Nowa Zelandia: Rząd łagodzi restrykcje, bo uznaje, że koronawirusa nie uda się wyeliminować

Auckland w Nowej Zelandii kilkakrotnie odczuwało korona wirusowy lockdown (Photo by Thant Zin Oo on Unsplash)

Auckland w Nowej Zelandii kilkakrotnie odczuwało korona wirusowy lockdown (Photo by Thant Zin Oo on Unsplash)

Nowozelandzkie władze ogłosiły plan stopniowego łagodzenia przeciwepidemicznych obostrzeń. Jak zapowiedziała premier Jacinda Ardern, oznacza to odejście do dotychczasowej strategii „zero tolerancji”, która polegała na częstym ogłaszaniu lockdowców oraz zamknięciu granic.

 

Nowa Zelandia to wśród krajów wysokorozwiniętych jeden z najmniej dotkniętych pandemią COVID-19. Położony na odległym od większości świata archipelagu (nawet od „sąsiedniej” Australii dzieli go w prostej linii ponad 4,1 tys. kilometrów) kraj łatwo mógł się odseparować od głównych ognisk zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2.

Dlatego do tej pory w 5-milionowej Nowej Zelandii stwierdzono niecałe 4,4 tys. zakażeń koronawirusem, ale tylko 1,3 tys. z nich było rodzimych, zaś reszta u osób, które przybyły do kraju i od razu trafiły na kwarantannę, więc nie zdołały już zakazić nikogo innego.

Koronawirus: Nowa Zelandia boi się wariantu Delta. Jedno nowe zakażenie doprowadziło do lockdownu całego kraju

Nowa Zelandia rozpoczęła trzydniowy lockdown na terenie całego kraju. To skutek wykrycia w Auckland pierwszej od pół roku infekcji koronawirusem.

Początkowy sukces nowozelandzkiej strategii

Dzięki tak restrykcyjnej polityce granicznej – zakaz wjazdu dla większości osób, a dla pozostałych obowiązkowa kwarantanna – doszło w Nowej Zelandii do tylko 27 zgonów osób chorych na COVID-19.

To m.in. właśnie sukces w walce z pandemią sprawił, że w październiku 2020 r. rządząca Partia Pracy odniosła historyczny wyborczy sukces, zdobywając niemal 50 proc. poparcia.

Ponadto nowozelandzkie władze – podobnie jak australijskie – nie wahały się ogłaszać ścisłych lockdownów dla całych miast lub regionów, jeśli pojawiły się gdzieś choćby najmniejsze rodzime ogniska zakażeń.

Dodatkowo, gdy w połowie sierpnia wykryto pierwszą infekcję wariantem Delta, doszło do wprowadzenia lockdownu dla całego kraju. Mieszkańcy Nowej Zelandii mogli z domu wychodzić tylko do pracy, na podstawowe zakupy czy do lekarza.

Zamknięte zostały natomiast przedszkola, szkoły, urzędy, lokale gastronomiczne, obiekty kulturalne oraz inne miejsca publicznego gromadzenia się ludzi. Nowozelandzkie władze zareagowały tak mocno, bo pierwsze wykryte zakażenie wariantem Delta dotyczyło 58-letniego mężczyzny, który nie wyjeżdżał za granicę, a więc zakaził się w swoim kraju.

Późniejsze śledztwo służb sanitarnych wykazało, że wariant Delta rozprzestrzenił się po Nowej Zelandii, bo jedna z zakażonych nim osób, która wróciła z Australii, złamała warunki kwarantanny.

Nowa Zelandia: Jacinda Ardern odnosi historyczne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych

Partia Pracy premier Jacindy Ardern zdobyła prawie 50 proc. popracia w dzisiejszych wyborach parlamentarnych w Nowej Zelandii.
 

Partia Pracy premier Jacindy Ardern zdecydowanie wygrała sobotnie wybory parlamentarne. Opozycyjna Partia Narodowa kierowana przez konserwatywną liderkę Judith Collins uzyskała 27 proc. głosów. Spośród …

Wariant Delta w Nowej Zelandii

Od tego czasu wykryto już ponad 1,5 tys. nowych infekcji, w tym coraz więcej rodzimych. Ostatniej doby było ich 29. Większość osób, które obecnie zakażają się w Nowej Zelandii koronawirusem to albo osoby ze środowisk nieufnych wobec władz (np. antyszczepionkowych), albo bezdomne, a więc w dużej mierze wyrzucone poza system opieki zdrowotnej.

Ale poziom zaszczepienia nowozelandzkiego społeczeństwa przeciw COVID-19 nie jest wysoki – jedną dawkę preparatu przyjęło 65 proc. mieszkańców, ale drugą tylko 40 proc. – bo Nowa Zelandia, długo uspokojona niskim odsetkiem osób zakażonych, wierzyła w skuteczność dotychczasowej strategii i nie spieszyła się z programem szczepień.

Jednak teraz, po pojawieniu się wariantu Delta, Nowozelandczycy chętnie zgłaszają się na szczepienia. A jednocześnie rośnie liczba przeciwników polityki lockdownów. W miniony weekend kilkaset osób demonstrowało przeciw obostrzeniom w Auckland, czyli największym mieście kraju. Dlatego, mimo znów rosnącej liczby zakażeń – władze postanowiły lockdown rozluźnić.

„Jest jasne, że okresy surowych ograniczeń nie doprowadziły nas do braku przypadków zachorowań. Izolacja była jednak konieczna, ponieważ wcześniej nie dysponowaliśmy szczepionką. Teraz ją mamy i możemy zmieniać sposób organizacji naszego życia” – oświadczyła premier Jacinda Ardern.

Dobrze jest mieszkać na wyspie? Największe szanse przetrwania globalnej katastrofy mają m.in. Nowa Zelandia oraz Irlandia

Według badań Nowa Zelandia, Islandia, Australia, Wielka Brytania oraz Irlandia to miejsca, które mają największą szansę przetrwać „globalny upadek społeczeństwa”.

Ardern: Koronawirusa nie da się już wyeliminować

Szefowa nowozelandzkiego rządu dodała, że w ocenie rządu i rządowych doradców naukowych koronawirusa nie uda się już całkowicie wyeliminować, więc należy nauczyć się z nim żyć. „Tak uznała już zdecydowana większość krajów, więc i my się na to decydujemy” – podkreśliła premier.

Ale, jak zastrzegła, rząd nie będzie się spieszył ze znoszeniem ograniczeń, aby dać czas na zaszczepienie się wszystkich chętnych. „Jest dobry powód, abyśmy z optymizmem patrzyli w przyszłość, ale nie możemy się spieszyć” – dodała Ardern.

Na początek więc otwarte zostają publiczne plaże, co jest istotne, bo pod koniec listopada w Nowej Zelandii rozpocznie się okres letni. Dlatego dopuszczone zostaną również rodzinne spotkania na świeżym powietrzu (choć tylko w gronie najbliższej rodziny), a także otwarte będą przedszkola.

Natomiast harmonogram otwierania szkół, lokali gastronomicznych, punktów usługowych czy sklepów innych niż spożywcze, apteki i drogerie nie został jeszcze ustalony. Ale rząd Nowej Zelandii zapewnia, że powrotu do ścisłych lockdownów już nie planuje.