Grecja: Dlaczego tak mało jest tam przypadków infekcji koronawirusem?

Premier Grecji Kyriakos Mitsotakis, źródło: Facebook/Kyriakos Mitsotakis

Najmocniej dotknięte pandemią koronawirusa kraje europejskie  – Włochy i Hiszpania – znajdują się na południu Starego Kontynentu. Coraz gorzej dzieje się też w Portugalii. Tymczasem w Grecji sytuacja należy do najlepszych w Europie. Dlaczego?

 

Jeszcze niedawno we Włoszech i Hiszpanii przybywało po kilka tysięcy nowych infekcji SARS-CoV-2 dziennie, a dobowa liczba zmarłych zbliżała się nawet do 1 tys. Sytuacja w obu tych krajach wyraźnie się już poprawiła, ale dalej daleko tam do normalności. We Francji chorych przybywa dziennie tysiącami, a w Portugalii setkami. I to Portugalię często stawia się w Europie za regionalny wzór kraju, który w porę zareagował działaniami przeciwepidemicznymi, w tym wprowadzeniem dystansowania społecznego.

Ale jeszcze lepsza sytuacja panuje w Grecji. Do poniedziałku (20 kwietnia) stwierdzono tam „tylko” 2245 przypadków koronawirusa, czyli nawet trzykrotnie mniej niż w szczycie epidemii stwierdzano DZIENNIE we Włoszech czy Hiszpanii. Według oficjalnych danych władz w Atenach z powodu zakażenia SARS-CoV-2 zmarło w Grecji 116 osób.

Dla porównania w Portugalii zachorowało ok. 10x więcej osób i zmarło ok. 7x (kraje mają podobną populację, Grecja 11 mln, Portugalia 10 mln), w 6x ludniejszych Włoszech zachorowało 80x więcej osób, w 5x ludniejszej Hiszpanii prawie 100x więcej.

Dlaczego sytuacja w Grecji jest tak dobra?

Przede wszystkim Grecja jest jednym z tych krajów, które najszybciej w Europie wprowadziły ograniczenia społeczne. Lockdown w tym kraju zarządzono zaledwie 4 dni po tym jak stwierdzono tam pierwszy przypadek zakażenia SARS-CoV-2. Dla porównania Włochy zrobiły to 18 dni po zdiagnozowaniu pierwszego chorego, a Hiszpania aż 30 dni po pierwszym pozytywnym wyniku testu na koronawirusa (w Polsce 20 dni).

Oczywiście Grecy wprowadzając swoje restrykcje mieli więcej wiedzy na temat powagi sytuacji niż Włosi, ale dysproporcja w oczekiwaniu na reakcję władz centralnych jest jednak duża. Reakcja Greków rzeczywiście była błyskawiczna. W Polsce, którą również stawia się wśród krajów, gdzie władze nie zwlekały z wprowadzaniem epidemicznych, pierwsze obostrzenia wprowadzono 10 dni po wykryciu pierwszego przypadku, zaś lockdown 20 dni później – 25 marca.

W wielu krajach, tak jak w Polsce, zaczęto od zamknięcia przedszkoli, szkół czy uczelni wyższych oraz odwoływania imprez masowych, wydarzeń kulturalnych oraz sportowych. Grecja jednak od razu zamknęła także wszystkie sklepy, których funkcjonowania nie uznano za niezbędne. Otwarte pozostały sklepy spożywcze, apteki, drogerie czy stacje benzynowe.

Również ograniczenia w przemieszczeniu się po dużych miastach czy między regionami kraju wprowadzono w Grecji bardzo szybko – zaledwie tydzień po tym jak zamknięto sklepy. W tamtym momencie w Hiszpanii wciąż obowiązywały lżejsze obostrzenia.

Nie bez wpływu na sytuację w Grecji pozostaje też restrykcyjny system uzyskiwania pozwoleń na wyjście z domu. Od 23 marca, aby opuścić miejsce zamieszkania trzeba nie tylko mieć odpowiedni powód (określono ich tylko 6), ale jeszcze go udowodnić. Należy bowiem uzyskać specjalną elektroniczną przepustkę – SMS-em należy podać godzinę wyjścia, planowany cel oraz godzinę powrotu. Za brak takiej przepustki można otrzymać mandat w wysokości 150 euro. To mniej niż w Hiszpanii czy Włoszech, ale kary są bezwględnie wystawiane i egzekwowane.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Grecy wykorzystali zyskany czas

To wszystko zdecydowanie zmniejszyło presję na placówki medyczne, a sytuacja greckiej służby zdrowia jest o wiele gorsza niż hiszpańskiej czy włoskiej, co jest skutkiem między innymi poprzedniego kryzysu finansowego. Przed wybuchem pandemii SARS-CoV-2 w Grecji (według tamtejszego Ministerstwa Zdrowia) istniało 605 szpitalnych oddziałów intensywnej terapii.

