Koronawirus: Indie się duszą. Świat rusza z pomocą

Epidemia COVID-19 w Indiach jest coraz poważniejsza, źródło: Flickr/Ramakrishna Math and Ramakrishna Mission Belur Math (Public Domain Mark 1.0)

Epidemia COVID-19 w Indiach jest coraz poważniejsza, źródło: Flickr/Ramakrishna Math and Ramakrishna Mission Belur Math (Public Domain Mark 1.0)

Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Chiny i Wielka Brytania zaoferowały pomoc Indiom, które mierzą się z gwałtownie rosnącą falą zakażeń SARS-CoV-2. Brakuje już bowiem nie tylko szpitalnych łóżek czy tlenu dla pacjentów OIOM, ale nawet leków przeciwwirusowych.

 

Indie mierzą się obecnie z największym przyrostem zachorowań na COVID-19. Ostatniej doby przybyło prawie 355 tys. nowych przypadków, a dzienna liczba zgonów po raz pierwszy przekroczyła 2,8 tys.

Sytuacja robi się coraz trudniejsza, ponieważ system opieki zdrowotnej całkowicie zawalił się pod napływem chorych. W bardzo wielu indyjskich szpitalach (także tych prywatnych) nie ma już wolnych łóżek, a w instalacjach, do których podłączone są respiratory i inne urządzenia wspomagające oddychanie, brakuje tlenu.

Poszukujący pomocy dla swoich duszących się bliskich Hindusi krążą samochodami i motorikszami między placówkami medycznymi w poszukiwaniu wolnego miejsca, ale często nie udaje się to nawet w promieniu kilkuset kilometrów od miejsca zamieszkania.

Indie: Coraz więcej zakażeń koronawirusem. W szpitalach brakuje tlenu. To wina kolejnej mutacji SARS-CoV-2?

A jeszcze miesiąc temu władze ogłaszały, że SARS-CoV-2 jest w odwrocie.

Święto w środku pandemii

Sytuację w Indiach pogorszyły prawdopodobnie dwa czynniki. Pierwszym jest duże rozprężenie po tym jak zimą udało się epidemię mocno ograniczyć. Dzienna liczba nowych wykrywanych zakażeń koronawirusem oscylowała w okolicy 10 tys., więc władze indyjskie postanowiły odtrąbić sukces. Minister zdrowia Harsh Vardhan uznał nawet, że „pandemia dobiega końca”.

Zmęczeni obostrzeniami Hindusi ruszyli więc masowo się spotykać – powróciły huczne wesela, mecze krykieta czy tłumy na targowiskach. Wielu mieszkańców przestało też nosić maseczki, a do położonego nad Gangesem Haridwaru w stanie Uttarakhand ruszyły miliony pielgrzymów, aby uczcić święto Kumbhamela, nazywane też „największym zgromadzeniem religijnym świata”.

Chodzi w tym przypadku o mającą zmyć grzechy rytualną kąpiel w wodach świętej rzeki. Główne uroczystości (Mahakumbhamela, czyli tzw. Wielka Kumbhamela) odbywają się co 12 lat w którymś z czterech miast  – oprócz Haridwaru także w Nashiku, Allahabadzie i Ujjain – ale  co sześć lat przypada tak zwana Ardhakumbhamela, czyli uroczystości „połówkowe”.

W tym roku przypada właśnie „pół-Kumbhamela”, ale to i tak wiąże się z masową pielgrzymką. Od marca nad Ganges w Haridwarze przybyło już 5 mln ludzi, a wciąż przybywają następni. Teoretycznie wszyscy muszą przedstawić negatywny wynik testu na koronawirusa, ale przy takiej masie ludzi weryfikacja tego jest praktycznie niemożliwa.

