Izrael i ZEA nawiązały relacje dyplomatyczne. Trump mówi o „historycznym porozumieniu”, Iran o „haniebnym”

Donald Trump, Jared Kushner I Benjamin Netanjahu, źródło: Flickr/Israel Ministry of Foreign Affairs, fot. Kobi Gideon/GPO/Prime Minister

Donald Trump, Jared Kushner I Benjamin Netanjahu, źródło: Flickr/Israel Ministry of Foreign Affairs, fot. Kobi Gideon/GPO/Prime Minister

Izrael i Zjednoczone Emiraty Arabskie po raz pierwszy nawiązały oficjalne stosunki dyplomatyczne. Umowę wynegocjowano przy współpracy USA. Dotyczy ona również kwestii aneksji przez Izrael części terytoriów palestyńskich.

 

„WIELKI przełom dzisiaj! Historyczne Pokojowe Porozumienie pomiędzy naszymi dwoma WIELKIMI przyjaciółmi, Izraelem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi” – napisał wczoraj (13 sierpnia) wieczorem polskiego czasu prezydent USA Donald Trump na Twitterze.

Jako pierwszy poinformował bowiem, że Waszyngton wynegocjował między Jerozolimą a Abu Zabi porozumienie, które ma charakter traktatu pokojowego, nawiązującego regularne relacje dyplomatyczne. Wkrótce potem pojawił się już oficjalny komunikat wydany w imieniu Trumpa oraz premiera Izraela Benjamina Netanjahu i następcy tronu ZEA księcia Abu Zabi Mohammeda ibn Zajida Al Nahajjana.

Niemal cały sukces tego porozumienia przypisuje sobie właśnie Trump, który stwierdził nawet, że powinno ono nosić jego imię (choć nazwano je już „Porozumieniem Abrahama”). Wskazał jednak, że kluczowe negocjacje prowadził jego specjalny wysłannik ds. Bliskiego Wschodu, a prywatnie zięć – Jared Kushner. Kushner jednak skromnie odpowiedział, że wszystko się udało, ponieważ to jego teść „zaproponował niestandardowe podejście do negocjacji”.

Na mocy umowy obie strony zobowiązały się do stopniowej normalizacji wzajemnych stosunków. Napisano w niej także, że to „historyczny przełom, który ma szansę przynieść pokój na Bliskim Wschodzie”.

W najbliższych dniach zostaną natomiast podpisane szczegółowe porozumienia, które uregulują kwestię bezpośrednich połączeń lotniczych czy wzajemnego otwarcia placówek dyplomatycznych.

Koronawirus: Współpraca ponad podziałami Izraela i Palestyny zapobiegnie katastrofie?

Zerwane w lipcu 2019 r. relacje między Izraelem a Autonomią Palestyńską jeszcze się pogorszyły po ogłoszeniu amerykańskiego planu pokojowego dla Bliskiego Wschodu. 

Trzecie państwo arabskie rozmawiające z Izraelem

Umowa rzeczywiście jest historyczna, bowiem to dopiero trzeci od 1948 r., a więc od proklamowania izraelskiej niepodległości, przypadek nawiązania przez Izrael oficjalnych relacji dyplomatycznych z państwem arabskim. Wcześniej były to 1979 r. Egipt, a w 1994 r. Jordania.

Pierwszy z tych krajów porozumienie z Izraelem podpisał po tym, jak udało się zakończyć dekady powracających wojen z państwami arabskimi, jak np. wojna sueska z 1956 r., wojna sześciodniowa z 1967 czy wojna Jom Kippur z 1973 r.. Drugi natomiast dzięki zawartemu w 1993 r. palestyńsko-izraelskim Porozumieniu z Oslo, które miało otworzyć drogę do niepodległości Palestyny.

Ale brak dalszych postępów w kwestii Autonomii Palestyńskiej szybko ostudził zapał innych państw arabskich do normalizacji relacji z Izraelem. Jednocześnie wraz z upływem czasu i coraz bardziej globalnymi aspiracjami części państw arabskich, sprawa palestyńska zaczęła tracić na znaczeniu.

Tym bardziej, że Palestyńczycy mają kłopot nawet z dogadaniem się między sobą. Strefą Gazy rządzi radykalny Hamas, a Zachodnim Brzegiem Jordanu bardziej umiarkowany Fatah.