Ale część z nich istnieje tylko na papierze. Z powodu braków sprzętowych, zbyt małej liczby odpowiednio przeszkolonych lekarzy i pielęgniarek oraz kiepskiego stanu niektórych budynków, de facto pracowało jedynie 557 OIOM-ów. Pozostałe zostały zawieszone bądź trwały w nich remonty lub restrukturyzacje. Tymczasem w Hiszpanii w marcu było ponad 4,4 tys. działających OIOM-ów. Nawet uwzględniając rozmiar kraju (w Hiszpanii mieszka 47 mln ludzi, a w Grecji ok. 10 mln), różnica była ogromna.

Ale dziś to Grecy są w o wiele lepszej sytuacji niż Hiszpanie czy Włosi. W Grecji stwierdzono zaledwie 215 przypadków na 1 mln mieszkańców i 11 zgonów na 1 mln mieszkańców. Dla Hiszpanii i Włoch to odpowiednio 4282 i 446 oraz 2997 i 399. Te liczby obrazują tę różnicę mocno na korzyść Grecji.

Co prawda w Grecji przeprowadzono o wiele mniej testów (5214 na 1 mln mieszkańców, podczas gdy w Hiszpanii to prawie 20 tys., a we Włoszech prawie 22,5 tys.), ale wykrytych w Grecji przypadków nie jest czterokrotnie mniej niż w Hiszpanii czy Włoszech tylko w porównaniu z pierwszym z tych krajów nawet 10-krotnie mniej.

Szybkie spowolnienie tempa przyrostu zachorowań nie tylko nie doprowadziło do przeciążenia w Grecji systemu opieki zdrowotnej, ale dało też Grekom czas na poprawienie jej stanu. Udało się otworzyć kilkaset nowych stanowisk do intensywnej terapii w szpitalach oraz zatrudnić 4,2 tys. nowych lekarzy.

Premierowi Grecji Kyriakosowi Mitsotakisowi oraz partiom opozycyjnym udaje się także dotąd zgodnie współpracować i nie atakować się nawzajem, na jednak pewnie przyjdzie czas po opanowaniu kryzysu. Ale Mitsotakis dał się też poznać na arenie międzynarodowej jako twardy obrońca polityki lockdownu wdając się choćby w dyskusje z prezydentem Brazyli Jairem Bolsonaro, który otwarcie krytykuje wprowadzanie epidemicznych obostrzeń, a COVID-19 nazywa „zwykłą grypą”.

Terapia osoczem metodą na koronawirusa?

Jak pokonać koronawirusa? W kolejnych miejscach na świecie próbuje się terapii osoczem pobranym od tzw. ozdrowieńców.

Co z obozami dla uchodźców i migrantów?

Problemem mogą się jednak okazać przeludnione obozy dla migrantów na greckich wyspach. Część osób przeniesiono z nich już wcześniej do ośrodków na kontynencie, ale nie wszystkich. Między innymi na Lesbos wciąż przebywają tysiące uchodźców i migrantów. Trudno w takich miejscach stosować politykę dystansowania społecznego.

Organizacje pozarządowe alarmują więc, że sytuacja w tych ośrodkach może stać się katastrofalna i de facto nikt nie bada tam ludzi pod kątem infekcji SARS-CoV-2. W jednym z takich obozów na Lesbos – Ritsona – przebywa obecnie 2,7 tys. osób. U 20 z nich stwierdzono koronawirusa. Kwarantannę zarządzono więc dla całego ośrodka. Obie jego bramy zamknięto.

Aktywiści podkreślają, że w obozie Ritsona przebadano zaledwie 63 osoby i aż 20 z nich okazało się być zainfekowanych. Natomiast nikt z nich nie wykazywał objawów. Badania przeprowadzono po tym, jak wcześniej chory okazał się być 53-letni Afgańczyk. Gdy wykryto pierwszych 20 zakażonych, więcej testów już nie zrobiono. Prawdziwa skala infekcji nie jest więc w tym ośrodku znana, alarmują aktywiści.

Ritsona nie jest największym ośrodkiem dla nielegalnych migrantów na Lesbos. W słynnym obozie Moria przebywa obecnie prawie 20 tys. ludzi. To siedmiokrotnie więcej niż planowano, gdy powstawał ten ośrodek.

Koronawirus: Chorwacja przedłuża lockdown

Mimo spadającej liczby zachorowań w Chorwacji, rząd postanawia przedłużyć lockdown o kolejne 15 dni.