Niger: Ponad 100 ofiar ataku dżihadystów na zachodzie kraju

MImo prowadzenia pod wodzą Francji wojskowych misji, rejon Sahelu wciąż boryka się z islamskim terroryzmem, źródło: Wikipedia, fot. Magharebia (CC BY 2.0)

MImo prowadzenia pod wodzą Francji wojskowych misji, rejon Sahelu wciąż boryka się z islamskim terroryzmem, źródło: Wikipedia, fot. Magharebia (CC BY 2.0)

W dwóch wioskach niedaleko granicy z Mali i Burkina Faso doszło do ataku islamskich terrorystów. W jego wyniku zginęła przynajmniej setka ludzi. Ten rejon Afryki od dłuższego czasu jest coraz bardziej niespokojny.

 

 

Do zdarzenia doszło wczoraj (3 stycznia) w departamencie Tillabéri na zachodzie Nigru. Do dwóch wiosek – Tchombangou i Zaroumadareye – wjechało na motocyklach łącznie około 100 uzbrojonych bojowników. W pierwszej wsi zabili co najmniej 70 osób, zaś w drugiej co najmniej 30.

Atak terrorystów mógł być odwetem

Z zeznań świadków wynika, że byli to członkowie którejś z działających na pograniczu Nigru, Mali i Burkina Faso grup islamistycznych, ale nie wiadomo której. Nikt dotąd nie wziął na siebie odpowiedzialności za ten atak.

Almou Hassane, czyli burmistrz gminy Tondikiwindi, na terenie której znajdują się obie zaatakowane wioski, przekazał mediom, że jest też wielu rannych. Ich liczbę oszacował na przynajmniej 75.

Według niego dżihadyści zachowywali się tak, jakby przyjechali dokonać egzekucji wszystkich mieszkańców bez względu na ich wiek czy płeć. Według niepotwierdzonych informacji (mówił o tym m.in. były minister spraw wewnętrznych Nigru Issoufou Issaka w rozmowie z BBC) przyczyną mógł być nie konflikt etniczny czy religijny, ale zwykła zemsta za wcześniejszą śmierć dwóch dżihadystycznych bojowników.

Mieszkańcy jednej z wiosek mieli bowiem zostać przez nich napadnięci, ale zabić ich w obronie własnej. Towarzysze dżihadystów dokonali więc pomsty. Nie mając pewności o mieszkańców której z dwóch oddalonych od siebie o ok. 7 kilometrów wiosek chodziło, równocześnie uderzyli w dwóch grupach na obie.

Mali: Wojskowy zamach stanu. Pojmany prezydent zrezygnował. Dlaczego doszło do buntu żołnierzy?

Przesilenie polityczne w Mali. Wielotygodniowy kryzys polityczny osiągnął apogeum.

Niespokojny Niger, w tle wybory prezydenckie

Zbrodnia wstrząsnęła nie tylko Nigrem, ale całym rejonem subsaharyjskiej Afryki. Na miejscu zdarzenia zjawił się nigerski premier Brigi Rafini. Mówił o swoim „przerażeniu sytuacją” i zapowiadał szybkie ustalenie i ukaranie winnych.

Kłopot w tym, że nie ma nawet pewności czy napastnicy pochodzili z Nigru. W rejonie trójstyku granic tego kraju z Mali i Burkina Faso wiele grup islamistycznych czy też zwykłych band przestępczych działa bowiem transgranicznie. W rejonie tym aktywne są zarówno grupy powiązane z Al-Kaidą, jak i z Państwem Islamskim, a także lokalne bandy plemiennie czy nigeryjska organizacja Boko Haram.

Do przemocy w tej okolicy dochodzi bardzo często. W grudniu w zasadzce urządzonej przez bojowników Boko Haram zginęło niedaleko siedmiu żołnierzy nigeryjskich. Napięcie w Nigrze wzmagają zaś wybory prezydenckie. Do ataku na dwie wioski doszło akurat w dniu pierwszej tury tego głosowania.

Zwyciężył w niej kandydat partii rządzącej Mohamed Bazoum, który w swojej kampanii wyborczej obiecywał m.in. właśnie rozprawienie się dżihadystycznymi bojownikami z regionu Tillabéri. Druga tura wyborów odbędzie się 21 lutego.

Spokój w regionie usiłuje też zaprowadzić wojsko francuskie, które przewodzi tam koalicji stworzonej przez kilka zachodnioafrykańskich państw. Ale mimo kilku lat walk niewiele udało się w tej kwestii zmienić. W ubiegłym tygodniu w graniczącym z Nigrem Mali w dwóch osobnych incydentach zginęło pięciu żołnierzy z Francji.