Przeciwnicy obostrzeń wskazywali ten kraj jako przykład. Teraz Szwecja wprowadza jednak restrykcje

Restauracje w Sztokholmie, mimo pandemii, do niedawna funkcjonowały bez jakichkolwiek ograniczeń (Photo by Claude Gabriel on Unsplash)

Restauracje w Sztokholmie, mimo pandemii, do niedawna funkcjonowały bez jakichkolwiek ograniczeń (Photo by Claude Gabriel on Unsplash)

Szwedzki plan osiągnięcia stadnej odporności na koronawirusa SARS-CoV-2 nie wypalił. Epidemia miała się tam skończyć po pierwszej fali, ale kraj właśnie doświadcza trzeciej. Rząd w Sztokholmie wprowadził więc szersze przeciwepidemiczne restrykcje i zapowiada, że w razie potrzeby sięgnie nawet po całkowity lockdown.

 

 

Szwecja w walczącej z pandemią COVID-19 Unii Europejskiej długo była wyjątkiem. Władze postanowiły bowiem nie zamykać społeczeństwa w domach i nie zamrażać gospodarki, co skutkuje poważnym uderzeniem w wiele branż i głębokim kryzysem gospodarczym.

Szwedzka droga walki z koronawirusem

Szwedzcy decydenci jak mantrę powtarzali słowa: „odporność stadna” i przekonywali, że stawiają na strategię izolowania jedynie osób starszych lub poważnie chorych. Młodzi mieli infekcję koronawirusem po prostu przechorować.

Dlatego w Szwecji nie było niemal żadnych zakazów, a jedynie zalecenia. Kto chciał mógł dalej chodzić do swojego biura, ulubionej restauracji, kina czy na koncert. Ograniczono jedynie organizację największych zgromadzeń, ale gdy imprezy sportowe odwoływano w niemal całej Europie – szwedzka liga piłkarska grała normalnie.

Ponadto normalnie funkcjonują tam od początku pandemii szkoły czy przedszkola i nigdy nie wprowadzono obowiązku zakrywania ust i nosa. Nie zamykano również granic ani nie odwoływano połączeń lotniczych, a przyjezdnych ze świata nie zamykano w 14-dniowej kwarantannie.

Wszystko to pomimo tego, że zakażona koronawirusem szwedzka tzw. pacjentka zero przyleciała z chińskiego Wuhan do Sztokholmu już 24 stycznia 2020 r. Szwedzkie władze tłumaczyły, że nie bagatelizują zagrożenia, ale wolą postawić na apele i prośby, zamiast na rozwiązania legislacyjne przewidujące dotkliwe kary za łamanie jakichś pandemicznych reguł.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Szwedzka sytuacja inna niż w wielu miejscach Europy

Przeciwnicy obostrzeń w innych państwach członkowskich szybko podchwycili ten pomysł i pokazywali na Szwecję jako kraj, w którym „władze nie oszalały i nie działają w panice”. Rzadko zwracano przy tym jednak uwagę na specyficzność szwedzkiego społeczeństwa.

Szwedów cechuje bowiem jeden z najwyższych w UE wskaźników zaufania do władz (nawet jeśli reprezentują inną opcję polityczną niż ta związana z poglądami ankietowanego). Jeszcze przed wybuchem pandemii takie zaufanie deklarowało 57 proc. ankietowanych, po wybuchu pandemii to zaufanie wzrosło nawet o kolejne 2 p.p. Stąd założenie, że apele w Szwecji wystarczą.

Po drugie – dystansowanie społeczne jest naturalną cechą Szwedów. Przeciętny mieszkaniec Szwecji, zwłaszcza w wielkich miastach, nie utrzymuje wielu bliskich relacji, a w kraju jest coraz więcej jednoosobowych lub maksymalnie dwuosobowych gospodarstw domowych. Wielopokoleniowych rodzin żyjących ze sobą pod jednym dachem jest o wiele mniej niż na południu Europy.

Po trzecie zaś praca zdalna była dla wielu Szwedów codziennością długo prze wybuchem pandemii. Szwedzka gospodarka oparta jest bardziej niż wiele innych w Europie o nowe technologie i kreatywne zawody.

