Jak długo się zdrowieje po infekcji koronawirusem?

Photo by Nick Bolton on Unsplash

Ile czasu trwa infekcja koronawirusem SARS-CoV-2? Jak długo dochodzi się do zdrowia? Kiedy pacjent może zostać uznany za wyleczonego? Odpowiedzi na te pytania wciąż są w dużej mierze zgadywanką, ale choroba COVID-19 ma coraz mniej tajemnic.

 

Liczba ludzi zakażonych na całym świecie koronawirusem SARS-CoV-2 zbliża się do 2,3 mln. Ponad 156 tys. osób niestety zmarło, ale liczba tych, których uznano za ozdrowieńców jest o wiele wyższa i – co ważne – rośnie o wiele szybciej niż liczba zgonów. Obecnie to już ponad 582 tys. ludzi.

Ozdrowieniec to w medycynie człowiek, u którego ustąpiły objawy choroby zakaźnej. Nie oznacza to jednak całkowitego wyleczenia, czyli powrotu do zdrowia w 100 proc. Ile zatem  czasu dochodzimy do siebie po infekcji nowym koronawirusem?

Kto jest najmocniej narażony?

Obecna pandemia trwa niecałe 4 miesiące, a SARS-CoV-2 jest wirusem, o którym wcześniej nic nie było wiadomo. Lekarze i wirusolodzy na bieżąco uczą się więc zarówno o właściwościach samego patogenu, jak i o przebiegu wywoływanej przez niego choroby COVID-19. Wiele wskazuje jednak na to, że długość rekonwalescencji po zakażeniu może być bardzo różna, a wszystko zależy od indywidualnych cech organizmu.

Niestety wiele dotychczasowych teorii mówiących o tym, że odpowiednia grupa krwi (w tym przypadku grupa 0) lub to, że było się w przeszłości zaszczepionym na gruźlicę preparatem BCG jest dopiera sprawdzana i jest zdecydowanie zbyt wcześnie, aby uznać, że ma to istotne znaczenie. Wiadomo już natomiast (z prostej statystyki ukazującej liczbę osób w stanie ciężkim lub liczbę zgonów), że najbardziej narażone są osoby starsze oraz cierpiące na tzw. choroby współistniejące (najczęściej to choroby układu krążenia lub układu oddechowego, duże nadciśnienie czy cukrzyca). Im więcej tych chorób występuje razem, tym ryzyko jest większe.

Z danych wyraźnie też wynika, że chorobę ciężej przechodzą (i w związku z tym częściej umierają) mężczyźni. Nie do końca wiadomo dlaczego tak jest, ale ocenia się, że panowie zwykle mniej o siebie dbają i ich ogólna kondycja zdrowotna jest gorsza niż w przypadku pań. Zwłaszcza, gdy są już w podeszłym wieku. Dlatego najmniej narażone są młode, zdrowe kobiety, a także dzieci. Zachorowania (i zgony) w najmłodszych grupach wiekowych to wciąż incydentalne przypadki.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Przypadków bezobjawowych dużo więcej niż objawowych?

Coraz bardziej potwierdza się teoria, że zdecydowana większość ludzi przechodzi infekcję koronawirusem SARS-CoV-2 niemal bezobjawowo lub w sposób bardzo łagodny. Wśród wymienianych objawów najczęściej wymienia się czasową utratę zmysłów smaku i zapachu lub lekki suchy kaszel. Takie osoby najczęściej nawet nie mają pojęcia, że zakaziły się koronawirusem, a objawy samoistnie ustępują po kilku lub kilkunastu dniach. Wirus w ich przypadku nie jest w stanie zaatakować płuc i wywołać choroby COVID-19.