Chętnie odwołujący się do konserwatyzmu i nacjonalizmu, a także akcentujący mocno hinduistyczne idee premier Narendra Modi nie zdecydował się na odwołanie tegorocznej Kumbhameli. Zezwolił także na organizowanie wieców wyborczych, ponieważ jego Indyjska Partia Ludowa walczy o zwycięstwo w regionalnych głosowaniach w kilku stanach.

Indie: Setki tysięcy Hindusów kąpią się w Gangesie mimo krytycznej sytuacji epidemicznej

Sytuacja w indyjskich szpitalach jest krytyczna, a poszczególne regiony informują o niedoborach szczepionek.

Nowy wariant koronawirusa w Indiach

Drugim czynnikiem odpowiedzialnym za tak gwałtowne pogorszenie się sytuacji epidemicznej w Indiach może być pojawienie się tam nowej mutacji koronawirusa, nazwanej B.1.617. Jest ona wciąż analizowana, ale wstępne badania pokazały, że może być połączeniem dwóch innych mutacji – tzw. brazylijskiej i tzw. kalifornijskiej, co mogło dać jej możliwość jeszcze szybszego i gwałtowniejszego infekowania ludzi, w tym także osób młodych.

Dlatego część krajów na świecie zakazuje wjazdu osobom przybywającym z Indii (np. Wielka Brytania, Niemcy czy Holandia), a inne (np. Kanada czy Zjednoczone Emiraty Arabskie) nie przyjmują samolotów z tego kraju. Swoją lądową granicę z Indiami zamknął m.in. Bangladesz, a więc kraj jeszcze biedniejszy i z jeszcze słabszą służbą ochrony zdrowia, ale którego wielu obywateli pracuje w Indiach.

Prognozy rozwoju indyjskiej epidemii są bowiem bardzo dramatyczne, a według najnowszych wyliczeń tamtejszego Ministerstwa Zdrowia do kulminacji fali zakażeń dojdzie dopiero w drugiej połowie maja, kiedy to dziennie może być notowanych nawet 0,5 mln zachorowań.

Już teraz Indie są na drugim – po USA – miejscu na świecie pod względem liczby infekcji koronawirusem i zgonów z tego powodu. Stwierdzono tam ponad 17,3 mln zakażeń i ponad 195 tys. zgonów. Ale wielu obserwatorów jest przekonanych, że prawdziwe epidemiczne statystyki są o wiele gorsze.

Ponadto coraz trudniej jest lekarzom diagnozować pacjentów na podstawie wyników badań laboratoryjnych. Na rezultat testu na koronawirusa trzeba obecnie czekać od trzech do nawet siedmiu dni, podobnie jak na badanie tomograficzne lub rentgenowskie płuc.

Brakuje tlenu, pacjenci się duszą

Obecnie w Indiach brakuje wszystkiego – wolnych łóżek w szpitalach, tlenu w szpitalnych instalacjach, leków przeciwwirusowych, przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych, a nawet miejsc w kostnicach czy krematoriach.

Ciała ofiar epidemii są zwykle palone (co ma związek także z hinduistycznymi rytuałami pogrzebowymi), ale coraz częściej zdarza się, że specjalne stosy są ustawiane masowo po kilkadziesiąt obok siebie, a żegnające zmarłych rodziny uczestniczą w krótkiej ceremonii ubrane w specjalne kombinezony ochronne.

Aby zwiększyć ilość tlenu dla szpitali władze Indii prowadzą rozmowy z największymi koncernami, aby pomogły w jego produkcji. Dotychczasowe fabryki nie są w stanie napełnić wszystkich butli czy cystern.

Przestawienie linii produkcyjnych w swoich zakładach zapowiedzieli już tacy przemysłowi giganci jak Tata Group czy Jindal Steel, a firma kuriersko-spedycyjna Delhivery chce sprowadzić do kraju setki tysięcy koncentratorów tlenu.

