Haiti: Już co najmniej 17 osób zatrzymanych w związku z zabójstwem prezydenta. Spiskowcy przyjechali z USA i Kolumbii?

Ulica w stolicy Haiti - Port-au-Prince, źródło: Wikipedia, fot. Alex Proimos (CC BY 2.0)

Ulica w stolicy Haiti - Port-au-Prince, źródło: Wikipedia, fot. Alex Proimos (CC BY 2.0)

Policja na Haiti dokonała zatrzymań osób podejrzanych o udział w spisku na życie prezydenta tego kraju. Jovenel Moise został zastrzelony w swoim domu dwa dni temu. Spiskowcy mieli pochodzić z Kolumbii i USA.

 

Jovenel Moise zginął nad ranem w środę (7 lipca). Zabójcy postrzelili go dwunastokrotnie, a potem splądrowali jego rezydencję i biuro. Ranna w tym ataku została także haitańska pierwsza dama.

Do tej pory nie są znane motywy działania sprawców, ale haitańscy politycy – w tym pełniący obowiązki premiera Claude Joseph – wskazywali, że byli to najemni zabójcy. Nie podano jednak kto mógł ich wynająć.

Jeszcze tego samo dnia w stolicy Haiti – Port-au-Prince – doszło do strzelaniny między policją a grupą sześciu osób podejrzanych o to, że byli bezpośrednimi wykonawcami zamachu. Cztery osoby miały zginąć, a dwie zostać ujęte.

Dzień później szef haitańskiej policji Leon Charles poinformował zaś, że zatrzymano jednak w sumie sześć osób, które bezpośrednio brały udział w morderstwie prezydenta Moise. A kilka godzin później okazało się, że zatrzymano kolejnych 11. To w sumie daje 17 spiskowców w rękach policji i czterech zastrzelonych.

Haiti: Prezydent zamordowany we własnym domu przez nieznanych sprawców

Haitański prezydent Jovenel Moise został w nocy zastrzelony przez grupę osób, które wtargnęły do jego rezydencji.

Zabójcy przyjechali z zagranicy

Według słów Charlesa wszyscy zatrzymani i zabici są cudzoziemcami. Zresztą od początku haitańskie władze tak przekonywały. Mówiono o tym, że sprawcy używali języków angielskiego i hiszpańskiego, a tymczasem na Haiti mówi się po francusku oraz w lokalnym dialekcie kreolskim.

Teraz poinformowano jednak, że dwie zatrzymane osoby to dwaj obywatele USA pochodzenia haitańskiego, zaś pozostali to Kolumbijczycy, w większości byli żołnierze. Atakując prezydencką rezydencję mieli się podać za funkcjonariuszy amerykańskiej agencji antynarkotykowej DEA.

Również zabici podejrzani byli Kolumbijczykami, ale w sumie zamach miała przeprowadzić aż 28-osobowa grupa i wciąż siedmioro jej członków – według haitańskiej policji tak obywateli Kolumbii – ukrywa się.

Na Haiti obowiązuje ogłoszony krótko po zamachu stan wyjątkowy, a granice kraju są całkowicie zamknięte, aby uniemożliwić ucieczkę tym spiskowcom, którzy znajdują się jeszcze na wolności. Ponadto policja nadal poszukuje zleceniodawców zabójstwa.

Haiti: Stan wyjątkowy i obława na zabójców prezydenta

53-letni prezydent Jovenel Moise został zastrzelony w swojej rezydencji w nocy z wtorku (6 lipca) na środę. Trafiony 12 kulami zginął na miejscu.

Obława w ambasadzie Tajwanu

Co ciekawe, 11 Kolumbijczyków zatrzymano na terenie ambasady Tajwanu w Port-au-Prince. Wiele wskazuje jednak na to, że domniemani sprawcy zabójstwa prezydenta schronili się po prostu w położonej najbliżej miejsca zbrodni placówce dyplomatycznej.

Wybór tajwańskiej ambasady był więc najprawdopodobniej całkowicie przypadkowy. To zresztą tajwańscy dyplomaci mieli powiadomić haitańską policję, że na teren ich placówki wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn.

„Na prośbę haitańskiego rządu i w celu pomocy w zatrzymaniu podejrzanych, ambasada udzieliła haitańskiej policji pozwolenia na wejście na teren ambasady. Placówka wciąż, ze względów bezpieczeństwa, pozostaje zamknięta” – przekazała rzeczniczka MSZ Tajwanu Joanne Ou. Haiti jest jednym z zaledwie 15 krajów świata, które utrzymują oficjalne stosunki z Tajwanem, co oznacza, że nie utrzymują ich z komunistycznymi Chinami.

Rządzący od 31 lat prezydent Czadu nie żyje. Zginął podczas wizyty na froncie wojny z rebeliantami

Zaledwie 19 kwietnia ogłoszono, że wygrał on wybory prezydenckie na kolejną kadencję.

Nie wiadomo kto zlecił zabójstwo

Zleceniodawcy zabójstwa wciąż pozostają więc zagadką, bo prezydent Moise miał wielu wrogów. Od miesięcy trwały przeciw niemu uliczne protesty, ponieważ jego czteroletnia kadencja prezydencka upłynęła w lutym.

Ale Moise nie rozpisał nowych wyborów prezydenckich, a ponieważ nie odbyły się także wybory parlamentarne, rządził dekretami. Wybory obiecywał w 2022 r., ale najpierw chciał referendum na temat zmian w konstytucji wzmacniających władzę prezydencką i ograniczających rolę parlamentu, który z dwuizbowego miałby się stać jednoizbowy.

