Koronawirus we Francji już w grudniu ubiegłego roku?

Photo by National Cancer Institute on Unsplash

Najpierw francuscy lekarze, a teraz Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdzają, że koronawirus SARS-CoV-2 krążył we Francji o wiele wcześniej niż dotąd sądzono. Nad Sekwaną był obecny przynajmniej od końca grudnia.

 

Grupa francuskich lekarzy przeanalizowała dokumentację medyczną pacjentów przyjętych z problemami oddechowymi na oddział intensywnej terapii szpitala Jean-Verdier w Paryżu w grudniu oraz pierwszej połowie stycznia. Pod lupę wzięto 14 pacjentów, których objawy bardzo przypominały znaną dziś już chorobę płuc COVID-19 wywoływaną przez infekcję koronawirusem SARS-CoV-2.

Po przeanalizowaniu próbek pobranych od wytypowanych w ten sposób pacjentów potwierdzono, że jeden z nich – przyjęty na szpitalny oddział 27 grudnia 2019 r. 43-letni mężczyzna z miasta Bobigny położonego na północny-wschód od Paryża – był zakażony nowym patogenem. Wyniki tej analizy opublikowano w medycznym magazynie „International Journal of Antimicrobial Agents”.

Wirus we Francji zanim świat dowiedział się o epidemii

Odkryto zatem przypadek infekcji wcześniejszy o niemal miesiąc od tych dotąd uznawanych we Francji za pierwsze, czyli u 5 osób, które wróciły do Bordeaux z Chin. 24 stycznia 2020 r. potwierdzono w ich organizmach obecność SARS-CoV-2. Tymczasem 43-latek z Bobigny, który już wyzdrowiał, w ostatnich miesiącach nie był nigdzie zagranicą. Wirusem musiał się więc zakazić już we Francji.

Zidentyfikowany jako Amirouche Hammar mężczyzna w styczniu wyzdrowiał. Teraz epidemiolodzy analizują teraz jego kontakty sprzed momentu, gdy pod koniec grudnia trafił do szpitala. W ten sposób chcą trafić na osoby, które były we Francji zakażone jeszcze wcześniej, ale – tak jak i „grudniowy” pacjent – nie mieli świadomości, że noszą w swoich organizmach nowego, groźnego wirusa.

Dr Yves Cohen, który jest ordynatorem oddziału intensywnej terapii w szpitalu Jean-Verdier, ocenia, że pierwszy znany francuski nosiciel SARS-CoV-2 musiał się zakazić pomiędzy 14 a 22 grudnia, ponieważ średni czas rozwijania się infekcji to od 5 do 14 dni. Do szpitala Hammar zgłosił się z silnym suchym kaszlem, wysoką gorączką oraz zaburzeniami oddechu.

Zdiagnozowano u niego ostre zapalenie płuc o niezidentyfikowanym podłożu. Zdjęcie rentgenowskie jego płuc wykazało wówczas zmiany charakterystyczne dla koronawirusowego zapalenia płuc, ale wówczas jeszcze francuscy lekarze nie mieli takiej wiedzy.

Co więcej, w ogóle nie wiedzieli o tym, że mógł do Francji dotrzeć patogen, który szerzy się w Chinach.  A nawet, że ten wirus w ogóle istnieje. Dopiero cztery dni później – 31 grudnia – biuro WHO w Chinach otrzymało od chińskich władz informacje, że w stolicy prowincji Hubei – 11-milionowym mieście Wuhan – rozprzestrzenia się nieznany dotąd patogen.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Lotnisko w Paryżu źródłem zakażenia?

Tymczasem podobne, choć słabsze niż u Hammara objawy stwierdzono w styczniu także u dwójki jego dzieci, ale nie u jego żony. Nikomu z jego rodziny nie pobrano jednak wówczas do analizy żadnego wymazu. Możliwe więc, że była tzw. bezobjawową nosicielką.

Epidemiolodzy podejrzewają, że to właśnie ona mogła mieć kontakt z kimś zakażonym. Pracuje bowiem w supermarkecie koło paryskiego lotniska im. Charlesa de Gaulle’a, gdzie klienci często przychodzą jeszcze z walizkami prosto z terminalu.

Być może to tam kobieta zetknęła się z kimś, kto właśnie wrócił z Wuhan w Chinach, gdzie pandemia oficjalnie rozpoczęła się w pierwszej połowie grudnia, choć wydawany w Hong Kongu dziennik „South China Morning Post” poinformował, że chińscy naukowcy ustalili, że pierwsze przypadki infekcji SARS-CoV-2 mogły w Wuhan mieć miejsce już w połowie listopada.

Informacje z Francji zaniepokoiły WHO. Pokazują bowiem, że patogen krążył po Europie nawet kilka tygodni wcześniej niż oficjalnie potwierdzono pierwsze przypadki. Również do przekazywania koronawirusa między ludźmi dochodziło na Starym Kontynencie wcześniej niż sądzono.

Dotąd za pierwszy potwierdzony przypadek zakażenia już na terenie Europy uznano wydarzenie z połowy stycznia z Bawarii w Niemczech, gdy pracownik firmy produkującej części samochodowe zetknął się nieświadomą nosicielstwa wirusa koleżanką z chińskiego biura tej spółki.

Oboje zaczęli czuć się źle dopiero po tym, jak Chinka wróciła już do swojej ojczyzny ze służbowej delegacji z Niemiec. Kobieta zakaziła się zapewne od swoich rodziców, którzy mieszkają w Wuhan i odwiedzili ją w Pekinie tuż przed jej wyjazdem do Europy.