Ale trzeba przyznać, że jest jeszcze jedna różnica, która wynika z konstrukcji szwedzkiego prawa oraz… zapisów w konstytucji. Zakazuje ona bowiem ustanawiania godziny policyjnej czy innych ograniczeń w swobodnym przemieszczaniu się.

Szwecja: Bary otwarte, czyli inny sposób walki z koronawirusem

Szwecja wciąż utrzymuje otwarte lokale gastronomiczne i dopuszcza kilkudziesięcioosobowe zgromadzenia.

Konstytucja nie zezwala na lockdown

Prawna definicja kwarantanny jasno określa w Szwecji, że można nią objąć tylko konkretne osoby lub dane pomieszczenie czy budynek. Nie można jej rozciągnąć na miasto, region czy cały kraj. Rząd nie może nawet o łagodniejszych obostrzeniach decydować samotnie.

Za walkę z epidemiami nie odpowiada bowiem Ministerstwo Zdrowia, ale Urząd Zdrowia Publicznego, który jest ciałem w pełni niezależnym od polityków i złożonym z naukowców, ekspertów i lekarzy. Rządowa decyzja o każdym obostrzeniu musi być poparta konkretnymi naukowymi przesłankami.

A danych o koronawirusie i jego działaniu rok temu jeszcze nie było. Naukowcy na całym świecie posługiwali się więc głównie hipotezami. A szwedzcy epidemiolodzy postawili odmienną hipotezę niż eksperci z innych państw UE – postawili od razu na uzyskanie „odporności stadnej”.

Rząd przyznaje się do epidemiologicznego eksperymentu

Rząd Szwecji nigdy nie przyznał, że postanowił przeprowadzić na swoim społeczeństwie eksperyment i wystawić młode pokolenia na zakażenie, aby dwudziesto-, trzydziesto- czy czterdziestolatkowie COVID-19 po prostu przechorowali, uzyskali odporność i przestali patogen przenosić.

Ale w ten właśnie sposób argumentował brak obostrzeń główny epidemiolog kraju – prof. Anders Tegnell. Przekonywał przy tym, że inne kraje unijne robią błąd, bo zamykając wszystkich obywateli w domach tylko opóźniają nieuniknione.

Według Tegnella COVID-19 „muszą przechorować silniejsi, a wtedy wytworzy się odporność stadna, która ochroni słabszych”. Szwedzki ekspert, którego rad słuchał rząd w Sztokholmie, obiecywał Szwedom jedną falę zakażeń, a potem rozwiązanie problemu. I szybko się okazało, że się pomylił.

Szwedzi bowiem chorowali i umierali dalej. Przeciwnicy obostrzeń wskazywali wówczas na to, że nie były to odsetki dużo większe niż w krajach, gdzie zamrożono gospodarki, choć efekty lockdownów są zwykle widoczne w statystykach dopiero po kilku tygodniach.

Ale tu znów swoją rolę odegrać mogła specyfika szwedzkiego społeczeństwa, które jest jednym z najzdrowszych w Europie. W Szwecji jest mniej osób otyłych czy cierpiących na nadciśnienie niż np. w Europie Środkowo-Wschodniej czy Zachodniej. A te czynniki – zwane potocznie „chorobami współistniejącymi” – bardzo zwiększają ryzyko ciężkiego stanu czy zgonu z powodu COVID-19.

Do tego szwedzka służba zdrowia uchodzi za jedną z najlepszych nie tylko w Europie, ale w ogóle na świecie. W rankingu Global Health Security Index Szwecja uplasowała się w 2019 r. na siódmym miejscu. Do tego chodzi w szwedzkim przypadku o dostępną dla niemal wszystkich mieszkańców publiczną służbę zdrowia.

Szwecja: Gorzkie święto narodowe z powodu koronawirusa

W Święto Narodowe Szwecji wielu mieszkańców kraju wywiesiło flagi narodowe, ale natychmiast opuściło je do połowy masztu. To nie tylko wspomnienie ofiar pandemii koronawirusa, ale również wyraz sprzeciwu wobec rządu.

Błędy szwedzkiego rządu

Po roku od dotarcia pandemii do Europy władze Szwecji oficjalnie już przyznały, że strategia oparta o rezygnację z większości obostrzeń zawiodła. Choć prof. Tegnell obiecywał tylko jedną falę zakażeń, kraj boryka się od połowy lutego z już trzecią. A od końca drugiej minął tylko nieco ponad miesiąc.

Ponadto, jak wykazali w opublikowanej na łamach „Journal of the Royal Society of Medicine” analizie naukowcy brytyjscy, odsetek zachorowań (a przede wszystkim zgonów) w przeliczeniu na liczbę mieszkańców mocno odbiegał od wyników z sąsiednich krajów skandynawskich – Danii, Norwegii i Finlandii, gdzie umierało kilkakrotnie mniej ludzi. I choć Szwecja swoje granice trzymała otwarte, sąsiedzi zaczynali swoje zamykać przed Szwedami.

W połowie ubiegłego roku zdanie zaczął zmieniać nawet sam prof. Tegnell, który przyznał w wywiadzie dla szwedzkiego radia publicznego, że „aby zwalczyć epidemię koronawirusa, już od początku powinniśmy byli jednak podjąć więcej działań”.

Co prawda epidemiolog dalej bronił braku szerokich obostrzeń, ale stwierdził też: „Gdybyśmy dziś wiedzieli o tym patogenie to, co wiemy teraz, sądzę, że znaleźlibyśmy się w połowie drogi między tym, co zrobiła Szwecja a reszta świata. Wciąż istnieje wyraźny potencjał do poprawy tego, co już zrobiliśmy”.

Tymczasem coraz więcej Szwedów zaczęło tracić wcześniejsze zaufanie do rządu, na co wpływ miało nie tylko porównywanie statystyk epidemicznych z ich kraju z duńskimi, norweskimi czy fińskimi, ale także to, że w wakacje niektóre kraje Europy Południowej (np. Cypr czy Grecja) wpuszczały do siebie turystów z Danii czy Norwegii, ale nie ze Szwecji.

Zaufanie do rządu już w połowie ubiegłego roku spadło w Szwecji do 48 proc., a dziś jest jeszcze niższe i oscyluje wokół 35 proc., choć nie odbija się to jeszcze na poparciu dla rządu złożonego z socjaldemokratów i Zielonych, który nawet w ubiegłym roku trochę w sondażach zyskał.

Szwecja: Główny epidemiolog przyznaje się do błędów w walce z koronawirusem

Gdy niemal wszystkie kraje w Europie zamrażały z powodu pandemii koronawirusa swoje gospodarki, a obywatelom nakazywały pozostać w domach, Szwecja przyjęła odmienny model walki z nową chorobą zakaźną. Teraz autor tej strategii przyznaje się do popełnienia błędu.

Gorzkie święto narodowe i królewska krytyka rządu

Przypadające na 6 czerwca podwójne szwedzkie święto narodowe – Dzień Flagi i Dzień Gustawa I Wazy – okazało się jednak w ubiegłym roku wyjątkowo gorzkie. W wielu miejscach na znak żałoby po zmarłych w wyniku pandemii opuszczono narodowe flagi do połowy masztu. Ale jeszcze wtedy Szwecja ze swojego podejścia do walki z koronawirusem się nie wycofała.

Zmiany przyszły dopiero jesienią, gdy druga fala pandemii okazała się jeszcze tragiczniejsza od pierwszej. Władze w Sztokholmie zaczęły wprowadzać pierwsze poważniejsze zakazy, choć polegały one głównie na ograniczeniu zgromadzeń większych niż 50-osobowe. Premier Stefan Löfven (jako dopiero trzeci szef rządu w historii Szwecji) wystąpił zaś w orędziu do narodu i apelował o ostrożność.

W grudniu głos zabrał nawet król Karol XVI Gustaw, co jest wyjątkowe, bo szwedzki monarcha właściwie nigdy nie zabiera głosu w sprawach politycznych. Tym razem jednak skrytykował rząd.

„Uważam, że zawiedliśmy. Mamy wielu zmarłych i to jest straszne. To jest coś, z czego powodu wszyscy cierpimy. Szwedzkie społeczeństwo ogromnie ucierpiało w trudnych warunkach” – powiedział król.

