarzom z Omska (z wyjątkiem Maksymiszyna), długo walczyła o przewiezienie opozycjonisty na leczenie za granicę.

Ostatecznie, choć kierownictwo szpitala w Omsku mnożyło trudności, Nawalny trafił do Niemiec, do renomowanej berlińskiej kliniki Charité. To dopiero tam potwierdzono, że otruto go nowiczokiem.

Brak oficjalnej przyczyny zgonu lekarza

Maksymiszyn podczas pełnienia wczoraj (4 lutego) dyżuru w swoim szpitalu, poczuł się nagle bardzo źle. Z mocno podwyższonym ciśnieniem stał się pacjentem własnego oddziału. Niestety krótko potem zmarł w wyniku rozległego zawału serca. Nic nie wiadomo było o jego wcześniejszych kłopotach kardiologicznych.

Nie podano żadnej oficjalnej przyczyny śmierci Maksymiszyna, ale rzeczniczka wydziału zdrowia omskiej administracji Galina Nazarowa stwierdziła, że lekarz stracił w tym roku oboje rodziców i bardzo to przeżywał. „Być może to te emocje doprowadziły go do zawału” – spekulowała.

Rosyjska opozycja natomiast nie wyklucza, że śmierć Maksymiszyna może mieć związek z zamachem na Nawalnego. „On wiedział więcej, niż ktokolwiek inny o stanie Aleksieja, dlatego nie mogę wykluczyć, że nie zmarł własną śmiercią. Jednak system ochrony zdrowia w Rosji jest niezadowalający, dlatego lekarze w jego wieku mogą przedwcześnie umierać” – podkreślił Wołkow.