Liban: Trwa sprzątanie Bejrutu po wybuchu, Interpol pomoże w identyfikacji ofiar

Zniszczenia po eksplozji w Bejrucie, źródło: Wikipedia, fot. Anchal Vohra/VOA (CC0 Public Domain)

Zniszczenia po eksplozji w Bejrucie, źródło: Wikipedia, fot. Anchal Vohra/VOA (CC0 Public Domain)

Do 154 wzrosła liczba osób, które zginęły we wtorkowej eksplozji magazynu z chemikaliami w porcie w Bejrucie. Z ponad 5 tys. rannych 120 jest w stanie krytycznym. Część ciał wciąż czeka na identyfikację. W samym mieście zaś trwa wielkie sprzątanie.

 

Wybuch w bejruckim porcie uszkodził ponad połowę budynków w mieście i pozbawił dachu nad głową 300 tys. osób, czyli co dziesiątego mieszkańca stolicy Libanu.

Wielkie sprzątanie Bejrutu

Na wielu ulicach, zwłaszcza w położonych niedaleko portu dzielnicach Gemmaizeh oraz Mar-Mikhel, trwa wielkie sprzątanie szkła z wybitych okien i sklepowych witryn oraz gruzu z uszkodzonych elewacji.

Do pracy zgłosiło się ochotniczo wielu młodych Libańczyków, którzy na codzień przychodzili do tych dzielnic do restauracji, barów czy dyskotek. Chrześcijańska dzielnica Gemmaizeh stanowiła dotąd imprezowe centrum Bejrutu.

Ale prawdziwym problemem dla miasta jest ogromna liczba uszkodzonych budynków mieszkalnych. Zniszczone są też dwa szpitale, a trzy inne ucierpiały w lżejszym stopniu. Straty, początkowo szacowane na 5 mld dolarów, teraz są już oceniane na trzy razy więcej – 15 mld dolarów.

Wciąż trwa przeszukiwanie gruzowiska w porcie. Chodzi zarówno o odnalezienie jeszcze jakichś żywych osób (na co szanse są małe), jak i ciał osób, które zginęły. W porcie w chwili wybuchu było wielu strażaków, którzy zjawili się tam, by gasić pożar w składzie fajerwerków.

Ciał dużej części z nich jeszcze nie odnaleziono, a pogrzeby pierwszych zidentyfikowanych strażaków zamieniają się w wielkie manifestacje oburzenia latami zaniedbań libańskich władz, które pozwoliły, aby 2750 ton bardzo niebezpiecznej i silnie wybuchowej saletry amonowej leżały nie zabezpieczone w zwykłym magazynie.

Na portowym pogorzelisku obok Libańczyków pracują już także strażacy z zagranicy, m.in. z Polski, Francji i Rosji. Przeszukują oni okolice nie tylko w poszukiwaniu ofiar, ale także ewentualnych skupisk ognia. W porcie wciąż są bowiem jeszcze dymiące się miejsca.

Liban: Antyrządowe protesty w Bejrucie po eksplozji w porcie

Protesty wybuchły wczoraj wieczorem. Demonstranci wyrażali swój sprzeciw wobec korupcji i nieudolności libańskich polityków. Wstępne ustalenia co do przyczyn wtorkowego wybuchu wskazują na lata zaniedbań, które doprowadziły do gigantycznej katastrofy.

Interpol jedzie do Bejrutu

Do Libanu udała się także misja Interpolu. Międzynarodowi eksperci wysłani tam przez ONZ mają pomóc w identyfikacji zwłok ofiar. Na razie doliczono się ich 154, ale wciąż kilkaset osób jest uznanych za zaginione.

Wiadomo, że części zwłok jeszcze nie zidentyfikowano, ponieważ potężna eksplozja tak mocno je zniszczyła. „Doświadczenie Interpolu może być nieocenioną pomocą dla władz tego kraju i nadal będziemy udzielać Libanowi wszelkiego niezbędnego wsparcia” – powiedział sekretarz generalny tej instytucji Jürgen Stock.

Nie ma natomiast informacji, aby Interpol miał pomagać w śledztwie na temat przyczyn katastrofy. Wiadomo już, że pływający pod mołdawską banderą statek MV Rhosus, który przywiózł w 2013 r. do Bejrutu saletrę amonową, został tam porzucony przez właściciela – mieszkającego na Cyprze rosyjskiego biznesmena Igora Greczuszkina.

