Pompeo w Danii: USA zwiększą aktywność w Arktyce

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo i premier Danii Mette Frederiksen, źródło: Facebook/Mette Frederiksen/@mettefrederiksen.dk

Sekretarz stanu USA Mike Pompeo i premier Danii Mette Frederiksen, źródło: Facebook/Mette Frederiksen/@mettefrederiksen.dk

Podczas wizyty w Kopenhadze amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo oświadczył, że Stany Zjednoczone będą bardziej aktywne w rejonie Arktyki. W ten sposób chcą zrównoważyć rosnącą obecność w tym rejonie Rosji i Chin.

 

Do duńskiej stolicy Mike Pompeo udał się prosto z Londynu, gdzie omawiał wraz z brytyjskim rządem przede wszystkim sytuację wokół Hongkongu i relacje z Chinami. W czasie gdy relacje amerykańsko-chińskie stają się coraz bardziej napięte, dochodzi też do zaostrzenia stosunków brytyjsko-chińskich po tym jak Pekin narzucił Hongkongowi ustawę o bezpieczeństwie publicznym, która de facto ogranicza mocno autonomię tej byłej brytyjskiej kolonii gwarantowaną brytyjsko-chińskim porozumieniem z 1986 r.

Podczas bardzo krótkiej (w porównaniu z tą w Wielkiej Brytanii) wizytą Pompeo w Danii, także była mowa o Chinach. Ale tym razem w kontekście Arktyki, czyli rejonu, który w ostatnich latach coraz mocniej zyskuje na znaczeniu.

Amerykański sekretarz stanu po spotkaniu z duńską premier Mette Frederiksen oświadczył, że USA zwiększą swoją aktywność w Arktyce. Ma to przeciwważyć nie tylko tradycyjną obecność w tej części świata Rosji, ale również Chin, które co prawda (w odróżnieniu od Danii, USA czy Rosji) nie są tzw. państwem arktycznym, a więc nie posiadają swojego terytorium za kołem podbiegunowym, ale sukcesywnie zwiększają swoją polityczną i gospodarczą obecność w tych okolicach.

Trump chce kupić Grenlandię? Dania mówi: „Nie”

Amerykańskie media poinformowały, że prezydent USA sondował możliwość zakupienia od Danii Grenlandii. Leżąca już w obszarze Arktyki największa wyspa świata podlega władzom w Kopenhadze, choć cieszy się bardzo dużą autonomią. Budzi też coraz większe zainteresowanie, ponieważ znajdują się tam cenne …

Naprawianie relacji duńsko-amerykańskich

Pompeo przede wszystkim wyrażał w Kopenhadze zadowolenie z ponownego otwarcia w ubiegłym roku (po 10 latach przerwy) amerykańskiego konsulatu w Nuuk, czyli stolicy Grenlandii – autonomicznej w sprawach wewnętrznych wyspy, ale w polityce zagranicznej czy obronnej zależnej od Danii.

To także swego rodzaju załagodzenie dyplomatycznej wpadki prezydenta Donalda Trumpa, który w sierpniu ubiegłego roku stwierdził z charakterystyczną dla siebie nonszalancją, ze USA chciałyby odkupić Grenlandię. Zainteresowanie wyspą rośnie, ponieważ znajdują się tam cenne złoża m.in. gazu ziemnego i ropy naftowej oraz najprawdopodobniej także rzadkich minerałów niezbędnych do produkcji zaawansowanych urządzeń elektronicznych, a ocieplanie się klimatu ułatwi ich wydobycie.

Duńskie MSZ odpowiedziało wówczas, że Grenlandia nie jest na sprzedaż, choć Kopenhaga jest otwarta na międzynarodową współpracę biznesową na wyspie. Opozycyjni politycy wypowiadali się zaś ostrzej, nazywając słowa Trumpa „szaleństwem” czy „żartem”.

Z drugiej strony, pomysł Trumpa nie był zupełnie nowy. Podobne plany snuł – tylko, że bardziej dyplomatycznie – prezydent Harry Truman w 1946 r. Zaoferował on nawet za zakup wyspy kwotę 100 mln dolarów, ale ówczesne władze Danii ofertę odrzuciły. Po raz pierwszy Amerykanie próbowali zaś kupić Grenlandię w 1867 r., za prezydentury Abrahama Lincolna. W pakiecie chcieli nabyć również Islandię, która wówczas nie była jeszcze niepodległa.