To urządzenia, które nie potrzebują zasilania z butli z ciekłym tlenem, ale pobierają go z powietrza, poprzez redukcję obecnego w nim azotu. Koncentratory jednak nie nadają się do pomocy najciężej chorym, wymagającym podłączenia do respiratora, ale mogą pomóc tym, którzy przechodzą COVID-19 lżej, ale mają kłopoty oddechowe.

Koronawirus: Indie zatwierdzają aż dwie szczepionki – swoją i brytyjsko-szwedzką. Do zaszczepienia ponad 1,3 mld obywateli

Indie chcą jak najszybciej rozpocząć szczepienie swoich obywateli przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2.

Czarnorynkowe ceny leków i tlenu poszybowały w górę

Tymczasem w obliczu niemożności dostania się w niektórych regionach kraju (np. w Delhi) do szpitala, część Hindusów próbuje leczyć się w domu. Ale jest to coraz trudniejsze, bo na rynku brakuje już domowych urządzeń do wspomagania oddychania, a te które są dostępne kosztują nawet kilkadziesiąt razy więcej niż jeszcze kilka tygodni temu.

Mocno podrożały także butle z tlenem, których kupienie graniczy już niemal z cudem. Władze części regionów zakazały bowiem fabrykom sprzedawania ciekłego tlenu komukolwiek innemu niż placówkom medycznym. Choć jest ich w Indiach ponad 500, i tak nie są w stanie zaspokoić nawet szpitalnego popytu,

Króluje więc czarny rynek, a na nim ceny są niebotyczne. Standardowa butla z tlenem kosztowała jeszcze niedawno równowartość 80 dolarów, a obecnie nawet ponad 1,3 tys. dolarów. Koncentrator tlenu – w zależności od modelu urządzenia – od 300 do 900 dolarów, a obecnie 2-2,6 tys. dolarów.

Opakowanie najczęściej stosowanego obecnie przeciw SARS-CoV-2 leku przeciwwirusowego – remdesiviru – jeszcze kilkanaście tygodni temu kosztowało maksymalnie ok. 50 dolarów, a obecnie potrafi kosztować ponad 1 tys. dolarów, choć substancja ta wcale nie gwarantuje wyleczenia, ale jedynie spowalnia u niektórych rozwój infekcji w jej wczesnej fazie.

Podobnie jest z podawanym osobom w stanie krytycznym lekiem immunosupresyjnym tocilizumab czy przeciwwirusowym lekiem fabiflu. Cena pierwszego z nich skoczyła z 540 dolarów do 2 tys., a drugiego z 15 dolarów do 133. Wzrosły także ceny leków przeciwgorączkowych i przeciwzapalnych.

Premier Modi, który wczoraj (25 kwietnia) wystąpił z orędziem do narodu, nazwał nową falę zachorowań na COVID-19 „burzą, która uderzyła w naród”. Wezwał wszyskich do „walki z koronawirusem” i zachęcał do tego, aby się zaszczepić. Ale ponownie nie ogłosił ogólnokrajowego lockdownu.

W ubiegłym tygodniu mówił już o tym, że według niego byłaby to „ostateczność”, a także apelował do władz regionalnych, aby unikały zamrażania gospodarki i zamykania ludzi w domach. Ale Terytorium Stołeczne Delhi ogłosiło już jeden siedmiodniowy lockdown, a teraz go przedłuża o kolejny tydzień.

Koronawirus: Na świecie podano już miliard dawek szczepionek przeciwko COVID-19

Jednocześnie w ostatnich dniach notowane są nowe, globalne rekordy liczby zakażeń SARS-CoV-2.

Wielka Brytania wyśle respiratory, a USA szczepionki

Świat natomiast oferuje Indiom pomoc. Dawny kolonialny zwierzchnik – Wielka Brytania – ogłosił już wysłanie prawie 500 koncentratorów tlenu, a także 120 nieinwazyjnych urządzeń wspomagających oddychanie oraz 20 respiratorów transportowych. Pierwszy transport ma dotrzeć do Delhi już jutro (27 kwietnia).

