Indie: Coraz więcej zakażeń koronawirusem. W szpitalach brakuje tlenu. To wina kolejnej mutacji SARS-CoV-2?

Najludniejsze stany Indii planują wprowadzenie polityki dwójki dzieci. (Photo by Prashanth Pinha on Unsplash)

Najludniejsze stany Indii planują wprowadzenie polityki dwójki dzieci. (Photo by Prashanth Pinha on Unsplash)

Druga fala pandemii COVID-19 uderzyła w Indie z gigantyczną siłą. W ostatnich dwóch dniach kraj ten pobił dotychczasowe globalne rekordy w dobowej liczbie wykrytych nowych przypadków oraz zgonów z powodu zakażenia koronawirusem. A jeszcze miesiąc temu władze ogłaszały, że SARS-CoV-2 jest w odwrocie.

 

 

W środę (21 kwietnia) w Indiach odnotowano prawie 316 tys. nowych zakażeń koronawirusem, w czwartek (22 kwietnia), było to już ponad 332,5 tys. przypadków. Tak dużych dobowych liczb dla jednego kraju jeszcze dotąd na świecie nie było.

Podobnie tragiczna jest sytuacja z liczbą zgonów – w środę było ich ponad 2,1 tys., a dzień później ponad 2,2 tys. To także globalne pandemiczne rekordy. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że Indie to drugi po Chinach najludniejszy kraj na świecie – mieszka tam ponad 1,3 mld ludzi – ale pandemiczne statystyki i tak są zatrważające.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Dramatycznie brakuje tlenu

Sytuacja epidemiczna w Indiach zaczyna się całkowicie wymykać spod kontroli. Nie tylko brakuje szpitalnych łóżek czy wykwalifikowanego personelu medycznego, ale nawet tlenu w szpitalnych instalacjach. Produkujące na co dzień ciekły tlen indyjskie fabryki i tak już pracują pełną parą.

Ponadto w szpitalach, w których z powodu desperacji chcącego ratować jak najwięcej pacjentów personelu często szpitalne instalacje i zbiorniki tlenu są różnymi metodami „podrasowywane”, doszło ostatnio do kilku głośnych awarii.

W mieście w Naszik w stanie Maharasztra doszło do rozszczelnienia się zbiornika z tlenem, który wyciekał niezauważony niemal przez pół godziny, co doprowadziło do obniżenia ciśnienia w szpitalnej instalacji. W tym czasie zmarło aż 22 pacjentów OIOM, którzy dostawali zbyt mało tlenu. 30 innych udało się zaś w porę ewakuować do innego szpitala.

Z kolei na przedmieściach Mumbaju doszło do zwarcia i pożaru tlenowej instalacji. Zginęło aż 13 pacjentów OIOM, a uratować udało się tylko cztery osoby. W obu przypadkach wściekłe rodziny zmarłych pacjentów domagały się rozliczenia zaniedbań.

Poszczególne regiony zaczynają się też oskarżać o to, że „podkradają” sobie tlen jeszcze w fabrykach, które starają się wypełnić wszystkie zamówienia, ale mają z tym coraz większy kłopot.

Premier Terytorium Związkowego Delhi Arvind Kejriwal oznajmił wczoraj (22 kwietnia), że tlenu wystarczy tam tylko na 8-12 godzin i wezwał centralne indyjskie władze do interwencji. Oskarżył je o to, że zbyt wiele cystern skierowały na prowincję, a fabryki w innych stanach przestały wysyłać tlen do Delhi.

Kejriwal wywodzi się bowiem z socjalliberalnej Partii Zwyczajnego Człowieka (Aam Aadmi Party), która jest w opozycji do rządzącej całym krajem konserwatywno-nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej (BJP), a której zwolennicy zamieszkują głównie mniejsze miasta.

Indie: Setki tysięcy Hindusów kąpią się w Gangesie mimo krytycznej sytuacji epidemicznej

Sytuacja w indyjskich szpitalach jest krytyczna, a poszczególne regiony informują o niedoborach szczepionek.

W zeszłym miesiącu rząd ogłaszał koniec epidemii

Sytuacja w Indiach szybko stała się bardzo trudna. A jeszcze w marcu władze kraju ogłaszały sukces wielomiesięcznej walki z koronawirusem i koniec bardzo długiej fali zakażeń, która apogeum miała we wrześniu ubiegłego roku.

Minister zdrowia i rodziny Harsh Vardhan stwierdził nawet, że „to już koniec COVID-19” w Indiach. I pomylił się jeszcze bardziej niż ogłaszający przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi w Polsce „odwrót koronawirusa” premier Mateusz Morawiecki.

Zachęceni bowiem uspokajającymi komunikatami władz i znoszeniem przez różne stany obowiązujących obostrzeń Hindusi zaczęli coraz słabiej przestrzegać zaleceń. W kraju znów zaczęto organizować huczne i tłumne imprezy weselne czy mecze krykieta z udziałem publiczności.

