Koronawirus: Premier Włoch przesłuchany w prokuraturze ws. epidemii

Premier Włoch Giuseppe Conte [oficjalny profil Conte na Facebooku]

Premier Włoch Giuseppe Conte [oficjalny profil Conte na Facebooku]

Włoski premier Giuseppe Conte spędził trzy godziny w prokuraturze. Odpowiadał tam na pytania śledczych dotyczące decyzji jakie rząd Włoch podejmował na samym początku epidemii koronawirusa. Prokuratorzy badają czy można było działać szybciej.

 

Chodzi o utworzenie tzw. czerwonych stref w tych częściach prowincji Bergamo, gdzie pod koniec lutego i na początku marca pojawiły pierwsze duże ogniska koronawirusa we Włoszech, a tym samym pierwsze w Europie.

Śledczy chcą sprawdzić czy można je było utworzyć szybciej i w ten sposób zapobiec rozprzestrzenieniu się koronawirusa. Już wcześniej w tej sprawie zeznawali prezydent regionu Lombardia Attilo Fontana, szef tamtejszej służby zdrowia Giulio Gallera i szef Narodowego Instytutu Zdrowia Silvio Brusaferro.

Po premierze na pytania śledczych odpowiadali też minister zdrowia Roberto Speranza oraz minister spraw wewnętrznych Luciana Lamorgese. Wszyscy oni odpowiadali jako tzw. osoby poinformowane o wydarzeniach, czyli w zasadzie świadkowie.

„To wysłuchanie, a nie przesłuchanie” – podkreślał wchodząc na spotkanie ze śledczymi premier Giuseppe Conte. Ale jeśli prokuratorzy uznają, że doszło do jakichś zaniedbań, na przykład brak koniecznej decyzji wpłynął na pogorszenie się sytuacji, to możliwe jest postawienie szefowi rządu zarzutu nieumyślnego wywołania epidemii.

„Nie boję się niczego. Działałem świadomie i w oparciu o wiedzę naukową. Gdybym mógł się cofnąć w czasie i tak bym nie zdecydował o tak wczesnym utworzeniu czerwonych stref. Jestem spokojny. Nie kieruje mną arogancja czy pycha, jestem przekonany, że rząd i eksperci, którzy nam pomagali, zrobili wszystko, co tylko było w ludzkiej mocy, aby powstrzymać epidemię” – powiedział Conte.

Ale samorządowcy z Lombardii zaczynają już zrzucać winę za skalę zachorowań na rząd centralny. Ich zdaniem władze w Rzymie powinny wcześniej zamknąć kordonem sanitarnym m.in. położone nieopodal Bergamo miasteczka Alzano oraz Nembro. Jeden z prokuratorów przyznał już im nawet publicznie rację.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Kluczowe kilka dni

Dla śledczych najważniejsze są dni między 3 a 9 marca, gdy w Rzymie powstawała strategia działania ws. okolic Bergamo. W tym czasie w Alzano i Nembro było już stwierdzonych kilkadziesiąt zakażeń nowym koronawirusem. W całej prowincji Bergamo prawie 400.

Ale podczas gdy w Codogno (tam potwierdzono pierwsze włoskie zakażenie SARS-CoV-2) „czerwona strefa” obowiązywała już od 23 lutego, w Alzano i Nembro życie toczyło się niemal całkowicie normalnie, m.in. rodzinom pozwalano na kontakt z ciałami osób zmarłych na COVID-19, co narażało je na infekcję.

Nie pozwolono też (choć była to decyzja władz lokalnych i regionalnych) na zamknięcie placówek medycznych (m.in. pogotowia), w których stwierdzono zakażenia koronawirusem. Uznano bowiem, że epidemia nie jest aż tak poważna.

Pierwsi pacjenci z objawami typowymi dla infekcji koronawirusem zgłosili się bowiem do szpitala w Alzano 10 lutego. Ale dopiero kilka dni później pobrano od nich wymazy do badań na obecność SARS-CoV-2. 22 lutego było już pewne, że w Alzano i sąsiadującym z nim Nembro jest ognisko koronawirusa. Ale czerwona strefa obowiązywała tylko wobec Codogno.

Jak się okazuje rząd zignorował dwa ostrzeżenia wydane przez Narodowy Instytut Zdrowia (3 i 5 marca), którego szef radził otoczenie Alzano i Nembro kordonem sanitarnym. Ostatecznie 5 marca wysłano w tej rejon 400 żołnierzy, ale ci zamiast ustawić posterunki, spędzili kilka dni bezczynnie w hotelach. Rozporządzenia o utworzeniu „czerwonej strefy” nie było.

Dopiero 6 marca rząd przygotował dekret o izolacji całej Lombardii. Pojawiło się bowiem więcej ognisk koronawirusa w regionie. Dzień później lombardzkie władze zaakceptowały dekret, a kolejnego dnia premier go podpisał. Równocześnie resztę Włoch objęto tzw. pomarańczową strefą.

Niektórzy epidemiolodzy uważają, że to właśnie te kilka dni okazało się kluczowe. Gdyby szybko odizolowano gminy, gdzie wystąpiły pierwsze zachorowania, być może nowy patogen nie rozniósłby się tak mocno po całej Lombardii, sąsiednich regionach, a potem całym kraju. Ale nie brak też opinii, że szybsze utworzenie czerwonych stref niewiely by zmieniło.

Włochy: W Bergamo ponad połowa mieszkańców zakażona koronawirusem?

Wynik badań jest zdecydowanie wyższy niż w innych krajach europejskich.

Przemysł lobbował za brakiem obostrzeń?

Śledczych bardziej jednak interesuje nie to czy decyzje podejmowane przez rząd okazały się błędne (w końcu nowego koronawirusa ani skali zagrożenia jakie stwarza nikt jeszcze wtedy we Włoszech dobrze nie znał), ale czy rzeczywiście podejmowano te decyzje w oparciu o wiedzę i analizy eksperckie, czy też może pod naciskiem biznesu.

Bergamo i jego okolice oraz cała dolina rzeki Serio, nazywana jest bowiem we Włoszech „Złotą Doliną”. Mieści się tu wiele fabryk i zakładów przemysłowych. Dlatego jedną z badanych hipotez jest ta, że to właśnie przemysłowcy namówili władze centralne i regionalne, aby nie wprowadzać całkowitego lockdownu, bo uderzyłoby to w produkcję w ich zakładach.

Władze Lombardii, choć wskazują na opieszałość władz krajowych, też same nie paliły się do działania.  Choć miały takie prawo, to jednak nie zamykały gmin, w których pojawił się koronawirus, ani nie prosiły o to władz w Rzymie.

Decyzję o zakazie kontaktów rodzin z ciałami bliskich zmarłych z powodu koronawirusa władze lombardzkie wydały dopiero 12 marca, a więc już po objęciu całych Włoch „pomarańczową strefą”. A w czasie, gdy epidemia w okolicy Bergamo nasilała się, miejscowe stowarzyszenie przemysłowe ruszało z kampanią pod hasłem: „Działamy pełną parą”.