Początki pandemii COVID-19 wciąż nieznane. „WSJ” pisze o tajemniczych hospitalizacjach wirusologów z Chin

Mnożą się wątpliwości co do laboratorium wirusologicznego w Wuhan, żródło: Wikipedia/fot. Dean Calma/IAEA (CC BY 2.0)

Mnożą się wątpliwości co do laboratorium wirusologicznego w Wuhan, żródło: Wikipedia/fot. Dean Calma/IAEA (CC BY 2.0)

Amerykański dziennik „Wall Street Journal” dotarł do niepublikowanego dotąd raportu wywiadu USA, w którym napisano, że na kilka tygodni przed wybuchem pandemii COVID-19 trzech naukowców z Instytutu Wirusologicznego w Wuhan trafiło do szpitala z objawami „nieznanej choroby”.

 

Od wybuchu pandemii COVID-19 minęło już ponad 1,5 roku. Świat dowiedział się o niej w grudniu, gdy alarmować zaczęli lekarze z Wuhan. Zgłaszali się bowiem do nich pacjenci z ciężkim zapaleniem płuc, które według medyków było wywoływane przez nieznanego dotąd medycynie wirusa.

Lokalni urzędnicy starali się jednak z początku wyciszyć te apele, a lekarza okulistę Li Wenlianga straszono nawet konsekwencjami „rozsiewania plotek i fake newsów”. Co prawda potem lekarzy ze szpitali w Wuhan zrehabilitowały władze centralne, ale przez wiele tygodni leczyli oni pacjentów nie mają do dyspozycji ochronnego sprzętu i część z nich – w tym doktor Li Wenliang – zmarła.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Koronawirus pochodzi od zwierząt

Najstarsze potwierdzono przypadki zakażeń koronawirusem pochodzą z początku grudnia i wiążą się z targowiskiem ryb, owoców morza i żywych zwierząt Huanan (tzw. mokrym targiem) w Wuhan.

Ale hongkoński dziennik „South China Morning Post” dotarł w ubiegłym roku do dokumentów sugerujących, że pierwsze zachorowania mogły mieć miejsce już w połowie listopada. Chore osoby miały nie mieć związku z targiem Huanan, co wywołało przypuszczenia, że bazar mógł nie być źródłem koronawirusa, ale po prostu pierwszym dużym ogniskiem infekcji.

SARS-CoV-2 to wirus odzwierzęcy, który – jak wiele koronawirusów – może pochodzić od nietoperzy. Dużo wskazuje na to, że na człowieka mógł się przenieść przez tzw. nosiciela pośredniego czyli inne zwierzę, które było ogniwem pomiędzy nietoperzem a człowiekiem.

Nosiciela pośredniego jednak dotąd nie ustalono, a podejrzane były już m.in. węże, łuskowce albo cywety. Wiadomo też, że SARS-CoV-2 mogą się zakażać także koty oraz norki. Tyle, że same okoliczność zakażenia się pierwszych ludzi pozostają niejasne.

Przyczyny wybuchu pandemii COVID-19 miała zbadać wysłana w styczniu do Chin ekspercka misja Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która odwiedziła m.in. targ Huanan, miejskie szpitale oraz Instytut Wirusologii w Wuhan.

Chiny: Misja WHO za najbardziej prawdopodobne uważa, że koronawirus przeskoczył na człowiek ze zwierzęcia-nosiciela pośredniego

Za mniej prawdopodobne hipotezy uznano bezpośrednie zakażenie od nietoperzy, zakażenie poprzez mrożone produkty i wyciek z laboratorium.

Hipotezy badaczy z WHO

Od początku nie spodziewano się, że międzynarodowy zespół ustali prawdę. Badacze sformowali natomiast cztery hipotezy i uszeregowali je od najbardziej ich zdaniem prawdopodobnej do najmniej prawdopodobnej.

Ocenili, że najwięcej dowodów świadczy o przeskoczeniu patogenu ze zwierzęcia na człowieka w sposób naturalny. Ich zdaniem więcej wskazuje na udział nosiciela pośredniego niż na bezpośrednie zakażenie się od nietoperzy.

