Liban: Nowy premier zrezygnował, Macron stawia kolejne ultimatum

Przewodniczący parlamentu Nabih Berri (szyita), prezydent Michel Aoun (chrześcijanin) i niedoszły premier Mustafa Adib (sunnita), źródło: Kancelaria Prezydenta Libanu (www.presidency.gov.lb), CC BY-SA 4.0

Przewodniczący parlamentu Nabih Berri (szyita), prezydent Michel Aoun (chrześcijanin) i niedoszły premier Mustafa Adib (sunnita), źródło: Kancelaria Prezydenta Libanu (www.presidency.gov.lb), CC BY-SA 4.0

Po tym jak po niespełna miesiącu urzędowania do dymisji podał się nowy premier Libanu, prezydent Francji oskarżył libańską klasę polityczną o „zbiorową zdradę”. I zagroził, że jeżeli kraj nie przeprowadzi reform w ciągu 4-6 tygodni – zagraniczna pomoc finansowa zostanie wstrzymana.

 

Były ambasador Libanu w Niemczech Mustafa Adib został na stanowisko premiera desygnowany pod koniec sierpnia. Młody, przebywający dotąd przez długi czas na Zachodzie polityk miał doprowadzić do głębokich reform w przeżartej korupcją i nepotyzmem ojczyźnie.

Poprzedni rząd pod wodzą Hassana Diaba podał się do dymisji po katastrofalnej eksplozji składowanych bez jakichkolwiek zabezpieczeń w porcie w Bejrucie 2750 ton saletry amonowej, która zabiła niemal 200 osób, raniła prawie 7 tys., a 300 tys. ludzi pozbawiła dachu nad głową.

Dla przechodzącego najpoważniejszy kryzys finansowy od zakończonej w 1990 r. piętnastoletniej wojny domowej Libanu był to ogromny cios. Już wcześniej gospodarka kraju była na skraju całkowitej zapaści, a lokalna waluta – funt libański – była niemal bezwartościowa.

Eksplozja, która zrównała z ziemia kluczowy gospodarczo port w stolicy i zniszczyła lub uszkodziła szkoły, szpitale czy wiele domów mieszkalnych, przelała czarę goryczy. W Libanie, gdzie napięcia na tle religijnym i politycznym często prowadzą do incydentów zbrojnych zaczęły się poważne problemy.

Liban: Nowy premier wybrany na kilka godzin przed wizytą Macrona w Bejrucie

Nowym premierem Libanu został dyplomata i dotychczasowy ambasador tego kraju w Niemczech Mustafa Adib. Uzyskał już poparcie parlamentu. Do dymisji poprzedniego rządu doszło po tragicznym wybuchu saletry amonowej w bejruckim porcie, która uszkodziła dużą część miasta.

 

Mustafa Adib, który zaledwie dwa …

Zagraniczna pomoc w zamian za reformy

Dymisję rządu de facto wymusił francuski prezydent Emmanuel Macron, który zjawił się w Bejrucie krótko po eksplozji. Francja ma tradycyjnie specjalne relacje z Libanem, który był niegdyś francuskim terytorium mandatowym i gdzie francuski kapitał jest mocno obecny, choć od lat jest wypierany przez ten z innych krajów Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej.

Ale to Paryż ma ogromny wpływ na niezwykle potrzebną Libanowi zagraniczną pomoc finansową, której udzielała m.in. Unia Europejska czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Mowa oczywiście o długofalowej pomocy gospodarczej, a nie tej humanitarnej tuż po tragicznej eksplozji.

Warunkiem odmrożenia już przyznanych ratunkowych kredytów oraz rozpoczęcia rozmów o nowych transzach pomocy były właśnie politycznej reformy w Libanie. Nie jest tajemnicą, że lata przetrzymywania w porcie śmiertelnie niebezpiecznej substancji, o której zwykli mieszkańcy nie mieli pojęcia, była skutkiem piętrowych zaniedbań i nieudolności libańskich władz.

Macron w Libanie: Wstrzymamy pomoc finansową, jeśli nie będzie reform

Prezydent Francji ponownie odwiedził Bejrut. Wizyta związania była jednak nie tylko ze 100-leciem istnienia libańskiego państwa, ale przede wszystkim z sytuacją po tym jak prawie miesiąc temu doszło w Libanie do ogromnej eksplozji w porcie, która dobiła gospodarkę tego kraju.

Spór o kluczowy resort finansów

Mustafa Adib jednak Libanu nie odmienił. Przez miesiąc nie udało mu się nawet sformować gabinetu. W sobotę (26 września) zrezygnowany złożył swoją dymisję na ręce prezydenta Michela Aouna. Gabinetu eksperckiego, który miał przeprowadzić kraj przez najtrudniejsze  od 30 lat czasy nie stworzył, bo nie dostał odpowiedniego wsparcia od „starych polityków”.

