Koronawirus: Czy mamy już drugą falę pandemii?

W wielu krajach na świecie dzienna liczba zakażeń rośnie albo pozostaje na stałym wysokim poziomie (Photo by Max Bender on Unsplash)

W wielu krajach na świecie dzienna liczba zakażeń rośnie albo pozostaje na stałym wysokim poziomie (Photo by Max Bender on Unsplash)

Czy wzrost dziennej liczby nowych zakażeń koronawirusem oznacza nastąpienie drugiej fali koronawirusa? Ciężko to jednoznacznie określić, ponieważ SARS-CoV-2 jest na tyle nowym patogenem, że wciąż się o nim uczymy. Ale coraz więcej mówi się o tym, że obecna pandemia  to jedna wielka fala zachorowań.

 

Wirusowe choroby zakaźne zwykle pojawiają się falami, czyli nasilają się i słabną w określonych porach roku, a do największej liczby zachorowań na najczęstsze z nich czyli przeziębienia i grypy dochodzi zwykle w okresach jesiennym i wiosennym.

Wynika to przede wszystkim z panujących wówczas warunków atmosferycznych, które mogą sprzyjać lub nie łatwiejszemu przenoszeniu się patogenów zakażających kolejnych ludzi przede wszystkim drogą kropelkową.

Większości takich wirusów najłatwiej przenosi się bowiem wtedy, gdy temperatura jest niższa (ale nie ma długotrwałych mrozów), a w powietrzu jest więcej wilgoci. Kropelki śliny zawierające wirusa wolniej wówczas parują, a patogeny ma większą szansę na trafienie do organizmu kolejnej osoby.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

A co z koronawirusem SARS-CoV-2

Ponieważ większość dotąd znanych koronawirusów zdolnych do infekowania ludzi (jak np. wywołujące lekkie przeziębiania odkryte w latach 60. XX wieku wirusy HCoV-229E i HCoV-OC43) pojawia się sezonowo, poczyniono i takie założenie w przypadku SARS-CoV-2 odpowiedzialnego za obecną pandemię.

Wirusologom przypomniała się także największa pandemia XX wieku, czyli masowymi zachorowaniami na tzw. grypę hiszpankę z lat 1918-1920, które wywoływał wirus A/H1N1, a więc typ patogenu odpowiedzialnego m.in. za późniejsze występowanie „świńskiej grypy”.

Hiszpanka pojawiła się wiosną 1918 r., a zwrócono na nią uwagę w USA dokąd najprawdopodobniej przywieźli ją z Chin przybyli do Ameryki Północnej robotnicy. Trzy miesiące przed tym jak odnotowano w Kansas wybuch epidemii, ten sam wirus rozprzestrzeniał się już w północnych Chinach, ale wiedza o tym nie dotarła do światowej opinii publicznej.

Tamta grypa sprzed ponad 100 lat okazała się bardzo zaraźliwa. I uderzyła w trzech falach, z których pierwsza charakteryzowała się łagodniejszym przebiegiem niż kolejne. To właśnie kolejna fala, która nastąpiła w drugiej połowie 1918 r., gdy wirus rozpowszechniony był już w Europie Zachodniej i w Wielkiej Brytanii, okazała się dużo bardziej zabójcza.

Dlatego biorąc pod uwagę dotychczasowe modele epidemiologiczne oraz właściwości typowe dla wirusów układu oddechowego wirusolodzy przewidywali, że druga fala zakażeń SARS-CoV-2 może nadejść jesienią wraz z pogorszeniem się pogody, a także związanym z tym częstym spadkiem odporności u wielu osób.

Koronawirus: WHO apeluje do rządów o kreatywność

Dyrektor europejskiego oddziału Światowej Organizacji Zdrowia Hans Kluge wezwał wczoraj rządy  państw regionu do dalszej walki z koronawirusem. Zaapelował przy tym do polityków o współpracę z lokalnymi społecznościami w przygotowywaniu i wdrażaniu nowych, “kreatywnych” rozwiązań.

SARS-CoV-2 zachowuje się inaczej?

Zbliżające się lato przyniosło w wielu miejscach na świecie poprawę sytuacji epidemiologicznej, za to w wielu krajach Ameryki Południowej czy południowej Afryki pogorszenie.

Taki stan rzeczy dalej przemawiał jednak za teorią o sezonowości SARS-CoV-2. O ile bowiem w położonej na północnej półkuli Europie w czerwcu zaczyna się lato, o tyle w niemal całej Ameryce Południowej i w dużej części Afryki, które leżą na południowej półkuli, zaczyna się wtedy zima, a wraz z nią w wielu miejscach pogorszenie pogody.

Ale z tego modelu wyłamały się m.in. Stany Zjednoczone, gdzie dopiero latem (a dokładnie w drugiej połowie czerwca) zaczął się skokowy wzrost dziennej liczby zachorowań. Również przypadek niektórych państw azjatyckich (np. Hongkongu, Japonii, Korei Południowej czy Wietnamu), w których za sprawą większych nowych ognisk zakażeń wybuchały już de facto druga czy trzecia fala epidemii, pokazuje, że kwestie atmosferyczne i pogodowe mogą mieć w przypadku SARS-CoV-2 mniejsze znaczenie niż w przypadku wirusów grypy. Hongkong szykuje się już nawet obecnie do czwartej fali epidemii.

Pojawienie się kolejnych fal pandemicznych może mieć także związek z mutowaniem się danego wirusa, który może uzyskać zdolność łatwiejszego przenoszenia się między ludźmi czy powodować poważniejsze objawy. Taka mutacja była prawdopodobnie przyczyną silniejszej drugiej fali grypy hiszpanki, choć duży wpływ miało na sytuację także to, że w drugiej fali mocno chorowali np. wycieńczeni trudami I wojny światowej żołnierze.

W przypadku SARS-CoV-2 naukowcy wychwycili już pewne mutacje nowego koronawirusa, a nawet mówią o przynajmniej trzech jego szczepach, ale są to wszystko naturalne i bardzo drobne zmiany, które nie powinny mieć wpływu na to, aby nowy patogen stał się mniej lub bardziej zjadliwy.

Koronawirus: W Polsce nakaz noszenia maseczek będzie ostrzej egzekwowany

Minister zdrowia, który wystąpił na wspólnej konferencji z Komendantem Głównym Policji, zapowiedział, że w miejscach gdzie konieczne jest zasłanianie ust i nosa, bez maseczek będą mogły przebywać tylko osoby ze specjalnymi zaświadczeniami. Dziś padł dobowy rekord zgonów w Polsce od …

Pandemia to tylko jedna wielka fala zachorowań?

Niektórzy eksperci, w tym główny doradca ds. epidemiologii w amerykańskim rządzie i jednocześnie dyrektor Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) dr Anthony Fauci zwracają uwagę na to, że w wielu miejscach na świecie nie można jednak mówić o drugiej fali epidemii.

Problem w tym, że wynika to z tego, że nigdy nie skończyła się tam bowiem pierwsza fala, a system opieki zdrowotnej ma do czynienia po prostu z jedną wielką epidemiczną falą zachorowań.

Według doktora Fauciego taki krajem są właśnie USA, gdzie od początku pandemii odnotowano już ponad 7,7 mln zakażeń koronawirusem, a zmarło z tego powodu ponad 215 tys. ludzi. Choć w ostatnich tygodniach jest tam stwierdzanych mniej przypadków dziennie, od końca marca (a więc niemal od początku epidemii w USA) ich liczba tylko kilka razy była niż niższa niż 25 tys.

W podobnej sytuacji są też Indie, gdzie co prawda najwięcej zachorowań występowało w połowie września, ale od czerwca ich poziom wciąż jest wysoki, a obecnie najwyższy na świecie.

Dlatego coraz więcej ekspertów stawia jeszcze inną tezę – w przypadku nowego koronawirusa nie można mówić o żadnych falach. Pandemia będzie po prostu jedną wielką falą, którą zatrzyma dopiero opracowanie, masowe wyprodukowanie i podanie społeczeństwom szczepionki albo uzyskanie tzw. odporności stadnej, czyli tak dużej liczby osób, które przeszły zakażenie i wytworzyły przeciwciała, że dzięki temu uda się ochronić nieodporną część populacji.

Epidemiolodzy różnią się jednak w ocenie tego jaki poziom zainfekowania społeczeństwa daje odporność stadną. Mówi zarówno o 60 proc., jak i nawet o 90 proc. W przypadku drugiej prognozy – osiągnięcie odporności stadnej oznacza więc, że zakazić musi się niemal każdy.

Koronawirus: Według WHO już jedna na dziesięć osób na świecie zakażona

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) poinformowała wczoraj, że koronawirusem mogło zakazić się dotychczas już około 10 proc. ludności świata. Ostrzegła jednak, że zdecydowana większość ludzi wciąż  jest narażona na infekcję. W Polsce też badanie odporności na SARS-CoV-2 w populacji.

Spadek liczby zakażeń przez lockdown?

Czym zatem zwolennicy tezy o jednej wielkiej fali zakażeń tłumaczą wcześniejszy spadek liczby zakażeń i ich ponowny wzrost po mniej więcej 2-3 miesiącach? Odpowiedź jest prosta – lockdownem i drastycznym ograniczeniem podróży oraz spotkań między ludźmi.

Zgodnie z tą tezą obecny wzrost liczby infekcji SARS-CoV-2 to naturalny skutek zniesienia w większości krajów europejskich dużej części przeciwepidemicznych obostrzeń oraz powrót do podróżowania w okresie wakacyjnym, a także jesienne otwarcie szkół i przywrócenie pracy w części biur.

Zwolennicy tej tezy nawołują więc do przywrócenia części obostrzeń oraz wymuszania ich przestrzegania na społeczeństwach. Ale większość europejskich rządów, choć powoli przywraca część obostrzeń lub wzmacnia egzekwowanie ich przestrzegania, oficjalnie odrzuca możliwość powrotu do pełnego lockdownu.

Niemal całkowite zamrożenie aktywności gospodarczej czy ruchu turystycznego bardzo mocno uderzyło bowiem w krajowe gospodarki i zmusiło rządy do opracowania kosztownych programów antykryzysowych. A na to w kulejących z powodu kryzysu gospodarczego budżetach wielu europejskich państw może już ponownie nie starczyć pieniędzy.