„Stajemy ręka w rękę z Indiami jako przyjaciel i partner tego kraju w tych ciężkich czasach walki z COVID-19” – powiedział brytyjski premier Boris Johnson, który jednak z powodu wprowadzenia zakazu podróżowania dla Brytyjczyków do Indii odwołał swoją planowaną tam na najbliższy czas oficjalną wizytę.

Z kolei USA zapowiedziało przekazanie Indiom 30 mln dawek szczepionki na koronawirusa firmy AstraZeneca. Amerykański regulator ds. produktów medycznych (FDA) dotąd jej nie zatwierdził, ale USA na wszelki wypadek skupiły jej zapasy, którymi teraz dzielą się z sojusznikami (wcześniej były to Kanada i Meksyk).

AstraZeneca nie jest w USA stosowana, ponieważ kraj ma pod dostatkiem szczepionek amerykańskich – Pfizer-BioNTech, Moderna oraz Johnson&Johnson. Aby przyspieszyć własną produkcję szczepionek Waszyngton bardzo restrykcyjnie podchodzi także do eksportu komponentów do produkcji takich preparatów, ale dla Indii będzie zrobiony wyjątek. „Nasze serca są z narodem Indii dotkniętym straszliwym wzrostem zachorowań na COVID-19” – napisał na Twitterze sekretarz stanu Antony Blinken.

W Tanzanii powstał rekordowo zmutowany szczep koronawirusa?

Tanzańskie władze twierdzą, że pandemii prawie tam nie ma, a na będącym częścią tego kraju Zanzibarze wypoczywają turyści m.in. z Europy.

UE też obiecuje pomoc

Pomoc dla Indii zapowiedziała także Unia Europejska. „Jesteśmy zaniepokojeni sytuacją epidemiczną w Indiach. Jesteśmy też gotowi do pomocy. UE gromadzi środki, by szybko odpowiedzieć na prośbę Indii o pomoc za pośrednictwem Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności. W pełni solidaryzujemy się z narodem indyjskim!” – napisała na Twitterze przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Komisarz ds. zarządzania kryzysowego Janez Lenarčič doprecyzował natomiast, że chodzić ma o wysłanie do Indii zbiorników z tlenem oraz leków dla chorych. Natomiast na temat ewentualnego wysłania szczepionek na razie nic nie wiadomo. W sprawie pomocy dla Indii trwają obecnie szybkie konsultacje między unijnymi stolicami. Wysłanie osobnej, własnej pomocy zapowiedziały już jednak m.in. Niemcy.

Pomoc Indiom oferują też regionalni rywale, a nawet wrogowie. Wysłanie sprzętu medycznego obiecały bowiem Chiny, z którymi Indie mają szereg sporów granicznych w rejonie Himalajów, a także Pakistan, który dla Indii jest wrogiem numer 1, ale teraz zaoferował przekazanie 50 karetek. Pakistański premier Imran Khan oświadczył zaś, że „modli się o szybkie ustanie epidemii w Indiach”.

Dla Indii, oprócz zapewnienia dostaw tlenu i leków, kluczowe jest obecnie przyspieszenie programu szczepień. Dotąd pierwszą dawkę otrzymało dopiero kilkanaście procent dorosłych mieszkańców kraju. Od 1 maja prawo szczepień ma mieć każda osoba powyżej 18. roku życia, ale na razie brakuje szczepionek.

Indie są jednak jednym z największych na świecie producentów szczepionek i surowic, a zakład firmy The Serum Institute of India w Pune produkuje nie tylko szczepionki indyjskie (Covaxin), ale także – na licencji – brytyjsko-szwedzką AstraZenekę na rynek azjatycki pod nazwą handlową Covishield. Eksperci spodziewają się jednak, że władze indyjskie mogą chcieć w najbliższym czasie ograniczyć eksport szczepionek.