Te osoby często nie są ujęte w oficjalnych statystykach, ponieważ nikt nie wykonał im testu na obecność SARS-CoV-2. Wszystko wskazuje jednak na to, że osoby nie posiadające objawów infekcji mogą przez pewien czas zarażać innych, więc dlatego większość krajów na świecie w walce z pandemią przyjęło strategię izolowania społecznego, która sprawia, że zupełnie nieświadomi nosiciele koronawirusa nie zarażą innych. A wśród tych innych mogą być osoby bardziej wrażliwe, u których rozwinie się pełna choroba COVID-19.

Innym częstym objawem jest gorączka. Ta lekka zwykle ustępuje po około tygodniu. Ale ta wyższa może trwać nawet 14 dni. Często towarzyszą jej tzw. objawy grypowe, czyli bóle mięśni, stawów lub kości, silny ból głowy, duże ogólne zmęczenie, ból gardła czy zawroty głowy. O ile nie występują problemy z oddychaniem, a gorączka nie przekroczy 39 stopni Celsjusza, zwykle do wyleczenia wystarczy pozostanie w łóżku, zwiększenie liczby wypijanych płynów oraz podawanie paracetamolu. Czasem kaszel staje się mokry, a chory odkasłuje flegmę, która zawiera m.in. zniszczone przez koronawirusa komórki. Wiele z tych osób leczonych jest jednak w warunkach domowych.

Co z lekiem na koronawirusa? Chlorochina jednak nie pomoże?

Remdesivir, chlorochina oraz hydroksychlorochina – z tymi substancjami lekarze wiązali największe dotąd nadzieje na opracowanie leku zwalczającego koronawirusa SARS-CoV-2.

Groźna burza cytokinowa?

Jeśli natomiast gorączka utrzymuje się długo, rośnie mimo podawania leków i pojawiają się problemy oddechowe, potrzebna jest hospitalizacja, w tym podłączenie do aparatu tlenowego lub nawet respiratora. Objawy te potrafią się nasilić bardzo szybko, ponieważ dochodzi do tzw. burzy cytokinowej, czyli nadmiernej reakcji układu immunologicznego. Organizm wydziela o wiele za dużo cytokin, czyli białek, które pobudzają namnażanie się komórek odpornościowych.

Zwykle wydzielanie dużych ilości cytokin pomaga szybciej pokonać infekcję, ale jeśli pojawia się ich zbyt dużo i w zbyt dużym tempie, komórki odpornościowe zaczynają też atakować narządy wewnętrzne. Układ immunologiczny zwraca się więc przeciw całemu organizmowi. W tym przypadku więc im jest silniejszy, tym gorzej dla pacjenta. Stąd też najczęściej się biorą przypadki zgonów na COVID-19 u młodych i zdrowych osób. Przyczyny występowania burzy cytokinowej nie są do końca znane, ale podejrzewany jest czynnik genetyczny.

Opublikowana pod koniec lutego i oparta na danych zebranych w chińskich szpitalach analiza Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oceniła, że średni czas na powrót do zdrowia osoby, która nie znalazła się w stanie ciężkim wynosi dwa tygodnie. Zbierający oficjalne dane z ministerstw zdrowia lub rządów 210 krajów i terytoriów świata, które poinformowały o wystąpieniu na ich terenie koronawirusa SARS-CoV, serwis Worldometers wylicza, że obecnie choruje ok. 1,54 mln osób. 96 proc. z nich przechodzi chorobę łagodnie lub średnio, a tylko 4 proc. znajduje się w stanie ciężkim lub krytycznym, czyli wymagającym leczenia na oddziale intensywnej terapii.

Osoby, u których wystąpiła pełna choroba COVID-19, polegająca głównie na ostrym, obustronnym śródmiąższowym zapaleniu płuc, mogą dochodzić do siebie dużo dłużej niż ci, którzy jedynie cierpieli na gorączkę, kaszel czy bóle mięśniowe. Skrócony oddech może się utrzymywać nawet kilka tygodni po zwalczeniu koronawirusa, ponieważ dochodzi w płucach do zwłóknień i zmniejszenia ich pojemności. Istnieją podejrzenia, że u niektórych osób zwłóknienia mogą już w jakimś stopniu pozostać na długo lub na całe życie, ale ta teoria potwierdzi się (lub nie) dopiero w najbliższych latach. Rekonwalescencja osób, które przeszły koronawirusowe zapalenie płuc może trwać według WHO od 2 do nawet 8 tygodni.

