Kurort narciarski w Austrii pozwany przez tysiące ludzi za epidemię koronawirusa

Kurort Ischgl, źródło: Flickr, fot. Marcus Rahm (CC BY-NC-SA 2.0)

Austriacki kurort narciarski w Tyrolu został pozwany zbiorowo przez ponad 4,5 tys. osób z 40 różnych krajów świata, ale głównie europejskich. Według pozywających władze Ischgl miały dopuścić się zaniedbań i zlekceważyć koronawirusa, co doprowadziło do rozprzestrzenienia się nowego patogenu do innych krajów.

 

Położona w powiecie Landeck w kraju związkowym Tyrol wieś Ischgl to jeden z najbardziej znanych kurortów narciarskich w Austrii. Sławę zdobył nie tylko dzięki dobrze naśnieżonym stokom, ale także szerokiej ofercie après-ski, jak z francuska określa się to co się robi już „po nartach”. Nazywany „Ibizą Alp” kurort Ischgl pełen jest barów, restauracji czy klubów nocnych.  To tu, w restauracji Kitzloch pracował 36-letni, pochodzący z Niemiec barman, który okazał się później być nosicielem koronawirusa SARS-CoV-2.

To pierwsza zidentyfikowana w Ischgl osoba, która okazała się zakażona nowym patogenem. Pozytywny wynik testu pojawił się u 36-letniego Niemca 7 marca, ale według wielu osób wykazywał on objawy chorobowe jeszcze w lutym. Na przełomie lutego i marca w kurorcie i sąsiednich miejscowościach wypoczywało kilkadziesiąt tysięcy ludzi z niemal każdego zakątka Europy, a także ludzie spoza Starego Kontynentu.

Teraz ponad 4,5 tys. z nich pozywa władze Ischgl za to, że ich zdaniem zlekceważyły zagrożenie i mimo sygnałów o tym, że epidemia koronawirusa SARS-CoV-2 mogła się już Chin przenieść do Austrii, nie zareagowały zamknięciem lokali gastronomicznych i nie ostrzegły narciarzy.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Islandczycy ostrzegali Austriaków

Pierwsi na austriacki kurort zwrócili uwagę Skandynawowie. Prawie 40 proc. osób zakażonych koronawirusem w Norwegii było właśnie w Tyrolu, a zwłaszcza w okolicach Ischgl, wielu innych miało kontakt z ludźmi, którzy wrócili z tamtej alpejskiej miejscowości. Podobną prawidłowość zauważyli także epidemiolodzy ze Szwecji, Danii i Islandii. Ci islandzcy zawiadomili nawet austriackie władze sanitarne, że możliwym ogniskiem zakażeń są właśnie tyrolskie kurorty.

Dowodem na to miała być grupa 14 islandzkich turystów, którzy wrócili z narciarskiego wypoczynku w Austrii. U wielu pasażerów samolotu, który ich przywiózł stwierdzono później w Reykyaviku infekcję SARS-CoV-2. Austriacy jednak odpowiedzieli, że nie mają wiadomości o zakażeniach w Tyrolu, a Islandczycy przesiadali się jeszcze w Monachium. Dodatkowo na pokładzie samolotu do Reykyaviku był także Włoch. Tyle, że Włoch… okazał się być zdrowy.

Teraz wiele osób, które uważają, że zachorowały z powodu zaniedbań w austriackim kurorcie, złożyło pozew wobec władz Ischgl. Austriackie Stowarzyszenie Ochrony Konsumentów zebrało już 4,5 tys. chętnych do zbiorowej skargi. Większość pozywających to obywatele Austrii i Niemiec, ale wielu jest także Skandynawów. Wczoraj (21 kwietnia) do pozwu dołączyła grupa 100 Belgów. W sumie pod skargą podpisali się obywatele ponad 40 krajów, także tych spoza Europy.

Zamieszki pod Paryżem i Strasburgiem. Koronawirus pogłębi podziały we Francji?

Dlaczego dochodzi do zamieszek na przedmieściach Paryża?

Tyrolczycy zlekceważyli ostrzeżenia?

Główną osią skargi jest to, że władze Ischgl lekceważyły zarówno samo zagrożenie koronawirusem, jak i sygnały, że do zakażeń już w Tyrolu dochodzi. Ostrzeżenie z Islandii nadeszło już 5 marca, ale testów u wykazujących objawy chorobowe pracowników jeszcze nie przeprowadzono. Dopiero 7 marca okazało się, że zakażony jest barman z restauracji Kitzloch. Potem koronawirusa stwierdzono u 15 z 22 osób, z którymi miał kontakt. 22, które udało się zidentyfikować.

Ale jeszcze 8 marca władze Ischgl zapewniały, że jest u nich bezpiecznie i nie zdecydowały się na wprowadzenie żadnych obostrzeń. Turyści z kolejnych krajów zjeżdżali na stokach, a potem bawili się w barach, restauracjach czy dyskotekach. Lokale gastronomiczne zamknięto dopiero 10 marca, ale wyciągi narciarskie dalej pracowały normalnie. Pierwsze obostrzenia na stokach wprowadzono dopiero 13 marca, a dopiero 15 marca zamknięto dla turystów całą dolinę Paznaun, gdzie oprócz Ischgl są inne popularne kurorty – Paznauntal, St. Anton am Arlberg, Sölden i Zillertal.

Dziś w krajach skandynawskich za główne źródło SARS-CoV-2 uważa się nie Chiny czy Włochy, ale właśnie Austrię. Skarżących tyrolski kurort być może wesprą ustalenia prokuratury w Innsbrucku, która wszczęła śledztwo w sprawie ewentualnych zaniedbań i zlekceważenia ostrzeżeń. Rzecznik tej prokuratury Hansjörg Mayr powiedział jednak, że prokuratura działa nie z urzędu, ale z powodu złożonego przez potencjalnych poszkodowanych zawiadomienia.

Tymczasem władze Ischgl nie mają sobie nic do zarzucenia. Uważają, że niczego nie zaniedbały, bo na tamtym etapie nikt w Europie nie zdawał sobie sprawy ze skali zagrożenia, a kurorty narciarskie działały bez ograniczeń w wielu krajach. „Myślę, że władze Tyrolu zachowały się dokładnie tak, jak powinny. Zagraniczne media starają się sprawić wrażenie, jakby koronawirus pochodził z Ischgl, ale to nieprawda” – powiedział publicznej austriackiej telewizji ORF tyrolski radny regionalny Bernhard Tilg.

Nie ma jeszcze terminu, w którym przed sądem w Innsbrucku rozpocznie się proces przeciw władzom Ischgl i władzom Tyrolu. Do zbiorowego pozwu codziennie dołączają kolejni pozywający z różnych krajów. Kolejne pozwy planują też austriackie i niemieckie kancelarie prawne.

Koronawirus: Polska i Dania nie wesprą firm korzystających z rajów podatkowych

Polska i Dania stanowczo wobec spółek ukrywających dochody w rajach podatkowych.