1 kwietnia przypadło także największe święto religijne na świecie – Kumbhamela. Nad brzegami świętej rzeki Ganges zebrały się rzesze ludzi, aby odbyć rytualną kąpiel. Dotąd nad Ganges przybyło już 5 mln chcących zmyć grzechy pielgrzymów, ale dziać się tak będzie do końca kwietnia.

Potem pielgrzymi wracają do swoich rodzinnych stron i… niewątpliwie roznoszą wirusa. Konserwatywny i często odwołujący się do hinduistycznych wartości premier Narendra Modi nie odważył się odwołać Kumbhameli. Organizowano także wielkie wiece BJP przed czerwcowymi wyborami regionalnymi w kilku stanach. Dopiero w tym tygodniu ograniczono je do maksymalnie 500 osób.

W niedawnym przemówieniu Modi wezwał „cały naród do wielkiej bitwy z koronawirusem”. Ale jednocześnie wykluczył na razie ponowne wprowadzenie „lockdownu”. Nazwał go „ostatecznością”. Na taki krok rząd zdecydował się bowiem w ubiegłym roku, ale bardzo zaszkodziło to indyjskiej gospodarce.

Delhi wprowadza lockdown

W Indiach większość mieszkańców nie ma także stałego zatrudnienia i utrzymuje się z dorywczej pracy, a wypłaty przyjmuje w dniówkach. Oznacza to, że lockdown pozbawia ich wszystkich dochodów, a nawet może niektórych postawić w obliczu braku bezpieczeństwa żywnościowego.

Ale władze Delhi nie posłuchały apelu premiera i ogłosiły tygodniowy lockdown. „Nie chcemy, by lekarze w stolicy na korytarzach, a ludzie umierali na drogach” – powiedział Arvind Kejriwal. Zapowiedział stworzenie szpitali tymczasowych w halach sportowych, sala balowych czy hotelach. Ma w ten sposób powstać ponad 6 tys. nowych łóżek.

Ale brakuje nie tylko miejsc w szpitalach, ale także w kostnicach i krematoriach. Hinduiści ciała zmarłych bliskich palą na specjalnych stosach, ale nawet tych brakuje. Tymczasem rząd Indii chce przyspieszyć akcję szczepień. Dotąd choćby jedną dawkę preparatu dostało 135 mln osób, czyli dopiero kilkanaście procent dorosłych mieszkańców kraju.

Obecnie trwa program szczepienia osób powyżej 45. roku życia, ale od 1 maja szczepionki mają już być dostępne dla wszystkich chętnych. Ale jeśli utrzyma się dotychczasowe tempo, to zaszczepienie 70 proc. populacji (co daje tzw. odporność zbiorową) zajmie w Indiach nawet dwa lata.

Dziennie robionych jest tylko 3 mln szczepień. Głównie dlatego, że brakuje szczepionek. Obecnie podawane są dwa preparaty – brytyjsko-szwedzka AstraZeneca i indyjski Covaxin. Miesięcznie na indyjski rynek trafia 70-80 mln dawek. O wiele za mało dla tak ludnego kraju.

Koronawirus: Indie zatwierdzają aż dwie szczepionki – swoją i brytyjsko-szwedzką. Do zaszczepienia ponad 1,3 mld obywateli

Indie chcą jak najszybciej rozpocząć szczepienie swoich obywateli przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2.

Indie ograniczą eksport szczepionek?

Jednocześnie Indie są potentatem w produkcji szczepionek. Największa na świecie taka fabryka – w Pune – należy do indyjskie firmy The Serum Institute of India. To tam także produkowane są szczepionki AstraZeneca dla Indii, ale także innych krajów azjatyckich. Obserwatorzy spodziewają się, że indyjskie władze mogą chcieć teraz przekierować część dawek na rynek wewnętrzny zamiast na eksport.

Sytuację pogarsza bowiem także to, że w Indiach stwierdzono pojawienie się nowej mutacji koronawirusa nazwanej „B.1.617”. Szczep ten jest dopiero badany, ale część naukowców wiąże nagły skok liczby zachorowań właśnie z jego pojawieniem się. Na razie przypomina połączenie wariantów „brazylijskiego” i „amerykańskiego”.

Jego mutacja ma być też podwójna – nie tylko szybko się rozprzestrzenia i szybciej mnoży w organizmie (co przyspiesza rozwój choroby i prowadzi do śmiertelnie niebezpiecznej nadmiernej reakcji immunologicznej, czyli tzw. burzy cytokinowej), ale także „wymyka się” obecnym testom.

Niektórzy zakażeni nim pacjenci mają klasyczne objawy COVID-19, ale jednocześnie testy dają u nich negatywny wynik. Nowa mutacja wydaje się też łatwiej infekować ludzi młodych i to oni obecnie stanowią dużą część chorych. Z tego powodu część państw świata – m.in. Kanada – zakazała już lotów z Indii i do Indii. Bardzo bliska podjęcia takiej decyzji jest też Wielka Brytania. Tymczasem do Indii wciąż można się dostać samolotem z Warszawy.