Chiny "odnalazły" nowych zmarłych na koronawirusa

Rosną wątpliwości co do prawdomówności władz w Pekinie. Wciąż nie wiadomo, jak doszło do wybuchu pandemii.

Pacjenci OIOM zdrowieją najdłużej

U osób, które znalazły się w stanie krytycznym i trafiły na OIOM leczenie trwa najdłużej, a kolejne tygodnie lub nawet miesiące będą potrzebne na pełną rekonwalescencję. Poważne kłopoty oddechowe wymagają czasem nie tylko podłączenia do respiratora lub tzw. płucoserca (czyli urządzenia zastępującego pracę aż dwóch organów jednocześnie), ale również wprowadzenia pacjenta w śpiączkę farmakologiczną. Inny raport WHO (także oparty na danych zebranych w Chinach) wskazuje, że użycia respiratora wymaga średnio 5 proc. pacjentów poddanych hospitalizacji.

Długa nieprzytomność odbija się na całym organizmie. Może dochodzić do kurczenia się lub zanikania mięśni, skracania się ścięgien czy występowania odleżyn. Przede wszystkim osoby trafiające na OIOM muszą w razie poprawy stanu zdrowia trafić zwykle jeszcze na zwykły oddział obserwacyjny. Potem często potrzebna jest im rehabilitacja i ćwiczenia ruchowe, które odbudują układ ruchu. Znane są także przypadki, w których pacjent przebywające w śpiączce dłużej niż kilka dni, potrzebuje także psychoterapii lub leczenia objawów delirycznych.

Dane z chińskich i włoskich szpitali wskazują, że w przypadku SARS-CoV-2 objawy deliryczne u pacjentów wybudzanych ze śpiączki występują częściej niż w przypadku innych chorób zakaźnych, ale nie jest to potwierdzone. Statystyki pokazują jednak, że osoby, które przeszły infekcję poważnie, długo są osłabione i potrzebują przez pewien czas, nawet po wyjściu ze szpitala, więcej snu niż przed chorobą. Notowane były jednak także przypadki bardzo szybkiego dojścia do pełnej sprawności po pobycie na OIOM. Według WHO w niektórych przypadkach pełna rekonwalescencja może zająć nawet 12-18 miesięcy.

Odpowiedź na pytanie o to, jak długo zatem dochodzi się do zdrowia po infekcji SARS-CoV-2 jest równie długa co niewiele mówiąca, ponieważ na tym etapie pandemii brzmi: „To zależy od wielu czynników”. W wielu miejscach na Ziemi trwają jednak programy badawcze dotyczące samego koronawirusa czy choroby COVID-19, naukowcy i lekarze chętnie dzielą się też ze sobą zebranym materiałem czy wynikami badań, choć istnieją coraz większe podejrzenia, że chińskie władze część danych o przebiegu epidemii w ich kraju zataiły. Wiele wskazuje jednak na to, że za kilka miesięcy COVID-19 będzie już chorobą dobrze znaną medykom, co zdecydowane ułatwi jej leczenie.

Koronawirus zniknie dopiero gdy pojawi się szczepionka, a lockdowny będzie trzeba powtarzać?

Coraz więcej wskazuje na to, że wbrew nadziejom części lekarzy koronawirus SARS-CoV-2 nie zniknie wraz ze wzrostem temperatury. Zamiast latem uda się go pokonać najpewniej dopiero, gdy pojawi się skuteczna szczepionka. Dlatego lockdowny być może będzie trzeba cyklicznie powtarzać.

 

W wielu …