Za mało prawdopodobną uznano tzw. hipotezę mrożonkową, która mocno promują władze Chin. Według niej koronawirus miał przybyć do Państwa Środka na zamrożonej żywności – surowym mięsie bądź rybach z jakiegoś kraju trzeciego. To zdejmowałoby z Pekinu odpowiedzialność za zbyt wolną reakcję na wybuch epidemii w Wuhan w grudniu 2019 r.

Czwartą wymienioną w raporcie hipotezą jest natomiast wyciek wirusa z laboratorium Wuhańskiego Instytutu Wirusologii. Posiada ono tzw. czwarty stopień zabezpieczeń, co pozwala na trzymanie w nim i badanie nawet najgroźniejszych zarazków.

Ale eksperci WHO uznali, że „brak dowodów” na to, aby doszło tam jakiegoś wypadku lub nieprawidłowości, a poziom zabezpieczeń i przestrzegania procedur określili jako „prawidłowy”.

Szef WHO: Trzeba śledztwa ws. laboratorium wirusologicznego w Wuhan, ale koronawirus pochodzi najpewniej od zwierząt

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oficjalnie przedstawiła wnioski z raportu specjalnej misji eksperckiej, która na przełomie stycznia i lutego badała w mieście Wuhan w Chinach potencjalne przyczyny wybuchu pandemii COVID-19.

 

Międzynarodowy zespół ekspertów powołany przez WHO prowadził swoje działania w Wuhan między …

USA mówiły o wycieku z laboratorium

Hipotezę o wycieku koronawirusa z laboratorium w Wuhan mocno promowała jednak poprzednia amerykańska administracja, a były już sekretarz stanu Mike Pompeo wprost oskarżał Pekin o ukrywanie prawdy. Z kolei Donald Trump przekonywał jeszcze jako prezydent USA, że amerykański wywiad ma dowody na to, że SARS-CoV-2 nie zakaził pierwszych ludzi w sposób naturalny.

Jednak owego raportu nigdy nie opublikowano. Pokazano go jednak wywiadom Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii, które razem z wywiadem USA utrzymują tzw. Sojusz Pięciorga Oczu, który polega m.in. właśnie na dzieleniu się informacjami.

Nie pojawiło się dotąd wiele komentarzy na jego temat, ale australijski premier Scott Morrison, który miał się z nim zapoznać, powiedział, że nie było w nim żadnych przekonujących informacji, a głównie spekulacje, a także wprost wyrażał swoje rozczarowanie dokumentami przekazanymi przez USA.

Australia bowiem od dawna domaga się międzynarodowego śledztwa ws. wybuchu pandemii, a także oficjalnie podważa tłumaczenia Chin ws. koronawirusa. Pekin ukarał za to Canberrę wprowadzaniem blokad dla importu australijskich produktów czy oskarżaniem australijskich żołnierzy o popełnianie zbrodni wojennych w Afganistanie.

WHO apeluje do Europejczyków: "Należy przemyśleć zagraniczne podróże albo w ogóle ich unikać"

„Wzmożona mobilność może doprowadzić do większej transmisji wirusa” , ostrzega WHO.

Coraz więcej wątpliwości co do początków pandemii

Ale wątpliwości co do laboratorium w Wuhan wcale nie zniknęły. Co więcej, pojawiają się kolejne głosy, które domagają się solidniejszego zbadania tej hipotezy. Na łamach prestiżowego magazynu „Science” ukazał się nawet apel grupy badaczy z USA, Wielkiej Brytanii, Kanady i Szwajcarii, którzy przekonuję, że hipotezy o naturalnym przeskoku patogenu ze zwierzęcia na człowieka oraz o wycieku z laboratorium są równie prawdopodobne.

Podobne stanowisko zaprezentowała też grupa naukowców francuskich, a także wiele autorytetów w dziedzinie wirusologii. Mało kto oczywiście przesądza, że wirus „uciekł” z laboratorium, ale też coraz mniej ekspertów to wyklucza.

Zwracano bowiem uwagę nie tylko na kluczenie Pekinu w tej sprawie, ale także na to, że eksperckiej misji WHO chińscy gospodarze nie spuszczali z oka, a także nie pozwolili im na rozmowy z pierwszymi zakażonymi koronawirusem ludźmi, a jedynie z grupą lekarzy i ekspertów wskazanych przez władze Chin.