Przez miesiąc nie udało się bowiem wyłonić osoby na drugie kluczowe w rządzie stanowisko – ministra finansów, czyli człowieka, który miał nie tylko naprawić państwowe finanse, ale również prowadzić trudne negocjacje finansowe z MFW, UE czy bogatymi państwami arabskimi.

W libańskiej polityce – jak i w wielu obszarach libańskiego państwa – kluczowy jest wypracowany po latach wewnętrznych konfliktów podział stref wpływów między trzy największe grupy religijne – muzułmańskich sunnitów i szyitów oraz maronickich chrześcijan.

Prezydent to zawsze chrześcijanin, premier sunnita, a przewodniczący parlamentu – szyita. Ale w obrębie trzech grup religijnych występują dalsze podziały na konkurujące ze sobą (a czasem zawierające także sojusze) grupy powiązane z konkretnymi rodami czy grupami interesu.

Choć tuż po zatwierdzeniu solidną większością w parlamencie Adiba na premiera poparcie dla niego deklarowało wiele ugrupowań, a conajmniej „życzliwą obojętność” deklarował nawet radykalny szyicki Hezbollah, ostatecznie nie udało się tej jedności zachować nawet do końca rozmów o podziale stanowisk w rządzie.

Powstanie gabinetu zostało zablokowane z powodu nieugiętych żądań dwóch głównych ugrupowań szyickich, czyli ruchu Amal i mającego poparcie Iranu Hezbollahu. To szyita w poprzednim rządzie był ministrem finansów. Ugrupowania szyickie chciały ten resort utrzymać.

Mimo długich negocjacji sunnita Adib nie przekonał szyickich polityków i ostatecznie zrezygnował z funkcji premiera, pozostawiając kraj dokładnie w takim samym miejscu, w jakim był w chwili, gdy do dymisji podał się rząd innego sunnity – Diaba.

Liban: Straty po wybuchu w Bejrucie przekroczyły już 15 mld dolarów

W Libanie wciąż trwa szacowanie strat po ubiegłotygodniowej potężnej eksplozji azotanów składowanych w porcie w Bejrucie. Najnowsze, choć wciąż jeszcze wstępne szacunki mówią o stratach większych niż 15 mld.

Macron: Macie tylko 4-6 tygodni

Ta sytuacja mocno wzburzyła prezydenta Francji, który oskarżył całą libańską klasę polityczna o „zbiorową zdradę” i intrygę, która miała uniemożliwić wdrożenie politycznej mapy drogowej reform w Libanie, na jaką władze w Bejrucie zgodziły się podczas dwóch wizyty Macrona, jakie złożył on w Bejrucie w ostatnich tygodniach.

„To libańskie partie polityczne ponoszą pełną odpowiedzialność za tę porażkę. Libańscy przywódcy mają ostatnią szansę, aby wywiązać się ze swoich zobowiązań, utworzyć rząd i uzyskać pomoc międzynarodową” – powiedział francuski prezydent i przypomniał, że mapa drogowa wciąż obowiązuje jako warunek dla udzielenia zagranicznej pomocy.

Macron oświadczył, że libańscy politycy mają 4-6 tygodni na osiągnięcie porozumienia, a potem Zachód straci zainteresowanie Libanem, co zapewne doprowadzi do bankructwa tego kraju i wzrostu społecznych niepokojów.

Prezydent Francji najmocniej skrytykował Hezbollah, który jego zdaniem za bardzo upierał się przy swoich interesach. Organizacja ta jest jednocześnie radykalną partią polityczną i zbrojnym ugrupowaniem toczącym walki z Izraelem czy przeciwnikami reżimu Baszara Asada w sąsiedniej Syrii.

„Hezbollah nie powinien się uważać za silniejszy niż jest”. Nie może być jednocześnie armią w wojnie przeciwko Izraelowi, milicją przeciwko cywilom w Syrii i szanowaną partią w Libanie. To do Hezbollahu należy wykazanie, że ta organizacja szanuje Libańczyków jako całość. Niestety w ostatnich dniach wyraźnie pokazuje coś przeciwnego” – powiedział Macron.

Hezbollah, obawiając się o to, że w wyniku nowego politycznego rozdania straci swoje dotychczasowe duże wpływy – czy to na rzecz innych grupa religijnych czy konkurencyjnych ugrupowań szyickich – oficjalnie jednak oskarżył o storpedowanie rozmów o utworzeniu rządu sunnitów i chrześcijan.