WHO: Niech wszystkie kraje przejrzą dokumentacje medyczne pacjentów

Światowa Organizacja Zdrowia wezwała wszystkie państwa europejskie, aby zrobiły podobnie do lekarzy ze szpitala w Paryżu i przyjrzały się dokumentacji medycznej wszystkich pacjentów z problemami oddechowymi i ostrym zapaleniem płuc jakie zaobserwowano od grudnia ubiegłego roku. Zaapelował o to rzecznik WHO Christian Lindmeier.

Być może w przypadku części pacjentów zachowały się bowiem jeszcze jakieś pobrane wówczas próbki i można je teraz sprawdzić pod kątem obecność w nich SARS-CoV-2. „Informacje z Francji to dają zupełnie nowy obraz. Te odkrycia pomogą nam lepiej zrozumieć potencjalny obieg koronawirusa” – powiedział Lindmeier. Zastrzegł jednak, że najważniejsze obecnie jest ustalenie skąd wirus wziął się w Chinach.

Konferencja darczyńców: KE zebrała 7,4 mld euro na szczepionkę na koronawirusa

Niemal całą zaplanowaną kwotę udało się zebrać podczas zorganizowanej przez Komisję Europejską konferencji darczyńców na rzecz opracowania dostępnej dla całej ludzkości szczepionki na koronawirusa SARS-CoV-2.

USA oskarżają Chiny

A co do tego są poważne wątpliwości. Za oficjalne źródło zakażeń uważa się oficjalnie jeden z tzw. mokrych targów w Chinach. Sprzedaje się tam żywe zwierzęta bardzo wielu gatunków, ale klienci mogą sobie też zażyczyć ich zarżnięcia na miejscu i sprzedania im już wypatroszonego lub nawet poćwiartowanego mięsa. Ale nie ma pewności, że to tam patogen przeskoczył ze zwierząt na ludzi. Być może na zatłoczonym targu tylko się rozprzestrzenił.

USA od dłuższego czasu oskarżają już Chiny o ukrywanie prawdy na temat początku epidemii. Choć naukowcy w wielu różnych instytutach na świecie potwierdzili niezależnie od siebie, że SARS-CoV-2 nie jest dziełem człowieka (a więc nie jest bronią biologiczną), to jednak Biały Dom nie wyklucza, że mógł się po prostu „wymknąć” z laboratorium wirusologicznego.

A takie laboratorium, o czwartym, czyli najwyższym stopniu bezpieczeństwa, znajduje się właśnie w Wuhan. „Istnieją poważne dowody na to, że pandemia SARS-CoV-2 miała swój początek właśnie w laboratorium w Wuhan” – ogłosił wczoraj (4 maja) w wywiadzie dla telewizji ABC amerykański Sekretarz Stanu Mike Pompeo.

Jak dodał, „Chiny mają historię prowadzenia niezgodnych z normami laboratoriów”. „Nie po raz pierwszy słyszymy, że świat jest narażony na wirusy w wyniku błędów w chińskich laboratoriach. Wywiad musi kontynuować swoje badania w tej sprawie, abyśmy mieli pewność” – stwierdził Pompeo.

Pekin zdecydowanie odrzuca słowa szefa amerykańskiej dyplomacji. Chińskie MSZ poprzez swoich rzeczników od dawna oskarża już USA o „rozsiewanie fake newsów”. I żali się, że „Chiny padają ofiarą dezinformacji”.

Rządowy dziennik „Global Times” nazwał Pompeo „zdegenerowanym człowiekiem”, który przedstawia „absurdalne teorie i pokręcone fakty”. „On chce upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu poprzez rozsiewanie kłamstw. Po pierwsze, ma nadzieję pomóc Donaldowi Trumpowi wygrać reelekcję w listopadzie, a po drugie, Pompeo nienawidzi socjalistycznych Chin, a w szczególności nie może zaakceptować chińskiego rozwoju” – przekonuje w swoim komentarzu chińska gazeta.

Australia chce śledztwa, ale nie wierzy USA

Tymczasem Australia wzywa społeczność międzynarodową do przeprowadzenia niezależnego dochodzenia na temat przyczyn epidemii. I domaga się, aby ONZ przyznało WHO dodatkowe kompetencje śledcze, co doprowadziło już do poważnego dyplomatycznego spięcia z Chinami.

Z drugiej strony, australijski premier Scott Morrison odrzuca amerykańskie teorie o laboratorium w Wuhan i wskazuje jednak na mokre targi. „Nieznane mi są żadne dowody na to, że pandemia koronawirusa miała swój początek w laboratorium. Nasz wywiad tego nie potwierdza” – powiedział Morrison.

Dziennik „Sydney Morning Herald” napisał dziś, że raport wywiadowczy przekazany przez Amerykanów pozostałym krajom tzw. sojuszu Pięciu Oczu (USA, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii) to zaledwie 15-stronicowy dokument zawierający wyłącznie informacje zebrane z mediów i pozbawionych jakichkolwiek nowych ustaleń.

Rosja i Chiny sieją dezinformację na temat koronawirusa

Chińskie i rosyjskie media oraz wspierane przez Moskwę i Pekin profile w serwisach społecznościowych są zaangażowane w szerzenie dezinformacji oraz narracji spiskowych na temat pandemii koronawirusa – informuje Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ).