Koronawirus: Anglia w lockdownie przez niemal miesiąc

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, źródło: Flickr/fot. Andrew Parsons/No 10 Downing Street (CC BY-NC-ND 2.0)

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, źródło: Flickr/fot. Andrew Parsons/No 10 Downing Street (CC BY-NC-ND 2.0)

W przyszłym tygodniu w Anglii zaczną obowiązywać przeciwepidemiczne restrykcje, które potrwają do początku grudnia. Choć będą one łagodniejsze niż wiosną, to i tak zamknięte będą lokale gastronomiczne i większość sklepów. Wychodzenie z domu ma być ograniczone do niezbędnych okoliczności.

 

Nowe restrykcje będą w Anglii obowiązywać od przyszłego czwartku (5 listopada) i potrwają przynajmniej do środy 2 grudnia. Jak tłumaczył brytyjski premier Boris Johnson, chodzi przede wszystkim o odciążenie służby zdrowia. Bez spowolnienia tempa rozwoju epidemii, w szpitalach mogłoby zabraknąć miejsc dla nowych pacjentów.

„Podejmowane kroki są niezbędne, aby uniknąć medycznej i moralnej katastrofy. Lekarze i pielęgniarki byliby zmuszeni wybierać, których pacjentów należy leczyć, kto otrzyma tlen, a kto nie, kto będzie żył, a kto umrze” – mówił Johnson.

Dodał też, że „żaden odpowiedzialny premier nie mógłby zignorować danych sugerujących, że bilanse zgonów sięgną kilku tysięcy dziennie”. Według wyliczeń brytyjskiego rządu liczba umierających z powodu COVID-19 pacjentów byłaby dużo wyższa niż ta z kwietnia, gdy w Wielkiej Brytanii przypadł poprzedni szczyt zachorowań.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Gastronomia zamknięta, szkoły otwarte

Według nowych zarządzeń na terenie Anglii zamknięte zostaną wszystkie puby, restauracje, kawiarnie czy bary, ale będą one mogły wciąż wydawać dania na wynos lub z dostawą do domu. Otwarte będą mogły być też tylko te sklepy, które sprzedają artykuły pierwszej potrzeby, czyli żywność, leki czy środki czystości.

Normalnie funkcjonować będą natomiast fabryki oraz nie zostanie przerwana praca na budowach. Również szkoły i uniwersytety prowadzić będą na razie naukę w systemie stacjonarnym, a nie zdalnym. To różni obecny lockdown od tego wiosennego, który był surowszy.

Rząd zaleca także mieszkańcom Anglii pozostanie w domach i wychodzenie z nich tylko w uzasadnionych przypadkach, takich jak praca, zakupy, nauka, opieka nad członkiem rodziny czy aktywność fizyczna. Praca zdalna także jest tylko zalecana. Nie ma w tym obszarze żadnych zakazów czy nakazów.

Utrzymane zostają także zawodowe rozgrywki sportowe, choć mecze i tym podobne wydarzenia odbywać się będą bez udziału kibiców. Osoby starsze i schorowane również mogą opuszczać swoje domy. Rząd jedynie zaleca im unikanie wychodzenia.

Polska: Od soboty zamknięte cmentarze

Czy w Polsce zostanie wprowadzony lockdown?

Johnson: Nie było innego wyjścia

Brytyjski rząd długo wzbraniał się przed ponownym zarządzeniem lockdownu na terenie całego kraju. Wolano stawiać na punktowe działania, czyli ogłaszaniem obostrzeń tylko na obszarach, gdzie jest więcej nowych zakażeń.

Ale podejście Johnsona zmieniło się pod wpływem opublikowanego w piątek (30 października) raportu naukowej grupy doradczej ds. kryzysowych SAGE, który wskazał, że tempo rozwoju epidemii jest w Anglii dużo szybsze niż początkowo zakładano i nawet w tych rejonach kraju, gdzie jest obecnie mniej zakażeń, bez lockdownu szybko może ich być dużo więcej.

Dodatkowo rosła presja na brytyjski rząd po tym jak lockdowny ogłosiły lokalne rządy Irlandii Północnej i Walii. W kwestii zdrowia kompetencje leżą właśnie po stronie władz dewolucyjnych, dlatego rząd brytyjski ogłaszać może tylko lockdown dotyczący Anglii.

Lockdown północnoirlandzki ogłoszono na cztery tygodnie (pozostały jeszcze ponad dwa), zaś walijski na 17 dni (zostało ich jeszcze osiem). Swojej decyzji wciąż jeszcze nie podjęła Szkocja, ale wiele osób w Anglii domagało się, aby Johnson poszedł w ślady władz walijskich i północnoirlandzkich.

Ogłaszając wczoraj (31 października) wieczorem decyzję o wprowadzaniu od przyszłego tygodnia lockdownu brytyjski premier zapewniał, że jest mu bardzo przykro z powodu negatywnego wpływu nowych obostrzeń na gospodarkę, ale zapewniał, że „nie miał innego wyjścia”.

Koronawirus: Władze Belgii wprowadzają sześciotygodniowy lockdown

„To środek ostateczny”, oświadczył premier Alexander De Croo.

Pakiet antykryzowy przedłużony o miesiąc

Johnson zapowiedział też przedłużenie do 2 grudnia rządowego programu wypłacania zasiłku w wysokości 80 proc. dotychczasowej pensji osobom, które nie mogą pracować i zarabiać z powodu lockdownu i kłopotów ich pracodawców. Obowiązujący już od 7 miesięcy program miał wygasnąć właśnie wczoraj.

Brytyjski premier wyjaśnił, że obecny lockdown jest mniej restrykcyjny nie tylko dlatego, aby mniej zaszkodzić gospodarce, ale także dlatego, że przez ostatnie miesiące zwiększono liczbę łóżek i respiratorów w szpitalach, a także przeszkolono dodatkowy personel. Chwalił też obiecujące wyniki badań nad deksametazonem, a więc lekiem łagodzącym przebieg COVID-19 u części pacjentów i zwiększającym ich szanse na przeżycie.

Powiedział też, że celem rządu jest ustabilizowanie sytuacji epidemicznej w kraju przed świętami Bożego Narodzenia. Dlatego po 2 grudnia obostrzenia mają być stopniowo luzowane.

„Święta Bożego Narodzenia będą w tym roku inne, być może bardzo inne, ale mam szczerą nadzieję i wiarę, że podejmując teraz twarde działania, możemy umożliwić rodzinom w całym kraju bycie razem” – mówił Johnson.

Od początku pandemii w Wielkiej Brytanii stwierdzono ponad 1 mln zakażeń (wczoraj kraj ten stał się dziewiątym na świecie, gdzie przekroczono tę granicę liczby infekcji) oraz ponad 46,5 tys. zgonów z tego powodu. Tylko ostatniej doby stwierdzono prawie 22 tys. nowych zakażeń koronawirusem.