Coraz bardziej krytyczna wobec rządowej strategii była także telewizja publiczna. Z kolei specjalna parlamentarna komisja wytknęła rządowi zaniedbania, szczególnie w ochronie osób starszych i zabezpieczeniu domów opieki.

W internecie w Szwecji zaczęły się też pojawiać memy z prof. Tegnellem, które tłumaczyły fascynację władz jego pomysłami na walkę z koronawirusem… drugim syndromem sztokholmskim.

"Koronawirus nie zniknie" – Anders Tegnell i kontrowersyjny szwedzki model walki z pandemią

Czy można poradzić sobie z koronawirusem bez lockdownu? Anders Tegnell wierzy, że tak.

A jednak obostrzenia

Wraz z początkiem 2021 r. władze Szwecji zaczęły wprowadzać coraz więcej obostrzeń. Choć wcześniej zgadzały się z opiniami prof. Tegnella, że „zamykanie granic jest niedorzeczne”, to jednak zamknęły granice z Danią (chodzi o most nad cieśniną Sund) i Norwegią. Od grudnia nie wpuszczani są także przybysze z Wielkiej Brytanii, gdzie rozprzestrzeniła się bardziej zakaźna odmiana koronawirusa.

Ale infekcji znów przybywa, a wraz z początkiem marca liczby nowych zakażeń i zgonów po raz trzeci w Szwecji wystrzeliły mocno do góry. Przyczyną jest brytyjski szczep koronawirusa, który odpowiada już za ponad połowę infekcji w Szwecji.

Dlatego rząd sięgnął po kolejne obostrzenia. Nie wolno już organizować zgromadzeń większych niż ośmioosobowe, wprowadzono także limit osób mogących być w jednej chwili w sklepie, skrócono godziny otwarcia restauracji i zakazano sprzedaży alkoholu wieczorami.

Przyjęto w tym celu specjalną ustawę pandemiczną, o którą od miesięcy apelowała opozycja. Na jej mocy będzie można nawet zamknąć w razie potrzeby sklepy i restauracje, ale na razie po ten krok nie sięgnięto. Nakazano też noszenie maseczek w komunikacji publicznej w godzinach szczytu, a w niektórych regionach także w innych miejscach publicznych i przez całą dobę.

EMA: Szczepionka koncernu AstraZeneca jest bezpieczna

Aż 20 państw członkowskich zawiesiło podawanie chętnym preparatów.

Koronawirus nawet na dworze królewskim

Ale chorych nadal szybko przybywa, a koronawirus pojawił się nawet na dworze królewskim. Zakażeni są od tygodnia następczyni tronu księżniczka Wiktoria oraz jej mąż książę Daniel. Symboliczne stało się to, że o ich zachorowaniu poinformowano w dniu, w którym wieczorem odbywało się nabożeństwo ku czci ofiar pandemii, które zorganizowano w pierwszą rocznicę pierwszego w Szwecji zgonu z powodu COVID-19.

W nabożeństwie wzięli udział król Karol XVI Gustaw oraz jego małżonka królowa Sylwia i inni członkowie rodziny królewskiej, a biuro prasowe dworu przekazało, że nikt inny w rodzinie królewskiej nie choruje.

Księżniczka Wiktoria i książę Daniel, którzy w sztokholmskiej katedrze się już nie pojawili, mają się zaś czuć dobrze i przechodzić infekcję łagodnie. „Oboje mają tylko łagodne grypopodobne objawy” – przekazała mediom rzeczniczka dworu królewskiego Margareta Thorgren. Książęca para wraz z dziećmi przebywa w odosobnieniu w Pałacu Haga pod Sztokholmem.

Tymczasem w obliczu sytuacji prof. Tegnell po raz kolejny ostudził swój optymizm. W przygotowanych przez kierowany przez niego urząd trzech scenariuszach rozwoju epidemii znalazł się nawet taki, którzy przewiduje dwukrotnie więcej zakażeń niż podczas szczytu drugiej fali epidemii, którzy przypadł na grudzień.

To oznaczałoby nawet 25 tys. nowych zakażeń dziennie. Tymczasem Szwecja to kraj, w którym mieszka prawie czterokrotnie mniej osób niż w Polsce.