Zjednoczone Emiraty Arabskie są pierwszym krajem z Zatoki Perskiej, który nawiązał oficjalne relacje z Izraelem, mimo że kanały komunikacji z Tel Awiwem mają otwarte również pozostałe państwa Zatoki, m.in. Arabia Saudyjska, Oman czy Bahrajn.

Nie jest jednak zaskoczeniem, że to właśnie Abu Zabi postanowiło się dogadać z Jerozolimą jako pierwsze. W kwestii bezpieczeństwa regionalnego oba państwa nieformalnie współpracowały już od pewnego czasu, ponieważ postrzegają Iran jako największe zagrożenie dla swoich interesów. Również pandemia koronawirusa pokazała, że jeśli zachodzi taka potrzeba, Izrael i ZEA mogą działać ręka w rękę.

Belgijscy politycy przeciwko aneksji części Palestyny przez Izrael

„Aneksja terytorium palestyńskiego przez Izrael byłaby rażącym naruszeniem prawa międzynarodowego i ostatecznym unieważnieniem procesu pokojowego”

Porozumienie wymierzone w Iran?

Ta współpraca jest silna zwłaszcza w przypadku Iranu, czyli głównego regionalnego wroga Jerozolimy oraz Abu Zabi. I oczywiście wroga Stanów Zjednoczonych. Być może zatem toczą się też rozmowy o nawiązaniu relacji Izraela z Arabia Saudyjską, pretendującą do roli bliskowschodniego lidera.

Co prawda Rijad zawsze prezentował bardziej niż ZEA konserwatywne podejście wobec Izraela (jako państwo strażnik świętych miejsc islamu, np. Mekki). Ale wzrost irańskiej aktywności u granic Arabii Saudyjskiej (np. w Jemenie, gdzie toczy się wojna domowa czy w Bahrajnie, gdzie sunnici są u władzy, ale jest ich mniej niż szyitów) jest dla Saudów bardzo kłopotliwy.

Gdyby więc Rijad wykalkulował, że porozumienie z Izraelem po prostu mu się opłaci, to powstałaby bardzo silna antyirańska oś na Bliskim Wschodzie, oparta na najważniejszych regionalnych sojusznikach USA.

Tymczasem Iran ostro to porozumienie skrytykował i nawet nazwał „haniebnym”. „Nowe podejście ZEA, normalizowanie stosunków z fałszywym, zbrodniczym Izraelem nie oznacza zachowania pokoju i bezpieczeństwa, ale służy nieustającym zbrodniom syjonistów. Postępowanie Abu Zabi nie ma wytłumaczenia, odwrócili się od sprawy palestyńskiej. Po tej strategicznej pomyłce ZEA pochłonie ogień syjonizmu” – napisał na Twitterze doradca parlamentu do spraw zagranicznych i były wiceminister spraw zagranicznych Hosejn Amir-Abdollahian.

Z kolei irańskie MSZ w oficjalnym komunikacie nazwało to porozumienie „nożem wbitym w plecy Palestyńczykom”. „ZEA i inne państwa, które poprą tę ugodę, będą odpowiedzialne za jej konsekwencje” – głosi oświadczenie irańskiej dyplomacji przekazane agencji IRNA.

Co prawda, jak przekonywał na Twitterze książę Mohammed Ibn Zajida Al Nahajjan, Izrael zgodził się w ramach porozumienia z ZEA na powstrzymanie się od planowanej aneksji ok. 30 proc. okupowanych terytoriów palestyńskich na Zachodnim Brzegu Jordanu (co tak „poszatkowałoby” ten obszar, że przyszłe państwo palestyńskie de facto nie mogłoby funkcjonować), ale Tel Awiw szybko poinformował, że ze swoich planów się nie wycofuje, ale jedynie je wstrzymuje na pewien czas.

Zatem ten warunek w każdej chwili można odwiesić. Od początku lipca Izrael nie mógł już takiej aneksji dokonać, bo weszły w życie przyjęte wcześniej ustawy, ale swoje działania odłożył „na później” oficjalnie z powodu pandemii koronawirusa. Teraz jednak wiadomo – czego obserwatorzy się domyślali – że była to tyko wymówka. Jasne jest już również dlaczego.