Co prawda członkowie misji WHO mówili, że mogli bez ograniczeń pytać o co chcieli, a nikt się od odpowiedzi nie uchylał, ale odmówiono im jednak zapoznania się z nieprzetworzonymi danymi (tzw. danymi surowymi) na temat pierwszych zakażeń koronawirusem, a jedynie z późniejszymi chińskimi raportami.

15 państw, w tym USA już pod wodzą Joe Bidena, ostro skrytykowało raport WHO, wskazując, że międzynarodowa misja udała się do Wuhan za późno, a także za bardzo dała sobie przez stroną chińską narzucić tryb prowadzonych prac i wywiadów. Domagano się także wysłania kolejnych misji badawczych, a także przyznania im szerszego mandatu do działania.

Pod koniec marca dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus stwierdził w końcu, że także opowiada się za dalszymi badaniami oraz wysłaniem kolejnej międzynarodowej misji do Wuhan. Przyznał także, że wątek potencjalnego wycieku koronawirusa z laboratorium musi być poddany wnikliwszej analizie, ale podkreślił, że wciąż hipoteza o naturalnym przeskoku wirusa jest najbardziej prawdopodobna.

Raport WHO: Pandemii COVID-19 można było uniknąć

W dokumencie zwrócono uwagę, że w wielu miejscach na świecie lekceważono zagrożenie aż do chwili, gdy sytuacja zrobiła się już bardzo poważna.

„WSJ” pisze o chorych chińskich wirusologach

Teraz jednak paliwa zwolennikom hipotezy o wycieku z laboratorium dodał amerykański dziennik „Wall Street Journal”, który dotarł do nieopublikowanego wciąż raportu amerykańskiego wywiadu w tej sprawie.

Gazeta napisała, że amerykański wywiad ustalił, że w listopadzie 2019 r., na kilka tygodni przed wystąpieniem pierwszego ogniska epidemicznego w Wuhan, troje badaczy z miejscowego laboratorium wirusologicznego trafiło do szpitala z objawami „tajemniczej choroby zakaźnej”.

Nie jest przesądzone jaka była to choroba, ale jej objawy przypominały COVID-19, choć mogła być to także zwykła grypa. Jedna trójka badaczy miała się w wuhańskim instytucie zajmować właśnie analizą zwierzęcych koronawirusów. Dokumenty, które widzieli dziennikarze „WSJ” zawierają szczegóły opis ich przypadków.

Na razie biuro prasowe Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA odmówiło skomentowania artykułu. Ale cytowana w artykule rzeczniczka prasowa przypomniała, że Waszyngton opowiada się za dokładnym zbadaniem wszystkich hipotez co do początku pandemii.

„Nie zamierzamy wydawać oświadczeń, które przesądzają o trwających badaniach WHO nad źródłem SARS-CoV-2, ale jasno stwierdziliśmy, że solidne i technicznie wiarygodne teorie powinny być dokładnie ocenione przez międzynarodowych ekspertów” – powiedziała w rozmowie z „WSJ”.

WHO: Co najmniej 115 tysięcy pracowników służby zdrowia na świecie zmarło z powodu COVID-19

Szef WHO wzywa do sprawiedliwszej dystrybucji szczepionek, a europejscy przywódcy zaapelowali o przyjęcie „traktatu pandemicznego”.

Wcześniejsze rewelacje bez potwierdzenia

To na razie najpoważniejsze poszlaki – o ile się potwierdzą – mówiące o tym, że w laboratorium w Wuhan mogło dojść do nieprawidłowości. Inne to publikowane w ubiegłym roku opowieści byłego pracownika tej instytucji, ale nie badacza, tylko specjalisty od zabezpieczania danych komputerowych.

Stwierdził on, że w instytucie w Wuhan dochodziło w przeszłości do różnych drobnych potknięć, które były tuszowane, a często owym tuszowaniem zajmowali się sami pracownicy, którzy popełnili dany błąd, bo bardziej niż zaszkodzenia swojemu zdrowi bali się gniewu swoich przełożonych.

Tamte rewelacje nie zostały nigdy potwierdzone, a część dziennikarzy kwestionowała nawet to czy cytowany mężczyzna z racji zajmowanego stanowiska w ogóle mógł mieć wiedzę o funkcjonowaniu specjalistycznego laboratorium.