Opozycja jednak nie chciała się zgodzić na zmiany w ustawie zasadniczej, a wyborów domagała się według obowiązującego kalendarza politycznego. Moise’a zaś posądzała o to, że w rzeczywistości w ogóle nie zamierza władzy oddawać.

Ponadto wybory prezydenckie z 2016 r., które wygrał Moise, uważane były przez wielu za sfałszowane. Frekwencja wyniosła w nich bowiem zaledwie… 12 proc. Była to zresztą powtórka głosowania z 2015 r., które unieważniono z powodu ewidentnych manipulacji.

Ustępujący wówczas prezydent Michel Martelly, znany z dwóch rzeczy – tego, że niegdyś występował jako muzyk o pseudonimie Sweet Micky oraz z wielkiej skłonności do korupcji, namaścił bowiem Moise’a na swojego następcę.

Nigeria: Nie żyje lider islamistycznej organizacji Boko Haram

Poinformował o tym odłam Państwa Islamskiego działający w Nigerii.

Moise zadarł z oligarchami i mafią

Sam Moise – niegdyś właściciel eksportującego banany holdingu Agritrans – na pieńku miał nie tylko z politycznymi przeciwnikami, ale także z biznesową oligarchią i wielkimi plantatorami. Wywłaszczał bowiem najbogatsze haitańskie rodziny z różnych dotychczasowych interesów, np. z energetycznych monopoli. A ponadto, likwidując Senat, de facto pozbawiłby ich wpływu na politykę, bo wielu oligarchów było senatorami.

Moise bowiem, sam przez wiele lat oligarcha, po prostu zwalczał dawną i przyszłą biznesową konkurencję. Ale narażał się też wielu drobniejszym plantatorom, których wywłaszczał za nędzne odszkodowania, podczas gdy jego holding wyciągał od państwa tanie kredyty.

Trzeci potencjalny wróg Moise’a to kontrolujące nawet 60 proc. haitańskiej gospodarki gangi. One także były dla ambitnego polityka konkurencją. To dlatego jeden z największych gangów miesiąc temu otwarcie wypowiedział prezydentowi wojnę, a kilka mniejszych zerwało pakt sojusz z władzami. Jeszcze inne są na usługach oligarchów.

Moise jednak uzbroił haitańskie państwo. Dzięki uzyskanym z zagranicy (m.in. z USA pod rządami Donalda Trumpa) dotacjom stworzył specjalną antymafijną jednostkę policyjną i oddziały antyterrorystyczne. Ponadto odbudował rozwiązaną w 1994 r. armię. Opozycja oskarżała go nawet o to, że buduje państwo policyjne.

UE będzie walczyć z głodem na Haiti

Unia Europejska przekaże 9 mln euro na pomoc żywnościową dla karaibskiego państwa, które walczy z powtarzającymi się kryzysami humanitarnymi. Haiti nawiedziły w ostatnich latach trzęsienia ziemi, huragany, powodzie i długotrwałe susze.
 

Haiti, które jest jednym z najbiedniejszych państw na Karaibach, to …

Chaos na Haiti coraz większy

Chętnych do wynajęcia komanda zagranicznych zabójców mogło być zatem wielu. Tymczasem Haiti pogrąża się w coraz większym chaosie. W kraju nie ma parlamentu, prezydenta, ani nawet premiera, bo Claude Joseph tylko tymczasowo miał pełnić tę funkcję.

Moise wyznaczył na nowego szefa rządu Ariela Henry’ego, ale nie zdążył go zaprzysiąc. Henry miał pokierować technicznym gabinetem, którego zadaniem było doprowadzić do nowych wyborów parlamentarnych (w sierpniu) i prezydenckich (w listopadzie). Moise zgodził się bowiem na te głosowania pod naciskiem nowej amerykańskiej administracji.

Teraz jednak nie wiadomo co z planowanymi wyborami, a nawet kto stoi na czele państwa. W takim chaosie Haiti nie było nawet w czasach dyktatorskich rządów klanu Duvalierów, wojny domowej rozpętanej przez byłego prezydenta Jeana-Bertranda Aristide’a czy po katastrofalnym trzęsieniu ziemi z 2010 r., w którego wyniku zginęło aż 316 tys. ludzi.

To zresztą niejedyne plagi jakie nawiedzały ostatnio Haiti, bo przetoczyły się też przez ten kraj liczne huragany (najmocniej w latach 2016-2017), zaś po trzęsieniu ziemi wybuchła epidemia cholery, którą zawlekli na wyspę nepalscy żołnierze z misji ONZ, którzy zanieczyścili jedną z rzek swoimi zbyt blisko niej zbudowanymi latrynami.

Teraz na Haiti dużym problemem jest też COVID-19, choć o sytuacji wiadomo tyle ile opowiadają nieliczni pracujący tam lekarze. Nie ma jednak ani jednego laboratorium zdolnego wykonać testy, więc nie znana jest skala epidemii. Dotąd na Haiti nie zaszczepiono też nikogo.

Wszystkie powyższe klęski, wojny i problemy sprawiły, że dziś Haiti jest najbiedniejszym krajem zachodniej półkuli i jednym z najbiedniejszych na świecie. Aż 60 proc. z 11 mln mieszkańców żyje na skraju ubóstwa, a aż 4 mln cierpi głód bądź niedożywienie.