Zamiast Grenlandii i Islandii USA kupiły w końcu w II połowie XIX w. Alaskę, która wcześniej była pod panowaniem rosyjskim. Kwota tamtej transakcji opiewała na 7,2 mln ówczesnych dolarów.

Co więcej, USA kupowały już terytoria od Danii. W 1917 r. za 25 mln dolarów kupiły wyspy nazywane Duńskimi Indiami Zachodnimi. Dziś znane są one jako Amerykańskie Wyspy Dziewicze i formalnie są terytorium zależnym USA. Na Grenlandii (w Thule) znajduje się też amerykańska baza lotnicza, gdzie stacjonują samoloty mogące przenosić broń jądrową.

Zatem sprawa nie była całkowicie szalona, ale po formie w jakiej Trump wyraził swoje plany, których – jak wiele na to wskazuje – nigdy oficjalnie nie konsultował przed ujawnieniem z władzami Danii, pozostał we wzajemnych relacjach spory niesmak.

To właśnie po tamtym zgrzycie duńska Wojskowa Służba Wywiadowcza (FE) oceniła w swoim cyklicznym raporcie, że potencjalna rywalizacja mocarstw o Arktykę (także w formie konfliktów zbrojnych) to obecnie największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Danii. Po razy pierwszy sytuacja w Arktyce wyprzedziła w tym raporcie zagrożenie terroryzmem.

Okręty NATO na Morzu Barentsa. Pierwszy raz od czasów zimnej wojny

Cztery amerykańskie i jeden brytyjski okręty wojenne prowadzą ćwiczenia na Morzu Barentsa. Jednostek bojowych US Navy nie było w tym położonym blisko Rosji rejonie od czasów zimnej wojny. Arktyka jest polem coraz szerszej konfrontacji mocarstw.

Rosja i Chiny coraz aktywniejsze w Arktyce

Stany Zjednoczone obawiają się z kolei rosnącej obecności w Arktyce Rosji i Chin. Moskwa odbudowuje swoje siły arktyczne (oficjalnie przywrócono nawet taki rodzaj wojsk), remontuje stare sowieckie bazy w tym regionie i instaluje baterie rakiet. Amerykańska baza w Thule jest już prawdopodobnie w ich zasięgu.

Z kolei Chiny stawiają na biznesowe inwestycje na Grenlandii, budują tam m.in. drogi i inną infrastrukturę, a w zamian lokalne władze w Nuuk zezwalają na badania geologiczne. Waszyngton ocenia jednak, że pod pretekstem odwiertów badawczych Pekin może próbować realizować na Grenlandii projekty wojskowe, zaś opieranie grenlandzkiej infrastruktury na chińskich technologiach może ją uzależnić od Chińczyków.

Dlatego USA od pewnego czasu pokazują w rejonie Arktyki także swoją siłę. W maju na arktycznym Morzu Barentsa, które leży między Rosją a Norwegią, po raz pierwszy od czasu zakończenia zimnej wojny pojawiły się cztery amerykańskie okręty bojowe, które w towarzystwie jednej jednostki brytyjskiej prowadziły manewry w ramach NATO.

Moskwa, która rości sobie prawo do większości obszaru Morza Barentsa i przez ostatnich 30 lat królowała wojskowo (także za sprawą swoich okrętów podwodnych) na tym obszarze, nie była z tych manewrów zadowolona. Zwłaszcza, że oficjalnie prowadzono je pod hasłem „obrony wolności nawigacji morskiej”.

Ponieważ rozmarzają nie tylko pokłady lodu na lądzie, ale także na morzu, żegluga przez Arktykę (np. tzw. Przejścia Północno-Wschodnie i Północno-Zachodnie) może bardzo skrócić i przyspieszyć transport z Azji do Europy i Ameryki Północnej. Ale tu Rosja chciałby samodzielnie kontrolować większość wschodniego szlaku, który biegnie wzdłuż jej północnych wybrzeży.

Amerykanie, w ostatnich dwóch dekadach mniej aktywni w rejonie arktycznym, w ostatnich latach zaczęli więc nadrabiać zaległości.