Islandia przywraca część obostrzeń z powodu rosnącej liczby zakażeń koronawirusem

Islandia przywraca część przeciwepidemicznych obostrzeń, ale nie decyduje się na zamykanie granic (Photo by André Filipe on Unsplash)

Islandia przywraca część przeciwepidemicznych obostrzeń, ale nie decyduje się na zamykanie granic (Photo by André Filipe on Unsplash)

Islandzki rząd ogłosił ponowne wprowadzenie części przeciwepidemicznych obostrzeń w związku z ponownym pojawieniem się infekcji koronawirusem SARS-CoV. Dzięki wcześniejszemu masowemu testowaniu obywateli i turystów udało się epidemię, zwalczyć niemal całkowicie, ale teraz jest strach przed jej powrotem.

 

Obowiązujące od dziś (31 lipca) nowe reguły dotyczą polegają na zmniejszeniu maksymalnej dopuszczalnej liczby uczestników zgromadzeń z 500 do 100 osób. Ale do tej liczby nie będą wliczane dzieci poniżej 15. roku życia.

Ponownie wdrażana jest też zasada utrzymywania obowiązkowego dwumetrowego odstępu między osobami nie zamieszkującymi we wspólnym gospodarstwie domowym. Tam gdzie utrzymanie dystansu będzie niemożliwe, Islandczycy będą mieli po raz pierwszy w historii obowiązek zakrywania ust i nosa. Obowiązek ten dotyczy komunikacji publicznej czy salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Kolejne obostrzenia dotyczą osób przyjeżdżających z zagranicy. Do tej pory należało obowiązkowo (ale na własny koszt) wykonać tuż po przyjeździe test na obecność koronawirusa w organizmie. Wymazy były pobierane jeszcze na lotnisku bądź w terminalu promowym.

Ten wymóg zostaje utrzymany, ale od dziś każda osoba, która na Islandii zostaje 10 dni albo dłużej, będzie musiała po sześciu dniach od przylotu wykonać drugi test na koronawirusa. Obowiązek ten nie dotyczy jednak obywatel państw uznawanych przez islandzkie władze za bezpieczne, czyli Danii, Grenlandii, Wysp Owczych, Norwegii, Finlandii oraz Niemiec.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Premier Islandii: Spokojnie, tylko używamy hamulca

Choć Islandia przywraca część przeciwepidemicznych obostrzeń, premier tego kraju Katrín Jakobsdóttir przekonywała, że nie jest to oznaka „utraty kontroli nad sytuacją”, ale profilaktyczne „użycie hamulca”.

Dlatego na wczorajszej konferencji prasowej szefowa rządu apelowała do Islandczyków, aby nie popadali w panikę, ale przestrzegali po prostu nowych wytycznych. Przestrzegła jednak, że jeśli tak nie będzie, to zaistnieje konieczność wprowadzenia surowszych restrykcji.

Na zamieszkałej przez 364 tys. osób Islandii stwierdzono dotąd 1872 infekcje koronawirusem SARS-CoV-2 oraz 10 zgonów z tego powodu. Sytuację epidemiczną w kraju, dzięki masowemu testowaniu wszystkich obywateli i szybkim izolowaniu każdej zakażonej osoby udało się opanować już w połowie kwietnia.

Od drugiej połowy kwietnia notowane było już maksymalnie po kilka nowych przypadków dziennie, a w maju, czerwcu i na początku lipca zdarzało się (nawet kilka dni z rzędu), że nie notowano ani jednego nowego zakażenia, a jeśli już jakieś zakażenia wykrywano to tylko 1-2 dziennie.

Do tego praktycznie nie występowały infekcje rodzime, a przede wszystkim tzw. zawleczone, czyli wykrywane u osób przybywających z zagranicy. Ale pod koniec lipca liczba nowych przypadków zaczęła rosnąć.

Co prawda daleka jest ona jeszcze od szczytów z przełomu marca i kwietnia, gdy notowano dziennie 70-100 infekcji (co było wysokim wynikiem biorąc pod uwagę niewielką liczbę mieszkańców tej wyspy), ale władze w Reykyaviku postanowiły dmuchać na zimne.

UE skraca swoją listę państw epidemicznie bezpiecznych

Kolejny kraj znika z unijnej listy krajów uznanych za bezpieczne epidemicznie. Lista nie zawiera już obecnie 15 państw, ale 12. Jaki kraj z niej wykreślono?

Coraz więcej nowych zakażeń na Islandii

26 lipca dzienna liczba wykrytych zakażeń podskoczyła bowiem do 7 i choć potem spadła do 3-4, to wczoraj zanotowano aż 11 nowych zakażeń. I to po tej informacji rząd Islandii postanowił natychmiast przywrócić część obostrzeń.

Nawet w szczycie pandemii Islandia nie zdecydowała się na całkowite zamknięcie granic, ale postawiła na testowanie wszystkich przybywających. Jednak ograniczenia w zgromadzeniach publicznych czy funkcjonowaniu gastronomii już obowiązywały.

Pełnego lockdownu zakładającego zakaz opuszczania domów bez wyraźnej potrzeby Islandczycy jednak nie wprowadzali, decydując się zamiast tego na masowe testy. Było to o tyle łatwe do przeprowadzenia, że zarówno liczba mieszkańców tego skandynawskiego kraju jest niska, podobnie jak liczba odwiedzających go turystów, która dodatkowo w ostatnich miesiącach spadła z powodu odwołania przez wiele krajów międzynarodowych połączeń lotniczych czy promowych.