Statek wiózł ładunek z zakładów chemicznych w Gruzji do fabryki materiałów wybuchowych w Mozambiku. Ale na Morzu Śródziemnym armatorowi skończyły się pieniądze. Dlatego MV Rhosus zawinął do Bejrutu pod dodatkowe cargo – maszyny budowlane, które miał po drodze do Afryki dostarczyć do Jordanii. Dzięki temu armator miał zarobić na opłatę za przejście przez Kanał Sueski.

Ale maszyny nie zmieściły się na MV Rhosus i załoga znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Nie miała już nawet gotówki na opłacenie postoju w Bejrucie. Rosyjski armator ogłosił zaś bankructwo i przestał się statkiem interesować.

Libańczycy natomiast postanowili statek aresztować w porcie, a część załogi zmusić do pozostania na nim, ponieważ wciąż domagali się zaległych pieniędzy. Nie interesowały ich ostrzeżenia kapitana i marynarzy, że MV Rhosus ma bardzo niebezpieczny ładunek i jest de facto pływającą bombą.

Dopiero po roku, dzięki sądowym interwencjom kapitana (musiał sprzedać pozostałe mu paliwo, aby opłacić prawników) załogę wypuszczono, a saletrę amonową przeniesiono do magazynu w porcie. Przez kolejne 6 lat chemikalia leżały bez odpowiednich zabezpieczeń, a władze Bejrutu i Libanu ignorowały kolejne ostrzeżenia, że może dojść do tragedii.

Zagraniczna pomoc napływa do Libanu. Prezydent Francji z wizytą w Bejrucie

W Libanie wciąż trwa poszukiwanie ofiar eksplozji w składzie środków chemicznych w porcie w Bejrucie oraz szacowanie strat. Świat wysyła Libańczykom pomoc. Trwa wyjaśnianie przyczyn katastrofy.

Pomoc medyczna i żywnościowa dla Libanu

Pomoc Libanowi zaoferowało kilka oenzetowskich agencji. W wybuchu zniszczone zostały bowiem m.in. strategiczne rezerwy zboża oraz zapas materiałów medycznych sprowadzonych do kraju w związku z pandemią koronawirusa.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), która oszacowała, że na najpilniejsze potrzeby związane z pomocą rannym potrzeba 15 mln dolarów, wysłała już do Bejrutu ze swoich zapasów w Dubaju środki opatrunkowe oraz leki do leczenia oparzeń.

„Słaby system opieki zdrowotnej w Libanie z powodu kryzysu uchodźczego, pandemii, kryzysu gospodarczego i politycznego oraz braku środków ochrony osobistej dla pracowników ochrony zdrowia jest ogromnym problemem” – mówił rzecznik prasowy WHO Christian Lindmeier.

Światowy Program Żywnościowy (WFP) przekaże natomiast mąkę dla libańskich piekarni oraz zboże dla tamtejszych młynów, aby zapobiec niedoborom żywności w kraju, który z zagranicy sprowadza aż 85 proc. żywności. Większość tych dostaw przechodziła przez port w Bejrucie i tam była najpierw magazynowana.

Dodatkowo WFP wyśle do Libanu 5 tys. zestawów podstawowego prowiantu (tuńczyka w puszkach, soczewicę, ryż, sól itp.). Każdy taki pakiet może wykarmić przez miesiąc pięcioosobową rodzinę.

Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) dostarczy natomiast specjalne namioty dla osób, które straciły domy oraz folię do zabezpieczenia zniszczonych okien, a także koce, materace i środki higieny osobistej.

Z kolei zajmujący się edukacją i pomocą dzieciom UNICEF alarmuje, że aż jedna trzecia pozbawionych dachu nad głową mieszkańców Bejrutu to dzieci. Problemem jest także zniszczenie szkół. Do użytku nie nadają się szkolne budynki, w których na co dzień uczyło się nawet 55 tys. najmłodszych Bejrutczyków. UNICEF chce te szkoły odbudowywać.

Dziś (8 sierpnia) do Libanu udaje się z oficjalną wizytą przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. Ma rozmawiać m.in. o wsparciu ze strony Unii Europejskiej dla mieszkańców Bejrutu.

Najnowszy bilans wtorkowej (4 sierpnia) eksplozji w porcie do 154 osoby zabite, a ponad 5 tys. rannych, z których co najmniej 120 znajduje się w stanie krytycznym.